Prababcia Marianna

17 kwietnia urodziła się moja prababcia Marianna, po mężu Godyń, z domu Pałkówna. Dziś skończyłaby 145 lat, bowiem przyszła na świat w 1875 roku. Pamiętam ją jak siedziała przed swoim domkiem rozmawiając z przechodzącymi sąsiadami. Pamiętam jak nosiłam jej obiad w małym czerwonym rondeleczku, bo babcia Stefa gotowała także dla niej, na zmianę ze swoją siostrą Rózką, żeby „mamusia nie musieli się męczyć”. Pamiętam jak szyła ze mną ubranko dla mojego żółtego misia, kiedy babcia szła na jarmark w Krzeszowicach i zostawiała mnie u prababci. Pamiętam jak siedząc u niej na stole (musiałam być wtedy bardzo malutką dziewczynką)  przy oknie oglądałam kolorową, kręcącą się gwiazdę i kolędników poprzebieranych cudacznie. Pamiętam jak pożegnałam się z nią wyjeżdżając po wakacjach i mama kazała mi pocałować prababcię w rękę. Zapamiętałam, bo byłam tym zdumiona, nigdy dotąd nie całowałam nikogo w rękę, ale tak zrobiłam. To było prawdziwe pożegnanie jak się okazało. Prababcia zmarła 29 stycznia 1962 roku. Przeżyła o 40 lat swego męża, któremu urodziła ośmioro dzieci, w tym pięć dziewczyn i trzech chłopaków. Pradziadek Wojciech (3.04.1865 – 19.01.1922) byłby dumny ze swoich dzieci, wnuków i prawnuków, teraz nawet prapra i jeszcze raz pra…wnucząt 🙂

Nie wiem, z którego roku może być to zdjęcie. Prababcia z trzema córkami, najmłodszym synem i zięciem, nie wiem tylko czy już z formalnym zięciem czy dopiero ze „starającym się”. W każdym razie bardzo wujka lubiłam 🙂

Zwróćcie uwagę na przedmiot wiszący na ścianie domku. Dopiero po powiększeniu zdjęcia wypatrzyłam, że to nosidła. Pamiętam ludzi noszących wodę ze studni na łące, mówiło się „na pastwisku”. U babci była własna studnia ze źródlaną wodą. W Tenczynku wybijało dużo źródełek. Opowiadano, że podczas wiercenia studni u dziadków na posesji woda tak gwałtownie wybiła, że trzeba było z dołu uciekać czym prędzej. Woda w studni była zawsze, nigdy nie wysychała. W letnie upały służyła jako lodówka (dopóki takowy sprzęt się nie pojawił). Mama z babcią wkładały produkty do wiadra przymocowanego do łańcucha nawiniętego na wałek i kręcąc korbą spuszczały w głąb studni gdzie zawsze był chłód.

To zdjęcie jest unikatowe – trzy pokolenia kobiet: mama, babcia i zupełnie przypadkiem „załapała się” prababcia spoglądająca przez okienko ganku na dwie młodsze damy 🙂

Prababcia na ławeczce przed domkiem, ciocia z wnukiem i Ania trzymająca się wózka. Okropne były te sukienki, obowiązkowo na karczku, pamiętam taką niebieską, zieloną i różową, i koniecznie kokardy wplecione w warkoczyki 🙂

Tak to się wybrałam w podróż sentymentalną przy okazji dzisiejszej daty. Wczoraj zanurkowałam w stare fotografie i dałam im nowe życie robiąc zdjęcia telefonem.  Trochę pod wpływem Waszych wspomnieniowo-zdjęciowych wpisów, a trochę pod wpływem książki Stokrotki, ale o tym w następnym wpisie.

Trzymajcie się zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie, Tenczynek. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

43 Responses to Prababcia Marianna

  1. jotka pisze:

    Świetne te zdjęcia, kawał historii i rodzinnych dziejów.
    Zobacz jaki zbieg okoliczności, moja druga babcia też miała na imię Marianna 🙂
    Lodówkę w studni pamiętam z wyjazdów na wieś do rodziny.
    Prababci nie poznałam żadnej, bo moja mam była najmłodsza z 7 rodzeństwa, a różnica lat to 20 w stosunku do najstarszego brata.
    Takie historie czyta się lepiej, niż niejedną powieść:-)

    • anka pisze:

      Jotko:-) Dawniej, gdy kobiety rodziły wiele razy, różnica między rodzeństwem właściwie nawet pokoleniu mogła się równać. Moja babcia była drugim dzieckiem z kolei, a siostra najmłodsza była od niej młodsza o 17 lat, ostatni brat jeszcze więcej. Dla mojej mamy był bardziej jak brat niż jak wujek. 20 lat różnicy to właśnie całe pokolenie, szkoda, że nie poznałaś prababci. Ale wiesz czego ja żałuję? Że teraz, będąc dorosłą, świadomą osobą nie mogę się choć na moment spotkać z tymi wspaniałymi kobietami, moimi przodkiniami…

  2. Pola pisze:

    Piękne wspomnienie Aniu! Jak ja kocham stare fotografie i stare opowieści rodzinne! 🙂 Piękne czasy, choć my ich nie doświadczyliśmy w pełni. Sama wychowałam się na wsi, więc nie są mi obce terminy: nosidła czy studnia na podwórku. U mojej babci było źródło. Nadal jest, i nadal mieszkają tam moi rodzice…
    P.S. Może i ja przyczyniłam się troszkę do myśli o zdjęciach? 🙂

    • anka pisze:

      Polu:-) Oczywiście, że się przyczyniłaś 🙂 Poszłam do pokoju ze szczerym zamiarem zrobienia porządku w biurku, część papierów już wyrzuciłam poprzedniego dnia. Zamiast tego nieopatrznie zdjęłam z regału pudło ze zdjęciami i…. koniec, wsiąkłam na amen. Jeszcze kilka starych pokażę, niech żyją dalej.
      U dziadków spędziłam trochę czasu przed pójściem do szkoły, a potem wszystkie wakacje. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie pojechać do Tenczynka. Dlatego kocham wieś.
      Dobrze, że masz jeszcze rodzinny dom i rodziców, i źródełko 🙂

  3. fuscila pisze:

    Uwielbiam czytać takie historie! To prawdziwa skarbnica wiedzy o dawnym czasie!
    Ja niestety mam tylko maleńką cząstkę zdjęć z lat dawnych. Najstarszy z Braci zaanektował wszystko i nie da rady, póki co, doprosić się o pożyczenie chociaż! Tak niestety też bywa!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Nie mam dużo tych najstarszych fotografii. Więcej późniejszych, bo tata sam robił zdjęcia, stąd trochę się zachowało. A co do Brata – to jak już będzie można wychodzić z domu, poproś, żeby Ci pokazał i zrób telefonem zdjęcia zdjęciom, jak ja wczoraj 🙂 Może się uda?

  4. Urszula97 pisze:

    Ciekawe to były czasy.Jeszcze w latach siedemdziesiątych ludzie trzymali produkty w studniach.Sukienki i kokardki były i fartuszek do tego.Piękne wspomnienia.Zwyczaj mowienia przez „Wy”jeszcze pozostał. Moja synowa tak się zwraca do mnie.Mój szwagier także do rodzicow tak a o księdzu się mówiło „Oni”.O czym nam przypominały moje babcie.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) „Oni” do księdza to na jakimś filmie słyszałam. Babcia o swojej mamie mówiła: mamusia robili, mamusia mówili, widzieli itd. I właśnie nie”mama” tylko „mamusia”, do ostatniej chwili życia tak było. A sukienka musiała być, dziewczynka nie chodziła wtedy w spodniach, ” w porcyskach”, nawet jak zimą mnie ubierała babcia w spodnie to na wierzchu sukienka musiała być. Jak ja tego nienawidziłam, tyle łachów na sobie!

  5. BBM pisze:

    Niesamowite są stare zdjęcia! I dużo masz rodzinnych wspomnień. Ja swojej prababci nie znałam. Jedynie babcię i to też tylko jedną … ;(

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Z kolei ja dziadka tylko jednego miałam, drugiego zamordowali banderowcy w 44-tym, więc nie miałam okazji go poznać.

  6. Lucia pisze:

    I wywaliło mi komentarz. Dwa razy. To odtwarzam. Wspaniałe wspomnienia Aniu. A wiesz, ze ja też ostatnio oglądałam stare zdjęcia które mam tutaj zrobione aparatem. Reszta albumów w kraju. Ale i tu mam kilka unikatowych. Prababci nie znałam. Tylko jedną ukochaną babcię. A więc trzymajmy się jak dotąd, Uściski

    • anka pisze:

      Lucia:-) Genialny był ten, kto wymyślił, że można zdjęcia zdjęciom zrobić i nadać im nowe życie. Tym sposobem zostaną ocalone przed zapomnieniem i osoby sfotografowane (zdjęte – jak się dawniej mówiło) dłużej będą w ludzkiej pamięci. Łatwiej też zerknąć w telefon w każdej chwili i powspominać…
      Trzymajmy się, kochana, trzymajmy!

  7. amasja pisze:

    Było mi niezwykle miło towarzyszyć Ci w tej sentymentalnej podróży i poznać Twoją prababcię Mariannę. Masz piękne wspomnienia, Aniu. Cieplutkie jak bułeczki prosto z pieca:-)
    Właśnie przed chwilą (gdy wspomnialaś o książce Stokrotki) uświadomiłam sobie, że dzięki blogowaniu ‚poznałam’ trzy wspaniałe pisarki:-) Ciebie, Stokrotkę i Anię O. To bardzo miłe uczucie:-)

    p.s. Poniedzielskiego uwielbiam! jednak z całym szacunkiem myślę, że lepiej lubić to, co się ma;-)

    I Ty trzymaj się zdrowo!

    • anka pisze:

      Amasjo:-) A mnie jest niezmiernie miło, że się ze mną w podróż wybrałaś 🙂
      Odnośnie bułeczek – właśnie dziś upiekłam, chleb się skończył a do sklepu nie mam chęci iść. Pójdę w środku tygodnia, tradycyjnie, jak się uzbiera spora lista potrzebnych rzeczy do kupienia.
      Poniedzielski powiedział/zaśpiewał te słowa charakteryzując dużą część naszych rodaków, którym wiecznie jest źle, wiecznie są niezadowoleni ze wszystkiego itd., tak to odebrałam w całości i jak zwykle – uwielbiam go:)
      Jakże mi miło, że Tobie jest miło 🙂 Trzymajmy się zatem!

  8. to-znowu-ja pisze:

    Właśnie tego rodzaju wspomnienia piszę namiętnie. Opisuję wszystko, co pamiętam z dzieciństwa i młodości – i wplatam w to zdjęcia (wszystkie stare zeskanowałam). Mam zamiar kiedyś (jak skończę w czasach współczesnych) wydrukować to w czterech egzemplarzach i podarować moim dzieciom w spadku. Może któreś to przeczyta?

    • anka pisze:

      To-znowu-ja:-) Wpadłam na podobny pomysł, kiedy urodziła się Średnia wnuczka. Nawet zaczęłam, ale utknęłam i nie mam czasu się skupić. Kiedyś skończę, ale na razie choć tutaj utrwalę co nieco z przeszłości. Sama też mam przyjemność, gdy przy okazji pisania czegoś na blogu mogę zerknąć do tyłu i spojrzeć na babcię czy mamę, puścić oko do taty, pomachać siostrze… Może za Tęczowym Mostem to widzą? A w przyszłości może któraś wnuczka przeczyta…

  9. Ewa pisze:

    Twoje podróże sentymentalne zawsze mnie wzruszają, ale też trochę deprymują, bo chcąc nie chcąc porównuję twoje dzieciństwo z moim. Nigdy nie miałam warkoczy, a już ze wstążkami??? Zawsze kazali mi się strzyc na chłopaka, albo na pieprzonego pazia, a ja zawsze chciałam mieć długie włosy. A sukienka na karczku? Nawet nie wiem jak wyglądałam w sukience… A do tego byłam brzydka 🙁
    Idę na kanapę, gdzie moje miejsce i stamtąd wyślę wielkie ilości buziaków

  10. anka pisze:

    Ewuś:-) „Nie rycz mała, nie rycz…” co zrobić, taka karma… Za to potem mogłaś mieć piękne długie włosy. Mnie mama obcięła warkocze w czwartej (chyba, albo trzeciej) klasie podstawówki i od tej pory zapuszczam. Dotąd mi się nie udało. Zawsze marzyłam o długich, gęstych włosach, ale gucio, dostałam w prezencie od genów po babci delikatne i cienkie. Jakbym nie mogła po mamie dostać grubych i gęstych! Poza tym nie ma brzydkich dzieci, nie kokietuj! Jak wyglądałaś w sukience? Narysuj sobie, skarbie, przecież potrafisz cuda rysować. I pokaż na blogu narysowaną małą Ewcię w sukience 🙂
    Siedź sobie na kanapie, masz przecież odpoczywać, a ja Ci wysyłam cały wagon Ciepłego z Puchatym na zdrowie i otarcie łez. Buziaki 🙂 🙂 🙂

  11. Magda pisze:

    Piękne wspomnieniowe fotografie 🙂

    ” Jak drogie są wspomnienia dawnych dni
    Wspomnienia dawnych lat
    Melodia w nich serdeczna jakaś brzmi
    I dawny piękny świat.
    Przychodzą, kiedy tęskno nam
    Gdy łza się w oku szkli
    I wiodą nas w krainę cudnych snów
    W te jasne, złote dni”

    Prababcia Marianna kwietniowa, Ty, Aniu, także, ciekawa jestem czy jeszcze ktoś z Twojej rodziny ? – może to taka kwietniowa tradycja ? 🙂 🙂
    I, proszę, przypomnij mi kiedy to Twoje święto, bo kartka dla Ciebie się robi, a chciałabym ją pokazać w odpowiednim momencie. No bo domyślasz się, że wysłana zostanie dopiero PO !
    ściskam kwietniowo – widziałam pierwsza jaskółkę !!

    • anka pisze:

      Magduś:-) Jakie piękne są słowa, jakie piękne bywają wspomnienia 🙂
      Babcia i dziadek – Byki, prababcia i pradziadek – Barany, ja – Byk, Mąż – Baran, Duży – Byk, Mały – Baran 🙂 🙂 🙂 Jaka rogacizna 😉
      Numerologicznie jeszcze lepiej: babcia -33, dziadek – 11, mama i tata – 22, siostra – 33, ja -11, Mąż- 33. Moje dzieci już na szczęście „normalne i wnuczki też. Z taką „rodzinną” numerologiczną drogą życia to po prostu obłęd, indywidualny tok studiów w tym wcieleniu, co potwierdzam.
      Madguniu, dzień po Williamie Szekspirze 🙂 Równe 100 lat wcześniej we Wiedniu odbył się ślub Cesarza Franciszka Józefa z Elżbietą Bawarską 🙂 W 1934 r. urodziła się Shirley MacLaine 🙂 Kartka?! Kochana moja, nie wierzę w
      w swoje szczęście!
      Brawo dla jaskółki, że Ci się pokazała! Buziaki 🙂

      • Magda pisze:

        I w nagrodę pójdzie na kartkę 😉
        A ze znakami zodiaku to też mam ciekawie, – ja Rak, Mama Ryby, Tato Wodnik. I jeszcze Panna – 5.IX. pierwszy mąż, 6.IX. drugi mąż, 7.IX. brat , i kompletnie do siebie niepodobni 😉
        buziaki !

        • anka pisze:

          Jaskółeczki są prześliczne, takie wdzięczne i delikatne 🙂
          Faktycznie ciekawie, wodne towarzystwo i dla równowagi ziemska Panna. 5 września moja Calineczka się urodziła 🙂 Średnia też wrześniowa, żeby było śmieszniej – urodziła się Małemu na imieniny, czyli dostał w prezencie bratanicę 😉
          Różne dziwne kombinacje tworzą się z cyfr. Np. u nas też po sobie następowały, w sensie dni, tylko innych miesięcy dotyczyły: tata-20, siostra-21, mama-22, i ja-24. Jedną ciążę mama straciła i może miało być-23? Tego się już nie dowiem, chyba, że za Tęczowym Mostem…
          Buziaki 🙂

  12. Mysza w sieci pisze:

    Lubię powroty do przeszłości.. ciekawie poczytać i o Twoich. A te zdjęcia.. bajka. Prawdziwa bajka, dzięki której jesteś na świecie i możesz ją swoim dzieciom i wnukom opowiedzieć 🙂 Miłego weekendu Aniu, buziaki!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Dzieci i wnuczki nie słuchają bajek, póki są młode – zajmują się własnym życiem, sobą, bo taka jest kolej rzeczy. Na wspominki przychodzi czas dopiero wtedy, gdy już nie ma kogo dopytać o różne sprawy. Wiem to, niestety, z doświadczenia, dlatego zaczęłam spisywać wspomnienia (powinnam zmobilizować się i wrócić do tego) póki jeszcze coś pamiętam. A na blogu przy okazji różnych rocznic też co nieco wstawię i uchronię od zapomnienia tym sposobem.
      Dla was ciepłego i słonecznego, choć trochę na powietrzu 🙂

  13. Krystyna 7.8 pisze:

    Zdjęcia dużo wspomnień wywołują. Mój syn urodził się 18.IV. Tzn dzisiaj to znak zodiak Baran, są to ludzie o dużej fantazji. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

  14. Stokrotka pisze:

    Chyba sobie wyobrażasz Anko jak bardzo się wzruszyłam???
    Właśnie obchodzę 11 rocznicę gdy moja Mama odeszła na zawsze…
    Najserdeczniej Cie przytulam…

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Przytulam Cię, kochana, serdecznie w tę smutną rocznicę…
      Za 6 dni będzie rocznica odejścia mojej babci Frani, nie doczekała się prawnuka, który urodził się niedługo potem. Tak się przeplatają narodziny z odchodzeniem… ” Człowieczy los…” chciałoby się zaśpiewać…

  15. Eliza pisze:

    Uwielbiam stare zdjęcia i opowiadania z nimi związane, to przecież kawał historii. U nas brakowało wody, było kilka studni i wodę trzeba było nosić w wiadrach, właśnie takie nosidła dobrze znam. Pamiętam jak po latach udręki powstał wodociąg wiejski i jak zainstalowali w każdym gospodarstwie kran z wodą, to mój tato z ciocią/ swoją siostrą / płakali jak zaczęła woda płynąć.

  16. anka pisze:

    Elizo:-) Studnia w podwórku to była atrakcja dla nas, w czasie wakacji. Natomiast dla babci uciążliwe było noszenie wody do domu. Póki dziadek żył, do niego należało przynoszenie wody. Ale jak był chory wszystko spadało na barki babci. Kiedy byłam dzieckiem wydawało mi się to normalne. Z perspektywy lat i swoich doświadczeń kiedy patrzę, uważam, że babcia była bohaterką. Jak zresztą większość kobiet dźwigających na sobie ciężar utrzymania domu, wychowania dzieci i wszelkich prac z tym związanych.
    Doprowadzono wodę i pod koniec życia miała babcia w domu kran z wodą i toaletę, nie trzeba było zimą do wychodka spacerować… Czasem takie warunki, jakie były dawno temu, obserwuję w polsatowskim programie „Nasz nowy dom”, który lubię oglądać, bo coś dobrego się tam dzieje.
    Swoją drogą jakie zmiany zachodzą w trakcie życia jednego pokolenia… Pozdrawiam 🙂

  17. Salmiaki pisze:

    Moja prababcia to też Marianna. Podobno miałam okazję ją poznać, ale moja pamięć nie sięga tak daleko…
    Stare zdjęcia niestety utonęły. Po śmierci babci wzięłam je z mieszkania babci i schowałam w walizce z piwnicy. Niedługo potem pękła w piwnicy rura, a zdjęcia uległy zniszczeniu…

    • anka pisze:

      Salmiaki:-) Ojej, jaka szkoda! Współczuję takiej straty, pozostały Ci tylko wspomnienia i opowiadania o dawnych czasach słuchane od starszych członków rodziny.

  18. jasna0ster pisze:

    wspomnienia, ach wspomnienia, piękna rzecz, powrót do tych odleglejszych czasów i znów ożywają osoby, których z nami już nie ma……
    Ja również często powracam do tych zdjęć z dawnych lat, pewnie głównie i takich, które ledwie pamiętam (lub już nie koniecznie pamiętam) a to głównie dzięki mojemu bratankowi Łukaszowi, który rodzinną epopeję odtwarza i czasami mnie zaprasza do takich wspominek. Zawsze wydawało mi się, że niewiele pamiętam, jednak czasami mózg zaskakuje i przypominam sobie pewne fakty z życia, które gdzieś głęboko wciąż we mnie tkwią.
    Piękna sprawa Aniu

    • anka pisze:

      Ewa:-) Uwielbiam stare zdjęcia, przenoszą mnie do świata, który jest gdzieś za zasłoną, jest tam, dokąd nie możemy dotrzeć, żeby się spotkać z bliskimi i porozmawiać z nimi…
      Masz rację, że czasem wyskakują z pamięci zupełnie niespodziewane fakty, sytuacje… czasem zapach je przywołuje, czasem kolor, widok układu chmur na niebie, scena z filmu…
      Fajny taki bratanek, który zajął się historią rodziny, gratuluję takiego skarbu 🙂

  19. Lucy pisze:

    Oj masz tych fotograficznych skarbów! Piekna pamiatka.
    Ja moja prababcie Katarzyne jedynie mgliscie pamietam, a innych nie znalam, zmarly duzo wczesniej, przed moim urodzeniam, i ze slaskiej strony, niestety poprzez zawieruche wojenna, tez jakos zdjecia nie zachowaly sie, tylko jedno.
    Nosidla znam, jak najbardziej, na podkieleckiej wsi uzywano je do lat osiemdziesiatych ubieglego wieku.

  20. anka pisze:

    Lucy:-) Bardzo dużo tego nie ma, kilka fotografii, które po śmierci taty zabrałam do siebie, kilka miałam od dawna, mam też babci zdjęcie, które sama dała mi na pamiątkę, żebym wiedziała jak wyglądała będąc młodą dziewczyną. Pokażę ją przy okazji rocznicy babcinych urodzin. Mam to szczęście, że babciny domek (początek lat 20-tych) przetrwał wojnę w całości i zdjęcia się zachowały. Potem na szczęście kilka zdjęć zabrałam, dzięki czemu mam pamiątki, inne przepadły po śmierci babci. Choć te zdjęcia są ze mną.
    I wspomnienia 🙂

  21. zamyślona pisze:

    Piękne wspomnienia. Ja bardzo żałuję, że wtedy, gdy żyła moja babcia, moi rodzice, ciotki i wujkowie nie pytałam ich o ich wspomnienia. A moja siostra, która już nie żyje i brat – czy mnie kiedykolwiek przyszło do głowy, że będę ich żegnać tak wcześnie. Mówiliśmy o teraźniejszości, o duperelach, a to co było ważne nigdy nie zostało wypowiedziane. Jest mi smutno.

    • anka pisze:

      Marysiu:-) Wciąż żałuję, że nie pytałam dopóki było kogo. Tak już jest, że młodzi zajmują się sobą, własnym życiem, teraźniejszością myśląc, że zdążą o poważne sprawy zapytać w przyszłości, bo przecież bliscy są od zawsze i zawsze będą…
      Kiedy o tym myślę też mi się robi smutno. Dlatego spisuję choć tę garstkę informacji, które mogę. Może któraś wnuczka będzie chciała poczytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *