Rozmaitości – ale nie teatr :)

Najpierw muszę koniecznie pokazać jakie cuda dostałam w prezencie od Magdy z https://pomiedzypatrzeawidze.home.blog

Magduniu kochana, dziękuję za niespodziankę, za  TAKIE PIĘKNOŚCI !!! Zdrowia, zdrowia i zdrowia!!!

Zauważyłam, że ostatnio idę w stronę pamiętnikowo-wspomnieniową na blogu. Może taki czas przyszedł, że wspomnienia nasuwają się ze zwiększoną siłą. Może to wynika z konieczności przebywania głównie w domu. Częściej zahaczamy wzrokiem o różne przedmioty, pamiątki przywołujące na myśl najróżniejsze dawno minione zdarzenia i sytuacje. Częściej też zaglądamy do albumów ze zdjęciami, ożywiamy w pamięci naszych bliskich zza Tęczowego Mostu… U wielu z Was pojawiają się na blogach stare fotografie, a to inspiruje kolejne Blożanki do sięgnięcia do swoich pamiątek i tak się „zarażamy” jedne od drugich. Ale to jest dobre „zarażanie”, oby inne się nie zdarzyło. Bez względu na chaos i nasze typowe polskie pomieszanie z poplątaniem – tym razem w kwestii szczepionek – wierzę, że w końcu wszyscy chętni się zaszczepią i wrócimy do normalności. Znalazłam takie stare zdjęcie.

… mama, Lucy i Ania zamykająca bramkę w Tenczynku …

Musiała być niedziela, świadczą o tym świąteczne białe sukienki, białe skarpetki i torebki – jak na młode damy przystało. Ja mam warkocze i kokardy, które Bognnę przyprawiły o atak śmiechu 🙂 Podejrzewam, że szłyśmy z wizytą do cioci Władzi, babci mojej kochanej kuzynki, tej od pięknych owczarków 🙂

… zdjęcie piesków ostatnio przysłane sms-em, nie mogę inaczej pokazać, coś się zablokowało w telefonie …

Pieski są na zdjęciach jeszcze tutaj, na starszych stronach  http://annapisze.art/?p=2511  oraz http://annapisze.art/?p=1885

Upiekłam chleb według nowego przepisu z bloga –  https://www.domowe-wypieki.pl
Zdecydowanie lepszy od poprzedniego i w smaku, i w konsystencji, lepiej się kroił i mniej się kruszył. Mnóstwo smakowitych przepisów tam jest do wypróbowania. Kusi mnie cynamonowe słońce z ciasta francuskiego. Chciałam ciasto kupić  w Biedronce, wybrałam się po zakupy. Niestety, ciasta nie było. Znajoma pani Biedronkowa dziwiła się, że mnóstwo ludzi pytało o ciasto francuskie. Myślę, że nie wszyscy ze względu na „cynamonowe słońce”, a bardziej z powodu święta 6 stycznia, przecież z ciasta francuskiego można różne smakowitości wyczarować nie tylko na słodko, ale i nadające się na obiad.

… wyjęłam z keksówki zgrabniutki bochenek …

… po przekrojeniu nic nie stracił z „apetyczności” …

Potem trafiłam na stronę https://kuchnianawypasie.pl/ i stamtąd wzięłam przepis na ciasto drożdżowe z czekoladą. Chciało mi się go wypróbować, bo „jak mi się nie chce” to „święty Boże nie pomoże”. Wprawdzie nie miałam wanilii, ale użyłam olejku migdałowego i wyszło super. MS (czyli Moje Szczęście) stwierdził, że za suche, ale mnie smakuje i do mleka czy kawy jest wyśmienite. Potem MS stwierdził to samo 🙂

… wygląda bardzo zachęcająco …

… jak z cukierni …

Nie bardzo wiedziałam co zrobić na obiad, wtedy mój wzrok padł na jabłka i wykorzystałam je na placki z dodatkiem suszonych drożdży, którym w listopadzie minął termin przydatności. Nie wiem czy drożdże o tym wiedziały, w każdym razie zadziałały jak trzeba i placuszki wyszły takie, że palce lizać 🙂

… tak się prezentowały podczas smażenia na patelni …

… a tak w salaterce ze świątecznego serwisu mojej mamy…

… przy okazji ostatni świąteczny akcent …

Zrobiłam na śniadanie tzw. u nas niemiecką sałatkę – czyli wykorzystałam cztery nieduże ugotowane ziemniaki z poprzedniego dnia, dwa jajka na twardo, dwa ogórki kiszone, cebulkę, wgniotłam ząbek czosnku, dodałam sól, pieprz i trochę majonezu. Do tego świeży chlebek i pycha 🙂

… akurat porcja śniadaniowa na trzy osoby …

Szilka zaczęła jeść surową marchewkę, od niedawna, przedtem tylko przez chwilę była zainteresowana i zostawiała. Teraz bierze w łapki niczym prawdziwy przysmak i chrupie. Skitek patrzy z obrzydzeniem, więc chrupie i jego porcję. Mam nadzieję, że pomału się przekona, że  to „coś” nadaje się do jedzenia. Trzy lata tak samo traktował chleb, a teraz uznaje go za smakołyk 🙂

… oto dowód …

Kochane Blożanki, w następnym tygodniu wszystkie trzymamy kciuki za Magdę. Przez cały  13 dzień stycznia i tydzień potem bezustannie! Na pewno pomogą, co Lucia stwierdziła już jakiś czas temu.  A więc zdrowia, zdrowia, zdrowia!!!!

… jeszcze peonia dla Magdy dla uśmiechu i na szczęście 🙂 🙂 🙂 …

Trzymajcie się zdrowo!!!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Tenczynek. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

36 Responses to Rozmaitości – ale nie teatr :)

  1. Magda pisze:

    Anusia !!!! chlip chlip chlip !!! wzruszyłam się !!! dziękuję !!!

  2. L.C pisze:

    Aniu! Wypieki czadowe 😀 3
    A Szilka jedząca marchewkę jest the best. Gdyby tak nasze chciały! Pan trze im marchew i buraki na tarce i dodaje do jedzenia.
    Pozdrawiam.

    • anka pisze:

      L.C. 🙂 Wyobraź sobie, że ciasto byłopyszne i już zniknęło. Jutro rano muszę coś upiec, bo jak nie ma w domu to właśnie wtedy się chce słodkiego. Szilunia nawet warknęła na Skitka jak się zbliżył do marchewki 🙂 Z reguły gotowaną marchewkę im dodaję, a teraz wypróbowałam surową jako gryzak.
      Ściskam 🙂

  3. BBM pisze:

    Oczywiście kciuki gwarantowane+ cip w dużych ilościach! Wiesz coś więcej? Bo na blogu nie zauważyłam nowej notki.
    Serdeczności.

  4. Urszula97 pisze:

    Fantastyczny i piękny prezent, kulinarnie pełną parą, ja jakoś się zagubiłam w dniach, myślałam że jutro już poniedziałek, jak nie urodziny to odwiedziny głównie małych.Dzisiaj ostatni kawałek makowca rozmroziłam, połowę ciastek zjadł starszy wnuk i nie ma już.Trzymam kciuki za Magdę. Piesio z marchewką przesłodki.

    • anka pisze:

      Ula:-) Ciasto poszło momentalnie i znów coś muszę upiec. Może znowu wypróbuję kolejny przepis. I muszę w zeszyt wpisać wszystkie ostatnio wypróbowane. Jak dzieciaki są w domu to n ic dziwnego, że ciastka się skończyły. Nie ma rady, musisz nowe upiec 🙂 Trzymaj kciuki 🙂

  5. jotka pisze:

    Nie wiem za co te kciuki, ale trzymać mogę!
    Wypieki bardzo apetyczne, zazdraszczam, ja nic nie piekłam, bo małego remontu nam się zachciało, póki ferie trwają:-)
    Chrupanie marchewki tez apetyczne, chyba głodna się zrobiłam 🙂

  6. Lucia pisze:

    Oczywiście że trzymamy. Będzie dobrze bo po prostu nie ma innej opcji. Ten Twój chlebek to mistrzostwo kulinarne. A zdjęcia wspomnieniowe jak zawsze urokliwe. Moich większość w kraju niestety.
    Marchewka jako kość super pomysł.
    Całusy

    • anka pisze:

      Luciu:-) Chlebek prawdziwie udany i smaczny do końca był. Mam ochotę teraz wypróbować coś pod nazwą chlebek „wiedeński”, ale dopiero jak się skończy z piekarni chleb „dworski”, który MS kupił wczoraj.
      Jeśli o zdjęcia chodzi, to od razu przenoszę się w czasy, kiedy były zrobione.
      Buziaki 🙂

  7. BBM pisze:

    Pomyliłam blogi, ale to nie ma znaczenia- kciuki za zdrowie i pomyślność i tak będę trzymała!:)

  8. fuscila pisze:

    Za Magdę kciukory trzymam! Piękne zrobiła ozdoby, ma talent jak mało kto!
    Twoje wpisy jedzeniowe powodują, że jak je czytam robię się głodna! Tym razem na widok ciasta czekoladowego!
    Macham noworocznie!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Magda jest „genialna w rękach”, robi fantastyczne rzeczy, wręcz nie do uwierzenia dla mnie, ja mam dwie lewe ręce do takich „robótek”.
      Ciasto nad podziw dobre wyszło właśnie przez mleczną czekoladę, której użyłam, oraz olejek migdałowy zamiast wanilii, bo jej nie mam.
      Odmachuję !!!

  9. Stokrotka pisze:

    Prezenty piękne – gratuluję.
    A jeśli chodzi o to wspominanie – to sama Anko wiesz najlepiej:-))
    Żeby przestać wspominać i oglądać rózne starocie to musialabym je po prostu wyrzucić…
    A to nie ze mną te numery, bo ja beznadziejnie głupio sentymentalna jestem …
    I nie ma na mnie żadnego lekarstwa :-))

  10. Eliza pisze:

    Chlebek wygląda smakowicie, widzę że kulinarnych pomysłów coraz więcej aż się głodna robię :))

  11. Pola pisze:

    Kochana Anuśko! Ale fajnie! Bo mój drożdżowiec z czekoladowym farszem właśnie „siedzi” w piekarniku. Daję ten farsz i rodzynki. Rodzina uwielbia tę wersję najbardziej 🙂
    Fotki cudowne. Uwielbiam wspominać te niedzielne stroje, kokardy i białe skarpetki. Wtedy to dzień święty naprawdę świętowano.
    Wypieki i inne specjały wspaniałe, mogę czerpać od Ciebie do woli, bo wegetariańskie.
    Mój pies kocha surowe ziemniaki, wszystkie owoce i marchewkę też 🙂
    Ściskam niedzielnie, Polka

    • anka pisze:

      Polinko:-) Na pewno drożdżowiec wyszedł przepyszny, po moim tylko fotki zostały, muszę powtórzyć dla wprawy. W to samo ciasto może się da mak zawinąć? Mam ochotę spróbować 🙂
      W dzieciństwie pamiętam, że niedziela miała inny zapach niż zwykły dzień, pewnie dlatego, że gospodynie gotowały niedzielny obiad 😉
      Twój przystojniak czterołapny jest bardzo mądry, skoro gustuje w warzywach! Pogłaszcz go i podrap za uszkiem od ciotki 😉 A przepisy bierz i korzystaj, po to wypróbowuję, żeby inni mogli skorzystać.
      Odściskuję poniedziałkowo na cały tydzień 🙂

  12. Mysza w sieci pisze:

    Kciuki trzymam, za zdrowie Magdy i każdej innej duszki też! Na wspominki na razie mnie nie bierze (Twoje z przyjemnością czytam), ale za to zarażam się od Blożanek pasją do gotowania i próbowania kulinarnych nowości 🙂 Od Ciebie też, bo masz dużo fajnych pomysłów! Dzięki Aniu za mobilizację i Buziaki

    • anka pisze:

      Myszko:-) Trzymaj, trzymaj! Im więcej tym lepiej!
      Na wspominki to Ty za młoda jeszcze jesteś, zaczniesz wspominać jak się wnucząt doczekasz, przy dzieciach nie ma na to czasu. No i to jeszcze nie wspominkowy etap życia, teraz masz patrzeć do przodu, taka jest kolej rzeczy. Dobrze, że zapisujesz, będzie jak znalazł za wieeeele lat 🙂
      Z Twego zarażania się pasją do gotowania ogromnie się cieszę, bo jeśli moja drobna zasługa w tym jest – to powód do radości 🙂 Buziaki!

  13. Zainteresowałam się tym ciastem drożdżowym z czekoladą, ale go na stronie Kuchnia na wypasie nie znalazłam…
    Może to i lepiej, ze względu na linię – a właściwie linie, takie bardziej opływowe, które posiadam osobiście 🙂
    Pozdrawiam

    • anka pisze:

      To przeczytałam:-) Witam Cię serdecznie i zapraszam na zawsze 🙂 Poszukałam przepisu na „Kuchni na wypasie”, ale też nie znalazłam, chciałam konkretną stronę dla Ciebie wkleić. Na szczęście spisałam na kartce i mam! Sprawdza się po raz kolejny, że papier to papier a nie gdzieś na chmurkach zapisane 😉 Jeśli chcesz to podam. Natomiast odszukałam przepis na pączki pieczone, jest prawie identyczny. Upiekłam z niego nawet bułeczki, nie pączki i były smaczne choć do pączków nawet się nie zbliżyły (w moim wykonaniu).
      https://kuchnianawypasie.pl/pieczone-mini-paczki-z-kremem-budyniowym/
      Pozdrawiam 🙂

      • 🙂
        Jeżeli możesz podać ten spisany przepis, to ja bardzo chętnie. Mimo wszystko wolę ciasto niż pączki, choćby nawet i pieczone 🙂
        Masz rację z tym papierem. Mnie już tyle razy wyparowały różne linki, gdy kolejny komp padał, że obiecuję sobie wręcz spisać w zeszyciku pewne adresy…

        • anka pisze:

          Pewnie, że podam. Tylko w kolejnym wpisie, dobrze? Trochę tego pisania jest i w komentarzu tak nie za bardzo się zmieści. Przy okazji pokażę paprykowy chlebek, który u Ciebie znalazłam i już upiekłam. Mąż i babcia D. orzekli zgodnie, że pyszny! Za chlebek więc należą Ci się specjalne podziękowania 🙂
          W zeszyciku proponuję spisać przepisy, adresy swoją drogą, ale czasem adres znika z różnych powodów, a wraz z nim znika przepis. Jeśli wcześniej wskoczy w zeszycik to już zostanie na amen 😉

          • Zeszytów z przepisami to mam kilka, część wpisanych ręcznie, część wyciętych z gazet i wklejonych czy tak jak z tym chlebkiem ściągnięte z internetu do pliku i też wklejone 🙂 Ale z adresami z netu jeszcze nie, to przede mną.

          • anka pisze:

            Ja już to zrobiłam. Wypisałam adresy zaprzyjaźnionych blogów i adresy mailowe. Zrobiłam to ze strachu, bo pewnego razu myślałam, że mi Lapcio zdechł całkowicie i zostałam bez niczego. Włączył się potem, o mało go nie wycałowałam z radości. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, żeby się znowu nie zamknął 😉 Ale wnioski wyciągnęłam i do kajecika spisałam 🙂

          • No tak, zawsze jest potrzebna do mobilizacji katastrofa… ale bo przynajmniej jej groźba 😉
            To może ja w weekend też usiądę!

      • anka pisze:

        Powodzenia w takim razie życzę 🙂

  14. Pingback: I tydzień mija | Anna Pisze

Pozostaw odpowiedź Stokrotka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *