Spacery czerwcowe 2021

W Dzień Dziecka zrobiliśmy długi spacer, chyba najdłuższy od czasu nadwyrężenia Skitusiowej łapki. Żeby nie było zbyt wesoło –  Szilka zaczęła utykać po podniesieniu się z posłania, potem łapkę „rozchodziła” i przestała kuśtykać. Obawiam się, że już zaczynają się problemy związane z wiekiem i nadwagą, z którą nie możemy sobie poradzić. To znaczy mnie chyba lepiej wychodzi niż jej (dopinam niektóre spodnie 😉 ). Wydaje mi się, że babcia D. potrafi nas przechytrzyć w kwestii dokarmiania psiaków. Przy stole nie bardzo jej wychodzi, bo pilnujemy. Ale – zmieniła sobie pory funkcjonowania, śpi do południa albo dłużej,  choć MS ją budzi na śniadanie.  Potem buszuje po nocach zmyślnie wyczekawszy aż  MS pójdzie spać. Ja padam wcześniej, ale on siedzi dłużej i czasem babcia D. myśli, że już nikogo nie ma, więc około północy idzie sobie coś zjeść. Jeśli nikt jej nie widzi to na dwieście procent dzieli się z psiepsiołami. Z miłości oczywiście, nie dociera do niej, że w ten sposób je krzywdzi.

Wracając do spacerów – przechodziliśmy obok szkoły/przedszkola i uwieczniłam coś ciekawego, ładnego, wesołego 🙂

… czyż nie urocze? …

Pogoda nam się poprawiła. Nareszcie, maj był wyjątkowo zimny, ale i tak piękny jak to maj ma z natury 🙂 Bzy kwitły cudownie, ale moje są wczesne  (chyba), kwiaty już całkiem zbrązowiały, lecz za to rozkwitł i rozpachnił się mały lilak Meyera. Właściwie taki mały to on nie jest, rozrósł się chyba dlatego, że porządnie go podcięłam po zeszłorocznym kwitnieniu. Teraz wyczytałam, że tak trzeba, bo kwiaty (zawiązki) na następny rok formują się latem, trafiłam więc idealnie. Mam zamiar odnóżkę ukorzenić i posadzić z drugiej strony, żeby zapach docierał do naszej sypialni.

… kwitnie jak szalony, a jak pachnie 🙂 …

Poza tym – w ogródku się nagimnastykowałam (nie: narobiłam 🙂 ) przywracając trawnik. Po zeszłorocznym naszym niebycie w domu podczas wakacji zdechł kompletnie, więc MS kupił ziemię (dobrze, że otworzyli sklepy), trawę i Ania zabrała się za to co lubi 🙂  Czyli lubi kopać, ciąć, siać, sadzić, czyli szaleć bez opamiętania tak, aby było widać rezultat. Wtedy Ania się cieszy, choć zakwasy nie pozwalają się ruszać i głośno śmiać się z dowcipów MS 🙂  Ale to właśnie jest szczęście 🙂

Zrobiłam tak. Podzieliłam całość na małe fragmenty, każdy fragmencik posypałam ziemią do trawników, potem nasionkami trawy i porządnie ziemią nakryłam. Zostawiałam kępki trawy, które ocalały i wygląda to śmiesznie, takie zielone kozie brody 😉  Aha, wcześniej rozsypałam ziemię wyrównując dołki – o czym wspomniałam w tym samym wpisie co o drożdżówce, czyli   http://annapisze.art/?p=4430

Moje piwonie mają pąki, jeszcze żadna się nie otworzyła, może teraz gdy się zrobiło cieplej pokażą swoją urodę.

… blisko, coraz bliżej …

Podczas psich spacerów spotykamy cuda jakie tylko wiosną napotkać można. Uwielbiam taką jeszcze świeżą zieleń, nie spaloną słońcem.

… stokrotki specjalnie dla naszej Stokrotki …

… zupełnie jak na wakacjach …

… nie wiem co to, ale białe kule są przepiękne …

Drożdżówkę upiekłam wg poprzedniego przepisu  http://annapisze.art/?p=4430  , tylko ułatwiłam sobie w ten sposób, że zamiast robić mnóstwo maleńkich roladek, kroić je i układać w blaszce, uformowałam trzy spore rolady, które włożyłam do formy, aby podczas rośnięcia w czasie pieczenia się połączyły i był to dobry pomysł 🙂  Mniej trudu i czasu, może nie tak pięknie ciasto wyglądało, lecz smak był równie wyborny jak poprzednio 🙂

Kotlety selerowe zrobiłam i wyszły najsmaczniejsze ze wszystkich jakie dotąd usmażyłam. Po prostu nie przedobrzyłam, nie dodawałam żadnych przypraw wychodząc z założenia, że co za dużo to niezdrowo. Plastry selerowe gotowały się w zupie z innymi warzywami i to wystarczyło, żeby złapały odpowiedni smak. Tylko do jajka użytego przy panierowaniu dałam trochę soli i pieprzu.

Nastawiłam ogórki pierwszy raz, małą kapustę poszatkowałam do słoika do ukiszenia, tak się zmobilizowałam 😉

… kapusta była nieduża, a po „morzeniu” zajęła pół słoja, myślałam, że więcej jej wyjdzie …

Idąc za lasek napotykamy ruiny czegoś. To „coś” mogło być fabryką albo zakładem produkcyjnym o czym świadczą pozostałości budynków, w których obecnie odbywają się spotkania „towarzystwa” piwno/winno/alkoholowego co widać po śladach pozostawionych, czasem wisi na sznurku uprana (chyba) garderoba. Zresztą może się tylko wietrzy… Budynki, a raczej ich resztki, przypominają hale fabryczne/produkcyjne z oknami u góry. Teren był (jeszcze pozostałości są) wyłożony betonowymi płytami, po których mógł jeździć ciężki sprzęt. Widać resztki ogrodzenia i dyżurki.

… jeden z budynków, nikt znajomy nie wie co tam było …

Spotkaliśmy w pobliżu ruin łanię i jelenia. Zdjęcia nie zrobiłam, nie chciałam wykonywać gwałtownych ruchów, żeby ich nie spłoszyć.

… cuda, panie, cuda …

… konwalijki moje …

To tyle we czwartek. Mam nadzieję, że nie nastąpi wzrost zachorowań mimo obrazków w tv, na których widać tłumy rodaków w różnych miejscach.

Trzymajcie się zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Piaseczno. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

50 Responses to Spacery czerwcowe 2021

  1. Mysza w sieci pisze:

    Trochę pewnie nastąpi, ale oby odporność stadna i szczepienia pozwoliły uniknąć powtórki z poprzedniego lata. Bo dziś to jak lato w pełni 🙂 Gorąco, kwitnąco (zdjęcia piękne) i naprawdę wakacyjnie. Podziwiam Cię za te prace ogrodnicze i za kiszenie też. Jeszcze tej sztuki nie próbowałam, ale może kiedyś się odważę 😉 Uściski i buziaki plażowe od MK!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Prace ogrodnicze z konieczności, ale i dla przyjemności też. Lubię zapach ziemi, świeżej zieleni, kopanie w ziemi daje mi siłę i moc – wszak ja Byk jestem, więc nie ma w tym niczego dziwnego, że na łonie Natury ładuję akumulatory (jak się to teraz mawia). A kiszenie dla wygody. Skoro mam „pełno w słoiku” nie muszę sobie łamać głowy nad problemem co do obiadu albo do kanapek. Niby nic, ale ogórki pyszne wyszły, z pomidorkami i czerwoną cebulką palce lizać, mogę całe lato jeść i mi się nie znudzi. Ewentualnie zamieniam cebulkę na czosnek 🙂 Uwielbiam!
      Buziaki plażowe od MK liczą się podwójnie 🙂 Dziękuję i uściski posyłam 🙂

  2. BBM pisze:

    Wreszcie trochę cieplej! Ostatni rachunek za gaz był przygnębiający, ale co zrobić, kiedy w mieszkaniu było po prostu zimno i trzeba je było dogrzewać…
    Zdjęcia śliczne!
    Nie przesadzaj z robotą. Zdążysz na pewno a zakwasy miłe nie są! 😉

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Jeśli zimno to nie można żałować, trzeba się podgrzewać, żeby choróbska nie złapać. A dziś byle przeziębienie od razu wpędza w przerażenie.
      Zakwasy niemiłe, ale muszę korzystać z ochoty do roboty, bo jak mi przejdzie to sama siebie nie zmuszę do wysiłku. Przy tym jest korzyść widoczna: spodnie mnie nie cisną 😉
      Zdjęcia polecają się na przyszłość i dziękują za uznanie 😉

  3. jotka pisze:

    Ale się zgrałyśmy, ja tez o kwiatkach 😉
    Tyle, że oprócz kwiatków, u Ciebie nadal pracowicie, a u mnie kompletne lenistwo, bo ciepło wreszcie i gości mam:-)

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Widocznie Ci się należy 🙂 Odpoczywaj, ciesz się gośćmi i ciepełkiem 🙂
      Kwiatki oglądać można na okrągło. Posadziłam różanecznik i jestem ciekawa czy mu się będzie podobało 😉

  4. Magda pisze:

    Jak ja Ci zazdroszczę, że piwonie masz dopiero w pąkach ! u mnie już całkiem po kwitnieniu 🙁 , i teraz znów cały dłuugi rok czekać trzeba chlip chlip 🙁
    Ogórki i kapustka mniamm 🙂 – od drożdżówki w ramach odchudzania wolę trzymać się z daleka 😉

    • anka pisze:

      Magduś:-) Jeszcze w pąkach, wcale im się nie spieszy, piwoniom znaczy 🙂 Ogórki wyszły pyszne, a drożdżowe upiekłam dziś kolejne. Musi być coś słodkiego w domu, choć ja ograniczam spożywanie… co nie zawsze się udaje 😉

  5. Urszula97 pisze:

    Piękny ten początek czerwca.Cudowne fotki.Bardzo podoba mi się przedszkole .Kulinarnie też super a babcia no popatrz spryciula.Pamietam moja ciocia też dokarmiała psa bo jej żal było że tylko na suchej karmie był.Pozdrawiam kanapowo.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Też mi się spodobało kolorowe przedszkole i dlatego uwieczniłam.
      Psiaki wieczorem dostają „mokre” żarełko, więc nie tylko suche mają, ale nic to nie zmienia, babcia D. potrafi wstać od stołu (kiedy myśli, że nikt nie widzi, a ja ją widzę w szybie) i podtykać psom pod nos nawet gdy im się nie chce wstać. Takie cyrki.
      Ja Cię też pozdrawiam Kanapowa Panienko, odpoczywaj i nie forsuj nóżki 🙂

  6. cieniewiatru pisze:

    fajny pomysł przedszkolanek 🙂 teraz gdy rodzic nie może wejść do środka to trudno na bieżąco pokazywać co dzieci plastycznie robią

    • anka pisze:

      Katju:-) Uważam, że świetny pomysł. Nie tylko rodzice mogą obejrzeć co dzieci zrobiły, ale wszyscy przechodzący ulicą jak np ja i uwieczniłam 🙂

  7. Lucia pisze:

    Ania wszystko cudnie. Ja też lubiłam szaleć w ogródku i tego jednego bardzo mi brakuje. Te śnieżne kule to kalina. Pokazywałam ja niedawno u mnie zza murów. też ją kocham tylko u mnie kwitnie miesiąc wcześniej.
    Nic tylko musisz psiaki wychodzić, skoro mają dokarmianie nocne. Uściski

    • anka pisze:

      Luciu:-) Szkoda tego Twojego ogródka 🙁 Pamiętam zdjęcia śnieżnych kul u Ciebie, tylko nie zapamiętałam, ze to kalina. Dzięki za przypomnienie, teraz już będę wiedziała. Cudne ma kwiaty 🙂
      Chodzimy z psiepsiołami, tylko wiesz co? One się namawiają do strajku, bo im się chodzić nie chce. Jedno spojrzy na drugie i zapierają się czterema kopytami w ziemię! Takie cwaniaki 😉 Muszę sposobem je przekonywać do dalszego spaceru, wyobrażasz sobie? Normalnie spółka zoo…
      Całuski!

  8. Jak pięknie wiosennie błogo i jeszcze kulinarnie.. U mnie jutro konkurs idealny dla Ciebie Aniu 🙂

    • anka pisze:

      Ervi:-) Dziękuję, zajrzę za chwilę. Pozdrawiam 🙂

      • Ervi pisze:

        Jak nastrój? 😉

        PS PS Może spróbujesz sił w konkursie?Będzie mi miło <3
        Less waste czyli nie marnujemy żywności a Ty świetnie sobie radzisz 🙂

        • anka pisze:

          Ervi, wszystkie potrawy pokazywane u mnie właściwie się kwalifikują, więc nie mam po co wybierać jakiejś specjalnej. Poczekam, aż coś ciekawego ktoś przyśle i chętnie skorzystam 🙂 Nie marnuję żywności, bo mam to w genach 🙂 przekazane przez babcię i dziadka z Tenczynka 🙂

  9. 7 8 Krystyna pisze:

    Spacery, kwiaty, pola…….. piękne zdjęcia.

  10. 7 8 Krystyna pisze:

    A to przedszkole to mieści się w Julianowie??!!! A dokładnie przy jakiej ulicy.

    • anka pisze:

      Krysiu:-) W Julianowie, na Julianowskiej. Z jednej strony ma tory kolejowe, z drugiej nowe rondo ułatwiające wjazd na Geodetów. Znasz to miejsce?

  11. 7 8 Krystyna pisze:

    Ja mam działkę, jestem tam często latem w Chyliczkach. W Chyliczkach mają budować szkole i jest afera.

    • anka pisze:

      W którym miejscu, orientacyjnie, tę szkołę mają budować? Bo ja czytałam, że właśnie przy torach, niedaleko przedszkola ze zdjęcia, mają budować szkołę. A dlaczego jest afera? Zaraz spróbuję coś znaleźć, może mi się uda w necie.

      • anka pisze:

        Aha, to już przeczytałam, bliżej Zimowej. Od Julianowskiej do Zimowej jest wielki pas nieużytków. Kiedyś musiały być tu pola, sady – są resztki zdziczałych jabłonek. Ale gdzie tam są działki? Normalne budowlane to oglądałam, nowe domy też, w tym roku jeszcze tam nie spacerowaliśmy, jak psiepsiołów łapki nie będą bolały to się wybierzemy przez lasek na skróty.

        • 7 8 Krystyna pisze:

          Tak mają budować puzy ul. Zimowej. Afera jest, bo chcą wybudować drogę do niej kosztem już istniejących działek zabudowanych tzn mają kawałki działek zabierać. Oczywiście mieszkańcy Chyliczek się buntują.

          • anka pisze:

            Ale malutkie są te działki, to jak jeszcze odbierać? Po drugiej stronie są puste tereny, to czego chcą od już zamieszkałych domków i urządzonych ogródków? Dom wariatów jak zwykle. Przecież tam wokół jest naprawdę dużo miejsca.

  12. Pola pisze:

    No moja kochana Anuśko! Energii to Ty masz za dwóch albo i trzech 🙂 🙂 Tyle dobrego narobiłaś… I w ogrodzie i w kuchni, jeszcze piękne spacery z fotkami…
    Dobry czas u Ciebie Anuś… niech będzie jak najlepszy!
    Ściskam wirtualnie 🙂

    • anka pisze:

      Polinko:-) Z energią to raczej kiepsko u mnie. Motorem do działania jest moje trzecie imię (drugie mam takie jak Twoje) czyli Odpowiedzialność, i to ona mnie męczy przez całe życie 😉 Maleńkie trawki zaczynają kiełkować, drożdżowe wyszło pyszne, psiepsioły po spacerze i śniadaniu, teściowa śpi jeszcze, kawkę robię dla nas – i to jest szczęście i radość życia 🙂 Tobie jak najwięcej również życzę! Buziaki 🙂

  13. Cudowna ta wiosenna zieleń i kolory kwiatów
    U nas na osiedlu stokrotki wybujały na trawnikach, co bardzo cieszy oko. Na spacerach jeszcze gdzieniegdzie spotykam kwitnący bez, zapach jest ciągle oszałamiający.
    Jak byłam młoda, to się zawsze czekało na lato (no bo wakacje), dopiero teraz doceniam uroki wiosny i ten cudowny czas, gdy przyroda znów budzi się do życia, nieodmiennie… tylko my przemijamy

    • anka pisze:

      Małgosiu:-) Masz rację, że w młodości czekało się na wakacje jak na zbawienie 🙂 Przynajmniej ja tak miałam, bo zdarzają się osoby, które lubią chodzić do szkoły (mówię o normalnych czasach, nie o pandemicznych). Ja nie lubiłam, bo mnie zmuszali do nauki matematyki, fizyki i chemii 😉 To był koszmar!
      Natura jest cudowna, kolory każdego dnia inne, żal tylko, że tak szybko mija cudowna wiosna i bzy już przekwitły. Na piwonie wciąż czekam i to jest dobra wiadomość, jeszcze się nimi będę cieszyć 🙂
      Małgosiu, my nie przemijamy, my się rozwijamy i dojrzewamy 🙂

  14. Stokrotka pisze:

    Anko – serdecznie dziękuję za piękne stokrotki…:-)

  15. fuscila pisze:

    Maj się pięknie maił i tak mocno, że aż czerwcowi kolorów dodał! Podziwiam Cię za te zaprawy. Mnie się nie chce póki co, i aż nie mogę uwierzyć, że jeszcze parę lat temu miałam pełną spiżarkę! Skoncentrowałam się na małych słoiczkach skarbów przyrody.
    A Twoje piwonie pewnie niedługo będą jak u mej sąsiadki z naprzeciwka – prawdziwe kule przepięknej czerwieni!
    Serdeczności slę!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Nie masz za co podziwiać, coś trzeba jeść i zaspokoić gusta domowników. A jako Byk lubię karmić ludzi i cieszy mnie, gdy im smakuje. Babcia D. dziś powiedziała, że zjadła dużego schabowego, a to był kotlet z selera 🙂
      Większych zapasów już nie robię, nawet się pozbyłam dużej ilości słoików. Po co mają mi zagracać przestrzeń, jeśli dobrze wiem, iż robić przetworów w ogromnej ilości już nie będę. W małych na bieżąco, owszem, mam chęć próbować, ale hurtem – bawić się już nie mam chęci. Tak więc rozumiem Cię doskonale 🙂
      Piwonie jeszcze w pąkach. Macham!

  16. L.C. pisze:

    Aniu, dawno Cię nie odwiedzałam na blogu, ale zalatana jestem.
    Na mojej nowej działce naprzeciwko domu też mam kalinę. W tym roku pięknie zakwitła, a bałam się , że po jej totalnym przycięciu przez R. nic z tego nie będzie, ale udało się. Szkoda ,że jak tylko rośliny zaczynają kwitnąć, to zlatują się różę gady, mszyce itp. Staram się ekologicznie je traktować naparem z pokrzyw. Ostatnio wszystko nim pryskam. Potem będę robić gnojówkę pokrzywową do zasilania roślin.
    Dobrze, że w końcu ciepło. Pozdrawiam serdecznie, całuski.

    • anka pisze:

      Tereniu:-) Rozumiem, że zajęć masz „po kokardę” i czasu brak. I bardzo dobrze, najgorzej jest tym, którzy nie mają co robić i wiecznie narzekają. Natomiast my – na szczęście – na brak zajęć nie narzekamy przez co życie jest cudowne i zajmujące 🙂 Kaliną się zachwyciłam, jakoś wcześniej nie zwróciłam na nią uwagi.
      Ciekawa jestem jak podziała gnojówka z pokrzywy. O różnych sposobach na to robactwo piszą w necie, ale nie sprawdzałam. Dziś o cynamonie czytałam.
      Powodzenia w pracach, buziaki!

  17. ikroopka pisze:

    Pięknie i przepięknie Wszyscy się cieszą, że zrobiło się ciepło, a ja lubię, kiedy jest tak około 20 stopni i nie więcej, cóż zrobić. Zainteresował mnie przepis na selera, bardzo smacznie wygląda, czy trzeba go ugotować, czy wystarczy tylko obgotować?

    • anka pisze:

      Ikroopko:-) Gotuję ok.15 min. i wyjmuję z zupy, (jak się za bardzo ugotuje to jest zbyt miękki,rozłazi się), a zupa gotuje się dalej. Wypróbowałam, że taki jest najsmaczniejszy, nabiera „zupowego” smaku i nie trzeba go przyprawiać. Na początku gotowałam tylko z solą, potem sypałam przyprawami, ale to nie było ten smak, jaki chciałam osiągnąć. Chyba jest smaczny, skoro MS jada nawet chętnie, a babcia D, myśli, że je schabowego 🙂

  18. wilma pisze:

    Maj, to miesiąc w którym dzieją się najpiękniejsze cuda przyrody.
    Szkoda, ze tegoroczny był taki zimny i mokry.
    Lato też jest piękne, ale ja jednak wolę wiosnę i miesiąc maj, a na drugim miejscu jest u mnie kolorowy wrzesień.
    Dobrze się wrzesień fotografuje, bo we wrześniu jest najlepsze światło, takie „ciepłe”, które jeszcze bardziej podbija kolory jesieni.
    Co do piesków, czas biegnie nie tylko dla nas, ale także dla naszych czworonogów.
    Mam w domu seniorkę kotkę i wiem o czym piszesz.
    Pozdrawiam serdecznie:).

    • anka pisze:

      Wilmo:-) Mamy te same ulubione miesiące 🙂 Jeszcze czerwiec lubię dopóki dzień się wydłuża, potem zaczyna mi się robić smutno, im wcześniej zmrok zapada tym jest mi smutniej. Wiosenne kolory są dla mnie najpiękniejsze w połączeniu ze świeżą zielenią, która już potem w żadnym innym miesiącu nie jest taka soczysta.
      Zwierzaczki przeżywają wszystkie pory życia dokładnie tak jak my, tylko powiedzieć nie mogą co im dolega. Musimy się sami domyślać, żeby je jakoś wspomagać. Głaskanki dla kotusi i uściski dla Ciebie 🙂

  19. to-znowu-ja pisze:

    Pięknego masz tego Meyera! Mojego musiałam wytargać z balkonu do mieszkania, gdy już zakwitał (remont balkonów) i bardzo to odchorował. Teraz wegetuje w pokoju…
    A wszystkie kwiaty pod balkonem mam poniszczone – szkoda!
    Pocieszające tylko, że już prawie lato!

    • anka pisze:

      To-znowu-ja:-) Współczuję remontu balkonu, w ogóle wszelkie remonty są baaardzo męczące i frustrujące, ale za to potem jest pięknie. Mam nadzieję, że lilaczek dojdzie do siebie po remontowych atrakcjach, one są silne, i pokaże co potrafi 🙂 Pod balkonem szkoda, ale posadzisz nowe roślinki, a może jeszcze odżyją? Pozdrawiam 🙂

  20. kacper137 pisze:

    u mnie rodzinka bardziej przezyla dzien matki niz dzien dziecka. w DM bylismy na krakowskim kazimierzu na lodach i zapiekankach. fajniie bylo

    pozdrawiam

  21. Aga pisze:

    Uwielbiam Cię. 🙂 Nie wiem, ale ‚zielone kozie brody’ mnie mega rozśmieszyły i teraz tak to będę widzieć i pewnie zawsze się uśmiechnę. hehe  Cieszę się, że spędzasz tak magicznie czas, że sadzisz, tworzysz. Ja też to lubię, może na balkonie, ale to też ogród. 😀 Ino mszyce mnie denerwują, ale tak to uwielbiam zajmować się kwiatami. Zaraz nam zabraknie miejsca na balkonie, a ja i tak po cichu jeszcze rozglądam się, bo coś Astrów mi się chce. hihi  Mój tatko to lubi dokarmiać Timmcia, a że Timmi to wielki alergik, to zaraz wychodzi na jaw jego przewinienie i musi się nieźle pilnować. 😀 Lubię Twe posty, mega mnie cieszą, cieszy mnie, że jestem na Twoim blogu. Tulę mooooocno.<3 :)))))

    • anka pisze:

      Aga:-) TY egzaltowana artystko 🙂 Baaardzo dziękuję Ci za Twoje słowa, obecność i piękną duszyczkę 🙂 Ogród masz piękny na balkonie, widać, że kochasz roślinki, które odwzajemniają Twe uczucia kwitnąc i upiększając ten balkonowy ogród 🙂
      Och, z tym dokarmianiem naszych słodziaków… nie da się przetłumaczyć starszym osobom pewnych spraw, cóż, tak już jest… Mszyce i mnie wkurzają, chyba każdego.
      Dziękuję Ci i przytulam 🙂 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *