Szczawnickie wspominki 7 – godła Szalayowskie

W XIX wieku chałupy szczawnickich górali były jeszcze bardzo biedne. Przeważnie bez podłogi z samym klepiskiem tylko, okna najczęściej bez szyb, ściany czarne od sadzy i dymu ponieważ domy najczęściej nie miały komina, na podwórkach było błota tyle, że przejść się nie dało suchą nogą. Józef Szalay zastanawiał się nad ulokowaniem coraz większej liczby tak zwanych wtedy „gości kąpielowych” przyjeżdżających do wód szczawnickich w celu wypoczynku oraz podreperowania zdrowia. Okazało się, że liczba gości przewyższa znacznie możliwości lokalowe willi z pokojami przeznaczonymi dla kuracjuszy. Wymyślił wtedy, że gdyby miejscowi górale podnieśli standard swoich domostw, część gości mogłaby u nich zamieszkać. Namawiał więc górali aby szklili okna, układali drewniane podłogi i budowali kominy. Obiecywał wynagrodzenie jeśli dostosują izby do przyjmowania gości.
Z początku nie bardzo się taki pomysł góralom podobał. Jednak kiedy się przekonali, że można na tym dobrze zarobić, coraz więcej chałup zaczęto przystosowywać do wynajmu gościom. Bywało i tak, że gospodarze przenosili się do szopy lub innego gospodarczego pomieszczenia, a dom zostawiali do dyspozycji gości. Domy, które dostosowano do potrzeb kuracjuszy i mogły przyjmować przyjezdnych zostały oznakowane specjalnymi szyldami, drewnianymi tablicami nazywanymi „godłami Szalayowskimi”. Domy bez oznaczenia godłem nie miały prawa przyjmowania gości na kwatery, co automatycznie oznaczało mniejsze dochody od tych, którzy kwatery mogli przyjezdnym wynajmować.

„Na szyldzie znajdowało się malowidło i napis. Oba elementy ukrywały informację o charakterze albo talentach gospodarza; przykładowo Słowikowie mieli w godle Szalayowskim dzwon, Malinowscy – serce, Zachwiejowie – anioła, a wojujący z Szalayem Węglarzowie – węża lub smoka. Wieszanie tablicy było swoistym wydarzeniem, któremu nadawano uroczystą oprawę; uczestniczyła w nim orkiestra zdrojowa, a drzwi wieńczono girlandami z jedliny.

W Szczawnicy doliczono się 105 tablic powstałych w ciągu tych dwustu lat; ich wykonawcy nie są znani poza pierwszym – Józefem Szalayem i współczesnymi: Józefem Bieńkiem, Janem Papieżem, Janem Zachwieją, którzy na zlecenie prywatnych właścicieli domów lub miejscowego oddziału PTTK rekonstruowali tablice. Wiele z godeł znikło przy rozbiórkach budynków albo przebudowach, kilka z nich znajduje się w Muzeum Pienińskim.” (cytat ze strony http://szczawnica.pl/pl/1774/5570/z-prasy.html). W ostatnich latach w odtwarzaniu tablic uczestniczył Wietek Kołodziejski twórca Muzycznej Owczarni, ale o niej innym razem.

Poniżej kilka zdjęć godeł zrobionych w 2019 roku podczas pobytu w Szczawnicy, wszystkich nie odczytam już teraz, nie zapisałam, a sprawdzić nie mam jak. Ale kiedyś sprawdzę i podpiszę 🙂

Jest godło Pod sroką, Pod Matką Boską, Pod topolą, Pod matroną, Pod kozicą, Pod dzwonem, Pod słowikiem, Pod Aniołem Stróżem, Pod Bożą Opatrznością, Pod wilkiem, Pod kołem, Pod kozakiem, Pod capkiem, Pod winogronem, Pod bzem, Pod zającem, Pod pomarańczą, Pod rakiem, Pod trzema koronami, Pod św. Józefem, Pod Kościuszką, Pod strzelbą, Pod góralką, Pod lisem, Pod jeleniem, Pod gołąbkiem, Pod basami  i mnóstwo innych, których nie spamiętałam.

…tu mi wskoczyło zdjęcie łani regularnie odwiedzającej w zeszłym roku tereny koło bloku, chodziła po osiedlu z młodym…

…na Dworku Gościnnym (odbudowanym, zwanym przed pożarem także Kursalonem) jest widoczne nowe godło…

A teraz kilka zdjęć z 2005 roku, z wyprawy na Białą Wodę, gdy było pięknie i zielono, a z oddali patrzyły na nas Tatry i wołały, żeby do nich zajrzeć. Jednak na próżno, wolimy na nie patrzeć z daleka będąc w ukochanych Pieninach 🙂

Dobrego tygodnia! Choć zbliża się koniec wakacji niech będzie pięknie, wesoło i zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Szczawnica. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

32 Responses to Szczawnickie wspominki 7 – godła Szalayowskie

  1. Mysza w sieci pisze:

    Miłe wspomnienia i ciekawa historia tych tablic. Dla Ciebie Aniu też dobrego, ostatniego tygodnia sierpnia i dużo zdrówka 🙂 Ściskamy serdecznie!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Myślę, że wtedy pisać i czytać nie wszyscy umieli, raczej wręcz przeciwnie. Wymyślenie i zrealizowanie takie materialne tablic/godeł pomagało odróżnić np. kwatery, ich właścicieli, łatwiej wytłumaczyć jak do nich trafić itd. Czyli przykład kreatywności 🙂
      Uściski dla całej Trójki 🙂

      • JanToni pisze:

        Aniu, nie mogę Ciebie dopisać
        Do listy moich ulubionych blogów.
        Przepraszam.

        • anka pisze:

          JanToni:-) Ja nie mogę z kolei u Ciebie nic zamieścić, wyskakuje napis, że opublikowano ale nie widać.
          Wystarczy mi świadomość, że chciałeś do ulubionych dopisać! Hurrra!!! 🙂 Ja muszę do wielu zaprzyjaźnionych wchodzić „na piechotę”, inaczej nie da rady. Cóż, świat wirtualny jest fajny, ale środki pozwalające się do niego dostać – nie na moją głowę, która musi się ciężko napracować, żeby coś osiągnąć 😉
          Pozdrawiam!

  2. fuscila pisze:

    Taka piosenka mi sprzed lat chodzi po głowie: ” ech góry nasze góry, góry i doliny!
    Ech najpiękniejsze w świecie, góralskie są dziewczyny”
    Te godła, to wspaniały pomysł! Czy wiadomo Ci, jak wystrój wnętrza miał się do tematu godła?

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Piosenka akuratna bardzo, bo tu ładne dziewczyny są 🙂
      Wymyślił sobie pan Szalay te godła, myślę, żeby niepiśmiennym (wówczas) góralom ułatwić założenie interesu, czyli rozpoczęcie przyjmowania turystów i kuracjuszy na kwatery, który to proceder ma się dobrze do dziś – co mimo covida pokazują w tv tłumy ludzi na ulicach.
      Jak się godło miało do wnętrza to nie wiem. Jak napisali na stronie – jakoś powiązane było z charakterem albo talentem gospodarza. Byłam raz w Muzeum Pienińskim, ale to było w ubiegłym wieku i nic nie pamiętam. Teraz Muzeum ma nową siedzibę, jak się kiedyś uda do niego dotrzeć to będę oglądać uważnie i już inaczej, szukać znanych rzeczy, miejsc itd. To i do godeł wtedy dotrę, taką mam nadzieję. A ogólnie wystrój pewnie był typowy dla tego okresu i miejsca. Nowość – to podłoga w miejsce klepiska, okna z szybami, kominy i pobielone wewnątrz ściany chałupy a nie czarne od sadzy. A ile tygodni jechało się wtedy „do wód”! Przypomniało mi się w tym momencie, że widziałam olbrzymie skrzynie, w których turyści/kuracjusze przywozili swoje sprzęty i odzienie na pobyt. Olbrzymie były!

  3. jotka pisze:

    Ale ciekawostki dzisiaj, gdybym wcześniej wiedziała o tych godłach, sprawdziłabym, gdy byliśmy w Szczawnicy, ale może jeszcze wrócę i obejrzę.
    Koniec wakacji poczuły już moje plecy, bo musiałam rozpakować górę kartonów z podręcznikami…ale nic to, damy radę, byle zdrowie i pogoda dopisywały:-)

    • anka pisze:

      Jotko:-) Tony książek do przełożenia, wyjęcia z kartonów, ułożenia, przesunięcia… i wszystko jasne, koniec wakacji. Ale – przyjdą następne 🙂 Zdrowie tylko oby było. Tak się stało, że o tym więcej myślimy niż kiedykolwiek przedtem. Jestem w strachu przed początkiem roku szkolnego, jak to będzie, co będzie… jedna wielka niewiadoma.
      Posmaruj sobie plecy Voltarenem. Mnie pomaga i nie śmierdzi jak niektóre maści. Serdeczności!

  4. Urszula97 pisze:

    Cudny wpis.Pan Szalay to wielki budowniczy, pięknie okiełznął góralskie chaty, to góralom dutki leciały.Fajny człowiek z pasją i miłością.Takich już nie ma.Fotki zrobiłaś rewelacyjne.Pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Ula:-) Szalay to naprawdę był wielki człowiek, on stworzył uzdrowisko i – jak widać – podniósł ogólny poziom miejscowości robiąc ze zwykłej wioski miejscowość unowocześnioną i słynną na cały kraj. Takich ludzi mało jest. Dziś jak się taki znajdzie i wychyli to go sąsiedzi szybko ściągną do parteru, a jak głowa mu będzie wystawać – to zetną 🙁 „Urawniłowka” nadciąga jak za dawnych lat…
      Cieszę się, że zdjęcia Ci się podobają. Tam jest tak cudnie, że fotki nie mogą się nie udać nawet jak fotograf marny. Ściskam!

  5. Lucia pisze:

    Jak ja lubię takie ciekawostki. Super mi się czytało i ogladalo. Dziękuję pieknie. Buziaki

  6. BBM pisze:

    Godła niezwykłe. Nie słyszałam, by taki obyczaj powtórzył się w innej turystycznej czy wodoleczniczej miejscowości.
    A góry piękne i rozsłonecznione!
    U nas dziś pada od rana. Ale to też dobrze, bo rośliny potrzebują wilgoci.

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Wilgoć potrzebna jak najbardziej, w Piasecznie zachmurzone niebo i wilgotność powietrza duża. A i na południu – jak podają – zachmurzenie i w nocy padało. Dla roślin dobrze, dla turystów mniej, ale nie dogodzi się wszystkim.
      Szalay był człowiekiem niezwykłym, skoro potrafił z niczego właściwie stworzyć uzdrowisko z prawdziwego zdarzenia, przekonać najbardziej prostych ludzi, żeby poprawiali standard swoich domostw, zmienili nastawienie do „obcych”, pokazał korzyści płynące z otwarcia się na świat i ludzi…
      A góry piękne bez względu na ludzi i pogodę 🙂

  7. Krystyna 7 8 pisze:

    Ja również lubię takie ciekawostki,małych miasteczek. To niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju małe to małe zabytki tych miejscowości. No chyba są to w pewnym sensie zabytki. Pozdrawiam

    • anka pisze:

      Krysiu:-) Część to na pewno zabytki, część nowa wzorowana na dawnych, a teraz już nowe całkiem to dzieła sztuki np. zrobione przez Wietka Kołodziejskiego.
      Uściski!

  8. Lucy pisze:

    I tak urodzil sie biznes 😉
    Nie tylko w Szczawnicy trzeba bylo przekonac miejscowa ludnosc do podniesienia standartu zycia, aby mozna bylo podjac gosci i na tym zarobic. O czyms podobnym czytalam o jednej z wysp fryzyjskich. Czasami takie przekonywanie(sie) nieco dluzej trwa.
    Milego konca wakacji, Aniu!

    • anka pisze:

      Lucy:-) Tutaj był namacalny dowód w postaci dutków. Byli goście – była kasa. Nawet sceptycznie nastawieni do ceprów umieli dutki policzyć i stwierdzić, że się opłaca gości przyjąć i chałupę pod nich wyrychtować 😉 Mądry pan Szalay umiał trafić do górali i wykorzystał swoje pomysły dla rozwoju uzdrowiska.
      Szkoda, że to już koniec wakacji czyli koniec lata. Zleciało tym razem jeszcze szybciej niż zwykle. Dopiero czekaliśmy na wiosnę, a ona zamiast radości przyniosła covida… A co będzie jesienią gdy się szkoła zacznie – to strach myśleć.
      Mimo wszystko głowa do góry! I spełnienia planów najlepszych dla Ciebie 🙂 Buziaki!

  9. dora pisze:

    Pan Szalay był mądrym człowiekiem . Dobrze, że godła przetrwały, i podjęto się odtworzenia brakujacych, bo to przecież historia i urok tego miejsca i budynków.

  10. anka pisze:

    Dorcia:-) I turystom łatwiej trafiać, myślę, że i miejscowi tak się nazywają/określają/rozpoznają. Pamiętam u babci jak byłam, że wiele osób miało swoje przydomki/nazwania/przezwiska niejednokrotnie nie mające nic wspólnego z rodowym nazwiskiem. W miarę rozwoju miejscowości, zwiększania się liczby mieszkańców było mnóstwo rodzin o tym samym nazwisku i jakoś je trzeba było rozróżnić, stąd przydomki.
    W Tenczynku np. mama miała kuzynkę, o której mówiła „Ela spod Lipy” (nie znałam), ktoś tam był „zza rzeki”, „od Zamkowej Drogi” itd. Takie ciekawostki 🙂

  11. mokuren pisze:

    Bardzo ciekawy pomysł na zwiększenie liczby kwater dla kuracjuszy. I korzystny dla obu stron. I dobrze, że godła są rekonstruowane i stosowane nadal, bo dzięki temu nie zanika historia tego miejsca.
    A widoki sprzed lat – przepiękne! Ogromne przestrzenie, pusto, można pobyć sam na sam z przyrodą. Relaks zapewniony 🙂
    U mnie też lato się kończy. Było okropnie upalne i wilgotne, ale jednak żal, że to już.

    • anka pisze:

      Mokuren:-) Nie wszyscy się interesują historią aż nagle przychodzi moment olśnienia i są dumni, że mieszkają w pięknym miejscu, które ma swoją ciekawą przeszłość. Ona zaś przyciąga ludzi chętnych do zwiedzania, oglądania i wspominania.
      Puste zielone przestrzenie uwielbiam, taki spokój, cisza, zdaje się, że wystarczy wyciągnąć rękę by dotknąć nieba…
      Wiosna i lato to moje ulubione pory roku, teraz będę już tylko zła, że muszę tyle czasu czekać na ich powrót ;(
      Pozdrowienia serdeczne!

  12. amasja pisze:

    A więc tak to się zaczęło! A wszystko przez tego Szalaya;-) Zaserwowałaś nam, Aniu bardzo fajną dawkę ciekawej historii. Te godła to naprawdę świetny pomysł na wyróżnienie danego domostwa i jego zapamiętanie, a jednocześnie taki ‚znak firmowy’ wpisujący się w szczawnicki krajobraz kulturowy.
    Sama nie wiem czy bardziej chciałabym zamieszkać ‚Pod Matroną’ czy ‚Pod pomarańczą’? A może ‚Pod capkiem’;-) Ale na pewno chciałabym żeby odwiedzała mnie ta łania i inne zwierzątka. Może nawet przygadałabym sobie jakiegoś kota;-)?
    Piękne zdjęcia. Cudownie zielone pienińskie krajobrazy:-)
    Miłego końca wakacji i radości na każdy dzień, Aniu:-)

    • anka pisze:

      Amasjo:-) Historia Szczawnicy – oczywiście uproszczona i w skrócie – jest w „Szczawnickich wspominkach” 🙂 Z tymi godłami rzeczywiście świetny pomysł miał pan Szalay 🙂 Opłaciło się góralom i opłaca się do dziś 🙂 Widać po ilości turystów, co pokazała Aga na zdjęciach z tegorocznego pobytu na swoim blogu https://terazjestinaczej.home.blog/page/2/
      Szczególnie na Trzech Koronach widoczne mnóstwo ludzi stojących w kolejce w oczekiwaniu na wejście na platformę widokową.
      Zwierzątka są cudne, a kotów zawsze było pełno, głównie czarnych o ślicznych ślepkach 🙂 Szilka pewnie myślała, że to Franek, z każdym chciała się witać 🙂
      Krajobrazy cudowne, bo Pieniny są dla mnie najcudniejsze ze wszystkich, takie moje 🙂
      Dziękuję Anetko, dla Ciebie radości i spełnienia tego, czego pragniesz. Buziaki!

  13. Eliza pisze:

    Ciekawa historia , dawniej ludzie potrafili sobie radzić bez studiów zarządzania. Może by takie godła w mojej wsi wprowadzić ? Zdjęcia bardzo ładne, ja bardzo lubię góry tylko już mi się nie chce chodzić.

    • anka pisze:

      Elizo:-) W każdym czasie trafiały się wybitne jednostki, mające jakiś talent. Józef Stefan Szalay był naprawdę nietuzinkowym człowiekiem i pasjonatem, wielka szkoda, że jego synowie nie odziedziczyli kompletnie nic po ojcu, żadnych zdolności i pasji.
      Godła we wsi to fajna rzecz, wszak każdy ma jakiś przydomek. Przynajmniej takie mam wspomnienia z dzieciństwa, kołaczą mi się po głowie różne zapamiętane nazwy mieszkańców Tenczynka. Ale nie przytoczę…
      Chodzić po górach lubię, ale patrzeć jeszcze bardziej i bez ustanku mogłabym, i nigdy by mi się nie znudziło 🙂

  14. Stokrotka pisze:

    Ależ Ty Anko ukochałaś Szczawnicę i jej okolice!
    I wcale Ci się nie dziwię bo to piękne miasteczko. I jeszcze piękniejsze okolice!!!
    A ja też mam wspomnienia ze Szczawnicy – szliśmy z niej na Trzy Korony i na Sokolicę – tylko najpierw trzeba było do Dunajca dodreptać…
    Najserdeczniej Cię pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Bo to moje miejsce na ziemi 🙂 Jak mnie tam nie ma fizycznie to choć mentalnie odwiedzam te wszystkie cudne miejsca, albo przeglądamy z Mężem fotografie. Możemy bez końca 🙂
      Na Trzy Korony szliśmy piechotą, najpierw do Krościenka, bo tam się zaczyna szlak i daliśmy radę, młodsi sporo byliśmy wtedy. Ale w zeszłym roku z psami do Krościenka na lody sobie poszliśmy, a co! I psy też dały radę, tylko po powrocie do domu padły i spały do rana 🙂
      Serdeczności moc ślę do Ciebie 🙂

  15. Ewa pisze:

    Heeeej spod samiuśkich Tater!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *