„Widocznie tak miało być” – 32

Linka zdobyła wyróżnienie w konkurs fotograficznym  na zdjęcie z ubiegłorocznych  wakacji. Nagrodzone oraz wyróżnione fotki zaprezentowano w prasie i cała Polska mogła zobaczyć zdjęcie, na którym uwieczniony został „lot” Aldony z drzewa  wprost w Sergiuszowe ramiona. Niezmiernie podekscytowana dziewczynka wpadła do domu z gazetą w ręce.

– Jest ogłoszony nowy konkurs na wakacyjne zdjęcie – zawołała. – I wreszcie podali listę autorów nagrodzonych zdjęć z poprzednich wakacji. Muszę poszukać…

– Pokaż  – siostra wyrwała jej gazetę z ręki. – Strasznie długo się z tym grzebali. Czekaj, nie zabieraj mi, muszę zobaczyć…

– I co widzisz? Ee tam, pewnie nic. Mnóstwo zdjęć ludzie wysłali, kto by tam patrzył na moje… – machnęła ręką z nagłym wyrazem rezygnacji na buzi.

– Czekaj, czekaj, tu są różne fotki… Jest! Jak mamusia spada z drzewa, a wujek ją łapie. Wtedy ją nazwał Wiewióreczką…

– To zdjęcie wysłałam! Pokaż, faktycznie, mama w locie! Moje zdjęcie! Dostałam wyróżnienie! Hurra!!!

– To teraz Maćkowi musisz pokazać – domyślnie spojrzała Inka. – Niech wie, że właśnie ciebie wyróżnili.

– No nie, niemożliwe – Linka nie mogła uwierzyć własnemu szczęściu. – Mamusiu, mamooo! Zobacz! Pokazali w gazecie moją fotkę, dostałam wyróżnienie! Widzisz?

Aldona wchodząca właśnie do mieszkania w pierwszej chwili nie mogła pojąć w czym rzecz. Myśli miała jeszcze zaprzątnięte pracowymi problemami i upłynęła dłuższa chwila zanim przestawiła się na „prywatne myślenie”.  Zobaczyła w gazecie zdjęcie, które natychmiast przeniosło ją w czasie. Usiadła bez słowa i wpatrzyła się w uchwyconą przez aparat scenę.

– Jak to można chwilę zatrzymać na zawsze – powiedziała po krótkim milczeniu. – Rzeczywistość ulega zmianie, plany rozsypują się jak domek z kart, a na fotografii została przeszłość…

– Mamusiu, czy ty się wcale nie cieszysz ? – Linka z wyraźnym zawodem na buzi spojrzała na matkę.

– Mamo, no nie, przecież nie możesz Lince sprawić takiej przykrości – ujęła się za siostrą Inka.

– Och, przepraszam Stokrotki, jakoś smętnie mi się zrobiło, że czas tak szybko płynie… Oczywiście, że się cieszę i jestem bardzo dumna z was obu.

– Czemu z obu? – zdziwiła się Inka.

– Czemu? Bo ty się od razu ujęłaś za siostrą myśląc o niej, o jej uczuciach. Z Linki zaś jako ze zdobywczyni wyróżnienia w konkursie. Przy tak dużej konkurencji – pokręciła głową z podziwem, – to naprawdę ogromne osiągnięcie. Gratulacje, kochanie.

– Nie było widocznie innej latającej mamy, więc właściwie ty wygrałaś – żartowała uszczęśliwiona dziewczynka. – Pójdę pokazać Justysi.

– Idę z tobą – ruszyła za siostrą Inka. – Chcę zobaczyć jej minę. I od razu zadzwonię do chłopaków.

Linka miała powód, żeby puszyć się jak paw ponieważ Justyna i Filip byli pod wrażeniem. Telefon wykonany do chłopaków spowodował ich przybycie w niedługim czasie w celu osobistego zweryfikowania usłyszanej wiadomości oraz złożenia gratulacji wyróżnionej fotografce. Maciek tuż przed wyjściem z domu pomyślał, że nie wypada iść w takiej chwili z pustą ręką, wrócił do swego pokoju i schował do kieszeni rolkę filmu do aparatu, którą dostał  niedawno w prezencie. Wcisnął ją Lince po kryjomu, żeby nikt nie widział. Przynajmniej tak mu się zdawało bo – oczywiście – zauważyli wszyscy.

– Co jej wciskasz? – od razu zainteresował się Filip.

– Oo, ten amerykański film? Fiu, fiu – zagwizdał Marek.

– Nie mogłeś powiedzieć, to byśmy kwiatek z trawnika urwali – syknął Kuba.

– Maciek, jak się coś daje z takiej okazji, to trzeba ładnie opakować – skomentowały dziewczynki.

Maciek poczerwieniał, a Linka się wściekła.

– Ale wy jesteście! Co się  Maćka czepiacie? On jeden pomyślał o czymś takim! Podarował mi niezwykle cenną rzecz, dziękuję ci, Maćku. Nie zwracaj uwagi na tę bandę koczkodanów – zwróciła się do Maćka.

– Fakt, nikt więcej nie pomyślał, żeby cię jakoś uhonorować – powiedziała Justysia.

– Ale to z zaskoczenia było, nie mieliśmy kiedy pomyśleć – usprawiedliwiali się chłopcy.

– No dobra, przepraszam, ja też wyskoczyłam jak…jak… – zawahała się Linka.

– Jak Filip z konopi – podpowiedział Marek.

– Ja znikąd nie wyskakiwałem – obruszył się Filip.

– Nie wytrzymam z tym bratem – jęknęła Justyna. – Tak się mówi, to jest powiedzenie, rozumiesz głąbie?

Zdjęcie zaprezentowane w gazecie narobiło sporo zamieszania. Przede wszystkim trafiło do Grety, dalej do Mariana i Agaty.  Tych dwoje nawiązało ścisłą współpracę dla spełnienia zamiaru, którym było rozdzielenie Aldony i Sergiusza. Marian nie mógł znieść myśli, że nie osiągnie zamierzonego celu, jak każdy typ, który nie bierze pod uwagę możliwości porażki. Uważał, że musi wygrać, bo tak sobie postanowił, żadna inna opcja nie wchodziła w rachubę.

Agacie przyświecał jeden podstawowy cel – wydusić z męża jak najwięcej pieniędzy. Nie miała żadnych skrupułów, byle tylko jej było dobrze. Zdawała sobie sprawę z faktu, iż miłości nie ma i nie będzie między nimi. Nie odzyska go też na żadnym polu – ani jako partnera ani jako przyjaciela – wiedziała, że jest na straconej pozycji. Oczywiście nie miała o to pretensji do siebie, nie widziała najmniejszej własnej winy, o fiasko swoich planów winiła Aldonę i Sergiusza. Do pierwszej chwilowo nie miała dostępu, bo Aldona odmówiła jakichkolwiek kontaktów, więc na razie odpuściła czekając na chwilę sposobną dla wyrównania wyimaginowanych rachunków. Jego zaś chciała ukarać zabierając mu majątek  i dziecko, na którym jej nigdy specjalnie nie zależało, ale wiedziała, że tym może go skrzywdzić, że to najbardziej zaboli. Bo poza zaspokojeniem pazerności chciała też zaspokoić swoją próżność i dokonać zemsty. Odrzucenie jej, Agaty, takiej wspaniałej istoty i to na rzecz takiego byle kogo… Nie, to nie mogło pozostać bez kary. Z opowiadań Moniki wysnuła wniosek, że działka może stać się ważnym elementem zemsty. Cieszyła się, że pozbawiając męża ziemi dokuczy i jemu, i rywalce. Nawet przez chwilę nie pomyślała o uczuciach innych osób, tak ją zdominował egoizm, żądza władzy  połączone z chęcią posiadania oraz przeprowadzenia swojej woli bez względu na  cenę. Ona jedna była bez skazy, ona wszystko robiła najlepiej, wszystkich innych śmiertelników przewyższała przecież pod każdym względem.

cdn.

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści, Widocznie tak miało być, Widocznie tak miało być. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 Responses to „Widocznie tak miało być” – 32

  1. jotka pisze:

    Zdjęcia mają magiczną moc przywracania pamięci…bo ta, przykurzona nie zawsze chce współpracować.
    Blogerka Gabrysia Kotas wysłała zdjęcie na konkurs do czasopisma i wygrali z mężem opla:-)

  2. anka pisze:

    Jotuś:-) Ale Gabrysia miała szczęście! Niesamowite!
    Zdjęcia przywracają wspomnienia chwil, zapach, smak nawet. Masz rację, że mają magiczną moc. Uwielbiam stare zdjęcia przeglądać. A przy dzisiejszej technice mogę je na nowo przywołać do życia, powiększyć, zobaczyć szczegóły, o jakich nie miałam pojęcia. Np. mojej mamy zdjęcie z czasu kiedy była w wieku mojej wnuczki 🙂

  3. Urszula97 pisze:

    Piękne, Stokrotki są niesamowite. Agata to typowy przykład zimnej, wrednej matki która widzi tylko czubek własnego dziecka.Dziecko do przetargu.Straszne. To czekam na c.d.
    Aldona też musiała miec nietęgą minę.Ciepłe z Puchatym.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Są takie wredoty w rodzaju Agaty, znałam, na szczęście już nie muszę mieć kontaktu. Na emeryturze możesz wybierać, z kim chcesz kontakt utrzymywać, a z kim nie. I to jest wspaniałe 🙂 A dzieciaki zawsze są fantastyczne!
      Trzymaj się zdrowo!

  4. Mysza w sieci pisze:

    Uwielbiam zdjęcia i Twoje koczkodany z powieści też :))) Mają wielką moc sprawczą i to nieświadomie ;)) Natomiast ludzi o cechach Agaty nie trawię, niestety i ich jest pełen świat. Przez nich trzeba być czujnym i nie można ufać bezgranicznie. A szkoda, bo świat był lepszy zanim poznałam takie persony. Dobrze, że są też i osoby pełne przyjaźni, szczerości i sympatii do innych. Dzięki nim da się w tym świecie żyć i nawet często uśmiechać :))

    • anka pisze:

      Myszko:-) Udało mi się wejść na bloga, wczoraj wcale i mam mieć internet od czwartku, bo coś zdechło. Reszta kompletnie nie działa, teraz po pół godziny kręci się przy jednej odpowiedzi na komentarz, ale jest! Widocznie mam olać wszystkie złe wiadomości i ich nie czytać. Za to popchnęłam do przodu powieść, na którą nie miałam czasu. Wreszcie tytuł się skrystalizował, sam oczywiście, ja tu nie mam nic do powiedzenia, naprawdę 🙂
      Zdjęcia są wspaniałą pamiątką, wspomnieniem zatrzymanej chwili. Też je na okrągło robię, uwielbiam. Koczkodany też 🙂 🙂 🙂
      Trzymaj się zdrowo Ty i reszta!

  5. Krystyna 7.8 pisze:

    Zawsze wiedziałam, że zdjęcia mają siłę i moc w sobie. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

  6. Bożena pisze:

    „Zemsta to potrawa, która smakuje najlepiej, kiedy jest zimna” – stwierdził w „Ojcu Chrzestnym” Mario Puzo, tak mi się przy okazji przypomniał ten w sumie zabawny cytat 🙂 Cóż, czasami korci, by wyrównać rachunki, ale Agata nawet dobrego powodu do zemsty nie ma, przecież i tak stwierdziła, że miłości nie ma i nie będzie, więc po co to? Z drugiej strony, jak porządny facet już nie kocha swojej żony i opuszcza ją, to robi wszystko, by jej to materialnie chociaż wynagrodzić. Serdecznie pozdrawiam 🙂

    • anka pisze:

      Bożenko:-) Początek historii jest w „Po co wróciłaś, Agato” i to nie Sergiusz pierwszy zaczął… Mało tego, był święcie przekonany, że jest wolny… Życie to skomplikowana bajka 😉
      Trzymaj się zdrowo!

Pozostaw odpowiedź Mysza w sieci Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *