Październik wciąż piękny

Przeczytałam „Lawendowy pył” trzech autorek: Danuty Marcinkowskiej, Ewy Marcinkowskiej-Schmidt i Klaudyny Schmidt. „Połknęłam” ją w dwóch podejściach. W jednym nie dałam rady, bo mi oczy nie wytrzymały, musiałam książkę odłożyć czego robić nie lubię. Jak już zacznę chciałabym skończyć. Mogę tylko powiedzieć, że się wzruszyłam, przestraszyłam też wspominając znaną z opowiadań przeszłość i porównując z tym, co mamy współcześnie – głównie z różnorodnymi ludzkimi charakterami … Myśląc o tym, co może zdarzyć się przez przypadek, bez zamierzenia powodując kataklizm światowy przypomniałam sobie od razu: nie bądź obojętny!  —  https://oko.press/marian-turski-jesli-bedziecie-obojetni-jakies-auschwitz-spadnie-wam-z-nieba/ 

Aha, zaczęłam ten wpis przed niedzielą i wyjściem tysięcy ludzi na ulice. Zupełnie przypadkiem (?) zaczęło się dziać to, czego się obawiam, że się rozwinie i urośnie w siłę – jak to już było … Cieszę się, że jesteśmy w sumie słabym, mało znaczącym państwem, nie żadną potęgą, bo mogłoby dojść do powtórki z „rozrywki” z przeszłości dzięki takim głupim chłopom i chamom skończonym co potrafią obchodzić urodziny hitlera, zamawiać piwo w geście wiadomym, siać nienawiść trzymając różaniec w jednej ręce a kije i pały w drugiej. Przecież to wszystko świat już przerabiał wcale nie tak dawno temu… Ja się urodziłam zaledwie dziewięć lat po wojnie. Wszelkie rany były jeszcze świeże i dobrze to pamiętam…

A poza czytaniem i domowymi czynnościami zachwycam się w dalszym ciągu kolorami jesieni dopóki są. Liście drzew rano spadały całymi stadami, pewnie dlatego, że przymrozki się zaczęły. Dobrze, że później robi się słonecznie i cieplej. Wieczorem znów chłodno, były zaledwie 2 st. na plusie.

Wzięłam się za porządki i jak zawsze zaczęłam od innej strony niż należy. Wlazłam na drabinkę, aby na samą górę szafy pod sufitem sięgnąć. Wydobyłam na światło dzienne część upchniętych tam ciuchów. Zaczęłam od spodni… przymierzałam jedne po drugich i zdejmowałam czym prędzej… kruca bomba! … wszystkie do oddania! No i dobrze, będzie mniej. Przy okazji trafiłam na nowe z Bon Prix o których zapomniałam. Te oczywiście były w porządku, więc mam nowe portki 🙂 Zdjęłam firanki na zmianę czyli – muszę umyć okna, nie ma innej opcji 🙂 Przejrzałam różne małe takie do kuchni, żeby się zdecydować jakie wybrać na teraz. Nie mogłam się zdecydować, przeprałam więc w misce wszystkie i powiesiłam na suszarce w ogródku, mogły sobie ociekać do woli. To było w imieniny miesiąca, 10.10.  Obiad miałam gotowy, gulasz kurczakowy dla MS i babci D., dla siebie z Biedronki coś co mi bardzo smakowało i z czego opakowanie pokażę, specjalnie dla Małgosi  ( http://toprzeczytalam.blogspot.com/   )   bo po czesku i po słowacku też 🙂

Usmażyłam na maśle klarowanym i pożarłam od razu. Tak mi smakowały 🙂 I tu żadnej reklamy nie ma, mówię co wypróbowałam.  Wróciłam do szafy i do ciuchów. Wyciągnęłam czarną marynarkę, z gatunku firmowych i eleganckich i… kompletne zaskoczenie. Każdy guzik kleił się jak wysmarowany klejem! Mało tego, pod czarną marynarką wisiała  druga, w pepitkę. I ta duga została ubrudzona przez klejące się guziki wewnętrzne tej czarnej! Zdarzyło Wam się coś podobnego? Wyrzuciłam obydwie. Bez żalu zresztą. Poza tym już jedno pudło naszykowałam do oddania, myślę, że najlepiej będzie do sklepiku charytatywnego. Zaraz poszukam czy się takowy w okolicy znajduje. Z całą pewnością wiem już teraz, że nie należy robić ciuchowo-butowych zapasów. Potrzebowałam jechać do miasta i wyglądać jak człowiek, więc się ubrałam, sięgnęłam po cudne butki, których jeszcze nie miałam na nogach i … od spodu się posypały „trociny” z tej niby skórki. Na szczęście z wierzchu nie, dały się więc założyć, Mam jeszcze trzy pary kupione przed emeryturą na zapas, takie  „nówki nie śmigane” ani jeden raz nawet… A takie ładne były choć nie „hamerykanskie”… No i nauczka jest. Co za dużo to niezdrowo 😢 bo potem żal.

Droga prowadzi prosto do Konstancina. Można skręcać w boczne dróżki i oglądać domki, ogródki i wszystko co się da. Czytałam, że ma być w przyszłości chodnik i remont drogi zrobiony, ale kiedy – nie wiadomo. Fajnie by było iść sobie dłuuugo i bezpiecznie, ruch jest spory, a pobocza miejscami wąskie, więc chodnik bardzo by się przydał.

Ładnej pogody i trzymajcie się zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Piaseczno. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

32 Responses to Październik wciąż piękny

  1. Mysza w sieci pisze:

    Książka kusząca, jestem w trakcie sagi „Kobiety z ulicy Grodzkiej” i jakoś tak klimat kobiecych powieści mnie wciągnął. „Lawendowy pył” na pewno bardziej realistyczny i dający do myślenia. Nic tylko się modlić.. by nigdy więcej! Ale co my możemy, jak wariatów żądnych krwi, walki i kłótni nie brakuje? Aż strach na ten świat dzieci sprowadzać, żeby ich nigdy tak los nie doświadczył.
    Październik piękny, ale ten szron już zimę przyciąga i poranki takie lodowate, brr. Trzymaj się ciepło Aniu, pozdrów TS i wyściskaj psiaczki od nas 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Mądrze mówisz, oby dzieci nigdy nie musiały zaznać… Ale jak głosi porzekadło – „głupich nie sieją, sami się rodzą”. Jak widać nie brakuje ich… Niby „ludzi dobrej woli jest więcej”, lecz (nas) tak nie widać i nie słychać na co dzień… Normalnie ręce opadają nad głupotą i ciemnotą, a oświata zacznie wyglądać tak jak nazwisko ministra od niej i wcale poprawy jakości nie widać. Czarno to widzę!
      Dziękujemy wszyscy za pozdrowienia i uściski 🙂 Odwzajemniamy się tym samym 🙂 🙂 🙂

  2. Magdalena pisze:

    te nuggetsy są świetne, też je uwielbiam!
    szczególnie z frytkami i surówką z marchewki 🙂
    Pogoda pozwala na spacery i cieszenie się jesienią, oby to trwało!

  3. Urszula97 pisze:

    Cudnie ujęłaś jesień, zdolny fotograf z Ciebie.Przy porządkach to różne cuda się znajduje ale rozpuszczalnych guzików jeszcze nie miałam, trafiają się w starych piżamach zmurszałe gumki, szczególnie u ślubnego bo on wszystko potrzebuje.Buziaki.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Jak jest pięknie to nawet byle jaki fotograf nie zepsuje zdjęcia 😉
      Takie guziki też pierwszy raz w życiu zobaczyłam. Bo rozklejające się buty miałam na chrzcinach Calineczki 😉 Zresztą muszę tym nowym-starym butkom zrobić zdjęcia na dowód, że takie ładne były, zanim powędrują na śmietnik…buuu 😉 Buuuziaki!

  4. jotka pisze:

    Ty mnie nie strasz, bo aż boje się do szafy głębiej zajrzeć 😉
    Książką mnie zainteresowałaś bardzo, kiedy przeczytam? nie wiem!
    Taka cudna jesień niech trwa, nie spieszno mi do zimy…

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Niedługo mi się śnić zaczną rzeczy wyłażące z szafy, hi hi 😉 Może wreszcie „nadejszła” pora, żeby się staroci pozbyć, nawet nie noszonych, bo miejsce zabierają i sprawiają wrażenie, że są, a tak naprawdę ich nie ma, ponieważ się do niczego nie nadają. Z pewnością żakieciki, marynarki, bluzeczki pod nie specjalnie dobierane nie są mi potrzebne. Nie zakładałam ich od 2014 roku i … jakoś się tak skurczyły…Więc po je trzymać?
      Następna cegła czeka – „Listowieść” Richarda Powersa, ale nie wiem kiedy zacznę, bo jak zacznę to wszystko inne pójdzie na bok, a nie mogę sobie na to pozwolić. Ale kiedyś zacznę 🙂

  5. Ewa Wyrobek pisze:

    piękne te jesienne krajobrazy u Ciebie Aniu

    • anka pisze:

      Ewuniu:-) Przy ładnej pogodzie, przy słoneczku to wszędzie ładnie. A u Ciebie to już w ogóle! Mieszkasz w najpiękniejszej (dla mnie) części kraju 🙂 Uściski!

  6. Kobieta Zniewolona pisze:

    Piękny jest szron na roślinach, nie koniecznie na przedniej szybie . Pozdrawiam.

  7. Lucia pisze:

    Aniu dopisuję do zakupów Lawendowy pył, bo jak wiadomo sagi rodzinne kocham. Tak to jest z tymi zapasami. Mnie pewnie pamiętasz rozleciały się nowe szpilki, bo w nich nie chodziłam. Na przyjęciu ślubnym.
    Też już uzbierałam kosz ciuchów do wyniesienia.
    Trzeba powoli się za to brać, ale jeszcze pewnie coś dojdzie.
    Zdjęcia piękne i droga również.
    Uściski

    • anka pisze:

      Luciu:-) Pamiętam, pamiętam Twoje szpilki rozklejone na weselu tak jak moje na chrzcinach Calineczki.
      Ciuchy dopiero tak naprawdę ruszyłam. Dzielę na 3 kupki: zostawić, oddać, wyrzucić. Tę pierwszą jeszcze na dwie: na teraz i aż schudnę…. Spore te kupki już są. Wczoraj się leniłam, jakaś cholera mnie brała i przespałam praktycznie cały dzień, ale dziś już się biorę za chwilę! Buziaki 🙂

  8. BBM pisze:

    Te oszronione liście przepiękne- tylko haftować! I jesienne obrazki cudnych barw!
    A ja się nie mogę zmobilizować, żeby letnie ciuchy na zimowe wymienić…;(

  9. Pola pisze:

    Kochana Anuśko! Kocham tę Twoją codzienną krzataninę, w której niby zwyczajności tyle przemycasz mądrości, ciepła i serca. Do wszystkiego i wszystkich… To piękne jest!
    Ściskam najcieplej w te chłodne, ale jak piszesz piękne, październikowe dni…

  10. fuscila pisze:

    Ciut mnie moje odnóża strajkują, i siedzę w domu! Nadrabiam co się da, zwłaszcza z czasu podróżnego! Jesień jakaś jednak u mnie nie bardzo się spieszy! Jedynie poranne mgły nad jeziorem, i brak żaglówek to oznaka, że już jest za progiem!
    A co do ciuchów, to jestem chomikara straszna, noszę latami, rzadko coś wyrzucam, a najczęściej czekam, bo a „nóż kakauko” jeszcze ubiorę! Mam to i za Mamusią Halinką, i za Ciotką Łucją!
    Przyjemnych spacerów życzam!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) No właśnie ja też chomikara jestem i stąd wysiłek, by się wreszcie zmobilizować i pozbyć wszystkiego, co już na pewno się nie przyda. A wiadomo jest, że na wolności (czyli na emeryturze) inna zawartość szafy się przydaje niż wtedy, gdy obowiązkowo (= gdy człek czuł się w obowiązku) „mus był” chodzić „na wysoki połysk”. Poza tym część się skurczyła… Teraz jest cudownie i wygodnie 🙂
      Naszalałaś się to i nóżki wymagają odpoczynku. Czytaj zatem i patrz na piękne widoki za oknem. Jezioro zamglone … bajka po prostu 🙂 Uściski!

  11. Mo. pisze:

    Kurczę no, u mnie jeszcze kolorów jesieni nie widać, jest bardzo zielono chociaż już zimno. Jadąc do i z pracy wyszukuję kolorowych liści ale jeszcze nic nie widzę, rano widzę tylko mgłę :). Czekam na złotą jesień niecierpliwie, trochę się boję, że ją przegapię i liście spadną z drzew zanim zmienią kolor. A przecież muszę iść na coroczny, jesienny plener z aparatem.
    Książką mnie zaciekawiłaś. Wpisuję na listę 🙂
    Serdeczności.

    • anka pisze:

      Mo:-) Bardzo nie lubię gdy zimno z wiatrem przychodzą kiedy jeszcze liście zielone są. Spadają i nie mają możliwości zmieniać kolorów. U nas w tym roku jest wyjątkowo pięknie, żałuję, że nie mogę teraz być w Szczawnicy… tam jest tak, że słów brak. Kilka razy październik spędzaliśmy w ulubionym miasteczku 🙂
      Czekam na Twoje jesienne fotografie. Uściski 🙂

  12. Jak pieknie uszronione te pokrzywy.. u nas przymrozków jeszcze nie ma, za to chetnie pada, w niedziele wieczorem skonczyla sie chyba sloneczna jesien, tak sie obawiam. Ale nie trace nadziei na ladny weekend we Frankonii.
    Co do rozwoju wypadków w Polce, brak slów. Zaczynam czytac polska prase na necie, bo to zaczyna byc terazniejsza historia.
    Pozdrawiam serdecznie!

    • anka pisze:

      Lucy:-) Hi hi 😉 W pierwszej chwili Cię nie poznałam 😉 Wiesz, moja siostra też miała Maria na drugie imię 🙂
      Co do sytuacji – szkoda słów, bo ich wręcz brak na tę ciemnotę, głupotę i chamstwo. To jeszcze do wyborów potrwa, a dalej nie wiadomo. Jeśli 1/3 która nie głosuje nie ruszy tyłka, to się tam (w czarnej doopie) zatrzymamy na dłuuugi czas. Czarno to widzę, bo żaden autokrata/psychopata rządu nie odda po dobroci mając jeszcze za sprzymierzeńców czarnych sukienkowych. Mam nadzieję już tylko w UE. Piękny był w niedzielę widok tysięcy ludzi.
      Pozdrowienia dla Ciebie i małżonka 🙂

  13. 7 8 Krystyna pisze:

    Jesień co roku taka sama, a może ciut różnią się między sobą.

  14. Ależ piękny ten szron na liściach!
    Muszę Ci się przyznać, że nawet nigdy nie przepatrzyłam działu vege. Już od dłuższego czasu nie kupuję żadnych gotowców, raczej wszystko w domu świeżo robione, więc i nie zaglądam na takie półki, zwłaszcza że staram się uciec ze sklepu jak najszybciej 🙂
    No, a dzisiaj wielki dzień – wreszcie otwarto Lidla po modernizacji 🙂 Z nowości kasy samoobsługowe i jakiś dział z pieczywem na gorąco czy cóś, długo nie zabawiłam i wszystkiego nie odkryłam, obejrzy się potem. W każdym razie do Biedronki w najbliższym czasie już się nie wybiorę – Lidl bliżej 🙂

    • anka pisze:

      Małgosiu:-) W Lidlu na pewno też są różności vege, to teraz coraz częściej spotykane produkty. Ja próbuję różności, coby i moich mięsożerców nakarmić czymś innym niż moje kotoplacki i inne plackotlety. Tym sposobem obiadowego nieboszczyka dla nich kupuje raz w tygodniu i mają na 2 razy. Swoją drogą nie przypuszczałam, że tyle rozmaitości się nauczę robić i wciąż próbuję.
      Pokrzywa wygląda przepięknie 🙂

  15. ikroopka pisze:

    Ty mi nie mów o prządkach! uskuteczniłam i nabawiłam sie takiego uczulenia na (chyba) roztocza, że muszę z domu uciekać, bo nie daję rady, mimo ciagłego wietrzenia i środków typu zyrtec;( I to pierwszy raz w zyciu, a czeka mnie jeszcze przegląd biblioteki, juz sie boję…
    Kolory u ciebie przecudne, u mnie jesień jeszcze sie ociąga.

    • anka pisze:

      Ikroopko:-) Proponuję cienkie gumowe rękawiczki i maseczkę na pyszczydło. Tak się ratowałam (przed covidem) podczas inwentaryzacji księgozbioru czy robienia przemeblowań na regałach i innych porządkach.
      Kolory rzeczywiście przecudne. U Ciebie dopiero będą kiedy u mnie się już skończą. Będziesz miała ślicznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *