Moje refugium

Miało być tu dyrdymałkowo a chwilami robi się poważnie. Myślę, że dla zdrowia psychicznego i fizycznego lepiej wrócić (póki co) do lepszej strony świata i negatywnymi myślami nie wzmacniać ciemnej strony Mocy.

Bardzo intensywnie zajęłam się „Aldoną” ( imię wiodącej bohaterki „Po co wróciłaś Agato”), wrzucam w Lapcia poprawiając co nieco, potem – już nad całością – popracuję drobiazgowo. Jedna strona w Lapciu to dwie strony maszynopisu, tak więc z 300-tu stron zrobi się połowa, chyba, że w trakcie poprawek rozrośnie się jakiś wątek, bo właściwie pisze się „samo” i nie zawsze mam wpływ na przebieg zdarzeń 🙂 oraz pomysły bohaterów.
Przy okazji nasuwa się „całe mnóstwo” spostrzeżeń, a przede wszystkim – bardzo odkrywcze 🙂 – jakże człowiek się zmienia przez lata! „Aldonę” pisałam będąc młodsza niż moje dzieci teraz, oni zaś ( Duży i Mały) byli w obecnym wieku moich wnuczek. Gdybym (okresowo) nie cierpiała na manię zapisywania – przeszłość byłaby zamknięta, skończona, w większości zapomniana. Bo tak już jest, że pamięć wybiera jakieś zdarzenia a reszta ginie gdzieś i rzadko wraca, a jeśli już, to najczęściej w postaci wybiórczych wspomnień, nie zawsze pokrywających się z zaistniałymi naprawdę. Przeżywam teraz chwile absolutnie niesamowite: znalazłam się w kilku wymiarach czasowych jednocześnie, które przenikają się do tego stopnia, że – gdy pogrążona bez reszty w czasie, w którym pisałam – podnoszę wzrok na moje obecne otoczenie, jestem zdziwiona i jak komputer muszę „wejść w inny program”, aby wrócić do dnia dzisiejszego, opuścić moje kochane ursynowskie mieszkanie i tamte czasy. Co mogę zrobić? Chwycić telefon i zadzwonić do M. Wczoraj wieczorem niezawodna przyjaciółka odebrała będąc z psicą na spacerze. Bardzo chętnie szłabym razem z nią ale cóż, ułożyło się inaczej i idę po drugiej stronie Lasu Kabackiego (a właściwie to nie idę, bo wieczorami wychodzi Mąż). I przez telefon dowiaduję się, że M. ma doła, bo trzeba było uśpić uratowanego wcześniej kota, ponieważ już się nic więcej nie dało dla niego zrobić. Pozostaje tylko na pocieszenie myśl, że ostatnie chwile życia spędził w godnych warunkach i nie umierał godzinami gdzieś pod płotem w strasznym cierpieniu.
Taki telefon do M. to powrót do minionych chwil. Uświadomienie sobie, że dane nam było przeżyć wspaniały czas – mimo wszelkich przeżyć rodzinnych, osobistych, politycznych, krajowych, globalnych, przeżyć szczęśliwych i dramatycznych, mimo radości i tragedii. Cudowne było poczucie więzi i wspólnoty. Naprawdę żyliśmy jak w rodzinie albo lepiej – bo wiadomo, że z rodziną, w niektórych wypadkach, tylko na zdjęciu… Sylwestry kolejne, imieniny, urodziny, rocznice i inne okazje świętowaliśmy wspólnie. Wytańczyłam się, wybawiłam za całe życie, mając jednocześnie na oku dzieci, które w mieszkaniu obok przeżywały swoje dziecięce imprezy. Dziś nie istniej taka możliwość, zawsze znajdzie się ktoś, kto zadzwoni po Straż Miejską. Może zazdroszcząc, że on do grona nie należy…  Przy czym mam na myśli oczywiście normalną, wesołą zabawę, tańce, hulanki, swawole bez awantur, dopalaczy i innych świństw, których wtedy zresztą nie było. Na szczęście.
Dziś na miejscu zostały tylko M. i B. Ja się wyprowadziłam za las, druga M. oraz D. także zmieniły mieszkania, Mira przeszła na Drugą Stronę Tęczy dołączając do swojego męża Stasia oraz do Zosi. Trudny wtedy był rok, miesiąc po miesiącu odeszli: moja siostra Lucy, potem Zosia a na końcu Staś. Mirusia trzy lata temu. Bez względu na obecne miejsce pobytu przyjaciół-sąsiadów, czy są na tym czy na drugim świecie, to nasze osiedlowe życie w mojej duszy trwa nadal. Myślę, że to był DAR, który nie każdemu zostaje dany, za który należy się wdzięczność losowi, ogromny dar przyjaźni, nauki współistnienia, przekraczania własnego egoizmu na rzecz czegoś znacznie większego i ważniejszego w tej naszej małej ursynowskiej ojczyźnie. W głębi mojej duszy istnieje ona zawsze, jest to takie miejsce pomagające wracać do równowagi, moje refugium.

16.05.2017

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *