7 grudnia, poniedziałek

Bardzo lubię oglądać „Nasz nowy dom” na Polsacie. W niedzielę był wyjątkowy, świąteczny odcinek, w którym gościły „fundacyjne” rodziny, obdarowane prezentami. Miałam przez cały czas uśmiech na twarzy, przyznaję, że podczas tego programu zapominam o wszystkim innym. Tym razem jeszcze dodatkową przyjemnością było patrzenie na uszczęśliwione dzieciaki, ich radość – bezcenna 🙂

W tygodniu upiekłam chlebki po raz pierwszy po wakacyjnej przerwie. Nie chciało mi się iść do sklepu, w dalszym ciągu ograniczam takie wyjścia do niezbędnych. W zamrażalniku chleb mam nauczona wiosennym lockdownem, ale trzeba byłoby go rozmrażać, więc przypomniałam sobie o przepisie od Małego i upiekłam. Przepis jest na tej stronie –  http://annapisze.art/?p=2756

… Skituś jest pierwszy wszędzie tam, gdzie zwącha coś do zjedzenia, a może się uda podkraść?…

Zachęcona udanym wypiekiem wypróbowałam przepis na bułeczki od Jotki. Może niezbyt foremne wyszły ale za to takie dobre, że zniknęły momentalnie czyli na kolację 🙂  Moje Szczęście stwierdziło, że się rozpływają w ustach. Tak więc Jotko kochana – dziękuję za przepis 🙂 🙂 🙂

… tak wyglądały bułeczki Jotki, już tak się będą nazywały na wieki wieków – jak mawiała moja babcia 🙂

Z kulinarnych ciekawostek zrobiłam smaczne kotleciki/placuszki.  Użyłam pół wędzonego tofu, które utarłam na dużych oczkach i tak samo postąpiłam z jednym ziemniakiem. Do tego dałam 2 surowe jajka, trochę mąki ziemniaczanej i kukurydzianej, resztkę startego żółtego sera, sól, pieprz, trochę przyprawy do gyrosa. Konsystencję miały idealną, usmażyły się szybciutko i smakowały nawet Mężowi 🙂  Do tego zrobiłam dwa dni temu sałatkę kremlowską z przepisu przysłanego przez moją przyjaciółkę Marysię i wiecie co? Pycha! Przepisu ściśle się nie trzymałam, jak zwykle, nic nie ważyłam, jedynie składniki zalewy Mąż odmierzał i zalewę robił własnoręcznie. Użył:  3 szklanki wody, 1 łyżkę soli, 15 łyżeczek cukru, 3/4 szklanki oleju, 1/2 szklanki octu. Wszystkie składniki zagotował.  W tym czasie ja kroiłam kapustę, jedną po prostu, bez ważenia. W przepisie było tak: 1 kg białej kapusty, 2 buraki, 2 cebule, 2 marchewki. Kapustę pokroiłam (wcale nie idealnie cienko bo nie umiem), cebule w piórka, buraki i marchewkę Mąż starł na dużych oczkach. Zalewy starczyło akurat, żeby w misce przykryła wymieszane składniki.  Tak sobie stała przez noc. Po spróbowaniu stwierdziliśmy, że za mdła, dodałam dużo pieprzu, jeszcze trochę soli i sypnęłam czosnku granulowanego sporo, nie żałowałam. Potem przełożyłam do słoików, wyszły trzy po ogórkach. Jeden już pusty, wczoraj i dziś zjedliśmy zachwycając się smakiem.

… placuszki z tofu obok kremlowskiej sałatki, idealnie razem pasują do siebie smakiem i wyglądem …

Poza tym – byłoby zupełnie przyjemnie gdyby nie paskudny, mroźny wiatr. Przez jego wianie nie ma już całkiem liści. Wiem, powtarzam się, ale naprawdę nie ma i żałuję, że nie jest już kolorowo.

… ostatnie podrygi jesieni …

Jedynie na dębach jeszcze trochę się trzymają. Nic dziwnego, dęby są mocne, silne to i liście długo się opierają wiatrowi 🙂  Tak i Wy opierajcie się wszelkim niekorzystnym wiatrom 🙂

Trzymajcie się zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

45 Responses to 7 grudnia, poniedziałek

  1. Pola pisze:

    Fantastyczne przepisy Anuśko! Ten na kapustę muszę podkraść, bo uwielbiam tego typu specjały. Zdjęcia ze spacerów świetne ( ja dziś wrzuciłam bardzo podobne). No i wreszcie się pokazałaś pięknie 🙂 Zdjęcia z psiakami cudne! Pomyziaj je ode mnie 🙂
    Ściskam najserdeczniej, Polka 🙂

    • anka pisze:

      Polu:-) Żebyś wiedziała, że przepisy sprawdzone i dobre 🙂 Podkradaj ile chcesz, na zdrowie! Twoje piękne fotki już oglądałam, tylko nie miałam czasu na wpisanie się do pamiętnika… Nadrobię 🙂 Psiaki wyprzytulane 🙂
      Buziaki!

  2. zamyślona pisze:

    Twoje przepisy bardzo mi się podobają i spróbuję je wykorzystać w kuchni. Ściskam Cię mocno Marysia.

  3. jotka pisze:

    Aniu, tez lubię ten program, w niedzielę nie oglądałam, bo byliśmy u syna na azjatyckiej uczcie, a bułeczki upiekł nam do domu 🙂
    Obiecuję sobie po przejściu na emeryturę wziąć się za wypieki, bo coraz trudniej o dobry chleb czy bułki.
    Aranżacje do zdjęć zrobiłaś cudne!!!
    Spacerujcie dla zdrowia, ściskam Ciebie i pieseły:-)

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Bułeczki są wspaniałe, znowu się do nich przymierzę, może bardziej kształtne mi wyjdą. A rano zrobiłam chlebek (właściwie bułkę, bo to pszenne tylko) z tego mojego przepisu od Małego. Tylko zamiast dwóch mniejszych zrobiłam jeden większy bochenek i udało się. Właśnie próbowaliśmy, dobry z samym masłem 🙂
      Jak się cieszę, że Ci się zdjęcia podobały! Ale przyznasz, że najpiękniejsza jest Skitusiowa mordka zbliżająca się do chlebków 😉
      Buziaki!

  4. Stokrotka pisze:

    To same pyszności u Ciebie Anko!!!!
    No i te spacery z pieseczkami też „pyszne”. :-))

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Kochana, przecież coś nam się od życia należy, prawda? Choćby na miarę tych obecnie ograniczonych możliwości 🙂 Spacery byłyby wspaniałe gdyby nie ten potworny, mroźny wiatr, brrr 🙁
      Uściski najserdeczniejsze 🙂

  5. BBM pisze:

    Dobrych dni w niedobrym czasie, Aniu! Miłych spacerów z wdzięcznymi psiakami! :))

  6. 7 8 Krystyna pisze:

    Aniu, podpowiadasz co dobrego ugotować. Skorzystam. Fajne porady. Zdjęcia ostatnich podrygów jesieni ciekawe, smutne, nostalgicznie………

    • anka pisze:

      Krysiu:-) Jesień to ogólnie smutna i nostalgiczna, szczególnie w końcówce, gdy zimno i wieje to całkiem okropna. Z przepisów korzystaj do woli, sprawdzone 🙂
      Serdeczności!

  7. Urszula97 pisze:

    Same pyszności, podobna kapustę robi teściowa syna, tà chyba też można pasteryzowac, pozdrawiam.Duzo CiP.Ide gołąbki zawijać.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Gołąbki to bym chętnie włożyła do „gąbki”, ale zawijać mi się nie chce. Kapustę lubię w każdej postaci, ostatnio robiłam z pomidorami. Pasteryzować pewnie tę można, tylko po co, jak zaraz zniknie całkiem 😉
      Uściski i CiP mnóstwo!

  8. mokuren pisze:

    Ale smakowitości u Ciebie 🙂
    A czy przepis na bułeczki Jotki to tylko u Jotki do zdobycia, czy może u Ciebie na blogu też jest? Do przepisu na chlebki już zajrzałam i chyba spróbuję.
    U Ciebie ostatnie podrygi jesieni, a u mnie dopiero niedawno zrobiło się typowo jesiennie. Tylko nad ranem i wieczorami już bardzo zimno, zwłaszcza że ogrzewania centralnego brak.

    • anka pisze:

      Mokuren:-) Jotka napisała o bułeczkach w komentarzu- http://annapisze.art/?p=3628 -do wpisu o Arkadym Fiedlerze. Chlebki możesz zrobić bo to wyjątkowo proste. Mieszasz i już. Wszystko robię łyżką, tylko po wymieszaniu kładę na blachę rękami formując chlebek. Dziś zrobiłam jeden większy zamiast dwóch małych i udał się.
      To ładnie masz teraz koło siebie. U nas wieje paskudne wietrzysko, takie zimne i mroźne. W weekend ma się ocieplić, mam nadzieję, że tak będzie.
      My mamy elektryczne grzejniki, a u Ciebie jak jest, skoro bez centralnego? Czym grzejecie?
      Uściski serdeczne!

      • mokuren pisze:

        Dziękuję!
        Jak zrobię i się udadzą, to dam znać 🙂
        Ja mam klimatyzator z funkcją grzania i chłodzenia. Nie włączam go na stałe przez całą dobę, bo bym poszła z torbami. Są też różnego rodzaju grzejniki elektryczne lub na naftę (?), ale ja akurat nie mam. W toalecie mam podgrzewaną deskę klozetową, więc zawsze trochę można się ogrzać 😉

      • mokuren pisze:

        Mam jeszcze pytanie, czy mozna uzyc drozdzy instant? Jesli tak, to ile? Te w Twoim przepisie, 3,5 dkg, to pewnie swieze?

        • anka pisze:

          Świeżych biorę pół paczki, tak mniej więcej, na oko, czyli ok.4-5 dkg. Instant na pewno można użyć, myślę, że opakowanie. To znaczy nie wiem ile u Ciebie w torebeczce jest, na moich – sprawdziłam – 7 g. na 1/2 kg mąki.
          Nie wyszło mi z suchych ciasto drożdżowe, które już wiele razy robiłam, takie, które kilka godzin stoi a potem się tylko miesza i piecze. Psy zjadły 🙂 Do niego muszą być świeże.

          • mokuren pisze:

            Dziękuję.
            Akurat nie mam w domu drożdży, więc nie mogę sprawdzić jak duże jest opakowanie. Zobaczę ile zalecają na pół kg mąki.
            Będę próbować 🙂

          • mokuren pisze:

            Upiekłam Twoje chlebki!
            Smakowały, mężowi też 🙂 Tylko nie wiem, czy konsystencja była taka, jak powinna. Zrobiłam z podanych ilości cztery sztuki i wyszły mi dość zbite, ciężkie. Czy to ok, czy powinny być bardziej delikatne, puszyste? Użyłam drożdży instant i nie wiem, czy dobrze przeliczyłam ilość, a poza tym tutaj mamy trochę inną mąkę, tzn. inne rodzaje niż w Polsce. Użyłam takiej, którą miałam w domu, a ona podobno niezbyt odpowiednia na chleb.

        • anka pisze:

          Mokuren, podgrzewana deska to brzmi cudownie 🙂

          • mokuren pisze:

            Nooo! Jest cudowna 😉

          • anka pisze:

            🙂 🙂 🙂

          • anka pisze:

            Mokuren, ostatnio zrobiłam jeden większy chlebek, przedtem piekłam dwa mniejsze z tego przepisu. Pokażę przy okazji na zdjęciu. Konsystencja nie jest najlepsza, trochę się kruszy podczas krojenia, ale w smaku jest ok. Mąkę używałam zwykłą pszenną, ale teraz dodałam trochę żytniej razowej i też był dobry. Co zrobić, żeby się nie kruszył to nie wiem. Będę musiała poeksperymentować. Puszyste nigdy mi nie wyszły, jak z piekarni, ale za to pożywne 🙂
            Cieszę się, że mężowi smakowało 🙂 Buziaki!

          • mokuren pisze:

            To super! To znaczy, że wyszły mi takie jak powinny.
            Pozdrawiam słonecznie :))

          • anka pisze:

            Jeśli uda mi się jakiś inny przepis, tzn. jeśli wypiek będzie udany to się pochwalę Uściski

  9. Lucia pisze:

    Ależ smacznie. U mnie raczej po włosku. Też jak mamy sugo więcej wkładamy do słoików i kiedy nie ma czasu albo nie chce nam się gotować sos do makaronu gotowy. Ja myślę nad ciasteczkami cynamonowanymi. Zamiast pierniczków. Na świąteczne śniadanie do kawy. Tak że teraz może coś na ząb świątecznego będzie. Całusy.
    Klimat jesienny mocno. Zdjęcia piękne ale czas nie dla mnie. Programu nie znam. ***

    • anka pisze:

      Luciu:-) Ciasteczka cynamonowe brzmią kusząco i już czuję zapach 🙂
      Czas też nie dla mnie, u Ciebie nawet teraz pięknie i kolorowo.
      A program jest wspaniały, przywraca wiarę w ludzi. Fundacja Polsatu remontuje domy wybranym rodzinom, które żyją w nieludzkich warunkach. Dostają one właściwie nowe życie i pomoc na wielu płaszczyznach, bo te rodziny Fundacja obejmuje stałą opieką.
      Oglądałam już LM tylko z telefonu, to nie mogłam nic wpisać, ale wrócę 🙂
      Buziaki!

  10. Mysza w sieci pisze:

    Ja na razie zbieram sprawdzone i łatwe w wykonaniu przepisy na chleb. Do końca roku co tydzień mamy darmowe dostawy z piekarni, mrożę więc pieczywo i są zapasy. Ale od stycznia trzeba będzie albo kupić, albo upiec i ta druga opcja na pewno wyjdzie zdrowsza. Pozostałe pomysły też świetne! Ja po mału zmieniam menu na kasze, platki, jajka i różności bez mięsa. I coraz bardziej zaczyna mi się to podobać 🙂 Wyściskaj psiaki od nas, buziaki dla Was i smacznego 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Zbieraj, zbieraj, za chwilę zostaniesz mistrzynią – piekarką, piekarnicą? Hi hi, jaka będzie żeńska forma piekarza? Żona to piekarczyna, mierny piekarz – piekarzyna, a mistrzyni pieczenia? A pani cukiernik? Cukiernica? hi hi hi 🙂
      Myszko, już się przestawiłam na niemięsne jedzenie, dobrze mi z tym. Za chwilę minie 10 miesięcy odkąd nie ruszyłam żadnego nieboszczyka poza rybą. Odkrywam nowe smaki, próbuję, bo przecież muszę szukać smaczności różnych, w końcu jedzenie to nie tylko konieczność ale i przyjemność.
      Psiaki wygłaskane, zdrówka dla Was i CiP duuużo 🙂

  11. Ewa pisze:

    Pięknie tam u ciebie, choć bez liści. Wąchacze wyglądaja na zadowolone, Ania też wygląda na zadowoloną, a jedzenie… pożarłabym, wyglada jak z jedzeniowego żurnala. Skituś chyba też tak sądzi. Aneczko, przytulaski i proszę nosić czapkę.

    • anka pisze:

      Ewuś:-) Nienawidzę mieć na głowie czegokolwiek/cokolwiek (?). W ostateczności opaska i kaptur, na taki wiejący wiatr jak teraz – akurat w sam raz. Co do żarełka – to smaczniejsze niż wygląda, tak się udało. A te plackokotlety wypróbowałam do chleba i bdb 🙂 Czy Ty już możesz jeść smażone?
      Ściskam i niech Cię nic nie boli! CiP duuużo!

      • Ewa pisze:

        Mogę smażone…. troszkę. Najbardziej podziwiam cię za to, że masz ochotę robić te cuda. Ja ani ochoty, ani siły, ale pożarłabym wszystkie twoje przysmaki. CiP mnóstwo dla ciebie. I Rodzinki.

        • anka pisze:

          Ewuś, dla siebie nie robiłabym nic. Kompletnie nic. Dla domowników muszę, nie mam wyjścia, przecież jakoś wyżywić (smacznie) trzeba towarzystwo całe, a i dzieciaki jak czasem wpadną. Poza tym jak się nie ruszam, to mnie wszystkie gnaty bolą, a sprzątać nie lubię to już wiesz 🙂 Natomiast Calineczka wszystko chce sprzątać, myć, wycierać „siama”! Panna przecież 🙂
          Buziaki i CiP wagon cały 😉 dla wszystkich i rekonwalescenta też!

  12. fuscila pisze:

    A ja dostałam lenia na pieczenie chleba. Dla mnie samej? Po co? Aby potem jeść rozmrażany? Ale na Święta upiekę, bo bez chałek Wigilia u Progenitury się nie odbędzie! ;-))) Spacerować możesz, więc tylko się cieszyć. A przepis na sałatkę podbieram na „zaś”! Jak się moje zaprawy skończą, będzie jak znalazł! Pozdrawiam ciepło, życząc zdrowotności dla całej Twej Rodziny!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Dla siebie nie piekłabym nigdy w życiu, nie gotowałabym wcale. Czasem zrobiłabym jajecznicę. Hi hi, przypomniałaś mi, jak chłopcy (jeszcze w czasach szkolnych) pojechali na wakacje, to posprzątałam chałupę i, żeby tego więcej nie robić do ich powrotu, nie gotowałam oczywiście, a jadłam na papierowej serwetce, żebym nie musiała zmywać 😉 Taka byłam w tych czasach zmordowana, że zafundowałam sobie wypoczynek 😉 Mały był wtedy jeszcze bezglutenowcem, co w tamtych czasach do łatwych nie należało.
      Podbieraj wszystko i na zdrowie!

  13. Ervi pisze:

    Mistryzni wypieków 🙂

  14. Lucy pisze:

    Kulinarnie wyprodukowalam Frankonczykowi jarmuz, nie znany we Frankonii, a obligatoryjny na pólnocy Niemiec, i nawet mu sie spodobalo takie danie.
    Tajemnica tego dania jest duzo wedzonej kielbasy i boczku, bo sam jarmuz to raczej zero smaku posiada, i jadloby sie jak trawe.
    Do pieczenia ciast i chlebków nie mam zdrowia 😉 ale lubie i przyjmuje samoupieczone- Emilka akurat wczoraj zawitala w sasiedztwie, a ona nawet sama zaczyn robi.

    • anka pisze:

      Lucy:-) Przez żołądek do serca, moje Szczęście do tej pory pamięta tzw. rodzinnie „bef Lucy” (mojej siostry), który mu zrobiłam kiedy był u mnie pierwszy raz 🙂
      Jarmużu w życiu nie jadłam, spróbowanie wciąż przede mną.
      Emilka z chlebkami to skarb 🙂 Zaczyn próbowałam robić, ale mnie wkurzało, że trzeba toto karmić, pilnować i dałam sobie spokój. Używam drożdży i dobrze jest, choć w sumie dopiero niedawno przestałam się drożdży bać i zaczęło mi ciasto drożdżowe wychodzić.

  15. wilma pisze:

    Też mam prosty przepis na szybki chlebek, wycięłam go dawno temu chyba z Kobiety i życia i też się idealnie sprawdza w podbramkowych sytuacjach.
    Pozwolisz, ze Twoje przepisy skopiuję, bo stać przy garnkach to nawet lubię, najgorzej jest wymyślać „co ugotować”;).
    ps, co do podpisu pod zdjęciem, to jest jawne oszczerstwo Skitusia!!!
    Jakie ukraść???
    Skituś czeka, by go po prostu poczęstować;))).
    Sciskam serdecznie:).

    • anka pisze:

      Wilmo:-) Skituś nie czeka, jak się go spuści z oka to się sam częstuje 😉 Taki spryciarz 🙂
      Bierz przepisy jakie chcesz, sprawdzone. A przy okazji powiedz czy podzielisz się przepisem na chleb? Te dawne są najlepsze, z „Kobiety i życia” i z „Przyjaciółki”. Szukam jeszcze innych niż mam. Jutro będę musiała upiec, bo nie kupiłam a staram się jak najrzadziej chodzić do sklepu. Na pewno będzie dużo ludzi, sobota przecież. Uściski serdeczne 🙂

  16. Zabielanka pisze:

    Moja cudna, jak dobrze Cię zobaczyć, choć w kawałeczku
    Nadrabiam lekturę Twojego bloga i cieszę się że zaczęłam od tego wpisu. Ściskam gorąco Ciebie i Twoje Szczęście i wracam do czytania ♥️
    A przy okazji, jak już się skończy wariactwo, to jadę do Ciebie na szkolenie z pieczenia chleba

    • anka pisze:

      Anuśka:-) Jak dobrze, że się odezwałaś! Mnie zdechł mały komputerek, zrobił się czarny ekran od połowy i czerń idzie w górę, jedna wielka doopa! Może Duży w tygodniu wpadnie to zobaczy czy coś da się zrobić. Szczęście, że nie zrobiłam z niego telefonu, bo byłabym odcięta od świata 🙁
      W sprawie chleba – w następnych wpisach są nowe przepisy już wypróbowane. Bardzo proste. Możesz zacząć szkolenie już zaraz, bo wariactwo jeszcze trochę potrwa. Buzia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *