Prąd odzyskany

Dwa dni były wolne od upału i od razu zrobiło mi się zimno. W piątek nawet długi rękaw i skarpetki zakładałam, bo mnie trzęsło od środka. Widocznie organizm dostosował się do wysokiej temperatury a tu nagle szok, spadła z 38 na 19!
Jeśli chodzi o Skitusia on chce leżeć i spać o każdej porze, taki z niego śpioch pospolity. Szilka nabrała większej energii, zaczepia go, prowokuje do zabawy, czasem nawet uda jej się zmusić leniucha do przebiegnięcia się. I wtedy ciapkowi pojawia się szeroki uśmiech na mordce, taki od ucha do ucha. Kiedy tak biegnie równym krokiem jest piękny, zgrabny, ruchy ma niesamowicie harmonijne, ale żeby tak wyglądać musi się dobrze rozpędzić (jak stara Wołga, kto pamięta ten samochód?). Normalnie człapie jak stary safanduła, niezgrabnie niczym jaszczur. Z kolei kiedy się bawi z Szilką, skacze, podbiega, warczy i udaje walkę – z daleka można go wziąć za szczeniaka z rozwianymi uszami, klapiącymi przy każdym podskoku. Jest rozczulająco ciapowaty. Jeśli jeszcze spojrzy tymi swoimi wielkimi ślepiami to uzyskuje co tylko chce. Więc ciapowatość jest pozorna, przykrywa spryt 🙂
Szilunia – wytrwale odchudzana – na oko jeszcze wagi nie zgubiła lecz odzyskała trochę werwy i szybkości, która była jej właściwa 5 lat temu, bo tyle mieszka z nami. Wciąż nie mogę się nadziwić jaka ona mądra i rozumna jest, nie do porównania z moimi poprzednimi psami – kochanymi dotąd i na zawsze, żeby nie było wątpliwości. Rolf był przyjacielem, Browek wiecznym dzieckiem, a ona jest po prostu kobietą 🙂
Przypomniała mi się chwila kiedy zostałam babcią i wreszcie miałam do czynienia z dziewczynką po moich chłopakach kochanych. Różnica zauważalna była od pierwszego spojrzenia maleńkiej kobietki 🙂 Wszakże my jesteśmy z Wenus, panowie z Marsa i to widać. Raz mniej raz więcej ale widać.
W niedzielę wrócił upał od samego wczesnego ranka i pokrzyżował mi plany. Chciałam na chwilę do Wilanowa podjechać, niestety przy tej temperaturze ani Męża ani psiaków męczyć nie będę, cała trójka źle znosi upał. W związku z tym, że czasu nagle mi przybyło, tego zaoszczędzonego na „niewyjechaniu”, zrobiłam na obiad pieczeń z pieczarek i kaszy orkiszowej a do niej sos pieczarkowy. Kaszę miałam ugotowaną, udusiłam tylko utarte pieczarki, cebulkę podsmażyłam i upiekłam. Wyszło bardzo smaczne danie. Do tego ziemniaki i surówka z kapusty pekińskiej, pomidora, ogórka konserwowego (dla ostrości), czerwonej cebulki i rodzynek. Mąż chwalił, babcia D. nic nie mówiła, dziobała widelcem w talerz ale wreszcie zjadła, kiedy Mąż zaczął chwalić 🙂
Po obiedzie usiadłam na chwilę odetchnąć a tu pyk i prąd znikł! O kurczę! Od razu w głowie przerażające myśli gonią jedna drugą. Co to będzie? Nie ma na czym wody zagotować a natychmiast chce się kawy (o przewrotna ludzka naturo!). Wody mineralnej jedna butelka została i co? Kranówkę pić? A jak zaszkodzi na surowo? Lodówka!! Rany koguta, lodówka się rozmrozi i wszystko się zepsuje w taki upał! A jak to u nas coś się zepsuło i trzeba będzie zapłacić kupę kasy za naprawę? A może to już koniec świata? Wystarczy odciąć prąd i leżymy wszyscy! Może wybuch w elektrowni bo jakiś idiota bombę podłożył? Przecież nie sprawdzę co się dzieje ani w tv ani w necie bo nie ma prądu! Komórka się zaraz rozładuje i nie zadzwonię do dzieci!!! O matko!!! Zanim okiełznałam tę myślową galopadę prąd włączyli…

Piwonie specjalnie dla Magdy z najlepszymi życzeniami 🙂

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

31 Responses to Prąd odzyskany

  1. Lucy pisze:

    Tak czule piszesz o psiakach… Tych terazniejszych i przeszlych
    Przy awarii prądu nigdy nie otwieram lodówki/ zamrazarki. Wieksza szansa na ocalenie produktów, gdyby naprawde mialo potrwac dłużej.
    Pozdrawiam serdecznie. Do pewnej decyzji tato musi widocznie dojrzec…

    • anka pisze:

      Lucy:-) To są bardzo trudne i ważne decyzje. Jakie by nie były zostają w nas na zawsze i zmuszają do myślenia i zastanawiania się do końca życia. Nie da się od tego uciec. I chociaż rozum mówi, że innego wyjścia nie ma, gdzieś tam wewnątrz odzywa się inny głos. Ale naprawdę nie ma innego wyjścia, nawet ze względu na bezpieczeństwo chorej osoby i otoczenia też.
      Pieski są najcudowniejsze na świecie, wszystkie, dzięki nim można odnaleźć radość i chwile wytchnienia w różnych życiowych zawirowaniach. Szkoda, że czasem trafiają na podłych ludzi…
      Też nie otwieram lodówki w czasie awarii ale… jak wiadomo wtedy właśnie chce się to zrobić 😉
      Trzymaj się i wspieraj tatę, pozdrawiam 🙂

  2. wilma47 pisze:

    Coś w tym jest, ze wiekowe zwierzęta czasami, jakby na chwilę, odzyskują „szczenięce lata” i wtedy zachowują się i wyglądają faktycznie jak szczeniaki, czy młode kociaki.
    Widzę to na przykładzie kotki Vici lat 14, która ma już problemy z wskoczeniem na coś wyższego, ale jak ją czasem coś najdzie, to odzyskuje werwę i bawi się tak, jak mały kotek, a ponieważ jest mała i drobna, to wygląda jakby miała pół roku;).
    Masz rację, odcięci od prądu jesteśmy bezradni, bezbronni i niezdatni do życia.
    To jest wspaniale, ale i zarazem straszne, co zrobiła cywilizacja, bo pamiętam jeszcze czasy, kiedy w naszej leśniczówce nie było prądu i żyliśmy całkiem dobrze i zwyczajnie.
    A teraz sama wiesz jak to wygląda…
    ps. też w piątek chodziłam w skarpetka, ale wolę już te skarpetki w lipcu niż siedzieć w domu i być więźniem upałów.

    • anka pisze:

      Wilmo:-) Moja Misia też była mała, drobna i prawie nic nie ważyła, jakby składała się z samego puchu. Żyła prawie 20 lat, była staruszeczką i zapominała się „sprzątać”- jak chłopcy mówili, czyli myć swoje futerko. Była cudowna, kochana, słodka, taka moja pieszczoszka. No i to moja ostatnia kotka, więcej nie mogę mieć ze względu na alergię Męża. Teraz tylko przychodzące z wizytą kotusie mam, głównie zimą bo latem mają inne zajęcia 🙂
      Czasów bez prądu nie pamiętam, ale u babci w kuchni wisiała lampa naftowa wykorzystywana podczas częstych awarii a mama mówiła, że przy niej odrabiała lekcje kiedy chodziła do szkoły. Linie elektryczne w tamtej okolicy zakładał m.in. mój tata co też wiem z opowiadań. Teraz jesteśmy uzależnieni całkowicie od elektryczności.
      Wilmo, mnie teraz też wystarczyłoby dwadzieścia kilka stopni, bez 30-tu, zdecydowanie aż tak ekstremalnych temperatur już też nie chcę. Ale mogę sobie chcieć albo nie…
      Ściskam 🙂

  3. Magda mmzd pisze:

    To naprawdę dla mnie, te piwonie ??
    Bardzo dziękuję :)*

    • anka pisze:

      Magduś:-) Oczywiście, że dla Ciebie i mnóstwo najserdeczniejszych życzeń 🙂
      Szilka i Skituś dziękują baaardzo, hau hauki 🙂 Żałują, że sobie nie mogą pohaukać z Panienką Cliff, ale cóż, nic nie mogą poradzić. Za to ciocię Magdę pozdrawiają serdecznie 🙂

  4. Magda mmzd pisze:

    A ja z kolei składam najlepsze życzenia Szilce i Skitusiowi z okazji Dnia Psa !! HAU !!

  5. Mysza w sieci pisze:

    Te skoki temperaturowe są bardzo męczące, dwa ostatnie dni głowa mnie bolała.. ale co tu się dziwić, z 38 na 19. Toż to rozbój w biały dzień! Twojej pieczeni nawet nie muszę próbować, od razu wiem, że by nam smakowała 🙂 Za to próbować będę wreszcie skopiować Twój boeuf. Mam już ogórki kiszone, paprykę w dwóch kolorach, mięsko i tylko pieczarki muszę dokupić. Musztarda też jest. Bez prądu życia już sobie nie wyobrażamy, ale człek jest taki, że gdyby go zabrakło coś byśmy wykombinowali 😉
    p.s. wysłałam Ci maila (na ten adres blogowy) i nie wiem czy doszedł.. Buźka i powodzenia w nowym tygodniu 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Doszedł z 27.06. i od razu odpisałam. Mam w wysłanych, sprawdziłam. Może do spamu wskoczył?
      Ciekawa jestem jak Ci żarełko wyjdzie. Podobne i też proste to jest kurczak w kostkę podsmażony i ze słoika sos słodko-kwaśny. Można jeszcze kukurydzę z puszki dołożyć, do ryżu idealny dodatek, szczególnie teraz bo nie trzeba się napracować „w taki gorąc”.
      Dzięki i nawzajem, dobrego tygodnia 🙂

      • Mysza w sieci pisze:

        Nie doszedł Aniu, nie było na głównej ani w spamie.. Kurczaka w słodko-kwaśnym znam, Mężu niestety nie przepada ale kupiłam przyprawy i mieszankę warzyw do chińskiego, będę tworzyć 😉

        • anka pisze:

          Wysłałam przed chwilą znowu, może tym razem dojdzie.
          Nie wiem czemu się bawi w chowanego 😉
          Do mieszanki chińskiej (jak dawno nie robiłam, przypomniałaś mi) dodawałam ananasa z puszki, jeśli było za rzadkie to i sok też.

  6. amasja pisze:

    Lubię upały, nie narzekam, jest lato i powinno być gorąco bo jak nie teraz to kiedy?
    Zwierzęta są wspaniałe! Rozumieją wiecej niż nam się wydaje i gdybyśmy nauczyli się ich słuchać to wyszłoby to nam na dobre:-) Ale człowiek w swej zarozumiałości nie chce tego dostrzec ani przyjąć do wiadomości:-(
    Wizja dłuższego braku prądu prześladowała mnie w czasie urlopu bo zostawiliśmy w domu zamrażarkę pełną dobra wszelkiego:-) Szczęśliwie nic takiego się nie zdarzyło.
    Pozdrawiam serdecznie Aniu!

    • anka pisze:

      Amasjo:-) Nie narzekam, oszczędniej wydatkuję siły swe niż drzewiej bywało i cieszę się latem mając świadomość, że dzień już zaczął się skracać, buu…
      Zwierzaki są cudowne i lepsze od ludzi, pozbawione naszych najpaskudniejszych cech. Niestety, wciąż przez małych duchem i sercem „ludzi” traktowane jak rzecz mimo wyraźnego zapisu ZWIERZĘ NIE JEST RZECZĄ!!!
      Dziękuję i serdeczności posyłam 🙂

  7. Urszula97 pisze:

    Dwa dni miałas ochłodzenia a my 3/4 dnia.Może jutro będzie ? kwiaty padają,ja ukiszona powoli.Dzisiejsza technika , prąd- u mnie jak nie ma prądu to i winda nie działa, wody brak i centralne ogrzewanie nie działa, uroki techniki , nic nie zrobisz.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Najgorsza ta winda jak utkniesz w środku albo musisz iść na górę z ciężkimi siatami z zakupami. Mieszkałam na 4 piętrze bez windy i wtedy miałam kondycję, kilka razy dziennie góra-dół. Teraz szkoda gadać, do dziecka nie wejdę i widna by się przydała.
      Była ulewa dziś, ale moment i zniknęła, jest jak było, tylko trochę podlało, dobre i to.

  8. fuscila pisze:

    ANIU!
    Nie mogę napisac komentarza. Dwa razy próbowałam i odrzuca. Po angielsku!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Jest! Widocznie jak się poskarżyłaś to od razu wskoczył 😉 Któregoś dnia do BBM nie mogłam w żaden sposób komentarza wstawić, kilka razy po prostu znikał jak mara nocna, jakby go wcale nie było! Ile razy można pisać od początku? W końcu wszystko się człekowi poczciwemu pomiesza.
      Ale żeby Cię odrzucało po angielsku to całkiem niepolitycznie – jakby pan Zagłoba powiedział.
      Ja już się nauczyłam angielskie teksty na „tłumacza wrzucać”, wreszcie wiem czego ode mnie chcą. Ale czasem takie cuda z tego tłumaczenia wychodzą, że boki bolą ze śmiechu 🙂

  9. cieniewiatru pisze:

    czarną wołgą jechałam do ślubu 😉

    • anka pisze:

      Cieniewiatru:-) I jak widać czarna wołga dowiozła Cię szczęśliwie do celu 🙂

      • cieniewiatru pisze:

        Jak najbardziej i na pewno też nie straszyła po drodze ale zaciekawienie wzbudzała 🙂

        • anka pisze:

          Wołgi miały sympatyczne mordki, mój mały (wtedy) kuzynek mówił: śmiejąca się wołga 🙂
          Każdy samochód ma „mordkę” jak się na niego z przodu spojrzy, np. nissan juke wygląda jak wesoły samochodzik z bajki dla dzieci 🙂

  10. fuscila pisze:

    Jest, ale ten ze skargą! Nie ma tych dwóch, w których się „naprodukowałam” ;-))))
    Trudno! Już wiem, że na wszelki pożądny „słucza”, muszę sobie kopiować, bo pamięć niestety, szybko pisze, a szybciej zapomina, co napisała! ;-)))))
    Pozdrawianki!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Od początku piszę dłuższe teksty w notatniku, jeszcze od bloxa, który mi zżerał całe kawałki więc go próbowałam przechytrzyć i tak mi zostało. A dziś np. do Dory nie mogę się odezwać bo mi znika komentarz i pojawia się napis, że za długo trzeba było czekać. Ale chociaż się pojawia, u BBM nic się nie pojawiało tylko znikało. Cytując Ulę – „uroki techniki” 🙂
      Ściskam 🙂

  11. BBM pisze:

    Męczące te skoki temperatur. Mój mąż kataru dostał. W taki upał, w środku lata! Niebywałe!!! ;((

    • anka pisze:

      BBM:-) Mój też! Rutinoscorbin w użyciu i Ibuprom zatoki. To wynik siedzenia w przeciągach ale przecież inaczej się nie dało. Wieczorem była burza z deszczem a teraz rano jest miłe, świeże powietrze. Psiaki też odżyły, zachciało im się skakać i bawić na spacerze 🙂

  12. jotka pisze:

    Myśli puszczone wolno mają to do siebie, że potrafią zapędzić nas w ślepy zaułek, mam tak w sytuacjach gdy pomyślę o niezamkniętych drzwiach lub niewyłączonym żelazku…

    • anka pisze:

      Jotko:-) O tak, w przypadku żelazka i drzwi nie można sobie za skarby świata przypomnieć chwili wyłączenia czy zamknięcia. Potem okazuje się, że człowiek ma odruchy zdrowsze od pamięci i najczęściej wszystko jest prawidłowo wykonanie, odruchowo i dlatego pamięć nie rejestruje.

  13. Ervi pisze:

    CZuć że kochasz zwierzęta <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *