„Widocznie tak miało być” – 34,35

=34=

No to już nie mam odwrotu – pomyślała Dorota po pośpiesznym wyjściu bratowej. Całe szczęście, że Donica mnie uprzedziła o zamiarach tej małpy. Teraz pomyśli zanim wprowadzi w czyn swój diabelski pomysł. Muszę uprzedzić ciotkę. O matko! I to szybko!

Chwyciła telefon drżącymi ze zdenerwowania rękami. Przy Agacie zachowała zimną krew, teraz jednak nerwy puściły i wewnętrzna trzęsionka dopadła każdą komórkę. O mało sobie nie przygryzła języka, bo ząb zaczął dzwonić o ząb.

– Ciociu, ciociu – krzyczała do słuchawki. – Bardzo cię proszę, szybko zabierz Monikę do siebie. Teraz nie mam czasu, wytłumaczę ci potem. Idź i odbierz ją ze szkoły jakby nigdy nic, nic nie mów. Tylko spiesz się, dobrze?

Następnie próbowała się skontaktować z bratem. Przemknęła jej myśl, jakie to szczęście, że niedawno założyli wreszcie telefon.

– Dodzwonić się do ciebie nie można – powiedziała z pretensją – Ale i tak dobrze, że odebrałeś. Czy ty wiesz, że twój szanowny wspólnik nie chce cię prosić do telefonu?

– Co ty opowiadasz? – zdziwił się. – To jakieś bzdury. Coś chciałaś? Mów, bo jestem zajęty.

Dorota wciągnęła głęboko powietrze, uspokoiła się, żeby niepotrzebnie Sergiusza nie niepokoić wprowadzając w tajniki planu.

– Słuchaj, jest sprawa. Czy zgodzisz się, żeby Monisia przez kilka dni pobyła u twojej mamy? Ciocia mówiła, że jakoś źle się czuje i wnuczka byłaby jej wielką pomocą. Do szkoły ma dwa kroki, więc nic nie straci, poza tym zaraz koniec roku szkolnego.

–  Co jej jest? Czemu do mnie nie zadzwoniła? – przestraszył się.

– Nic, nic,  już wszystko dobrze. Wiesz, że jest wrażliwa na zmiany ciśnienia. Mając obok siebie małą będzie się czuła bezpieczniej. Zaraz po niedzieli jest zapisana na wizytę u kardiologa, może jej zmieni dawkę leku albo przepisze coś nowego. A do ciebie nie mogła się dodzwonić, przecież ci przed chwilą mówiłam, że trudno cię złapać. Najczęściej wspólnik mówi, że cię nie ma.

– No, czasem może mnie nie być – zastanowił się, – przecież bywam w terenie, ale nie tak bez przerwy…

– No to się zacznij zastanawiać nad tym, co się wokół ciebie dzieje, braciszku. Trzymaj się, cześć.

Odłożyła słuchawkę i musiała się napić zimnej wody. Miała wrażenie, że sama dostanie zaraz jakiegoś wylewu czy udaru. Twarz jej pałała, serce biło w przyspieszonym tempie, wszystko się trzęsło jeszcze bardziej, choć wydawało się to niemożliwe.

Zadzwonił telefon. Podskoczyła do góry i odebrała ze strachem.

– Cześć ciociu – usłyszała radosny głos Moniki. – Jak to dobrze, że babcia mnie odebrała ze szkoły. Strasznie się cieszę. Nie mam wcale lekcji do odrobienia. Mogę do ciebie przyjechać z babcią?

– Pewnie, że możesz. Tylko teraz słuchaj uważnie. Babcia się źle poczuła i dlatego poprosiła tatę, żebyś mogła u niej pobyć kilka dni, rozumiesz? Tata się zgodził, więc opiekuj się babcią, jeśli będzie potrzebowała, to podasz jej wodę albo lekarstwa, dobrze?

– Jasne, jestem już przecież duża. Ale babci nic się nie stanie?

– Oczywiście, że nic, kochanie. Potrzebuje tylko towarzystwa ukochanej wnuczki. A teraz daj mi, skarbie, babcię do telefonu.

– Już daję – zaszczebiotała. – Babciu, ciocia chce z tobą rozmawiać.

– Ciociu, słuchaj uważnie i zapamiętaj. Źle się poczułaś i dlatego chciałabyś wnuczkę mieć przy sobie. Pamiętaj, miałaś skoki ciśnienia, po niedzieli jesteś zapisana na wizytę u kardiologa, a teraz Monika jest ci niezbędnie potrzebna do życia. Aha, dzwoniłaś do syna ale wspólnik mówił, że go nie ma. Uff, w piekle chyba się będę smażyć po dzisiejszym dniu. Zrozumiałaś?

– Że w piekle? – zaśmiała się do słuchawki pani Mela. – W piekle dla ciebie miejsca nie ma, wszystkie zajęte przez innych. Nie martw się. Zrozumiałam tyle, że moja synowa uknuła znowu jakąś intrygę i dlatego mam dziecko przechować u siebie. Zgadłam?

– Tak właśnie jest.

– Słyszałam, że Monisia się do ciebie wybiera w moim towarzystwie więc spokojnie odgadamy szczegóły. A ty już się uspokój bo przez telefon czuję jak cię trzęsie. Weź coś na uspokojenie.

– Trzęsie mnie, jak cholera mnie trzęsie. Najbardziej chyba dlatego, że jak sama wiesz, Sergiusz nic nie robi. No, może robi, ale ogólnie czeka aż sytuacja rozwiąże się sama.

– Tym razem nie całkiem – broniła pani Mela syna. – Stara się i przeżywa tym bardziej, że czuje się zdradzony podwójnie. A mnie do rozpaczy doprowadza ta jego dobroć i łatwowierność, jest taki sam jak jego ojciec, za dobry do tego świata.

– Że też tej cholery nikt nie udusi w ciemnej ulicy – mruknęła Dorota. – Byłby problem z głowy.

– Nie całkiem z głowy. Duszona cholera nic tu nie zmieni. Sama jesteś? Michała nie ma?

– Prosto z pracy miał odebrać dzieci. Niedługo powinni być.

– Wobec tego zrobimy naradę wojenną jak przyjadę – zakończyła z werwą w głosie starsza pani.

=35= 

Aldona czuła się ogromnie zmęczona nieustannym podwójnym pilnowaniem. Podwójnym dlatego, że sama się musiała pilnować oraz była pilnowana i obserwowana przez Gretę, która prowadziła szeroko zakrojoną działalność szpiegowską na rzecz Agaty oraz Mariana. Ten ostatni nie mógł wszystkiego pilnować osobiście, ponieważ został przeniesiony do innego budynku. Z tego akurat powodu Aldona była zadowolona i odczuwała ogromną ulgę nie musząc na co dzień znosić jego towarzystwa. Niemniej jednak zdawała sobie sprawę, że zna każdy jej krok. Prawie każdy, przynajmniej w pracy. To samo odnosiło się do Agaty. Też była dokładnie informowana gdzie, kiedy, dokąd i na ile czasu Aldona wychodzi i co ogólnie  robi. Do tego dochodziły najprzeróżniejsze komentarze z gatunku prymitywnych i złośliwych. Przyzwyczaiła się, pomału przestało to robić na niej wrażenie tak wielkie jak na początku. Pozostał niesmak i uczucie niechęci.

Postanowiła skorzystać z urlopu. Ze względu na malutką musiała odpocząć, zrelaksować się. Po namyśle przyjęła zaproszenie Karoliny i umówiły się, że zaraz po zakończeniu roku szkolnego przyjedzie z dziewczynkami  – oraz oczywiście z pozostałymi domownicami – do jej nowego domu. Jurand oferował się zawieźć całą menażerię dwu i czworonożną na miejsce docelowe. Nie musiała się Aldona  specjalnie czuć zobowiązana ponieważ w tym czasie, czyli na początku wakacji, i tak wybierał się do Tenczynka służbowo. Po namyśle, analizach i naradach  otworzyli z Michałem filię własnej kancelarii, która od roku działała z powodzeniem jako Adwokacka Spółka Partnerska.  Filia mieściła się w Krzeszowicach, w niedużym pokoiku wynajętym w tym samym budynku, w którym Karolina otworzyła swoją poradnię.

Jednak wcześniej, jeszcze przed planowanym wyjazdem, pojawiły się nowe okoliczności w życiu Doniczkowej rodziny, komplikujące i tak już skomplikowane życie. W związku z tym, że dziewczynki opiekowały się kotką Patusią, której w piwnicy urządziły mieszkanko i zanosiły jedzenie, Aldona mimo woli była poinformowana o losach tejże kotki słuchając rozmów córek. Zdarzyło się, że od kilku dni przestała się Pati pojawiać w piwnicy. Zaniepokojone dzieci szukały jej w całej okolicy lecz bez skutku. Kotki nigdzie nie było, jak kamień w wodę. Po następnych kilku dniach zrobiło się na podwórku głośno, dzieci narobiły wrzawy, krzyku i ściągnęły Dorotę na dół w trybie natychmiastowym. Aldona w tym czasie była jeszcze w pracy. Dzieci znalazły na śmietnikowym pojemniku pudełko z martwymi kociętami, niedawno urodzonymi. Jedno się jeszcze ruszało. Dorota wkroczyła do akcji i okazało się, że zwyrodnialec z pierwszej klatki specjalnie zamknął Pati w piwnicy skąd nie mogła się wydostać, żeby móc nakarmić własne dzieci, które urodziła w drugiej piwnicy więc biedactwa zmarły z głodu i wyziębienia. Wtedy je wyrzucił na śmietnik. Jedno przeżyło. Dorota uwolniła kocią matkę, którą natychmiast zaniesiono do piwnicy Aldony razem z ocalałym, ślepym jeszcze kociątkiem. Na ten moment trafiła Aldona i już razem z przyjaciółką  zadbały o maleństwo, które swobodnie mieściło się w małej kobiecej dłoni, odpchliły je, ułożyły w  koszyku wyścielonym miękkim kocykiem dla lalek. Łaciaty, czarnobiały kotek otrzymał imię Maciuś. Aldona nic nie mówiła, Inka się nie sprzeciwiła a Linka głośno nie powiedziała czemu akurat takie wybrała imię. Maciuś rósł jak pączuszek karmiony przez kotkę dokarmianą z kolei przez Stokrotki, chłopców Doroty i Biedroneczkę, jeśli akurat była w odwiedzinach u cioci. Otworzył oczka w obecności Aldony i od tej chwili ją oraz dziewczynki uważał za swoją najbliższą rodzinę. Kiedy już podrósł na tyle, że można go było odłączyć od mamy, powędrował do mieszkania Aldony i zainstalował się jako nowy członek „mafijnego” zwierzyńca. Mimi z początku obraziła się na cały świat widząc kocią konkurencję. Na Aldonę w szczególności. Gdy opiekunka zwracała się do niej bezpośrednio, kotka najpierw „rozdziawiała paszczę” pokazując ostre ząbki i wydając z siebie groźny ryk tygrysa, po czym ostentacyjnie odwracała się tyłem ignorując wszelkie próby nawiązania kontaktu. Trwała taka sytuacja około miesiąca. Stopniowo Mimi przestała reagować agresją, dała się przytulać i powróciła do „dawnej swej postaci”. Maciuś uznawał jej wyższość, schodził z drogi i dawał do zrozumienia, że wie, kto tu rządzi. Był przecież tylko malutkim, rozkosznym kociątkiem. Tina żadnych problemów nie widziała. Od razu zaopiekowała się maluchem jak własnym. Być może też dlatego Mimi przestała się boczyć na Maciusia. Spały we trójkę na jednym posłaniu, oba koty oczywiście przytulone do suni.

cdn.

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści, Widocznie tak miało być. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Widocznie tak miało być” – 34,35

  1. jotka pisze:

    Ależ nerwowa atmosfera, na szczęście temat kotów trochę załagodził klimat, czytelnik tez potrzebuje oddechu 😉

  2. amasja pisze:

    Powiedziały mi ptaszki, że dzisiaj Twoje święto:-) Wszystkiego najlepszego, Aniu! Zdrówka i wszelkiej pomyślności. Bądź szczęśliwa i bloguj nam przez wiele lat!

    https://www.youtube.com/watch?v=wPQj5VwG9XY

    Buziam i mocno przytulam:*

  3. Urszula97 pisze:

    Akcja nabiera tempa. Będzie się działo.Monika to bardzo pojętna istotka. Akcja z kotkami rozczula, czekam na c.d.Pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Ula:-) Z kotkami to akurat najprawdziwsza prawda.
      Dziewczynki na ogół są pojętniejsze od chłopaków, nie uważasz? Mam dwóch i mogę ich porównać z wnuczkami 😉 Widać, że są z innej planety 😉
      Ciepłe z Puchatym 🙂

  4. Magda pisze:

    Anusia, Kochana , mailem posłałam życzenia, nie wiem czy bezpieczniej nie byłoby gołębiami pocztowymi, bo internety coś mi szwankują.
    Na wszelki wypadek jeszcze raz wszystkiego dobrego, zdrowego i radosnego !
    ściskam :)*

    • anka pisze:

      Magduś:-) Moja Magduś kochana, baaardzo Ci dziękuję za cudne życzenia i dzieło sztuki w wykonaniu rąk Twoich widoczne na obrazku 🙂
      Internety moje też robią co chcą i wcale nie słuchają. Rano próbowałam do Ciebie wejść ale się nie dało. Zaraz spróbuję znowu.
      Buziaki 🙂

  5. Urszula97 pisze:

    Gapa jestem.Wszystkiego najlepszego. Samych słonecznych dni.☕

  6. Mysza w sieci pisze:

    Ach, niech już działają tam wszyscy w wiadomym celu, bo mnie te działania Agaty ciśnienie podnoszą 😉 Tego zbira co kotki wykończył to bym o głodzie zostawiła. Dobrze, że choć jeden się uratował, ku radości całej rodziny 🙂
    Jeszcze raz Najlepszości Ci Aniu życzę, uściski ślę i buziaków z okazji Twego święta tysiąc!

  7. anka pisze:

    Myszko:-) Jeszcze raz bardzo dziękuję 🙂 Szczególne uściski dla Supermena !!! Jak dobrze, że już może na zewnątrz rozładować choć część rozpierającej go energii 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *