Jesiennie

Lucia pokazała na blogu swoje zakupy a w tym piękne botki, po prostu zjawiskowe, chociaż tylko do siedzenia. Po brukach Starówki raczej niewygodnie będzie w nich chodzić. A kiedyś im wyższy obcas tym buty dla mnie były lepsze i bardziej pożądane. Od kiedy w VII klasie podstawówki założyłam pierwszy raz buty na obcasie (mojej mamy ślubne pomalowałam wilbrą na czarno, hi hi) i stwierdziłam, że nogi wyglądają w nich zupełnie inaczej niż na płaskim, obudziła się we mnie kobieta 😉 Nawet kapcie musiały być na koturnie. Obydwie ciąże przechodziłam na szpilkach, z małymi chłopcami też inaczej nie wyszłam z domu. Jaka głupia? Dopiero gdy Rolfa wzięłam czyli pierwszego psiepsioła ( Mały miał trzy latka), musiałam na nowo uczyć się chodzić na płaskim. Cierpiałam katusze zbliżone chyba do tych, jakie musiały znosić Chinki, które odważyły się odwiązać bandaże ze stóp, które krępowano, żeby nie rosły i były maleńkie. Normalne kalectwo. Czytałam kiedyś historię chińskiej dziewczyny, która zakochała się w cudzoziemcu, wyszła za niego za mąż a on wspierał ją w „powrocie do normalności”, odwiązywał bandaże, poluźniał aby do zniekształconych stóp powracało normalne krążenie. Co ona za męczarnie przeżywała! W imię mody różne głupie rzeczy się robi. Na przykład zimą gołe brzuchy były kiedyś na wierzchu widoczne na ulicy, sama nosiłam zimą drewniaki i grube brązowe skarpety frote do mini spódniczki, ale „by rozum był przy młodości” – to niemożliwe, co staropolski poeta dawno temu stwierdził.

W piątek po wizycie u okulistki poszłam do przyjaciółki M. Szczerze mówiąc, gdyby nie zadzwoniła dzień wcześniej to by mi do głowy nie przyszło, że będę blisko, taka ostatnio jestem zakręcona ( jak to się mówi) od nadmiaru spraw na głowie. Na szczęście zadzwoniła i spędziłyśmy razem kilka chwil. Głównie na instruowaniu mnie jak działa dotykowy telefon, którego wciąż się boję dlatego jeszcze nie przełożyłam karty ze starego. Boję się, że nie będę umiała odebrać, jak zadzwoni. Poza tym nie mieści się do kieszeni… wynajduję argumenty na zasadzie: „złej tanecznicy przeszkadza rąbek u spódnicy”. Czas się przemóc… chyba…
Napstrykałam fotek kwiatowych, kolorowych, żeby było czym rozjaśnić i ubarwić zimowe wpisy na blogu i uczynić przyjemniejszym oczekiwanie na wiosnę. Właściwie tylko cztery miesiące i znów będzie marzec a z nim wiosna 🙂
A na razie jesienne obrazki ze starych zdjęciowych zapasów.

Zachwycający dom z bali, teraz ma okna, jest prawie wykończony z zewnątrz

Listopad – w drodze do „Czardy”

Potok Sopotnicki – wodospad

Kolory listopada w Pieninach

Czyż nie cudne?

Potok szemrze o jesiennych kolorach

Pewnie już myśli o zimowym śnie

Fotki są z listopada 2006 roku, robione po drodze do „Czardy”, oczywiście w Szczawnicy, tego nawet dodawać nie muszę, prawda?

Tak karczma wyglądała w 2006 r., teraz jest rozbudowana o drugie tyle, widoczne schodki po prawej stronie są mniej więcej w połowie obecnej „Czardy”

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie, Szczawnica. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 Responses to Jesiennie

  1. Stokrotka pisze:

    Twój zachwyt Szczawnicą jest wzruszający.
    Ale rozumiem Cię doskonale. bo ja też zachwycam się małym Miasteczkiem – Kazimierzem Dolnym.
    A jesień mamy piękną tego roku.
    Serdeczności Anno 🙂

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Powiedz sama, czy można się nie zachwycać?
      Kazimierz też jest ładny, pięknie położony, a nad Wisłą oglądaliśmy przepiękny zachód słońca spacerując wzdłuż rzeki. Z przyjemnością sięgamy do albumów i przeglądamy fotki, z Kazimierza też mamy sporo. Było to przed etapem mojej przygody z aparatem cyfrowym, więc są normalne, papierowe od fotografa. Z drugiej strony mam wrażenie, że są bardziej trwałe bo te drugie mogą po prostu polecieć w kosmos i ślad po nich nie zostanie.
      Wyjątkowo piękna jesień nam się przytrafiła, to prawda.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. BBM pisze:

    Moja fascynacja szpilkami skończyła się dość szybko, choć- przyznaję ze wstydem- dwukrotnie zdarzyło mi się kupić buty na taaaaaaaaaaakich obcasach, że nie dało się w nich chodzić i faktycznie w nich nie chodziłam. Ale były takie piękne!!! 😉
    Najbardziej chyba lubiłam tzw. półszpilki- też ładne a jednocześnie wygodne. Teraz od wielu już lat kupuję buty wyłącznie na płaskiej podeszwie- i bardzo to sobie chwalę.

    Jesienne krajobrazy- cudne!!

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Od pięciu lat jestem na wolności czyli na emeryturze i dopiero teraz naprawdę nauczyłam się chodzić na płaskich podeszwach, choć wolę odrobinkę podwyższone i np. korki wkładam, żeby mnie kręgosłup mniej bolał. W końcu przez całe życie był przyzwyczajony do innego położenia i buntuje się, nagłe zmiany mu nie odpowiadają 😉
      W szpilkach się wygląda zupełnie inaczej nawet tylko siedząc… wcale Ci się nie dziwię, że się skusiłaś na zakup pięknych 🙂
      Cudną mamy jesień tego roku, ale jak na zdjęciach – w 2006 roku też była taka. Zresztą – dopóki plucha nie zniszczy kolorów zawsze jest piękna 🙂

  3. jotka pisze:

    Na szpilkach nie chodziłam NIGDY, serio, taki mam feler, że nie mogę…za długo by pisać. Oglądam szpilki na zdjęciach i u innych kobiet.
    Do telefonu przyzwyczaisz się szybko, teraz mam taki, że włącza się po rozpoznaniu twarzy, co jest o tyle niewygodne, że nie zawsze mnie poznaje 😉
    Zdjęcia przecudne, marzę by pojechać w góry jesienią, może na emeryturze?

    • anka pisze:

      Jotko:-) Nie można mieć wszystkiego, ja nigdy nie miałam pięknych włosów choć o takich marzyłam, długich też nie – odkąd mama obcięła mi warkocze w IV kl. podstawówki. Od tamtego czasu bezustannie zapuszczałam 😉
      W telefonie nauczyłam się zdjęcia grupować w albumy i jestem z siebie dumna jak nie wiem co 😉 W końcu się zmobilizuję i pójdę do punktu przełożyć kartę, chłopcy tego zrobić nie mogą bo nie pasuje wielkością, musi być inna.
      W góry jesienią rzeczywiście na razie nie możesz jechać ze wzgledu na specyfikę pracy, ja mogłam jesienią brać kilka dni urlopu i wtedy jechaliśmy. Było cicho i spokojnie, bo już po wakacjach i całe góry nasze 🙂

  4. lucia pisze:

    Jesień zawsze piękna na zdjęciach zwłaszcza w górach i na początku. Bo potem to już bywa różnie chociaż siedząc w cieple można oglądać zapłakany jesienny świat na zdjęciach. Ta książka to ” Spowiedź Chinki”. Mam w polskich zbiorach. Lubię ją.
    Kobieta dla wyglądu zwłaszcza młoda wiele potrafi znieść. Potem stajemy się wygodne czyli mamy trochę wolności… ale tylko trochę, bo kobietą wciąż jesteśmy mimo jesiennej pory życia. I tylko od nas zależy, żeby nie być nią w jej drugiej fazie. Bo potem nastaje zima i ta już mi się podoba. Buziaki

    • anka pisze:

      Lucia:-) Właśnie, „Spowiedź Chinki”, przypomniałaś mi tytuł.
      Kobietą się jest albo czasem bywa 😉 Nie wiem od czego to zależy – od genów, potrzeb, wychowania lecz zauważyłam, że tak jest. Jakby czasem było więcej „kobiety w kobiecie” a czasem mniej. Lucia, jestem przekonana, że Ty jesteś kobietą w 100% i pora jesienna (życia) nie ma tu nic do rzeczy, jak skończysz sto lat będziesz taka sama 🙂
      Zimę lubię tylko za oknem albo na obrazku, i tylko wtedy kiedy jest mi ciepło bo ciepłolubna jestem. Buziaki 🙂

  5. Ewa pisze:

    Ania, ja też mam joba na punkcie szpilek, mam ich zresztą kilka pudeł i to takich, że sama sobie zazdroszczę. Niektóre jak pantofelki Kopciuszka 🙂 I też biegałam w szpilkach całe życie (w ciąży też) i do tej pory nie jestem się w stanie pogodzić z tym, że już nie mogę w nich chodzić i pewnie juz nigdy nie będę mogła 🙁 Całuski.

    • anka pisze:

      Ewcia:-) Ja też Ci tych pudeł szpilek zazdroszczę i na „zazdroszczeniu” skończę. Już też nie mogłabym w nich biegać… ale… popatrzeć miło jest 🙂 A pamiętasz, że nieużywane buty się rozklejają? Jak to mi się zdarzyło na pierwszych urodzinach Calineczki (pisałam o tym jeszcze na bloxie rok temu) a wykrakała przyjaciółka M. ponieważ miała taki sam przypadek.
      Ewcia, jest jeszcze jedna opcja. Nie musisz w szpilkach chodzić, możesz sobie w nich posiedzieć jak np. dziennikarki w studio podczas rozmów z zaproszonymi gośćmi 🙂 Buziaki 🙂

      • Ewa pisze:

        Jasne! Masz rację! Cudowny pomysł z tym siedzeniem!
        Pamiętam jak pisałaś o tych nieszczęsnych bucikach. Moje niektóre mają po 30 lat i nie w szpilce im rozklejanie, bo wtedy robiono buty, które miały wytrzymać „całe życie” i do tego inwazję termitów. I do tego są włoskie, a włoskie szpilki… wiadomo. Jak zacznę w nich wysiadywać, to może gremialną fotkę strzelę i zamieszczę, hihihi. Całuski!

        • anka pisze:

          Ewcia, dawniej to wszystko porządne robili a buty w szczególności. Jeśli ja buty ślubne mojej mamy z r. 1948 przemalowałam i używałam w VII kl. to musiały mieć ok. 20 lat i dopiero ja je wykończyłam. Znalazłam je u babci na strychu w czasie wakacji, przechowywane były jak świętość 🙂 więc zniszczone nie były ani trochę. I nic im się nie rozpadło od leżenia tak jak współczesnym moim i Mary (tak będę nazywać przyjaciółkę M., będzie krócej i poręczniej). Pewnie inwazję termitów też by wytrzymały 😉
          Fotkę zrób koniecznie, jakaś przyjemność w życiu człowiekowi się po prostu należy. A jak czegoś nie wiesz to dzwoń do banasia 🙂 Obok mojej babci mieszkała pani Banasiowa (w Tenczynku mówiło się „Banaśka”) i ona miała czerwoną krowę, która pasła się na drodze albo w polu a babcia brała od niej mleko… tak mi się przypomniało, bo to było prawdziwe mleko a nie ze sklepu 😉

  6. Ervi pisze:

    Piękna ta jesień i piękna jest Twoja miłość do Szczawnicy <3
    A na szpilkach i na obcasach nie potrafię chodzić ;P

  7. anka pisze:

    Ervi:-) Bo jesień w słońcu jest piękna, Szczawnica piękna jest zawsze i jedna do drugiej pasuje 🙂
    Nigdy nie chodziłaś na wysokich obcasach? Nawet od tzw. wielkiego dzwonu?

  8. Mysza w sieci pisze:

    Aniu kompletnie się nie bój dotykowego telefonu 🙂 Jak trochę przy nim posiedzisz, złapiesz bakcyla bo zobaczysz jakie ma fajne możliwości. Gdyby jednak coś szło nie tak, zawsze możesz wrócić do klawiatury. Choć wydaje mi się, że już nie będziesz chciała 🙂 Nawet bym nie pytała gdzie te jesienne zdjęcia były robione, to było z góry wiadome 😉

    • anka pisze:

      Myszko:-) Już się przekonuję pomału do tego telefonu, najbardziej spodobało mi się, że fotki mogę „poprawiać”, czyli zmienić kolor, skupić się na jakimś elemencie zdjęcia i niekoniecznie pokazywać całe jeśli coś niepotrzebnie weszło w kadr. Ale tego dopiero nauczyła mnie Mary, kiedy u niej byłam w piątek.
      Fotografii najwięcej mam ze Szczawnicy dlatego je mogę pokazywać, tam po prostu chce się bez przerwy pstrykać, jakieś uzależnienie czy co … 😉
      Calineczka wyściskana na tyle, na ile się dała, ona samodzielna bardzo i zdecydowana jest, ma swoje zdanie 🙂

  9. fuscila pisze:

    Szczawnicka Pani Jesień Zauroczyła mnie absolutnie! ;-)))))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *