Żegnaj, maju, na rok…

Weekend pogodny, ciepły, słoneczny, taki powinien być. W blasku słońca od razu chce się żyć. Współczuję osobom, które lata nie lubią, takich jest przecież całkiem sporo. Najczęściej ze względów zdrowotnych mają negatywny stosunek do lata. A ja kocham słońce i ciepło, i
nie znoszę zimy.
Nie do wiary, że maj mamy już za sobą. Przez rok czekam na ten najpiękniejszy miesiąc w roku a on już sobie poszedł 🙁 Tak bardzo nie chciałam, żeby mijał, iż nie zauważyłam ostatniego majowego dnia. Wciąż mi się zdawało, że 1 czerwca będzie dopiero nazajutrz.
Zadzwoniła przyjaciółka M. z życzeniami – bo my sobie składamy z różnych dziwnych (dla niewtajemniczonych) okazji – a ja nie uwierzyłam, że jest Dzień Dziecka! Niestety, kalendarz potwierdził, że to ja się mylę! Więc szybko za telefon i do wszystkich dzieci ze
spóźnionymi całusami „dzieckowymi”. Dzieci się nie przejęły a ja tak. Skoro jednak święto stało się faktem, zafundowaliśmy sobie z Mężem lody do kawy, zgodnie z sms-em od Małego: „Wam, dzieciaki nieco starsze, też wszystkiego co najlepsze”. Najlepsze wydały nam się lody oraz nalewka z pigwy, dla zdrowotności oczywiście 🙂 Babcia D. była zadowolona bo lubi lody ale nie kojarzyła daty, my nie przypominaliśmy, bo chciałaby iść do sklepu po jakieś prezenty więc lepiej, że nie pamiętała, byłby problem. A tak – posiedziała w
ogródku korzystając z ładnej pogody, poruszała się trochę i to powód do radości, bo przecież ruch jest jej bardzo potrzebny. Na co dzień trudno ją do niego zachęcić.
Poranki witają mnie tak przecudne, że aż dech zapiera. Dosłownie, nie w przenośni 🙂 Oszałamiający zapach świeżych, zroszonych nocną rosą roślin mogę wdychać i wdychać i chyba wpadłabym w trans hipnotyczny gdyby nie psiaki, które tę czynność przerywają co chwilę. I dobrze, bo inaczej nie mogłabym się napawać widokiem mgły unoszącej się nad łąką, słońca przebijającego się przez jeszcze zielone świeżą zielenią liście. Jeśli temperatura będzie wysoka – jak zapowiadają – to takie świeże nie będą. Z reguły już w czerwcu trawa staje się żółta miejscami, wypalona słońcem. Korzystam więc póki można. Po ostatnich ulewach do lasku nie dało się przejść, woda miejscami stała dość głęboko, wczoraj już obeschła i poszłam z psiakami. Trawa urosła do pasa, na szczęście ktoś wyciął ścieżkę i można iść w las. Psiaki zabezpieczamy przed kleszczami, więc mam nadzieję, że nic im nie grozi. A swoją drogą jako dziecko nie słyszałam o żadnych kleszczach, biegało się po łąkach, polach, po lesie na bosaka, w krótkich spodenkach i nikomu nic się nie działo. Jak można latem chodzić ubranym od stóp do głów? To jakby nie było lata i wakacji!
Trochę ogródkowych prac mam zaliczonych. Oberwałam przekwitnięty bez z wielkim żalem, że już trzeba, tak szybko 🙁 Mały lilaczek Meyera też już po kwitnięciu. Obcięłam mu sporo gałązek bo rozrósł się na boki i do przodu za bardzo, teraz jest zgrabniejszy i nie zajmuje tak dużo miejsca. Co rok tak robię i wychodzi mu na zdrowie. Czeka nas przycięcie iglaków. Nam nie przeszkadzają tuję, są piękne i sprawiają radość. Ale tylko nam, sąsiadom podobno zasłaniają słońce, trochę trzeba je więc będzie skrócić. Nasze ogródeczki są
mikroskopijne i musimy się liczyć z tak bliskim sąsiedztwem. Cóż, samo życie. Przypominają się ogrody z dzieciństwa, duże, z wielkimi jabłoniami starych odmian, jakich już dziś nie ma. Tak mi się na nich fajnie siedziało i czytało książki, deklamowało wiersze i marzyło…
Maj był dla nas wyjątkowo męczący pod względem medycznym, nagromadziło się wizyt i zabiegów i ogólnie kontaktów ze służbą zdrowia była ogromna ilość. Ostatnia to operacja zaćmy u Męża, która miała się odbyć w listopadzie a tu – niespodzianka. Telefon z przychodni, że terminy się zmieniły, zatrudnili chyba dodatkowych lekarzy bo robią więcej zabiegów i Męża termin przeniesiono na maj. Dziś babcia D. ma wizytę u pani doktor od osteoporozy, słyszę wodę w łazience więc chyba się szykuje. Na razie jest ok, nie ma napadów złości a mnie serce mięknie, kiedy jest miła i sympatyczna. Oby jak najdłużej.
Dobrego tygodnia życzę, spokojnego, ciepłego i duuużo słoneczka w duszy, w sercu, w głowie też 🙂 🙂 🙂

Tego słodkiego psiaczka spotykaliśmy po drodze do schroniska pod Bereśnikiem

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 Responses to Żegnaj, maju, na rok…

  1. Mysza w sieci pisze:

    Lato uwielbiam jako i Ty, maja szkoda ale i czerwiec ma swój urok, zwłaszcza taki pogodny.. Dla mnie może być 30 stopni, przynajmniej póki zdrowie dopisuje, czego i Wam życzę nie tylko na ten letni tydzień, ale i na wszystkie pozostałe, zimowe, jesienne i wiosenne! 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Każda pora roku ma swój urok, nie da się ukryć, ale wiosna to moja osobista pora, może dlatego, że ja Byk wiosenny 🙂
      Zdrowie przyda się baaardzo, dziękujemy więc wszyscy za życzenia i niech się spełniają i nam, i Wam również. Buziaki 🙂

  2. jotka pisze:

    Lubię każdą porę roku, ale bez ekstremalnych temperatur… najważniejsze, by zdrowie dopisywało w każdym momencie , a gdy w rodzinie układa się dobrze, to i nastrój wyśmienity, czego I tobie życzę:-)

    • anka pisze:

      Jotko:-) Za Czerwonymi Gitarami można zaśpiewać: „A ja lubię wszystkie cztery pory roku…”, każda ma swój urok, kolor, zapach i musimy je wszystkie akceptować. Czy mamy inne wyjście? Ale wiosna…”wiosna, ach to ty…”
      Masz rację, że zdrowie i miłość w rodzinie to podstawa. Dziękuję za życzenia i odwzajemniam 🙂

  3. Urszula97 pisze:

    Tak, maj bardzo szybko uciekł nam.Anno ,tak z każdym miesiącem jest,ani się obejrzymy a bedzie koniec roku i apiać na nowo,szybko coraz szybciej czas ucieka.U nas dzisiaj ponad 30 st,tego to ja nie lubię ,tak 25 stopni jest dobrze dla mnie,pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Ula:-) U nas też dzisiaj ciepło, teraz wieczorem było 28 st.
      Czas pędzi bez opamiętania i wszystkie to stwierdzamy co chwilę. Czy jest jeszcze ktoś, komu się wlecze? Chyba tylko uczniom podczas roku szkolnego, wakacje mijają zawsze zbyt szybko. Już pół roku zaraz minie a dopiero był Sylwester. Co nam zostaje? Cieszyć się chwilą, tylko czy to potrafimy? Ula, ja sobie muszę o tym przypominać baaardzo często.

  4. Ewa pisze:

    Dobrze, że mi współczujesz, bo ja tu umieram z upału. I Pan Pies też… troszeczkę. A kleszczy kiedyś rzeczywiście nie było, pewnie ZSRR nam podrzucił na koniec swojego istnienia, hihihi.

    • anka pisze:

      Ewciu:-) Tak jak Amerykanie stonkę… hihihi 😉
      Jak ja lubię kiedy nie muszę się ubierać w grube ciuchy wychodząc z domu 🙂

  5. BBM pisze:

    Dla mnie trochę za gorąco, ale już przygotowałam te najbardziej lekkie i przewiewne ubrania… i jakoś będzie.

  6. wilma pisze:

    Tak, maj minął zbyt szybko, szkoda przekwitłych bzów, żal zapachu konwalii i brak widoku kwitnących drzew.
    Trzeba za tym poczekać cały rok, ale przed nami jeszcze kilka pięknych miesięcy, oby tylko pogoda dopisała.
    Też uwielbiam lato i ciepełko i teraz, kiedy źle się czuję, to żal mi, że nie mogę w pełni korzystać z tego, iż wreszcie przygrzewa;).

    • anka pisze:

      Wilmo:-) Może jakieś suplementy, vitD, magnez – coś, co pomoże łatwiej znosić kaprysy aury? Wymęczyłaś się opiekując się dziećmi, więc i odporność trochę „siadła”. Odpocznij, organizm musi się zregenerować. Ściskam mocno przesyłając dobre myśli i moc serdeczności 🙂

  7. Stokrotka pisze:

    Mnie tez ten maj przeleciał jak szalony.
    Ale czerwiec to też piękny miesiąc.
    Trzeba łapać każdy dzień, każdą chwilę i słuchać śpiewu ptaków.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Ptaszki śpiewają przecudownie, aż trudno uwierzyć, że są prawdziwe a nie puszczane z taśmy… 🙂
      Pozdrawiam 🙂

  8. marijana2 pisze:

    Maja, szkoda. Pięknie zielony i nie za gorący dla mnie był w sam raz. Czerwiec to już lato. Lubiłam i lubię wszystko, co ze sobą przynosi lato… słoneczną pogodę, kolory, zapachy. Tylko jest malutkie ale… w gorące dni bardziej we znaki dają mi się zdrowotne niedomagania. Częściej niż w innym czasie dopada mnie obezwładniające zmęczenie. I powinnam bardziej się chronić przed kochanym słońcem. A tu zapowiadają upalne, słoneczne lato.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  9. Ervi pisze:

    Każdy miesiąc ma swój urok… odkryjesz uroki czerwca 🙂

  10. anka pisze:

    Marijanko:-) Czerwiec jeszcze niby nie lato, dopiero od 24-go (chyba), więc jeszcze wiosna. Tak się pocieszam;) Przykro, że słoneczko Ci trochę dokucza, musisz więc się przed nim chronić, ale świat jest piękniejszy kiedy świeci, prawda? Więc cieszmy się póki jest. Za chwilę wakacje a po nich jesień i znów czekanie na wiosnę. Tak czas przyspieszył.
    Parasolka jest dobrym pomysłem, w zeszłym sezonie widziałam sporo osób korzystających z takiej ochrony. Może moda wróci i będziemy nosiły takie z falbankami? A swoją drogą jak się męczyły dawniej kobiety podczas upałów w długich sukniach z długimi rękawami i zapięte pod szyję. Dobrze, że to minęło.
    Pozdrowień moc do Ciebie frunie 🙂

  11. fuscila pisze:

    Jakoś bardziej mi odpowiada średnia temperatura, te upały to dla mnie masakra. Na całe szczęście w dolnym pokoju sa płytki, ogromne okna osłania markiza, a w razie „draki” dodatkowo roleta zewnętrzna zabezpiecza przed nagrzaniem – idzie wytrzymać!
    A godzinę temu coś się zaczęło dziać z temperatura powietrza, z 34 spadła na 21. Na niebie pojawiły się mgliste obłoczki, ale jest czym oddychac nareszcie!
    Ale pozdrawiam ciepło, ciepłoludna Aniu! ;-))))

    • anka pisze:

      Fusilko:-) 34 st. to lekka przesada. Znowu taki nagły spadek temperatury nie jest obojętny dla organizmu. Markiza to fajna sprawa.
      U mnie też płytki a duże okna od wschodu, więc da się wytrzymać. Wróciliśmy z psami, było bardzo przyjemnie aż wracać mi się nie chciało i odpuściłam sobie ulubiony serial, zresztą jedyny już, który jeszcze oglądam.
      Dzięki, kochana i odpozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *