O obżarstwie

Teraz będzie o obżarstwie. Muszę stwierdzić stanowczo, że było ono mniejsze niż zazwyczaj. Nawet słowa „obżarstwo” właściwie używać nie powinnam. Może z racji zmniejszającego się z wiekiem zapotrzebowania organizmu na obfite jedzenie? Już dawno z Mary stwierdziłyśmy, że nie mieści się w człowieku tyle jadła ile drzewiej potrzebował 😉 Za młodu jadało się bez niepotrzebnych myśli w rodzaju „jak to strawić?” (cytat z reklamy). Teraz mała cząstka tego co wcześniej się pochłaniało – człeka wypełnia po same uszy i więcej nie może, choć oczy by jeszcze jadły. W sumie więc dobrze, że nie zrealizowałam planów kulinarnych, głównie z braku czasu, dzięki czemu miałam luz w lodówce jak jeszcze nigdy w żadne święta i teraz nie muszę się głowić co i jak wcisnąć w zamrażalnik, żeby się nie zmarnowało. Bo jedzenia się nie marnuje i nie wyrzuca, przechowuje się na później.
Bigos vege wyszedł przepyszny po prostu, pewnie dlatego, że dałam dużo grzybów: i boczniaki, i pieczarki, i suszone kupne grzyby doń trafiły. Kapustę zawsze mieszam: część słodkiej i część ukiszonej. Dodałam jeszcze suszone śliwki, usmażoną cebulę (w paski), utartą marchewkę, pieprz, musztardę.
Ryby po grecku nie zrobiłam, ale sos owszem. Sos zabrał sobie Mały do domu, ponieważ on „rybę bez ryby” robi po swojemu, a ja bym mu jeno smak zepsuła robiąc „rybę z tofu”. Jako dodatku do sosu używam zwykle  kostek z mintaja, a ponieważ ich w Biedronce nie było, więc się obeszło bez. Usmażone miałam za to polędwiczki z dorsza i filety też z dorsza. Bardzo smakowały. Oczywiście Mały nie jadł. Jemu przygotowałam grzybowe kotlety, pierogi z kapustą i grzybami (kupione). Barszczu synuś nie lubi, więc jadł buraczki. Bez śmietany, bo się weganizuje. Synowa rybę jada, Starsza wnuczka też, choć ogólnie dziewczyny się oszczędzały będąc już po jednej wigilii, mając w planie kolejną – takie objazdowe świętowanie, ale za to potem upragniony spokój 🙂
W pierwszy świąteczny dzień Duży przyjechał z rodzinką na obiad. Bezapelacyjną gwiazdą oczywiście była Calineczka. Nie mogło być inaczej 🙂 Jej słynne już: „nie, nie, nie chcę!” albo dla odmiany: „ja, ja, ja!” – doprowadza do ataku śmiechu. Tak, śmiać się można patrząc z boku, bo mała charakterna osóbka nie pozwoli sobą rządzić i zmusić ją do czegoś można jedynie sposobem, i to tylko dopóki się nie zorientuje, że dała się wrobić 🙂 Najbardziej rozczuliła dziadka wspinając się za nim po schodkach na czworakach (bo szybciej niż na dwóch nóżkach) wołając: „dziadziuś, dziadziuś!” Jest przecudowna po prostu – co oczywiście każda babcia powie o swoich wnuczkach, i oczywiście będzie miała absolutną rację 🙂 🙂 🙂
Na obiad dla „Dużych” miałam kotlety mielone drobiowe, polędwiczki z indyka z morelami, pozostałą z wigilii rybę, surówkę z kiszonej kapusty, buraczki (już ze śmietaną) i wszyscy najedli się po kokardę – jak to się mówi. Do tego makowczyki z ciasta francuskiego
upiekłam oraz  sernik, a Synowa przywiozła tradycyjny makowiec więc słodyczy było co niemiara. I tak minął pierwszy dzień. W drugi my też odpoczywaliśmy, obejrzeliśmy wspólnie kilka filmów, spędziliśmy czas naprawdę przyjemnie, bez zwykłego, codziennego pędu.
Wykańczamy sałatkę jarzynową, śledzi nie robiłam (pierwszy raz), kupiłam gotowe, jedne z żurawiną, drugie z suszonymi pomidorami i wystarczyło. Te pierwsze pozostały w stanie nienaruszonym i może doczekają Sylwestra. Obiadu jeszcze mamy na dwa dni, więc mogę z
czystym sumieniem wziąć się za obiecaną sobie segregacje papierów. Części już udało mi się pozbyć przed świętami w przerwach między przemieszczaniem się do lekarzy, do Mary i do Calineczki. Ale to była mała część, więc dużo mnie jeszcze czeka. Ale to w sumie jest
przyjemne działanie 🙂
Na Sylwestra zapowiedziała się Średnia, a ja się nie posiadam z radości z tego powodu. Zażyczyła sobie pizzę, bo „co to za Sylwester bez pizzy”! Specjalistką nie jestem, robiłam chyba ze trzy razy, wychodziła dziwaczna w kształcie (krzywy prostokąt). ale w smaku owszem owszem 🙂 Jak sobie wnusia życzy tak będzie, więc dziś przekopię przepisy by jakiś łatwiejszy odszukać. Zakupy zrobię jutro i jeszcze coś wymyślę specjalnie dla niej. Niech ma co wspominać 🙂

Nie zrobiłam żadnego zdjęcia ani potraw ani ludzi 🙂 Tak wyszło, oni nie chcieli, nie miałam czasu na ustawianie salaterek, półmisków do fotografii, więc coś zamiast musi być. No… to… zimowa Szczawnica 🙂  🙂 🙂  Wiadomo, ze „hopla z przerzutką” mam w tej materii… Cóż, coś w życiu trzeba mieć   🙂

Zdjęcia były  zrobione w drodze pod kapliczkę na Sewerynówce na początku stycznia 2006 r.

 

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Szczawnica. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

26 Responses to O obżarstwie

  1. fuscila pisze:

    Zimowa Szczawnica, to jest to.
    Pizza na Sylwestra? Znam, znam. Nie raz robiłam. Tyle, że moja jest gruba, bo na cieście drożdżowym!
    Pozdrawianki poświątecznie Imienniczko!

  2. anka pisze:

    Fusilko:-) Przeglądałam różne przepisy i nie wiem, który wybrać. Drożdże muszę kupić, listę zakupów na jutro już zrobiłam. Masz sprawdzony przepis?
    Buziaki, kochana, przedsylwestrowe 🙂

    • fuscila pisze:

      Mam. Robię od 40 lat! Ale nie wszystkim grube ciasto odpowiada. Wolą cieniutkie!

      • anka pisze:

        A byłabyś skłonna zdradzić? Bo jak sprawdzony to może i mnie się uda?

        • fuscila pisze:

          Do miski wsypuję 3 szklanki mąki + trochę soli ( na oko ). Do tego rozmieszane w ciepłej wodzie 1/2 kostki drożdży, łyżeczkę suszonego oregano lub bazylii, i dolewam tej ciepłej wody, aby uzyskać dość gęste ciasto. Jak juz jest w miarę wymieszane, dolewam 3 łyżki oleju słonecznikowego i mieszam razem tak długo, aż olej wsiąknie w ciasto. Razem z miską wkładam do piekarnika na opcję „wyrastanie ciasta”, a gdy tego jeszcze nie miałam, kładłam miskę z ciastem na deseczkę, która leżała na mniejszym garnczku z gotującą się wodą. Tylko wtedy od czasu do czasu trzeba delikatnie mieszać. Ciasto powinno podwoic objętość.
          Na blaszkę 35×25 kładę papier do pieczenia i smaruje olejem. Na to rozprowadzam ciasto, też smaruję olejem , a na to cienką warstwę keczupu. Potem to już co tam kto lubi: podsmażoną cebulkę i kiełbaskę w plasterkach, krążki papryki, podsmażone grzyby. Piekę ok. 40 min. Na koniec pieczenia posypuję serem i jeszcze na parę minut pizza siedzi w piekarniku, aż sie ser rozpuści!
          Moja Córka to ciasto potem wygniata z mąką, aby móc rozwałkować do cienkiego placka, i dopiero wtedy wszystko jest podobnie jak u mnie. Ja nie wałkuję, a ciasto wyrasta do ok. 3-5cm

          • anka pisze:

            Dziękuję!!! Wygląda na proste, takie na moje możliwości, więc zdam Ci specjalną relację co wyszło 🙂
            Fusilko, serdeczności moc frunie do Ciebie z Ciepłym i Puchatym na cały Nowy Rok 🙂 🙂 🙂

  3. Urszula97 pisze:

    Co dom to inne menu.U mnie jeszcze makowiec zamrożony.Dzisiaj odprawialiśmy u mnie urodziny najstarszego wnuka, zrobiłam tort z niespodzianka( po ukrojeniu kawalka wysypały się cukierki lentilki), dzieciom bardzo smakował.Wykończony został karp w occie.Jeszcze jest kapusta z grzybami zamrożona to zrobię na Sylwestra krokiety.Pizzę to ja tak na oko robię z drożdżowego ciasta.Nasze kochane wnuczeta, Olek tez dzisiaj był , miał towarzystwo a biedny Jacuś co chwilę kwili bo chyba ząbki będą , jak ból przechodzi to się często uśmiecha, mały śmieszek.Pozdrawiam i Dosiego Roku.

    • anka pisze:

      Ula:-) Tort z niespodzianką to wprost dzieło sztuki, takiego bym nie umiała zrobić. Dziś pierogi wykończyliśmy na kolację, jutro zakupy zrobię na Sylwestra i Nowy Rok. Muszę upiec pizzę i francuskie rożki z jabłuszkiem, zgodnie z życzeniem Średniej 🙂
      Słodziaki te maluchy, prawda? Biedny Jacuś z tymi ząbkami 🙁
      Uleńko, wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku i dziękuję za życzenia 🙂

  4. Stokrotka pisze:

    Zimowa Szczawnica przepiękna.
    A jeśli chodzi o świąteczne obżarstwo to chyba nikt nie jest bez grzechu.
    Pewnie, że z wiekiem je się coraz mniej…. ale i tak trochę za dużo.
    No ale na Święta jedzonko jest tak pyszne… ze nie ma się co dziwić,
    Serdeczności Anko 🙂

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) W święta można sobie pofolgować, to nam się po prostu należy (cytując „klasyczkę”), lecz prawdą jest, że mniej się da w siebie wcisnąć, choćby się bardzo chciało 😉 A chce się, bo pewne potrawy przyrządza się tylko przy okazji świąt, tylko… tylko się chce… 🙂
      Buziaki Stokorotko miła 🙂
      ps. Stokrotko, dlaczego kwitniesz w grudniu? Nie mów, że nie, bo widziałam na własne oczy 😉

  5. Lucy pisze:

    Pizza na Sylwestra to jest dobry pomysl!
    A pierogi z kapusta i grzybami to tez mielismy kupne. Ruskie pododdzialy w sklepach bowiem maja. Tylko, ze oni tej kapusty nie przepuszczasja przez maszynke, co pieroga robi szlachetniejszym. Byc moze na nastepny raz, jak bedzie mi sie wiecej chcialo jak nie chcialo, zrobie jesienia i zamroze na Wigilie.
    Dobrego Nowego Roku, Anno 🙂

    • anka pisze:

      Lucy:-) Ty optymistką jesteś, skoro przypuszczasz, że jesienią może Ci się chcieć ulepić pierogi. Ja wiem na pewno, że mi się chciało nie będzie 🙂 Wyleczyłam się z chęci robienia pierogów po kilku próbach, z wyników których byłam niezadowolona i to jeszcze jak! Szkoda mojego czasu i wysiłku, nie będę więcej próbować… chociaż… nigdy nie mów nigdy … 🙂
      Lucy, wszystkiego co najlepsze na cały nadchodzący rok 🙂

  6. Mysza w sieci pisze:

    Może i mniej wchodzi ale na szczęście nadal smakuje, a widzę smakołyków miałaś bez liku 🙂 Takiego hopla jakiego masz na Szczawnicę każdemu życzę, nie dość, że niegroźny to jeszcze jaki przyjemny dla oka 🙂 Powodzenia z pizzą i Szczęśliwego Nowego Roku dla Ciebie i całej rodzinki, dużo zdrowia i spełnienia marzeń 🙂 buźka!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Smakuje, smakuje i to jeszcze jak! Groźne to czasem, bo Byki smakoszami są, lubią dobre jedzenie, więc od Matki Natury chyba taki prezent jest, że nie da się zbyt dużo w siebie wcisnąć 😉 W pewnym wieku oczywiście, dawniej słusznym zwanym 😉
      Cieszę się, że z patrzenia na Szczawnicę na zdjęciach nie tylko my z Mężem mamy przyjemność 🙂
      Dziękujemy za życzenia i wszystkiego co najlepsze na cały rok zbliżający się wielkimi krokami życzymy 🙂

  7. Lucia pisze:

    Ja też stwierdzam ze apetyt już nie ten. Gdzieś tam w dodatku kulinarnym letnim był przepis na pizzę włoska. Tylko pomniejszyć trzeba skladniki. Wnuczeta zawsze są gwiazdą wieczoru. Zwlaszcza swiatecznego.:)

    • anka pisze:

      Lucia:-) Spisałam sobie wtedy, latem, przepis na taką pizzę, co się wszystko razem miesza, czyli ciasto z dodatkami, ale jeszcze nie robiłam. Pewnie spróbuję. Tym razem wnusia życzy sobie normalną pizzę i właśnie określiła, że na cienkim cieście. Spróbuję Fusilkową wersję zrobić, tylko rozwałkowaną 🙂
      Lucynko kochana, buziaki noworoczne ślę z najlepszymi życzeniami na cały rok 🙂

  8. jotka pisze:

    Masz rację, chyba jadamy coraz mniej…
    Moje jedzenie nadal w zamrażalniku, bo z wiadomych względów nie było nastroju na świętowanie, zjedliśmy resztki z wigilii, ale po świętach przyjechał syn z synową na Jego urodziny . Było tylko 6 osób, pizza domowa i mały torcik.
    W Sylwestra pójdziemy zapalić mojemu tacie znicz, bo miał na imię Sylwester.
    Dobrych dni i spokojnych nocy w nowym roku 🙂

    • anka pisze:

      Jotko:-) Ja dziś paliłam mojej mamie światełko, bo Eugenia, dziś ma imieniny.
      Upiekłam już rożki z ciasta francuskiego z jabłkiem, nad pizzą będę się pastwić jutro. Myślę jakie niespodzianki wnusi przygotować, jest już w tym wieku, że zachowa chwile w pamięci, chciałabym, żeby na zawsze…
      Urodzinowe życzenia dla syneczka, który dorosły się zrobił i samodzielny. Ja wciąż nie mogę uwierzyć, że moi chłopcy są już tacy… duzi… wydaje mi się, że nawet ja taka „duża” nie jestem… buuu…
      Jotko, samych dobrych chwil w Nowym Roku i spełnienia planów 🙂

      • anka pisze:

        Jotuś, dopiero przed chwilą przeczytałam… Przede wszystkim powinnam Ci życzyć siły… Wiem co czujesz w tej chwili, nie będę Cię pocieszać, bo każdy musi sam uporać się ze stratą… Mogę Cię tylko przytulić wirtualnie i posłać dobre myśli, trzymaj się… jakoś…

        • jotka pisze:

          Trzymam się, najgorsza była Wigilia, potem załatwianie różnych formalności. Życie toczy się dalej, po rodzicach mam twardy charakter i bliskich wokół.
          Dziękuję kochana , uściski 🙂

          • anka pisze:

            Moja mama zrobiła nam „dowcip” 6 grudnia, od tego czasu już zawsze Mikołaj kojarzy się z jej odejściem… Akurat wtedy u mnie miały być zbiorowe uroczystości mikołajkowe dla dzieciaków z naszej klatki, na gwałt trzeba było przeorganizować imprezę, żebym mogła natychmiast jechać do taty… Jak mówisz, życie toczy się dalej i należy iść przed siebie. Bliscy są ogromnym wsparciem. Przytulam 🙂

  9. Bożena pisze:

    Masz rację, apetyt ogólnie coraz mniejszy, u mnie niestety za to większy na ciasto. Od świąt jem trzy je razy dziennie tak mi smakuje. A wszystko inne stanowi chyba mniejszość w diecie. Normalnie oszalałam na punkcie ciasta, a szczególnie serników i póki co, na wagę nie staję. Oczywiście mam zamiar to lada dzień zmienić, bo inaczej sama zmienię się w ciasteczkowego potwora. Szczęśliwego Nowego Roku, bo to już lada moment 🙂

  10. anka pisze:

    Bożenko:-) Skończy się zapas sernika to przestaniesz go pochłaniać w nadmiarze 🙂 Widocznie potrzeba Ci glukozy. Ja tak mam z czekoladą z orzechami (całymi), od razu muszę taką pożreć w całości jak mi się trafi. Dlatego nie kupuję, ale na Gwiazdkę dostałam taka wieeelką i … już jej nie ma 🙂 Mąż z kolei najbardziej z ciast upodobał sobie jednojajkowca Lucii. Ostatniego upiekłam bez cukru, bo zapomniałam dodać – i też zniknął!
    W ciasteczkowego potwora się nie zamienisz, nie ma obawy, jeśli od czasu do czasu zjesz kiszonego ogórka – będziesz uratowana. Może być kiszona kapusta 😉
    Dobrego i szczęśliwego całego nadchodzącego roku życzę i dziękuję za życzenia 🙂

  11. Ewa pisze:

    Aniu kochana, głód mnie dopadł w trakcie czytania, ale może jeszcze zdzierżę chwilę. Pizzę robię bardzo często, kupuję gotowy spód, nawet niezły (dostępny nawet w Biedronce, ja kupuję u Piotra i Pawła), na to sos z pomidorów w puszce, cebulki i przypraw włoskich, na to plastry mozarella z woreczków, ułożone gęsto, pomiędzy mozarella trochę sera pleśniowego ostrego (najlepiej gorgonzola), a to wszystko przysypuję kawałkami ananasa, odrobiną pieczarek i ziołami prowansalskimi. I do pieca, aż ser zacznie bulbać. Pycha, choć nie jadam pizzy z restauracji, ale ta jest… niebiańska:-) Będę robić jutro na obiad. Uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *