Kłótliwa baba;)

Mija weekend, pierwszy wiosenny, ciepły i pogodny. Ptaki śpiewają jakby na scenie się znalazły i nie chcą przestać wykorzystując każdą chwilę wiosny. Ale nie tylko śpiewają. Sójka kłóciła się ze mną rano. Normalnie się kłóciła. Wyszłam ok. 6-ej z psami, ona siedziała na drzewie przy wejściu na łąką i darła się jak opętana. Przystanęłam i mówię do niej: po co się tak drzesz babo jedna? Ona zamilkła na moment, przyjrzała mi się ze swej wysokości i jak nie zacznie się wydzierać! Nie wiem co sobie myślała, może,  że jak siedzi na gałęzi to jest większa ode mnie i może sobie pozwolić na takie zachowanie? Skitusia to nie ruszyło ale Szilka natychmiast się zainteresowała. Ona goniłaby wszystkie ptaki, na pewno żywiła się nimi kiedy nie miała domu i dzięki temu przetrwała, cóż, prawa natury. Teraz jej nie wolno, żarełko ma w misce ale instynkt łowcy się odzywa na widok fruwających stworzeń. Stanęła pod sójką i zaczęła się coś do niej mówić, a sunia ma taki zasób słów jakiego nie słyszałam u żadnego z moich psów, choć i Browek umiał gadać, nawet „mama” powiedział, naprawdę:) Tak trwało dłuższą chwilę, sójka niczym się nie przejmowała, bezczelnie się na mnie patrzyła ignorując psicę i skrzeczała dalej. Wreszcie Skitsowi znudziło się stanie w jednym miejscu bez żadnego widocznego dla niego powodu i ruszył do przodu. Ile można tak stać bez sensu? Nie byłam przygotowana na szarpnięcie, więc poleciałam za nim. Szilka przez chwilę była w rozterce, spoglądała to na mnie to na sójkę, wreszcie dosłownie olała ptaka (a raczej miejsce po drzewkiem) i ruszyła za nami. Sójka została na placu boju a jej skrzeczenie rozlegało się daleko i towarzyszyło nam dopóki nie wyszliśmy na ulicę.

To jest Skituś kiedy jeszcze był młodziutki, teraz ma siwą mordkę lecz pozostał takim samym słodkim ciapkiem

 

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

24 Responses to Kłótliwa baba;)

  1. Lucy pisze:

    U nas dzisiaj rano, Mirka przygladala sie klócacym sie ze soba dwóm kotom. O wpól do siódmej rano, tez sobie wybraly czas, oczywiscie przed czyimis oknami sypialni 😉
    Skitus ma sliczna mordke, a kiedy pokazesz Szilke?

    • anka pisze:

      Lucy:-) Szilkę mam na zdjęciach, których jeszcze nie przeniosłam z płyty do Lapcia. Wstyd przyznać ale zapomniałam jak to się robi (w myśl prawdy, że organ nie używany zanika) bo już dawno nie przenosiłam. Na fotkach przeniesionych Sziluni jeszcze z nami nie było, ale obiecuję, że się sprężę;)
      Oglądałam kiedyś cudną scenę jak sroka chodziła za grubą jamniczką i dziobała ją w ogon. Co się sunia odwróciła, sroka odskakiwała i skrzeczała na nią, i tak w kółko. Stałam na ulicy i się na głos śmiałam, tak to cudnie wyglądało. W końcu sunia schowała się za swoją panią.

  2. Magda pisze:

    Och jakie uszęta cudne ! i nosio do głaskania ! i serduszko na czole !!!!
    Głaskanka w ilościach hurtowych posyłam !!
    ps. Czy Skituś jest ogarem/gończym polskim ??

    • anka pisze:

      Magduś:-) Skituś to posokowiec bawarski. Kłania się i dziękuje za głaskanka, to jest to co lubi najbardziej poza żarełkiem oczywiście:)))

  3. Mysza pisze:

    Niech się drą, przynajmniej na trochę.. Dzięki temu wiadomo, że wiosna pełną gębą 😉
    A tam za milusińskim Skitkiem to któż siedzi? 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Średnia wnusia, jeszcze wtedy mała, teraz większa ode mnie;(
      a Skituś ma siwą mordkę.
      Z telefonu nie wiem jak do Lapcia przegrać, z płyt już to robiłam ale dawno, muszę sobie popróbować to mi się przypomni. Mam nadzieję;)
      Przecież o pieczeni rzymskiej miałam Ci powiedzieć.
      Składniki: – 1kg mielonego, -4 jajka surowe, -cebula, -ziemniak surowy (!!!), – 4 jajka na twardo, – olej, – sól, -pieprz, -bułka tarta.
      Przyrządzenie: – mięso + namoczone bułki + posiekana cebula + starty na tarce ziemniak + jajka surowe + przyprawy = dokładnie wyrobić,
      – formę wyłożyć papierem do pieczenia, skropić olejem, posypać bułką tartą,
      – przełożyć masę do formy, do środka włożyć ugotowane jajka, żeby całe schowały się w masie, uklepać „na równo” wierzch,
      – piec ok. 1 godz. w temp.180 st.
      Ilość produktów możesz dopasować do swoich potrzeb, tu podałam Ci przepis podstawowy, tajemnica tkwi w surowym ziemniaku. Tak samo przy kotletach np z kaszy – ziemniak „trzyma” całość, odkąd dodaję to się udaje i pieczeń i kotlety.
      Smacznego:)

      • Mysza pisze:

        Bardzo Ci dziękuję za przepis i za tajemniczy składnik! :)) Czytałam dokładnie i przepiszę go sobie do swojego kulinarnego zeszytu.. Mam tylko pytanie ile tych namoczonych bułek dać do mięsa? Dwie?

        • anka pisze:

          Myszko:-) Sprawdzałam tyle razy czy dobrze i minęłam bułki! W tym przepisie są 4 bułki. Nie trzymam się ściśle przepisu tylko patrzę, żeby nie za rzadkie było (wtedy bułkę tartą dodaję) i nie za gęste (wtedy jajko może być). Kombinowałam już „dla urody” dania i układałam obok jajek gotowanych paski kolorowej papryki albo konserwowego ogórka. Ładnie wygląda po przekrojeniu.

          • Mysza pisze:

            Już to widzę oczyma wyobraźni 🙂 Kiedyś się skuszę, ciekawe czy uda mi się przygotowanie pieczeni zjadliwej 😉 Teraz mam komplet przepisu, dziękuję i ściskam serdecznie! 🙂

  4. wilma pisze:

    Skituś ma bardzo sympatyczny wyraz „twarzy”;).
    Jeżeli ktoś powie, że zwierzęta nie potrafią „mówić”, to będzie to ktoś, kto nigdy nie miał żadnego zwierzaczka;)
    Moje koty też się ze mną często wykłócają – Felek, o to że ma znowu pustą miskę, a Vicia prawie co wieczór zagania mnie do łóżka.
    I ciesz się, ze mieszkasz w tak pięknym miejscu skoro możesz sobie jeszcze z sójką powymieniać zdania;).

    • anka pisze:

      Wilmo:-) Oczywiście, że potrafią. I rozumieją nas bardziej niż my je potrafimy zrozumieć. Już widzę Twoje koty:) Moja Misia obraziła się na mnie prawie na miesiąc jak wzięliśmy do domu Maciusia, odwracała się do mnie tyłem jak do niej mówiłam. Ostentacyjnie! I jeszcze pokazywała zęby otwierając paszczę i robiła „rruałł”co brzmiało jak ryk tygrysa.
      Sójek jest tu tak dużo jak srok, piękne są choć jak sroki wredne, które zresztą też są piękne:) Drzew sporo w ogródkach urosło, zieleni jest dużo więc mają gdzie żyć ptaszeczki różne.

  5. Ewa pisze:

    A u mnie tłukły się dziś dwa gołębie, ale ponieważ mamy wielkiego pterodaktyla, więc zapanował spokój, kiedy zaczął patrolować z góry swój teren. Skit jest… przepiękny. Naprawdę cudowny! I tylko trochę wyglada na ciaptaczka.
    Z telefonu łatwo przegrać, o ile masz ładowarkę ze zdejmowaną końcówką. Wtedy tylko podłączasz oba urządzenia i już. Całuski, czekam bardzo na Szilkę!

    • anka pisze:

      Ewuś:-) Gołębie potrafią narobić hałasu swoim gruchaniem, szczególnie gdy sobie upodobają balkon jako miejsce zalotów;)
      Przjrzałam płytę ostatnią ze zdjęciami, Szilka ma ładne fotki, jeszcze młoda i szczupła była:) Jak tylko mi się uda znaleźć sposób (dalej nie pamiętam choć próbuję) to ją zaprezentuję w całej krasie. Nie, w połowie krasy, teraz jest jej dwa razy tyle. Wieczorem jest niepocieszona, że miska już pusta (po zjedzeniu kolacji), trudno jednak, musi się pomęczyć, żeby zdrowa była, młodziutka już nie jest.

  6. marijana2 pisze:

    Na gadułę trafiłaś 🙂 Ale nie dziwota, sójki są niemożliwe, „mówią” w różnych językach, bo mają talent do naśladowania. Naśladują wszystko, co wpadnie im w ucho, nawet szczekanie i miauczenie 🙂 Mąż trochę fotografuje ptaki i zdarzy się czasem sójka-modelka. Po prostu boki można zrywać, patrząc na to, co wyprawia. A najzabawniejsze jest to, że fotograf ma już dosyć zdjęć, a ona dalej zaczepia i przyjmuje różne pozy. Jest niezmordowana.
    Aniu, Skituś, ma niezwykłe oczy, mieści się w nich tyle spokoju i dobra. To po prostu widać.

    • anka pisze:

      Marijanko:-) Masz rację, raz się nawet nabrałam na miauczenie, myślałam, że kotek wszedł na drzewo i nie może zejść:) A to była sójka! I sroki i sójki są niesamowite. Zresztą nie tylko one, z wroną, z kawką już też tak „gadałam”, one normalnie odpowiadały:)
      Skitulek ma oczy cudne, dlatego jak nimi spojrzy, to serce mięknie natychmiast. Gdyby był sprytniejszy mógłby to wykorzystywać, dobrze, że nie jest;)

  7. Urszula97 pisze:

    To jeszcze nie tak źle, u mnie pojawiły się gołebie na parapecie, chodza sobie jakby to ich było, kotka przy nich szaleje a moje pelargonie przez to szlag trafia.Zaraz zabieram się za pikowanie pomidorów bo już za duże co niektóre,a śmierdziuszki mi już wyskoczyły,posiałam je do doniczki,chyba trzeba je pikowac za tydzień.

    • anka pisze:

      Ula:-) Raz miałam gołębie na balkonie, żal mi było je wyrzucić. Potem przez kilka lat tłumaczyłam, że dziękuję uprzejmie za towarzystwo i do widzenia;)
      Śmierdziuszki same wyskoczyły pod bzem, a ja czekam na dzikie wino, wypuszcza malutkie zielone kropki (jeszcze nie listki), żeby śmietnik i drewutnię przykryło. Jak liści nie ma to jest łyso i wszystko widać.
      Zaczyna się sezon ogrodniczy, widać wokół ruch w ogródkach.

  8. BBM pisze:

    Nie wiem, czemu- ale wyobraziłam sobie, że Twoje pieski to maluchy takie pętające się pod nogami… a tu- Pan Pies pełną gębą!! :))

    • anka pisze:

      BBM:-) One już całkiem poważne osoby, te psiulki kochane. W czerwcu minie 5 lat odkąd Szilka jest z nami. Wtedy pani doktor wet oceniła na ok.2-3 lata, więc teraz ma jakieś 7-8. Skituś też 8, więc nie są dzieciakami, choć tak do nich mówię. Wołam np – dzieciaki, idziemy; albo dzieciaki, ktoś idzie. Reagują na „dzieciaki”.

  9. fuscila pisze:

    U mnie całe rzesze srok się wydziera! Najgorzej to latem, bo zaczynają bardzo wcześnie drzeć dzioby! No, ale taka ich uroda! ;-((
    Skitusia pokazałaś, teraz kolej na Szilke! ;-))))

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Staram się bardzo i wreszcie mi się uda przecież;)
      Drą te dzioby, drą, ale jakie są ładne:) Na jednej z działek, którą mijam czasem idąc z psami, mieszka przez cały rok chyba duża srocza rodzina. Albo sójkowa, nie wiem bo nie widać ale zgiełk straszliwy słychać od świtu do nocy.

  10. dewaluacja pisze:

    Te ptaszydła potrafią się wydzierać. Mnie notorycznie nawiedza bladym świtem gołąb i tak drze dzioba, że sią rzeczy staję się rannym ptaszkiem, a nie muszę! Kiedyś może uda mi się go złapać, to mu albo dzioba zakleję, albo wywiozę. A jeśli wróci ? 🙁

    • anka pisze:

      Dewaluacjo:-) To jest na pewno zakochany gołąb, a „na miłość nie ma lekarstwa, kto kochał ten o tym wie…”
      Przypomniało mi się, że kiedyś o OBI kupiliśmy takiego czarnego ptaka, sztucznego, do zamontowania na balkonie, żeby straszył gołębie. Skutkowało, wyglądał jak prawdziwy siedzący na poręczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *