Od weekendu do weekendu (4-10.VI. 22r.)

Moje wpisy przeradzają się ostatnio w przegląd tygodnia. Nic nie poradzę, że nie mam czasu na więcej, przynajmniej na razie. Zresztą chyba u większości z Was wiosna i lato to pory, które spędza się na zewnątrz, na powietrzu jeśli tylko jest taka możliwość, a komputery idą w odstawkę. Jeśli ktoś radzi sobie dobrze z pisaniem w telefonie to ma większe pole do popisu, mnie to nie dotyczy i tak musi zostać. Zresztą oczy mnie bolą jeśli zbyt długo „wgapiam się” w telefon, dlatego teraz patrzę na zieleń ile się da 🍀🍀🍀

Dzieje się coś każdego dnia i nie można narzekać na nudę czy monotonię (ja w ogóle nie wiem co to znaczy się nudzić, nie znam takiego stanu 😃 ). W weekend Duży dziewczynki przywiózł zgodnie z obietnicą. Zrobiłam „eksperyment deserowy”, którego nie uwieczniłam, bo zniknął w mgnieniu oka taki był pyszny. Zainspirował mnie filmik z YT –    https://www.youtube.com/watch?v=m969EfgkAls  

Oczywiście zrobiłam po swojemu. Użyłam śmietankowego budyniu, do środka cząstki pomarańczy zamiast truskawek, a polewę taką jak do murzynka, czyli masło/margaryna (co kto woli) z cukrem, kakao i odrobiną mleka/wody rozpuszczone w rondelku na kuchence. Pyyycha!!! Wchodzi na stałe do jadłospisu, właściwie deserospisu 😀 i będzie robione w dużej formie jak zawsze budyniowy deser na herbatnikach. Dla małej porcji to w ogóle szkoda roboty 😁😁😁

Wera siedziała w kąciku pogrążona w czytaniu, nikt jej nie przeszkadzał – dobrze siebie pamiętam, jak podczas wakacji w Tenczynku siedziałam z książką na jabłoni, żeby mnie nikt nie widział i wtedy miałam święty spokój, mogłam czytać do upojenia  😃 Za to Calineczka zajmowała nas niezmiernie. Oczywiście jeść nie chciała, to normalka przecież, choć wcześniej zamówiła sobie „kluski z dziurką” czyli śląskie. Wyszło ich 108! Policzyłam dokładnie 🙂 Zjadła może z pięć, w życiu bym nie wpadła na taki pomysł – krem czekoladowy wkładała do dziurek i jadła na słodko 🙂 Ale muszę powiedzieć, że ani jedna kluska z tych 108 nie została!

Calineczka gotowała zupki z kamyków, trawy i czegoś tam jeszcze. Potem poszła z nami i psiepsiołami na spacer zabierając hulajnogę. Tam gdzie się dało jechała sama, a gdzie z jazdą był problem ze względu na teren, MS ciągnął  na smyczy hulajnogę razem z wnuczką (tzn. wnuczka na hulajnodze), ku jej wielkiej radości 🙂

… babciu, żjeś ziupkę z lobaków? uparła się na mnie z tymi robakami …

… dziadkowi dodam musielkę ślimaćka …

… w lasku …

… czerwona kropeczka w oddali to Calineczka na hulajnodze …

… wyraźnie widać, że sama jedzie 🙂 …

W poniedziałek (6.06) byłam na rtg i zdziwiłam się, że nie ma kolejki. Pani powiedziała, że tak jest od zarazy, ludzie się poprzenosili do innych przychodni i szpitali, bo ten był jednoimiennym czyli „dedykowanym” dla covidowców.  Dlatego „dedykowany” wzięłam w cudzysłów, że mnie strasznie denerwuje, jakby nie mógł być normalnie „przeznaczony”. Tak jak „aplikowanie” i „aplikacja” kojarzyły mi się z ozdobnymi haftami, koronkami przy bieliźnie… tak to się zmienia znaczenie słów i częstotliwość ich używania bądź wychodzenia z użycia. Ale nie o tym miałam mówić. Podczas powrotu do domu specjalnie zwracałam uwagę na na damskie obuwie pań znajdujących się akurat na trasie mego przejazdu. Słuchajcie, jedna jedyna kobieta miała buty na koturnie, żadnych innych obcasów nie zauważyłam, cała reszta nosiła płaskie! Albo sportowe obuwie, albo balerinki.  Może te „szpilkowe” były w pracy 😀😉 … Takim spostrzeżeniem chciałam się podzielić. Od siódmej klasy szkoły podstawowej – kiedy znalazłam na strychu u babci mamy ślubne buty i przemalowałam je na czarno – chodziłam na obcasach niższych, wyższych, najwyższych jakie były możliwe, dopiero na emeryturze tak naprawdę nauczyłam się chodzić na nowo bez obcasów. Teraz (w obecnej rzeczywistości) jest wszystko odwrotnie, w sumie na pewno wygodnie, jednak adidasy czy trampki założone do sukienki jakoś mi się nie podobają. Zauroczona byłam damską modą z naszych przedwojennych filmów i chciałam też być taka piękna i kobieca jak tamte kobiety… Dziś by takie czarnki i inne zera powiedziały, że prowokujesz i nie dziw się, jeśli dojdzie do gwałtu, bo taka szpilka to prowokacja… Oj, nie powiem gdzie bym im te szpilki wsadziła!

We wtorek rozpoczął się cyrk z aparatem słuchowym babci D. Zaginął po raz tysięczny chyba, potem się jedna część znalazła, były szlochania, oskarżenia, obrażania itd, (podręcznikowy przypadek), potem znalazła się inna część od innego aparatu, wreszcie Babcia D. odkryła brakujące ogniwo … pod własną poduszką… ale bez żyłki łączącej obie części, bez której nie da się słyszeć. Tak więc we czwartek MS pojechał kupić żyłkę do aparatu i wreszcie działa. Do następnego razu.

Poza tym rozkwitły wreszcie piwonie i różyczkowy krzew

Pogrzmiało w czwartek z daleka. Miała być burza z piorunami, ale sobie poszła gdzie indziej. Może wrócić, więc nie trzeba chwalić dnia przed zachodem słońca. Mogę chwalić o wschodzie, bo ranki są prześliczne.

… porankiem po wyjściu za osiedlową furtkę …

🍀🍀🍀🍀💗💗💗💗🍀🍀🍀🍀

Na koniec specjalnie dla Tereni jaśmin i mnóstwo najserdeczniejszych życzeń z okazji piątkowego święta 💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗

… gałązki wystrzeliły ponad bez i dopiero rozkwitły …

… takie kwiatuszki są z bliska …

Dziękuję za odwiedziny i komentarze 🙂 Dobrego weekendu i spokojnego tygodnia życzę

🌹🌹🌹

Trzymajcie się zdrowo i bądźcie bezpieczni!

💙💛

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

24 Responses to Od weekendu do weekendu (4-10.VI. 22r.)

  1. L.C. pisze:

    Dzięki za życzenia i piękny Jaśmin, taki dostojny i wysoki. Zdjęcia jak zwykle przepiękne, ciepłe.
    Pozdrawiam. T.

  2. Urszula97 pisze:

    Jakie słodkie zdjęcia.Twoja Calineczka pieknie się bawi, nasz Jacek znosi do domu ślimaki skorupkowe a te gołe zabija nie swoim butem.Cudne piwonie ,u mnie chyba już ostatnia w domu jest, po spirych opadach deszczu będzie na działce wszystko powalone.Milego weekendu.Buziaki.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Moje piwonie rozkwitły dopiero teraz, ale deszcz już część zniszczył. Mimo to są najpiękniejszymi królewnami wiosny 🙂
      Ula, jak ja nie lubię tych strasznych, gołych, łysych ślimaków! Te w muszelkach są śliczne, takie delikatne, każdy inny, ale tamte – jak z horroru, brrr…
      Dziś szłam rano podlać aksamitki, a tam – pusto, ocalały tylko w doniczkach, babcia D. je wykończyła 🙁 A tyle sadzonek miałam i posadziłam dużo, żeby się rozrosły. Sama wyhodowałam z nasion… szkoda 🙁 Ale nic to, posieję nowe… Buziaki!

  3. jotka pisze:

    Szpilki?Nigdy, wygoda i jeszcze raz wygoda!
    ja namiętnie kupuję książeczki dla wnuka, żeby było co czytać, gdy go odwiedzę lub on odwiedzi mnie:-)
    Buziaki przytulaki:-)

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Przy takiej babci Leoś będzie wcześniej czytał niż inne dzieci 🙂
      Robiłam dokładnie to samo, do tej pory mam Wery książeczki, z których Calineczka korzysta. Teraz sama „czytała” lalce usypiając ją w zaimprowizowanym łóżeczku na stoliku, kiedy już mnie nie chciała karmić ziupką z lobaków 🙂
      Buziaki i też przytulaki 🙂 🙂 🙂

  4. Pola pisze:

    Nosiłam szpilki całe życie, aż… do emerytury hahaha… Ale i teraz, gdy wychodzę niesportowo z domu, obcas musi być 🙂 Co prawda słupki upodobałam sobie, najlepiej botki ( nosiłabym przez cały rok, gdyby się dało) i noszę 🙂 Takie skrzywienie… Zdjęcia cudowne! Ściskam Anuśko cmok :*

    • anka pisze:

      Polinko:-) Rzadko już zakładam buty „niesportowo”, ale to fakt, że czuję się inaczej… od razu brzuch wciągam, głowę podnoszę do góry 😉 A skrzywienie to mam kręgosłupa i na całkiem płaskiej podeszwie to mnie on (kręgosłup) boli. Muszę więc zwracać uwagę, by każde butki miały choć maleńkie podwyższenie z tyłu, ostatecznie wkładam korki do niektórych tzw. adidasów.
      Ściskam i cmokam tak samo 🙂

  5. Mo. pisze:

    Nowe wykorzystanie dziurki w kluskach z dziurką, ja bym się osobiście na taki eksperyment nie odważyła ale w sumie najważniejsze, że smakowało :). I ciekawe co było smaczniejsze, te kluski czy może jednak ziupa z lobaków, koniecznie z musielką? Pięknego weekendu, pozdrawiam cieplutko.

    • anka pisze:

      Mo:-) Dzieciaki mają różne pomysły na zestawy śniadaniowe czy obiadowe, potrafią łączyć takie smaki, jakie nam dorosłym do głów by nie przyszły. Może i szkoda… bo i rozum śniedzieje i wyobraźnia 😉 Ożywiają się natomiast w kontaktach z takimi krasnalami, które jeszcze zahamowań nie mają i dopiero odkrywają świat 🙂
      Buziaki!

  6. Stokrotka pisze:

    To ja skoncentruję się tylko na gotowaniu Twojej Wnuczki!!!!
    To jest samo cudo – wszystko razem włącznie z tą zupką z lobaków:-)))
    Ale kwiatki i widoki za oknem też masz cudne!!!!
    Przytulam i pozdrawiam czerwcowo czyli cieplutko 🙂

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Dobrze, że te „lobaki” są na niby 🙂 Ale wiesz, że ona się żadnych nie boi? Jak zobaczy to ogląda, przygląda się, jest ogromnie zainteresowana każdym paskudztwem, brrr, co jest tym bardziej zaskakujące, że Wera boi się wszystkiego co łazi i lata. Dwie siostry a całkiem różne 🙂
      Cieplutko i ja Cię pozdrawiam i posyłam cudny zapach peoni/piwoni, czujesz 😉

  7. BBM pisze:

    Moje piwonie wszystkie już przekwitły. Ale zapach był oszałamiający!!!

    Buty tylko na płaskim!!

    A Calineczkowa zupa ze wszystkiego to ulubiona zabawa pewnego wieku- i to niezależnie od płci. Mój wnuk „gotował” szklane kulki aż grzechotało! ;))) Buziaki.

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Moje piwonie dopiero rozkwitły, ale deszcz już je częściowo zniszczył. Jeszcze pachną przecudownie!
      W kwestii butów na szczęście jest różnorodność i w modzie i w sklepach, każdy coś dla siebie dobierze, przynajmniej jeszcze na razie…
      Sama pamiętam maleńkie naczyńka do zabawy, w których gotowałam w Tenczynku zupki z piasku, ziela różnego i mchu zdrapywanego ze sztachet 🙂 Miałam tyle lat co Calineczka… wprost nie do uwierzenia 😉
      Buziaki!

  8. Nigdy nie chodziłam na szpilkach, ale ostatnio zauważam, że i baleriny działają jakoś nie teges – stopy mi po takim dniu dokuczają. I fakt – najlepiej się czuję w tym momencie w adidasach. A tu wchodzą letnie sukienki i rzeczywiście nie wygląda to najlepiej. Nie wiem, co robić.

    • Matko!
      Wczoraj wieczorem zupełnym przypadkiem wyczaiłam, że to jednostka chorobowa, która się nazywa zapalenie powięzi podeszwy.
      A niech to żółwie Tasmana!
      🙁

      • anka pisze:

        Małgosiu:-) I co się z tym diabelstwem robi? Mam nadzieję, że jakoś leczy! Przecież musisz być na chodzie, kiedy znów pojedziesz do Pragi! Zdrówka!!!

        • Z tym dziadostwem robi się to: zmiana nawyków (żeby nie trenować; jakie trenować?), obuwie bez twardej podeszwy, wkładki ortopedyczne, chłodzenie stopy (?), ale najważniejsza rehabilitacja. Czyli trzeba do rodzinnego po skierowanie do ortopedy, po x miesiącach wizyta u ortopedy, skierowanie na rehabilitację, po x miesiącach rehabilitacja . Ha ha ha. Ja jestem na chodzi, to się objawia (na razie) tak, że gdy wstaję z łóżka w nocy czy rano czy nawet po siedzeniu przy biurku dłuższym, chodzę jak jakaś kaczka. Przez chwilę, a potem już normalnie. Więc jestem skłonna to lekceważyć, ale z drugiej strony straszą, że może to doprowadzić do tzw. ostrogi. Aj, nie chcę o tym myśleć od samego poniedziałku 🙂

          • anka pisze:

            Kłopot prawdziwy:( Jeśli znajdę jakiś naturalny sposób to Ci podpowiem, trzeba sobie samej radzić ile się da. Na razie tylko życzę, żeby się rozeszło samo z siebie. Buziaki 🙂

  9. Krystyna 7.8 pisze:

    Piękny spacer wiosenny wśród zieleni . Obyśmy długie lata miały siłę i ochotę na takie spacery.

  10. Magdalena pisze:

    coś czuję,że dziś robię już ten deserek!
    Porywam zapach jaśminu i piękne piwonie! Mąż kupił w kwiaciarni, ale ogóle nie pachną!

  11. Mysza w sieci pisze:

    Też kompletnie nie wiem, co to nuda. Jak i Tobie, nieznany mi stan :)) Calineczka już taka duża.. Dopiero co maluśka była, a tu już na hulajnodze śmiga i jakie duże butki nosi! Jakby nie patrzeć wygodne :)) Obcasy do sukienki są super, noga pięknie się prezentuje.. Ale takie to niewygodne, niepraktyczne – że tylko na imprezy i wesela zakładam (z zamiennym, płaskim obuwiem pod ręką) ;)) Miłego kolejnego tygodnia i oby aparat babci D jak najdłużej był na miejscu. Uściski!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Rosną dzieciaki, rosną, MK też dopiero był malutki a już do szkoły chodzi! Wszystko przez ten czas, który pędzi jak oszalały 😉
      Wiesz, że dawniej nawet kapcie po domu musiałam mieć na obcasie/koturnie, taki odchył 😉 teraz znormalniałam, hi hi, wszystko dzięki wolności na emeryturze 😉 🙂 😉 Buziaki !!!

Skomentuj jotka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *