Koty moje :)

Zawsze lubiłam koty, lecz dopóki nie zamieszkałam z pierwszą moją kotusią, nie miałam pojęcia co to za cudowne stworzenia. Kot w domu sprawia, że robi się ciepło nawet w chłodne dni, mruczenie rozprasza wszelkie mroki, igraszki wywołują śmiech i radość, a przytulanie się i okazywanie miłości rozczula i budzi jakieś lepsze, wyższe uczucia w duszy.

Moja Mićka, zwana przez Maryś  Miećką ( ze względu na Mieczysławę, żonę Anioła Stanisława, stróża nad stróże, gospodarza domu z Alternatywy 4), trafiła do nas jako maleńkie kociątko mieszczące się w dłoni.

Mićka narysowana – nie pamiętam przez którego z chłopców, jak się artysta przyzna to powiem. Miała czarną kropkę na nosku 🙂

Po jej odejściu zrobiło się w domu zimno i smutno. W gazecie znalazłam ogłoszenie o kotach Bożeny Wahl, skontaktowałam się z panią zajmującą się kotami i dowiedziałam się, że jest w piwnicy maleńka biała kotka, której mama zginęła, a ona została sama z braciszkiem. Kotek, niestety, nie przeżył. Zobaczyć kotkę pojechaliśmy z Małym autobusem na Żoliborz, zakochałam się od pierwszego wejrzenia choć pani próbowała przekonać nas, żebyśmy wzięli innego kotka.  Pani przywiozła nas z kicią do domu maluchem (czyli fiacikiem 126p.), baliśmy się, że nie dojedziemy w całości, bo pani wciąż zaglądała do kociej klatki, schylała głowę zamiast patrzeć przed siebie. Widocznie jednak święty od kotów miał nas w swojej opiece, bo dotarliśmy do domu w jednym kawałku. Pani wdrapała się z nami na czwarte piętro, koniecznie chciała sprawdzić w jakich warunkach kicia będzie mieszkać. I chwała jej za to 🙂 Tak powinna wyglądać każda odpowiedzialna adopcja psia i kocia. Zobaczywszy Rolfa pani się bardzo zestresowała, jakoś udało się jej wytłumaczyć, że to pies kochający koty, że swoją osobistą kotkę miał i był z nią bardzo zżyty.

Tak wyglądała wtedy kicia, którą nazwaliśmy Misią, miała około pół roku

Przez pierwsze dni mieszkała pod wanną w łazience, wychodziła tylko nocą asekurowana przez Rolfa. Naprawdę wyglądało to niesamowicie. Szła przy samej ścianie, on zaś stanowił jej zabezpieczenie od strasznej, nieznajomej przestrzeni reszty mieszkania. Chłopcy spędzali dużo czasu leżąc na podłodze, wkładając ręce pod wannę, żeby Misię głaskać, a ona się do tych rąk przytulała główką. Ponieważ nogi mieli już długie, a łazienka jest mała jak to w bloku, wracając z pracy widziałam dwie pary nóg na podłodze w przedpokoju, reszta niknęła w łazience 🙂 Stopniowo Misia oswajała się, nabierała odwagi. Wymagała długiego leczenia, trafiła do nas w ostatniej chwili, w piwnicy umarłaby jak jej braciszek. Była przepiękna, mądra, kochana, żyła z nami kilkanaście szczęśliwych lat.

Z Rolfem stanowili parę przyjaciół, kiedy po wizycie u weterynarza (Misię nosiłam w plecaku z łebkiem na wierzchu, żeby widziała) usłyszała już na korytarzu jego szczekanie – wydobyło się z niej westchnienie ulgi. To było nieprawdopodobne!

Kiedy Rolf odszedł za Tęczowy Most i przybył do domu mały Browar, traktowała go jak kociaka do końca życia. On zaś myślał, że jest kotem i wspinał się za nią na wysokości dopóki dał radę 🙂 To Misia rządziła nim, potem również Maciusiem. Wyrzucała ich z pokoju i kazała siedzieć przed progiem. Szła dumna odwracając się, by sprawdzić, czy słuchają. A oni obaj – duży kudłaty pies i gruby łaciaty kot siedzieli grzecznie. Jeśli się Browek ruszył, doskakiwała do niego i potrafiła łapką wyszarpać go za wąsy sznaucerowe, nagadać i usadzić z powrotem na miejscu. Taka była charakterna dziewczyna!

 Maciuś trafił do nas w wyniku splotu wydarzeń, opisanych zresztą w „Widocznie tak miało być” w rozdziałku 35.  Nawet mu imienia nie zmieniłam, bo … Maciuś to Maciuś 🙂  Misia przez długi czas była na mnie obrażona, odwracała się tyłem, kiedy do niej mówiłam i rozdziawiała całą paszczę sycząc ze złością. Potem jej przeszło, ale zawsze rządziła, a Maciuś jej słuchał.

Robiłam wtedy sweter z anitexu, Maciuś wszedł w golf i usnął słodko 🙂

Jak każdy kociak uwielbiał plątać mi wełnę 🙂

Już w zgodzie z Misią

Tu już dorosły, ale dalej słodziak 🙂

Z Browciem jechali na tym samym wózku, musieli podporządkować się Misi zwanej czasem Michaliną 🙂

W końcu jak nie czuć respektu przed takim spojrzeniem?

Czasem należała się chwila relaksu, co uchwycił Duży 🙂

Na chwilę obecną nie możemy mieć w domu własnego kota, wynagradza mi to jednak Franek, który nas adoptował w charakterze właścicieli hotelu, który w chłodne albo deszczowe dni otwiera dla niego swe podwoje 😉 Ostatni raz dłużej zaszczycił nas swą  obecnością gdy lało przez cały dzień. Przyszedł pod okno, psy natychmiast zawołały, że Franuś przyszedł i żeby go wpuścić.  Pomaszerował na fotel, przespał cały dzień i poszedł sobie, gdy wrócili jego opiekunowie. Kiedy jest ładna pogoda czasem przychodzi się przywitać przechodząc, po czym idzie dalej zaaferowany swoimi sprawami. Czasem słychać jak toczy wojnę na „słowa” z innymi kotami 😉

Przychodzi się przywitać…

… miauknie na dzień dobry….

… i mówi: jeszcze zajrzę, na razie pa…

Koty są wspaniałymi istotami, oby każdy mógł mieć ciepły dom i kochającą rodzinę. Takie marzenie…

To dzisiejsze spotkanie o szóstej rano na spacerze, Franuś przywitał psiepsioły  i poszedł  załatwiać swoje ważne kocie sprawy 🙂

Trzymajcie się zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

54 Responses to Koty moje :)

  1. jotka pisze:

    Oj Aniu, przepiękna opowieść, a pierwsze zdania powinno się drukować dużymi literami i wieszać zamiast różnych durnych banerów reklamowych.
    Moja bratanica ma kotkę Franię i psa Łatka, nasłuchamy się różnych opowieści, ale i tak zbyt mało, bo mieszkają w Krakowie, więc widujemy się niezbyt często…

  2. tessa pisze:

    Przepiekne wszystkie, ale rzadzaca Kicia z niebieskim oczami-cudo:)
    Wszystko to racja, co do kotow, my mamy (albo raczej one -nas;) dwa i nie ejstem sobie bez nich domu juz wyobrazic.
    Psy tez kochamy oboje, na emeryturze, tez zaadoptujemy jakiegos biedaka.

    • anka pisze:

      Tesso:-) Suuuper będzie! Cały świat zmieni się dla tego szczęśliwca, którego przygarniecie 🙂 Szilunia jest tak niesamowicie wdzięczna, tak nas kocha i okazuje tę miłość na każdym kroku, że aż człek się ze wzruszenia nieraz popłacze i ukradkiem otrze łezkę.
      U dzieci też są koty, u Dużego jedna kicia przygarnięta z fundacji (psa, Skitsa, my zabraliśmy do siebie), u Małego dwa cudaki (znowu zapomniałam nazwy rasy) oraz dwa przygarnięte psiaki. Jeden ze schroniska, jeden sam przyszedł i został.
      Pozdrowienia dla kotów i dla Was też 🙂

  3. jasna0ster pisze:

    cudowna kocia i psia saga, aż łezka w oku się kręci
    Właściwie to nigdy nie miałam własnego kotka w domu ,no z wyjątkiem prawie miesięcznej gościny u mnie Bonzajka, a tak właściwie to wolę zdecydowanie psy Miałam okazję co prawda dostać małego kotka, ale jakoś się jednak nie zdecydowałam i …chyba nie żałuję Ale koty owszem, lubię też, chociaż ciut mniej niż psy

    • anka pisze:

      Ewa:-) Bo kot jest od czego innego, a pies od czego innego. W sumie się uzupełniają i dlatego powinny być razem, żeby kwitła harmonia. Moim kotom mówiliśmy z chłopakami: kot w domu jest po to, żeby go „męczyć”. A to „męczenie” polegało na przytulaniu, noszeniu na ramieniu, bawieniu się z nimi, czemu poddawały się z rozkosznym mruczeniem. Mój tata mówił na Misię: ty Księżniczko 🙂
      Bonzajek jest dorosłym kotem, który nagle znalazł się poza własnym domem, więc nie musiało mu się to podobać. Natomiast gdybyś miała swoje własne maleńkie cudo, pokochałabyś je bez pamięci. I nie trzeba z nim wychodzić kiedy zimno i brzydka pogoda. Można za to, gdy jest ładnie. Ludzie się już przyzwyczaili do kotów w szelkach i nie dziwią się jak kiedyś.

  4. anka pisze:

    Jotuś:-) Pies i kot w domu to radość bezustanna i obserwacja przyjaźni międzygatunkowej. Ludzie powinni się od zwierzaków uczyć, bo u nas to już całkiem odrębne gatunki w kraju i nijak się jeden z drugim nie dogada. Nawet jak zna kogoś 40 lat może się okazać, że odbija temu komuś na skutek słuchania i oglądania konkretnych stacji i rozgłośni co to głos w każdym domu… Tak więc zdecydowanie wolę zwierzaki 🙂 Są cudowne, mądre, wierne w uczuciach i potrafią to okazywać. Fajnie, że masz w rodzinie takie stworzonka, wierzę, że jest o czym słuchać podczas rodzinnych kontaktów 🙂

  5. fuscila pisze:

    Pięknie napisałaś o swych pupilach!
    Ja wprawdzie lubię psy, ale choćbym bardzo chciała, to nie mogę się nawet jakąś „łazęgą” zaopiekować, sama mając problemy z nogami!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Niech Ci nóżki jak najszybciej naprawią, żebyś mogła śmigać wokół jeziora i po lasach. A potem, skoro masz kawałek ziemi koło MBD, to może i mała sierotka się zmieści… 🙂

  6. bognna pisze:

    Ja psia mama wprawdzie nie jestem, ale Twoja bajeczka bardzo mi sie spodobala.
    I nawet ksiezniczka jest na zdjeciu;))))

    P.S.
    Za Chiny ludowe nie moglam sie do Ciebie zalogowac:(

    • bognna pisze:

      Mialo byc, ze KOCIA wprawdzie nie jestem.
      Wybacz starej babie.

      • anka pisze:

        Bognna:-) Przecież wiem, że jesteś psia mama, ale kotu byś żadnemu krzywdy nie zrobiła przecież. I jeszcze ratowałabyś w nieszczęściu 🙂
        Ja dziś od rana do siebie nie mogłam wejść, dopiero teraz się udało. Nie lubię takich niespodzianek, od razu wpadam w panikę, że mi wszystko zniknie.
        Ha ha, stara baba! Ty! Poczekaj aż będziesz w moim wieku i co wtedy powiesz 🙂 Chociaż ja się wcale nie czuję na tyle ile w metryce i już!

  7. Urszula97 pisze:

    Piękna kocia historia,miałaś tego towarzystwa.Niestety my czekamy na wyniki testów alergicznych z krwi.Dzisaj odszedł za Tęczowy Most kot synowej Czorny , pogromca kotów na całej wiosce, kocur.Nie dał się wykastrowac ,wyczuł ten dzień i nie wracał.Mają jeszcze 1 kota i 2 psy.Jakby coś z nami nie tak to wiem ze Melka trafi do nich.Szkoda mi będzie tego obesrańca.Pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Ula:-) Normalny człowiek się przywiązuje do każdego stworzenia, które ma w domu, w rodzinie czy w ogóle gdzieś w pobliżu. Wcale się nie dziwię, że Ci szkoda kocurka. Wiesz, nasze zwierzaki też dzieci w razie czego (odpukać) wezmą. Jak w zeszłym roku jechaliśmy do Szczawnicy, to kupiłam im obróżki, do których przymocowałam takie breloki jak do kluczy z wszystkimi możliwymi telefonami. Szelki w aucie im zdejmujemy, żeby miały wygodnie, ale tych obrożek nie dałam zdjąć, żeby w razie czego nie były bezdomne i bezbronne. Bo jak nr telefonu jest, to zawsze się ktoś ulituje i zadzwoni.

  8. aga-joz pisze:

    I ja, i moi chłopcy jesteśmy kociarzami, mieszkamy w tej chwili z dwiema kocicami i bardzo muszę się opierać, żeby nie skusić się na kolejnego koteczka. A dla śmiechu zawsze wspominam, jak to mój najstarszy synek pojechał na studia, wrócił po miesiącu i zamiast się przywitać z rodziną, to najpierw było radosne „a kto jest moją słodką kicią?”. I nie było to do dziewczyny

    • anka pisze:

      Aga:-) Uśmiałam się, bo to normalne 🙂 Po wejściu do domu zawsze najpierw witam się z psami, Mąż też 🙂 A jeśli się ma w domu słodką kicię to już w ogóle nie ma o czym mówić, wygra z każdą kicią dwunożną 😉 Nie dziwię się więc synkowi 🙂

  9. Magda pisze:

    Wszyscy o kotach i psach (nie przeczę, że też zasługują) a ja tu widzę przepiękną dziewczynę !!!
    Ania! taką sama bluzeczkę miałam !!!

    • anka pisze:

      Magduś:-) Kochana, każda z nas kiedyś była piękna i młoda… szczególnie przeszło trzydzieści lat temu 🙂 Moda wtedy była MOJA, falbaniaste, długie spódnice, romantyczne bluzki, szerokie paski podkreślające talię i figura odpowiednia do mody… Magda, skoro miałyśmy takie bluzeczki, to znaczy, że mamy obydwie dobry gust 😉 😉 😉

  10. amasja pisze:

    Uwielbiam koty! Są wspaniałe, absolutnie wyjątkowe i piękne i Twoja notka to potwierdza. Całkowicie zgadzam się z W. Szymborską, że Bogu nie udało się nic poza kotami:-)
    Widzę Aniu, że Misia to prawdziwa niebieskooka księżniczka była! Ba! Królowa niepodzielnie królująca w swoim królestwie:-) Natomiast Franek to dowód na kocią niezależność, wszak koty zawsze chadzają swoimi drogami.
    Wszystkie zwierzęta-nie tylko koty-wprowadzają do domu ciepło, radość i życie. A odejście ukochanego pupila za TM boli długo i bardzo… Na pocieszenie zostaje myśl, że miał u nas naprawdę dobre życie, był kochany i traktowany jak członek rodziny. Zresztą…nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej.
    Twoja notka dla mnie-zdeklarowanej kociary- to prawdziwa radość! Przeczytałam ją wczoraj, obejrzałam zdjęcia, podziwiałam urodę kotów i Twoją:-) A dziś od rana dobijałam się do Ciebie żeby ją skomentować i już zaczęłam się martwić co się dzieje! Na szczęście już wszystko działa i odetchnęłam z ulgą:-)
    Tak jakoś się składa, że też zaplanowałam na ten tydzień kocią notkę. Taki zbieg okoliczności:-)
    p.s. a w piątek w programie ‚Polska z góry’ było o Szczawnicy i okolicach:-)
    Ślę mnóstwo serdeczności dla Ciebie i psiepsiołów i mocno przytulam:-)

    • anka pisze:

      Amasjo:-) Również się zgadzam z Szymborską, jedynie do listy dodałabym psy 🙂 🙂 🙂
      Moje zwierzaczki kochane mają swój kącik w sercu na zawsze, nie zapominam o nich nigdy. Przecież to członkowie rodziny, ci najukochańsi, oddający miłość całkowicie szczerze i nieustannie. Bardzo trudne jest ich pożegnanie, gdy odchodzą za Tęczowy Most, ale – jak mówisz – były kochane, miały dom i własne stado/rodzinę. Uważam jednak, że nie należy być egoistą i zatracać się we własnym bólu, lecz jeśli to tylko możliwe – przygarnąć następną bidę, dać dom i szczęście kolejnemu stworzeniu. Ja ich na świat nie sprowadzam, hodowli nie prowadzę, nie mam powodu mieć więc wyrzutów sumienia. Jeśli tylko dam radę, staram się pomóc. Chciałabym więcej, ale się nie da. 1% od lat idzie na zwierzaczki, Męża też i babci D. również. Na Centaurusa sms wysyłam, kiedy mogę. Gdybym wygrała wielkie miliardy – wiedziałabym co z nimi zrobić 🙂
      Na jakim programie była „Polska z góry”? W sumie tak mało oglądam tv, że nie wiem. Popatrzyłaś sobie na moje ukochane miasteczko? Wiem, że tam trudny dojazd w tej chwili, bo trwa remont drogi między Krościenkiem a Szczawnicą i są potworne korki.
      Dziękuję za wszystkie dobre słowa w imieniu zwierzaczków i własnym, szczególnie Miśki – bo ona naprawdę przecudna była, a przy tym leciutka jak piórko, jakby nic nie ważyła, miała zupełnie inną sierść w dotyku niż inne koty. Być może też bardziej uczulającą, bo Mąż się uczulił, nie mógł do mnie przychodzić na dłużej (kiedy jeszcze nie był Mężem), potem godzinami kichał i się dusił, i dlatego kota na stałe teraz w domu nie mamy. Ale za to jest na przychodne 🙂
      Jakaś awaria była, od świtu nie mogłam na bloga wejść, ale na szczęście wszystko wróciło do normy. Duży mnie uspokoił, że ja nie narozrabiałam 🙂
      Psiepsioły dziękują za serdeczności, odsyłają machając łapkami 🙂 Buziaki 🙂

      • amasja pisze:

        Możemy poprawić Szymborską i przyjąć, że jedyne co się Bogu nie udało to człowiek, niestety:-(
        Wiesz, Aniu ja jestem gotowa wydać na zwierzęta ostatnią złotówkę, chciałabym je wszystkie uratować, sprawić żeby były szczęśliwe, żeby wszystkie miały swoje domy, żeby w końcu człowiek przestał je męczyć i zabijać… Ale wiem, że to niemożliwe, że to co robię to zaledwie kropla w morzu… Ale robię, co mogę.
        Ten program był albo na Planete+ albo na Canal+Dokument- już samej mi się mylą te programy:-D Bardzo lubię te serie ‚z góry’:-) ‚Świat z góry’, ‚Polska z góry’, ‚Rosja z góry’ i o wielu innych krajach. No ale jestem w końcu geografem i powinnam być zakręcona na tym punkcie, prawda?
        Wspaniałego weekendu, Aniu! Tulam:-)

        • anka pisze:

          Taaak, człowiek to czasem wygląda na pomyłkę pana Boga, albo jakby ktoś inny w tym tworzeniu mieszał po kryjomu i niektóre egzemplarze są całkiem do niczego, jedynie do poprawki 🙁
          Amasjo, ze zwierzakami mam dokładnie tak samo. I od 26 lutego nie tknęłam mięsa. Przedtem lata całe nie jadałam ssaków, tylko kurczak, indyk, ryba wchodziły w rachubę. Teraz nic. Przygotowuję dla domowników, ale sama nie ruszę, nie kusi i nie mam ochoty. Za to mam świadomość…
          Poszukam tego świata z góry, może znajdę. Lubimy z Mężem program „Polacy za granicą”, jak się czasem trafi to oglądamy. Jeszcze „Górale” i „Drwale i inne opowieści Bieszczadu” – tylko jak ciepło się zrobiło i zielono, to mi szkoda życia na tv.
          Skarbie, na jakimś punkcie musi być człowiek zakręcony, bo inaczej życie jest puste.
          Tobie również szczęścia moc w weekendowe dni 🙂 Buziaki 🙂

  11. Lucia pisze:

    Widzę że już mogę się do Ciebie dostać. Jakieś zawirowania. Aniu dziękuję za tę kocią opowieść. Ja koty uwielbiam. Miałam sporo ukochanych które teraz są za Tęczowym Mostem. I wiesz wciąż mnie ich odejście boli. I nie potrafię o nich opowiadać. Całuję

    • anka pisze:

      Lucia:-) Wczoraj ja też nie mogłam się do siebie dostać.
      Rozumiem Cię doskonale, to boli, szczególnie wspomnienie chwili odejścia, ale mam wrażenie, że i tak są ze mną. Śnią mi się czasem, pamiętam o nich, w wyrazie ślepków Skitsa odnajduję Rolfa i im dłużej jest u nas, tym więcej zachowań Rolfowych okazuje. A spotykasz jeszcze znajomego kota idąc czasem na Lisa? Bez zwierzaków w życiu czegoś mi brakuje… Buziaki 🙂

  12. Lucia pisze:

    Tak Figaro ma się podobno dobrze… Dawno go nie widziałam, bo rzadko tam zaglądam.
    Ale może się jeszcze spotkamy… ***

  13. BBM pisze:

    Z przyjemnością obejrzałam Twój koci film. W pełni się zgadzam- koty to cudowne istoty: wolne, niezależne, dumne a jednocześnie nadzwyczaj przyjemne i przytulne. Niemal skrajności- a prawdziwe! :))
    Też kiedyś miałam dwa koty… ale to stara historia…

    • anka pisze:

      Matyldo:-) A jak potrafią okazywać swoje przywiązanie! Kiedy zamieniłam się z chłopakami na pokoje, im przedzieliłam duży, żeby każdy miał swój kąt, a ja się przeniosłam do małego – koty, które spały ze mną, przeszły na nowe miejsce, wcale nie zostały na starym. W ogóle było śmiesznie, bo wołałam: koty, pościel wyjęta! I Misia z Maciusiem maszerowały na kołdrę. Nie wychodziły na zewnątrz (czwarte piętro), więc były czyściutkie i spały w łóżku. A Rudy, tutejszy osiedlowy kot (już za Tęczowym Mostem) z miłości przyniósł nam myszkę, którą ratowaliśmy i wynieśliśmy na łąkę, a on – biedny- szukał jej przez pół dnia nie mogąc zrozumieć gdzie się podziała 🙂 Franek swoim opiekunom znosi pod drzwi różne trofea, dzieli się… A mruczenie przytulonego kota to jest … raj 🙂
      Opowiedz kiedyś o swoich kotach 🙂

  14. Stokrotka pisze:

    Wszystko przecudne!!!!Pięknie napisane:-)
    I nie wiadomo ktore zdjecie piekniejsze….
    Ale kot pilnujący beczuszki piwa WYMIATA!!!!!

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Dziękuję, bardzo mi miło, że podobały Ci się moje kochane zwierzaczki 🙂 Czekałam z niecierpliwością, kiedy ktoś zwróci uwagę na zdjęcie Miśki przy beczce i Ty jesteś pierwsza 🙂 Uważam, że Duży zrobił fantastyczną fotkę 🙂

  15. wilma pisze:

    Aniu, jakie piękne „epitafium” dla Twoich wszystkich mruczących, futerkowych domowników, które na przestrzeni wielu lat mieszkały pod Twoim dachem!
    Wychowałam się w domu, w którym zawsze były jakieś zwierzęta, oprócz tych domowych, także dzikie, jak sarny, dziki, zające, jeże, borsuki…
    Nie wyobrażam sobie swojego domu w którym nie ma żadnego z braci mniejszych.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • anka pisze:

      Wilmo:-) Mnie brakowało tutaj bardzo swojego futrzaczka, odkąd zamieszkaliśmy za lasem, toteż kiedy przybyła Szilunia poczułam się szczęśliwa. Musi być jakieś stworzonko, które się plącze pod nogami, do którego można się przytulić i
      zagadać 🙂
      Fajnie miałaś, skoro mogłaś mieć koło siebie sarenki i inne wolne zwierzaczki 🙂
      Buziaki 🙂

  16. Krystyna 7.8 pisze:

    Oj Aniu jeszcze nie miałam żadnego kotka. Kiedyś psa. Muszę chyba podjąć decyzję, aby że mną zamieszkała jakaś kicia.

  17. Mysza w sieci pisze:

    Przepiękne kociaki przy Tobie były i są nadal w myśli i w sercu.. A ja będąc u Ciebie widziałam, że każdemu stworzeniu będzie przy Tobie najlepiej na świecie.. Buziaki Aniu, zdrówka dla Was i psiepsiołków

    • anka pisze:

      Myszko:-) Może nie najlepiej, tylko w miarę możliwości. Jedno jest pewne – miłości i żadnemu stworkowi nie zabraknie 🙂
      Zdrówka i miłej „czerwcówki” 🙂 Skoro jest majówka to czemu czerwcówka nie?
      Buziaki!

      • Mysza w sieci pisze:

        Czerwcówka jak najbardziej pasuje 🙂 A zwierzaczkom jak nie najlepiej? Przecież im prócz miłości kochanych ludzi, bezpieczeństwa i pełnej miski nic więcej do szczęścia nie trzeba 🙂

        • anka pisze:

          Myszko, w tym sensie – masz rację. Oby były szczęśliwe 🙂 Gdyby mówiły po naszemu to by powiedziały jakie jeszcze mają życzenia i potrzeby, a człek nie zawsze się domyśli. Ale kocha 🙂

  18. mokuren pisze:

    Przepiękna, ciepła opowieść. Czuć jak bardzo kochasz te swoje zwierzaki 🙂
    Misia na pierwszym zdjęciu wygląda przesłodko, taki fajny puchaty pyszczek ma.
    Kiedyś miałam kotka, biało-czarnego, niezbyt długo, ale zupełnie nie pamiętam co się z nim stało. Chodziłam wtedy chyba do starszaków, raczej jeszcze nie do pierwszej klasy, więc już mnie pamięć zawodzi…

    • anka pisze:

      Mokuren:-) A ja jest u Was z trzymaniem zwierzaczków w domu? Widziałam w tv kawiarnię z kotami, do których ludzie mogą się przytulić – ewentualnie oczywiście, o ile kot na to pozwoli – właśnie w Japonii.
      Cudna była Misia, na tym pierwszym zdjęciu jest cała ona – w tym czasie, słodzinka malutka, puchata. Upodobała sobie mój różowy zegarek (dostany od Małego na Dzień Matki) i tylko czekała, żebym otworzyła torebkę (jak urwałam pasek nosiłam w torebce) , od razu go wyciągała i bawiła się nim 🙂

  19. Piękna historia. To sobie kotka ustawiła pozostałe zwierzaki. Ale koty mają coś takiego w sobie, że nawet psy się ich słuchają. Też nie mogę mieć teraz kotów, więc moje dwa mieszkają u babci 🙂

    • anka pisze:

      Klaudio:-) Dzięki, że wpadłaś zobaczyć kotusie kochane moje. Przykro, że nie możesz mieć swoich kotów, ale u babci na pewno jest im dobrze 🙂 Ja też od dzieci wzięłam Skitsa (psa) i wcale nie ma zamiaru wracać z nimi gdy przyjeżdżają. Owszem, ucieszy się, przywita ale stwierdził widocznie, że tu zostaje i już 🙂

  20. Ewa pisze:

    Kota nigdy nie miałam, ale wiem, że najcudniejszym stworzeniem jesteś ty 🙂

    • anka pisze:

      Ewuś:-) Ależ ja nie jestem kotem, a ludzie nie całkiem się udali panu Bogu, przynajmniej w większości.
      A moje piesule Ci się podobały? Jeszcze o nich kiedyś będzie, i o Rolfie i o Browciu, jak znajdę więcej fotek, żeby je pokazać.
      Trzymaj się, kochana, siły duuużo i cierpliwości!

  21. Lucy pisze:

    Koty sa takie inne niz psy, takie bardziej charakterne. Co nie znaczy, ze psy cvharakteru nie maja 😉 ale koty wiecej i bardziej na wierzchu. Pies stara sie przypodobac, kot- nigdy. Przynajmniej nasze tak mialy 😀
    Nasz Fin odszedl 8 lat temu, to byl kotopies.

    • anka pisze:

      Lucy:-) Podobno pies myśli, że my jesteśmy bogami, bo dajemy mu jeść i dbamy. A kot myśli: ja jestem bogiem, bo dają mi jeść i dbają o mnie 🙂
      Moje to też takie psokoty i kotopsy były 🙂

  22. skowronpisze pisze:

    Fajne te koty… I piękna właścicielka 🙂
    U mnie w domu mieliśmy dwa – rudzielca, który żył osiem lat, i czarnobiałego, który przetrwał tylko dwa… ech…
    Pozdrowienia dla Ani 🙂

    • anka pisze:

      Piotrze:-) Dziękuję za dobre słowo, miło wspomnieć siebie sprzed trzydziestu
      lat 😉 A teraz nie masz żadnego kotka? Moja Mićka też tylko dwa lata żyła… Za to Misia prawie dwadzieścia. Koty są wspaniałe, psy również 🙂
      Pozdrawiam 🙂

  23. skowronpisze pisze:

    Nie, teraz pieseła mają domownicy z dołu, a ja rybki.

    • anka pisze:

      Z rybkami na spacer nie wyjdziesz, nie przytulisz, nie pogadasz 🙂 Ale kiedyś też miałam, w podstawówce. Podświetlone akwarium stwarzało nastrój i fantastyczną atmosferę w naszym (z siostrą) pokoju 🙂

  24. Bożena pisze:

    Super kotki 🙂 Zresztą wszystkie są super, tylko trzeba mieć do nich odpowiednie podejście. Ludzie traktują kota jak powietrze, nie mówią do niego, nie przytulają, a później dziwą się, ze podły, złośliwy i psoci. Aniu, coraz mniej mnie na blogu, bo wraz z nadejściem ciepłych dni musiałam ruszyć do ogrodu i w ogóle na zewnątrz, gdzie zawsze jest coś do zrobienia. A w domu też przecież trzeba dbać o wszystko. Pracy mam od groma i już rozważałam kolejne odejście z bloga… Dzisiaj wstałam o 5 rano, więc trochę poczytałam, ale już muszę pędzić, by przygotować psu śniadanie – nie korzystamy z gotowej karmy. Zobaczmy, jak to będzie.. Pozdrawiam 🙂

    • anka pisze:

      Bożenko:-) Nie odchodź, wystarczy, że raz na jakiś czas wstawisz fotkę Luny 🙂 Wiadomo, że latem są inne zajęcia i nie ma czasu, nawet szkoda go na siedzenie przed komputerem. Ale przyjdzie jesień, szaruga i wtedy jak znalazł. A kontakty zostają 🙂 I to jest właśnie bardzo fajne, to mi się podoba w tej blogowni naszej, że poznajemy takich świetnych ludzi. Więc „daj głos” co jakiś czas i rób swoje. Serdeczności moc posyłam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *