Kotlety vege i życie

Od rana nie mogę się zabrać za wpis. Tyle się działo przez weekend, że nie wiadomo od czego zacząć. Żeby jednak zacząć – trzeba mieć spokojną chwilę na zebranie myśli. Skąd ją wziąć? Rano mnie zbudziły psie pazurki, pomyślałam, że Skitek chce wyjść więc się zerwałam koło 5-ej. Wyszliśmy sobie we trójkę na łąkę, spokojnie, bez pośpiechu. Było cudnie, pachnąco, świeżo, rosa na trawie i na wszelkiej łąkowej roślinności w innych okolicznościach nazywanej niewątpliwie chwastami, wesoło świergolące jakieś wróbelkowate ptaszynki, tegoroczne zapewne, bo malutkie i wesołe – wyraźnie czułam jak Ziemia oddycha. Celowo napisałam wielką literą, by oddać Gai należną cześć, by wiedziała, że nie wszyscy tzw. ludzie należą do podgatunku niszczycieli drzew, rzek, ptaków, zwierząt – słowem – całej Natury.
Wróciwszy do domu dałam psiakom śniadanie, sobie zrobiłam kawę, przegryzłam co nieco i poleciałam (nie, nie na miotle, do tej pory nie odnalazłam latającego sprzętu… 😉 ) do miasteczka. Już się robiło coraz cieplej ale jeszcze sprawy zdążyłam załatwić przed najgorszym upałem.
Odpoczęłam chwilę w klimatyzowanym banku. Jak na złość nie było kolejki 😉 Kiedy indziej trzeba czekać i czekać a dziś – nie. Cóż, nie trzeba narzekać, ucieszyłam się więc z zaoszczędzonego czasu i zahaczyłam o ciucholand. Pogrzebanie w szmatkach zdecydowanie dobrze wpłynęło na moje samopoczucie, nabyłam nawet drobny przyodziewek w postaci kolorowej bluzeczki kryjącej to i owo 🙂 Pomaszerowałam dalej zachodząc do Biedronki mojej przydomowej po ziemniaki, albowiem młodsze dziecko miało zawitać w nasze progi na chwilę. W związku z tym w sobotę (bo jeszcze nie wiedział kiedy wpadnie, czy w niedzielę czy w poniedziałek) usmażyłam kotlety vege. Nie będę się chwalić mówiąc, że wyszły fantastyczne, bo to prawda 🙂
Mimo, że zapomniałam o cebuli (!) były wspaniałe. Im prostsze, im mniej składników tym lepsze – stwierdziłam odkrywczo. Z czego zatem zrobiłam? Utarłam na tarce boczniaki i pieczarki, po jednym opakowaniu z Biedronki. Miałam trochę ugotowanej kaszy bulgur, która została z obiadu. Do tego jajko i bułka tarta do zagęszczenia i panierowania. I tyle. Kasza ugotowana była z przyprawami, więc sama w sobie smaczna, może tu się kryje tajemnica. Małemu smakowały bardzo, resztę dostał na wynos 🙂 Ale i Mężowi smakowały, co jest warte odnotowania 🙂 Dostał też Mały kawałek ciasta.
Z tym ciastem to normalny cyrk. Przepis pochodzi od Lucii z jej bloga  pozagranicamipolskialenietylko.home.blog/

Przepis mi się spodobał i upiekłam na próbę małą tortownicę z konfiturą wiśniową. Pożarliśmy w ciągu wieczora. Następne więc zrobiłam z potrójnej porcji, żeby na dużą blachę było… cóż, skończyło się dziwnie szybko. Dzieciaki spróbowały, pochwaliły, dałam mojej świeżo upieczonej licealistce kawałek do domu i już „po ptokach”.
Calineczka nie próbowała, miała ważniejsze sprawy na główce. Konik na biegunach owszem, ale tylko chwilę, najważniejsze były kamyczki. Wrzucała je do miski z wodą, układała, przekładała, sprawdzała, które rysują po chodniku a które nie i bezustannie była w ruchu. Taka ta szkrabusia kochana jest, drobinka najsłodsza 🙂
Zawzięłam się i upiekłam kolejny raz z potrójnej porcji 🙂 Pół „wciągnęliśmy” w niedzielę, pół schowałam do lodówki i nie dałam ruszyć, bo dla „dziecka” czyli Małego. Dałam mu więc do domu słuszny kawałek, ale …  jeszcze „ciuteczek” dla nas został. Aha, był tym razem z
konfiturą jagodową. Pyyycha!!! Wiadomo, że jutra nie doczeka, więc pomyślę z czym zrobię następną wersję …
Poza przyjemnymi sprawami – wciąż się po głowie kręciły myśli na temat wydarzeń w Białymstoku, nie da się nie myśleć i uznać za drobny incydent. Tak już było, tylko Ci, którzy są winni podobnym sytuacjom, albo nie zdają sobie sprawy – bo są tak ciemni i tępi, albo działają z premedytacją dążąc po trupach do osiągnięcia celu i w tym wypadku są winni podwójnie.
Wieczorem oglądałam transmisję z Gdańska. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że tam stoi „zebrany i wyrażony” drugi sort (itp. znane określenia) oraz wszelkie inne inności, do których stosunek wyrazili rządziciele właśnie tydzień temu w Białymstoku. Byli tam przecież – jak uczeni, mądrzy naukowcy mówią – „bohaterowie” wyhodowani na własnej piersi rządzicielskiej partii. Koncert Legend przywołał wspomnienia, był Perfect, Oddział Zamknięty, Kult, Sztywny Pal Azji, Mr. Zoob, i wielu innych. Michał Szpak wykonaniem utworu Niemena zasłynął na początku swej kariery. Teraz też zaśpiewał „Dziwny jest ten świat” tak, że ciarki po grzbiecie mi przeszły. Niesamowity głos ma ten chłopak, w ogóle jest niezwykłą indywidualnością, skarbem narodowym – nawet na festiwalu Eurowizji zyskał sobie fanów. Nie wygrał, choć mógł, bo po prostu nas nikt nie lubi i na Polskę nikt nie głosuje. Tylko z tego powodu nie wygrał. Obawiam się, że gdyby się nawinął np. w Białymstoku jakiemuś „patriocie” mógłby nie ujść cało… I właśnie to jest straszne. Oraz to, że utwory prezentowane z estrady nie straciły na ważności. Mało tego, one na nowo tę wagę odzyskały, są jak najbardziej aktualne w XXI wieku, pod koniec drugiej dekady! A powinny być odbierane tylko w sferze sentymentalnej, jako wspomnienie młodości…
Piękny był widok z drona (chyba) na tłum ludzi obecnych na koncercie, zebranych przed estradą, klaszczących w ręce, śpiewających wraz z artystami na tle słońca zachodzącego, kryjącego się w morzu. Takie poczucie jedności, połączenia publiczności i wykonawców, patrzenie wspólnie w jedną stronę bez względu na wiek, bardzo zresztą zróżnicowany – taki przekaz emocjonalny odebrałam i poczułam się podniesiona na duchu. Maciej Maleńczuk przypomniał słowa pieśni „… zbaw mnie od nienawiści, ocal mnie od pogardy, Panie…”
Wzniosłymi słowami mogłabym zakończyć wpis, lecz cóż, rzeczywistość płata figle i po występie młodego Cugowskiego odpłynęłam w ramiona Morfeusza…
Jeszcze dodam, bo nie pamiętam, czy wspomniałam już, że wnuczka Zosi dostała się do liceum, tylko po co takie straszne przeżycia tym dzieciakom i rodzinom zostały zafundowane?
Po południu zdążyłam wyskoczyć z psami na łąkę przed burzą. Było upiornie gorąco. Zobaczyłam, że zbierają się czarne chmury, w tv pokazali Stadion Narodowy w strugach deszczu więc Mały pojechał do siebie, żeby jego psy nie oszalały ze strachu (po przejściach są przecież) kiedy zacznie się burza. Niedługo do nas doszła i popadało trochę, pogrzmiało, odświeżyło się powietrze ale już po deszczu.
Dobrego tygodnia życzę, jeszcze przecież wakacje trwają, najweselszy, najpiękniejszy czas. Dopiero półmetek, więc „NIECH ŻYJĄ WAKACJE, NIECH ŻYJE POLE, LAS, I NIEBO, I SŁOŃCE, SWOBODNY, LETNI CZAS…”

Wakacje i spływ Dunajcem pasują do siebie idealnie

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

42 Responses to Kotlety vege i życie

  1. cieniewiatru pisze:

    O tak, niech żyją wakacje bo pogoda wreszcie w 110% wakacyjna:)

  2. anka pisze:

    Cieniewiatru:-) Niech żyją 🙂 🙂 🙂

  3. jotka pisze:

    O tak, spływ Dunajcem zaliczyliśmy kilka razy, w tym raz ze Słowakami:-)
    Nosze sie z upieczeniem szarlotki, ale jest taki skwar, że poczekam z tym do ochłodzenia…
    Mnie przerażają bardziej, niż doniesienia z Białegostoku dyskusje na blogach, strach się odezwać na niektórych. Jeśli tak dalej będzie z poparciem polityków, to inkwizycja blisko…

    • anka pisze:

      Jotko:-) Pocieszam się myślą, że zło jest zawsze głośne i robi dużo hałasu. Dobro tego nie musi robić. Stąd nadzieja, że to zło samo sobą się udławi. Wylewa się z „ludzi” jad i nienawiść, a ja chyba już dotarłam do granicy próby zrozumienia i tłumaczenia różnych zachowań. Po prostu ich nie toleruję bez względu na przyczyny – że brak wychowania bo rodzice zapracowani, że szkoła nie taka, że wpływ otoczenia, że to, że tamto… Typy o określonej osobowości wykorzystują sytuację, zdobywają przywództwo w grupie a ciemnym ludem łatwo rządzić. Wczoraj w tv powstaniec, jeden z ostatnich żyjących, powiedział wyraźnie, że to co się dzieje prowadzi do faszyzmu, właściwie już jest blisko. I to w kraju, w którym tyle milionów ofiar faszyzm przyniósł. Nie do uwierzenia!!!

  4. Ewa pisze:

    Jak ja ci zazdroszczę deszczu! Tu, w cieniu świętej wieży nigdy nie pada. No, prawie nigdy. Kolejne zmartwienie dla mnie, bo jak nie pada, to cierpię wraz z Matką – Ziemią. A twój talent kulinarny podziwiam i zazdroszczę i chylę głowę. Przytulaski.

    • anka pisze:

      Ewciu:-) Deszcz potrzebny wszędzie, w równych ilościach, w postaci drobnych, wsiąkających kropli, nie w postaci nagłych nawałnic, bo z nich same szkody i nic dobrego nie wynika.
      Żaden talent, Lucia podała super przepis i to wszystko 🙂 Po raz pierwszy zagniotłam ciasto w kulę (nigdy dotąd mi się nie udało), w miseczce, bez brudzenia, bez wyciągania stolnicy. I to mi się podoba 🙂
      Macham serdecznie 🙂

  5. bognna pisze:

    Ano niech zyja….chociaz do naszych jeszcze baaaaardzo daleko:(

  6. marijana2 pisze:

    Aniu, przebogaty w wrażenia był Twój weekend. Mnie też trudno otrząsnąć się po wydarzeniach w Białymstoku. W złym kierunku toczy się polska rzeczywistość. Pozostaje mieć nadzieję, że w końcu trafi na jakąś granicę. Pogoda nadal nadmiernie nas „rozpieszcza”. Hmm… ja również, po tak zwanej drodze, wchodzę do klimatyzowanych pomieszczeń, sklepów, księgarni. Przez to przytrafiły mi się niezaplanowane zakupy 🙂
    Przesyłam moc serdeczności! 🙂

  7. anka pisze:

    Marijanko:-) Szczególnie po wejściu do księgarni trzeba trzymać się za kieszeń…
    Obawiam się, że granicy nie widać i nie będzie jej dopóki nie powstanie siła zdolna przeciwstawić się barbarzyństwu mającemu przyzwolenie na rozkwit. Krew się już polała, począwszy od pani Blidy, przez Szarego Człowieka, prezydenta Adamowicza, przez samobójstwa skrzywdzonych emerytów oraz dzieciaków doprowadzonych do skrajności przez wstrętne zachowanie rówieśników i brak reakcji dorosłych… itp., itd.
    „Wesele” się przypomina, chocholi taniec i śpiące społeczeństwo…

  8. zamyślona pisze:

    Podpisuję się pod wszystkim, co napisałaś. Dwa razy przeczytałam Twój wpis i wszystkie komentarze. Jak to dobrze, że są jeszcze u nas tacy Ludzie jak Ty. Ściskam Cię mocno. Marysia.

    • anka pisze:

      Marysiu:-) Dzięki Twoim wspomnieniom z okresu wojny może jakiś ktoś przejrzy na oczy i zobaczy, do czego prowadzi głupota i nienawiść, nawet tylko sama mowa nienawiści, która zaczyna się z czasem materializować i przybiera formę fizycznej agresji. Ci, którzy ją stosują mogą uruchomić potworne wydarzenia, których nikt nie opanuje, nie zatrzyma… Oby opamiętanie przyszło na ludzi.

      • anka pisze:

        Maryniu, również Cię mocno ściskam, dziękuję za odwiedziny, a myślących podobnie do nas jest naprawdę sporo, tylko jakoś cicho siedzą. Oby się podczas wyborów obudzili, tylko… czy wyniki będą prawdziwe? No, ale tym sobie teraz głowy nie należy zaprzątać. Zdrowie najważniejsze. Buziaki Marysiu 🙂

        • zamyślona pisze:

          Dziękuję za Twoje komentarze. Niepokoi mnie to, co się u nas dzieje. Dziwi mnie wysokie poparcie dla PiS-u. Z niepokojem czekam na wybory.

          • anka pisze:

            Nie mam nadziei na zmianę, jeszcze nie teraz. Zbyt duża część rodaków ma głęboko gdzieś wszystkie sprawy poza własnymi. Aby im było dobrze, na szersze spojrzenie nie stać ich bo…bo nie widzą. Jak to szło? …” takie widzą świata koło jakie tępymi zakreślą oczy…” – jakoś tak… Dopiero kiedy zabraknie na te wszystkie „plusy” zaczną reagować, a wtedy będzie za późno, z pustego i Salomon nie nalej jak wiadomo…
            Ściskam Cię Marysiu serdecznie, dziękuję za odwiedziny 🙂

  9. Ervi pisze:

    Działo się… działo. Na nudę nie możesz narzekać. A to dobrze – człowiek musi mieć zajęcie 🙂 bezmięsne kotleciki są smaczne i mogą być smaczne. Niedawno robiłam dwa rodzaje i te dugie wyszły lepsze od poprzednich ale te poprzednie mogę dopracować 😀 Upiekłam 2,5 dużej blachy i już większość zjadłam… a to na śnaidanie a to jako przekąska bo jedne mogą niektórym w smaku przypominać ciasteczka a są bez cukru xD Z hummusem, gulaszem, mizerią lub sałatką a do tego kotleciki – pyszny zestaw ale i do pieczonych ziemniaków (o dziwo polubiłam a wcześniej nie smakowały mi – chłopak od którego kupiłam na prawdę ma dobre ziemniaki i miał pysznego kalafiora, kiedy miał kupiłam u niego 12 xD taki z pola co widział słońce, czuł powietrze a nie przemysłowy) Przepisy na kotleciki będa na blogu 🙂

    Dla mamy z kolei z robiłam z kaszy jaglanej, włoszczyzny, zielonego groszku i też jej bardzo smakowąły, wcześniej z kaszy gryczanej i pieczarek a do tego sos grzybowy… Oj… ile jest możliwosci 😀

    Brakuje mi gór, Pienin, Dunajca… tak tęsknie… chciałabym tam zamieszkać

    • anka pisze:

      Ervi:-) Kalafior z prawdziwego pola… mniam… to dopiero smak 🙂 Ziemniaki też, choć lubię każde, bo ja „ziemniaczara” jestem 😉 Z groszku kotlecików jeszcze nie robiłam, na razie testuję różne połączenia kasz, grzybów, ziemniaków z przyprawami jakie mi się pod rękę nawiną albo przyjdą do głowy. Sosy też już mam opanowane na bazie jednego przepisu – grzybowy, chrzanowy, koperkowy, szczypiorkowy.
      Zaraz zajrzę do Ciebie.
      Tęsknię za Pieninami, za Szczawnicą baaardzo, rozumiem Cię doskonale, Ervi droga 🙂

      • anka pisze:

        Byłam ale mi zżarło komentarz, jakieś fatum, ostatnio ciągle zżera w różnych miejscach a mnie się teraz nie chce drugi raz pisać. Napiszę później 🙂

    • Ervi pisze:

      Z groszku też nie robiłam ale robiłam pastę i pierogi z takim farszem 🙂
      A dzisiaj kolejne kotleciki 😀
      Fajnie tak eksperymentować w kuchni 🙂

      JA nie byłam tyle lat… za dugo 🙁

      Może głodna jesteś? 😀

      • anka pisze:

        Ervi, pewnie, że jestem głodna 🙂 Z psami byłam na długim spacerze, kawę wypiłam ale śniadania nie jadłam. Teraz siedzę i myślę co tu dziś wykombinować na obiad…

  10. fuscila pisze:

    Bardzo długo nie umiałam robić szarlotki. Aż do czasu, gdy dostałam przepis od Bratowej, dzięki któremu szarlotka się udała i wychodzi do tej pory! ;-)))
    Jak sądzisz, czy do tych kotlecików moģą być grzyby leśne? Mam zamrożone gąski, a pieczarek i bliźniaków nie trawię?
    Ofuscila

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Na pewno mogą być. Ja się nie znam na grzybach więc siłą rzeczy skazana jestem na sklepowe. Tajemnica, którą odkryłam jest taka, że grzyby utarte na dużych oczkach i uduszone mają inną konsystencję i dobrze się kleją i trzymają. Dopóki kroiłam, nawet drobno, to się rozlatywały. Dodawałam wtedy utartego ziemniaka.
      Szarlotkę pyszną robiły babcia i mama, wiadomo 🙂 Ja robiłam placek z jabłkami idąc po najmniejszej linii oporu, dopiero niedawno zaczęłam piec szarlotkę, bo wnuczka lubi. Nie mogłam być gorsza od drugiej babci, więc się nauczyłam 🙂

  11. dora pisze:

    Fajny przepis, wykorzystam kiefyś,nie dodaję bułki tartej do tskich kotletów, już sama kasza wystarczy. Czasem naprędce klecę takie kotleciki z kalafiorem, czy brokulem, pieczarkamii, jak wpada corka i ma ochote cos cieplego zjesc.

  12. anka pisze:

    Dora:-) Bułka tarta to tylko dla uzyskania odpowiedniej konsystencji. Można różne składniki wykorzystać, otręby, płatki błyskawiczne jakieś np., tym razem nawet cebulki zapomniałam i tak były dobre. Na drugi dzień kroiłam cebulę do sałatki z pomidorów i pomyślałam, że nie pamiętam abym wczoraj kroiła do kotletów. Albo nie pamiętam, bo się zaczyna demencja albo nie pamiętam, bo nie kroiłam. Prawdziwa była druga opcja, ulżyło mi 🙂

  13. To mamy lato trudno nie przewidzieć upału

    • anka pisze:

      Agnieszko:-) Kocham lato, lubię ciepło i nie narzekam, bo lato jest bardzo krótkie, szybko się kończy i potem bardzo długo trzeba czekać na jego powrót.
      Pozdrawiam 🙂

  14. BBM pisze:

    Podziwiam Twoją fantazję kulinarną!! 🙂

    • anka pisze:

      BBM:-) To nie fantazja jeno konieczność. Odkąd Mały się weganizuje, muszę kombinować, nie – źle powiedziałam – chcę, coś smacznego robić, żeby nie tylko jemu smakowało ale innym też. Przyjaciółka M. również od dawna jest wegetarianką, wymieniamy się więc pomysłami bo i jej chłopcy również, wnuczka także i muszę powiedzieć, że rozwija się wspaniale wyprzedzając inne maluchy w swoim wieku.
      Dziś znalazłam przypadkiem, przeglądając wycinki do wyrzucenia, przepis na pierogi siedleckie. Ciasto zagniata się z 400g mąki i kartonu maślanki. Może kiedyś spróbuję? Wygląda łatwo.

  15. amasja pisze:

    Dodam tylko: AMEN 🙂

    Widzę, że kasza bulgur często gości na Twoim stole w różnych odsłonach 🙂
    Ja na razie o wakacjach nie myślę. W firmie sezon urlopowy, prawie wszyscy mają wolne ale przecież należy im się i nie piszę tego złośliwie. Pracuję więc za trzy, dni lecą jak szalone, podróżuję póki co tylko w blogowych notkach, siostra namawia mnie na wypad do Czech. A nasze-czyli moje i Ciccino- wakacje dopiero pod koniec września.
    Wczoraj popadało, wracałam z pracy na rowerze w deszczu, było cudnie chociaż przemokłam do suchej nitki 🙂
    Na politykę spuszczę zasłonę milczenia ale… Ewidentnie ktoś tu żyje w ‚matrixie’ i nie jesteśmy to my.
    Pozdrawiam serdecznie!

    • anka pisze:

      Amasjo:-) Kaszę bulgur poznałam niedawno, Mały (czyli młodsze dziecko) powiedział, że jest pyszna i przyniósł książkę Magdaleny Sych „Nasze kasze”. Od tej pory wiem jak się którą gotuje, poczytałam sobie i odważyłam się spróbować. Faktycznie, jest smaczna.
      Trochę jeszcze musisz poczekać na urlop, za to we wrześniu jest już po sezonie i nie ma dzikich tłumów ludzi. Jeszcze pracując braliśmy z Mężem urlopy we wrześniu, w maju i wtedy całe góry nasze 🙂
      Z deszczem i rowerem miałam podobną przygodę. Wracałam z działki i złapała mnie taka ulewa, że nie było sensu chować się pod żadnym drzewem, wszak nieprzemakalne nie rosną, a budynków po drodze żadnych wtedy nie było.
      Byłam mokra do przysłowiowej suchej nitki 🙂
      Co do zasłony… masz rację.
      Odpozdrawiam równie serdecznie 🙂

  16. Lucy pisze:

    U nas wakacje koncza sie za tydzien, jest tylko 6- tygodniowy letni wypas. Troszke pochlodnialo, nad ranem idzie wytrzymac, wazne w pracy, zeby pot do majtek nie lal sie 😉
    Musze wypróbowac kilka podlapanych przepisów. W ostatnich miesiacach nie bylo czasu na eksperymenty, teraz miewam. Byc moze dziwnie to sie czyta, ale tak jest.
    Pozdrawiam serdecznie !

  17. anka pisze:

    Lucy:-) Dobrze wiem w jakim „zakręceniu” żyłaś, nie ma tu nic dziwnego, samo życie.
    W napięciu 24 h na dobę, z oczami wkoło głowy, z głową pełną myśli jak sprawy poukładać, rozwiązać, operacja Taty i jeszcze praca do tego…
    Teraz pora na Twój odpoczynek, zrobiłaś wszystko co mogłaś albo jeszcze więcej, możesz mieć spokojne sumienie, poczucie, że spełniłaś wszystko zgodnie z życzeniem Mamy.
    Krótkie te wakacje, skoro tylko 6 tygodni. I dzieciaki już do szkół wracają? Biedne 🙁
    U nas rano i wieczorem też już jest chłodniej, psy mogę na dłuższy spacer wyciągać, tylko po południu z nimi na chwilę wyskakuję.
    Serdecznie Cię pozdrawiam, dzielnego Tatę również a Mirce głaskanki przesyłam 🙂

  18. Mysza w sieci pisze:

    Zainspirowałaś mnie tymi kotletami vege 🙂 Coś muszę zacząć działać w kierunku zdrowszego i mniej mięsnego menu, bo zaczynamy iść wrzesz.. Jak najwięcej takich miłych poranków Ci życzę, z psiakami, z pogodą i proszę daj znać tu czy na maila jak tam zdrówko u Was. Buziaki i uściski 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Kotleciki są pyszne, zrobiłam drugi raz, tym razem dla nas na obiad i – żeby było śmieszniej – też bez cebuli 🙂 Myślałam, że mam ugotowaną kaszę bulgur zapominając, że resztkę z obiadu sama wykończyłam wieczorem, hi hi 🙂 Więc niewiele myśląc wsypałam do ciepłych, uduszonych już grzybów, trochę kuskusu. Przykryłam i zostawiłam, żeby napęczniała pochłaniając nie do końca odparowany wywar. Wieczorem na zimno zjadłam, jeszcze lepsze mi się wydały.
      Maila wysłałam. Pogoda rano i wieczorem jest bardzo przyjemna, nawet – jak dla mnie – już zbyt chłodno. Mając jednak na uwadze tych, którzy upałów nie lubią, nie narzekam. Oby tak jak jest – było jak najdłużej.
      Serdeczności dla Was 🙂

  19. bognna pisze:

    No coz, celowo nie komentuje wydarzen z Bialegostoku. Wstyd i hanba to chyba zbyt delikatne okreslenia.
    Moja siostra ma dwoch synow; jeden zwiazany z weganka. Siostra wlosy z glowy rwie (a obie mamy tych kudlow sporo) kiedy pzychodza na obiad. Oczywiscie akceptuje poglady dziewczyny, ale wymyslic obiad nawet bez jednego jajka to jest prawdziwa sztuka.

  20. anka pisze:

    Bognna:-) Zbyt delikatne, masz rację.
    Na początku jedzenie bez mięsa wydaje się niemożliwe w naszym mięsożernym społeczeństwie. Jednak okazje się zupełnie możliwe, dobre, smaczne a po pewnym czasie stosowania wręcz niezbędne i konieczne. Dieta wegetariańska nie sprawia mi kłopotu, ale odkąd Mały się weganizuje – muszę się pilnować. Na szczęście nie całkiem się zweganizował i jajka jeszcze wchodzą w rachubę ale mleko i jego przetwory już nie. Muszę więc pamiętać, żeby na maśle nic dla niego nie robić, bez śmietany itd. Mogłabym oczywiście oszukać i powiedzieć, że tych składników nie ma – ale nie chcę. Doszłam już do takiego etapu w swoim życiu, że nie chcę. Może to i głupota, ale nawet drobne kłamstwo odchorowuję fizycznie, więc po co mi to?
    Wiem, że są zamienniki jajek w diecie wegańskiej, nie wiem jakie ale się dowiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *