„Nie dajmy się zwariować” – mówił Szef, czyli mój tata. Zwracałyśmy się z Lucy do niego per „Szefie”. Jeszcze w Opolu stwierdziłyśmy, że jest za młody na takie stare córki (ja w podstawówce, Lucy w liceum 😊) i nie będziemy go nazywały tatą. Było to wpływem jakiegoś filmu, w którym córka do ojca mówiła po imieniu. My wybrałyśmy formę „Szefie” – jako do szefa rodzinnego gangu (zdrobniale „Szefciulku”) 😃😃😃 Patrząc na to, co się dzieje w naszym pięknym kraju przychodzą mi na myśl te właśnie słowa. Tym bardziej, że przed oczami mam zdjęcie taty ❤️A więc nie dajmy się zwariować i zachowajmy spokój rozglądając się wokół, z dystansem przyglądajmy się wydarzeniom nie pozwalając by tsunami porwało nas ze sobą…
Patrzę na własne podwórko. Liście bzu pokrywają bruk, wyścielają niczym dywan w jesiennych kolorach. Po ich zgarnięciu natychmiast pojawia się nowy piękny dywan. Zdawać by się mogło, że syzyfowa praca, ale nie, to przyjemność jeśli świeci słońce. Nawet gdy wiatr rozwiewa liście i trzeba je z powrotem zgarniać na jedną stertę. Oczywiście z Tenczynkiem mi się kojarzy zapach liści, poruszonej ziemi, dymu zmieszanego ze świeżym porannym powietrzem. Dymu miłego, przyjemnego, z drewna palonego w kominkach ogrzewających domy. Poranek to dla mnie chwila refleksji bez względu na rodzaj wykonywanych czynności. Spacer z Szilunią jest krótki, więc myśli nie zdążą się rozpędzić, muszą się dopiero po powrocie do domu poukładać w głowie.
Cały tydzień był u nas kompletnie zwariowany, dzień po dniu. W poniedziałek odwieźliśmy babcię D. do nowego lokum. Nasza rodzinna pani doktor poleciła ośrodek, w którym sama sprawuje lekarską opiekę nad przebywającymi tam pensjonariuszami. MS pojechał, zobaczył co i jak, porozmawiał i zdecydował. Gdyby nie jego własne badania jeszcze by się wahał, lecz ja sama nie dałabym rady zaopiekować się chorą w żadnym wypadku. Tak więc zaczęłam przegląd ubrań pod kątem użyteczności, kupowanie nowych odpowiednich i pakowanie. Do tego dochodziły nerwy, obawy jak się uda ją ubrać, przygotować w razie buntu, oporu (co się zdarzało często przed kąpielą czy prowadzeniem do łazienki), a okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Kompletnie nie reagowała. Ubraliśmy ją, panowie z karetki znieśli na specjalnym krześle po schodach, przełożyli na nosze i wsunęli do karetki. My jechaliśmy za nimi, uprzednio zamknąwszy Szilunię w domu, a Franka wynosząc na zewnątrz. Karetka dojechała oczywiście wcześniej, bo my trafiliśmy na roboty drogowe i światła powstrzymujące ruch co kilka chwil. Kiedy dotarliśmy na miejsce otworzyłam szeroko oczy zachwycona budynkiem stojącym wśród drzew i opadających liści. Jeszcze szerzej otworzyłam, gdy zobaczyłam babcię D. siedzącą na specjalnym fotelu, przy stole, wśród kilku innych osób „w wieku odpowiednim” tak na oko, przed włączonym dużym telewizorem. Przemknęła mi przez głowę myśl, że tu będzie miała normalne życie dostosowane do swoich potrzeb, a w domu leżała patrząc w sufit. Próbowaliśmy ją sadzać w fotelu przy oknie, żeby sobie na świat popatrzyła, ale zjeżdżała na pupie z fotela na podłogę i musieliśmy ją dźwigać. Dom wewnątrz jest piękny, wyremontowany świeżo, z mnóstwem drewna, ładne pokoiki sympatycznie urządzone (zaglądałam idąc do babcinego pokoju). Winda jest, zjazd dla wózków, babci pokój trzyosobowy co dla niej jest urozmaiceniem po okresie samotnego leżenia w domu. Może nowe bodźce spowodują, że mózg zacznie reagować inaczej.
Wypytaliśmy się o wszystko co nam do głowy przyszło. Ucieszyłam się, że pokoje mają swoje łazienki, pod prysznic nawet wózkiem można wjechać. Zupełnie co innego niż nasze dźwiganie i wkładanie do wanny, wojna w wannie i potem wyciąganie…
We wtorek i środę MS odbył wizyty u lekarzy, w czwartek były urzędowe czynności, w piątek pojechaliśmy w odwiedziny do babci. Aha, jeszcze w czwartek okazało się, że zmieniono termin hospitalizacji MS i już w poniedziałek ma się stawić. Dziś sobota, a ja w dalszym ciągu jak w amoku. Tak się zapowiada cały listopad. Ale nic to, damy radę, Byki są silne, a jak wiadomo – Byk z roku Konia ma siłę słonia 😃
Co przysiądą na fotelu to przysypiam, a ponieważ KAŻDY ODDECH REGENERUJE MOJE CIAŁO – to staram się głęboko oddychać jak tylko sobie przypomnę 😃


… ładnie, prawda? …
Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa 🙏Udanego weekendu życzę i trzymajcie kciuki, proszę, bo Lucia mówi, że to zawsze pomaga ❤️🍀❤️