„Widocznie tak miało być” – 68

Kajtuś złamał rękę. Szalał na rowerze, nie sam oczywiście, przecież nie popisywałby się sam przed sobą. Dziewczynki grając na podwórku w gumę zerkały i podziwiały jego wyczyny, czyli jazdę bez trzymanki, skakanie  na jednym kole, siedzenie tyłem do przodu, ósemki,  slalom między nimi. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nagle Filip nie wyskoczył mu pod koła. Jak przysłowiowy Filip z konopi. Upadli obaj, w wyniku zderzenia Filip miał liczne stłuczenia i podbite oko, a Kajtuś podrapane kolano i  rękę złamaną w nadgarstku. Ręka go bolała, napisał więc na gipsie niezdarnymi kulfonami „auuu”. Stwierdził, że po co ma ciągle wyć, napisał i wystarczy. Ponieważ złamana była ręka prawa, a Kajtuś jako osoba praworęczna lewą pisać nie umiał, wyłgał się  przez pewien czas od chodzenia do szkoły. Bardzo odpowiadała mu taka sytuacja i współczuł Filipowi, który mimo kontuzji do szkoły chodzić musiał.

– Mamo, dostanę odskodowanie? – zainteresował się słysząc matkę rozmawiającą z Magdą o ubezpieczeniu.

– Myślę, że tak, po to właśnie cię ubezpieczyłam. Wszystkich, nie tylko ciebie.

– To wies co? Tseba Filipowi odpalić jakiś procent, bo to on mi rękę złamał – oświadczył z całą powagą.

– Popatrz jakie to dziecko mądre – skomentowała Magda. – I nie jest pazerne, jak ty to zrobiłaś?

– Żadna moja zasługa, on tak sam z siebie – odpowiedziała matka dumna z synka.

Rozmowa toczyła się przed drzwiami mieszkania Magdy. Słysząc hałas Aldona wyjrzała na korytarz.

– Chodźcie do mnie na chwilę, chcę wam coś pokazać – powiedziała.

– Co znowu wymyśliłaś? – zainteresowała się Dorota.

– Niczego nie wymyśliłam tylko kupiłam trochę dziecięcych ubranek. Są niesamowite, takie maleńkie.

– O, to idę zobaczyć.

– Ja też – obydwie „ciotki” równocześnie skręciły od drzwi Magdy w stronę przeciwną i znalazły się u Aldony.

– Pokazuj Donico – zaczęła Dorota.

– O matko, jakie cudne – zawołała Magda. – To niemożliwe, żeby te nasze gałgany kiedyś też takie maleńkie były. Niemożliwe!

– Trudno uwierzyć, prawda?

– A Filipek był taki malutki, miał takie śmieszne włoski, taki loczek…

– Mamooo! – dał się słyszeć głos oburzonego Filipa. – Musisz obgadywać własne dziecko przed ciotkami?

– A co ty tu robisz? Domu nie masz? Poza tym ja nie obgaduję – sprostowała Magda. – Mówię jak było.

– Bo gramy w grę. I po co tak mówisz? Żeby się ze mnie śmiali i zaczęli mnie przezywać Loczek?

– Jakbyś sam takiego pomysłu nie podsunął, to nikt by na to nie wpadł – skwitowała Filipowa mama.

– Nikt przecież nie słyszał, a my nikomu nie powiemy – uspokoiła chłopca Aldona.

– Słowo, ciocia? – upewnił się.

– Słowo, możesz być spokojny.

Uspokojony wrócił do dzieci, które grały w jakąś grę podłączoną do telewizora. Kiedy rozległo się energiczne stukanie do drzwi, Linka pobiegła otworzyć. Okazało się, że to Marcin.

– Pożycz mi pięć papierów – powiedział do dziewczynki.

– Dopiero wujek pożyczał dwie rolki i już zużył? –  otworzyła szeroko oczy.

– Do pisania – parsknął śmiechem.

– Aa, takich – odpowiedziała rozbawiona.

– A ty co, nie wiesz gdzie w domu jest papier do pisania? – zawołała do męża Magda.

– Leżał na wierzchu, a teraz go nie ma – tłumaczył się.

– Bo nie leży na wierzchu tylko na swoim miejscu – odpowiedziała. – Choroba, sami bałaganiarze, wyjąć wyjmą, ale schować to już nie ma kto. Kiedy ja schowam to krzyk, że nie ma. O matko, ja z nimi nie wytrzymam. Idę do domu.

– Ja też się ruszam – podniosła się Dorota z krzesła.

– Filipku – zawołała Magda, – idź synku na podwórko.

– Nie chce mi się – krzyknął Filip z pokoju.

– Nie marudź  tylko idź. Najlepiej wszyscy idźcie na powietrze – dodała Aldona. – Niedługo zrobi się zimno i całymi dniami będziecie siedzieć w domu.

– Nie całymi – sprostowała Inka wychylając się zza drzwi od pokoiku. – Przecież do szkoły trzeba chodzić.

– No właśnie – przytaknęła Justysia. – A nie wiesz ciociu kto wymyślił prace domowe?

– Na pewno ktoś bez serca – odpowiedział Filip uprzedzając Aldonę.

– Nie kombinuj, zbieraj się na podwórko– zarządziła Magda.

– Pójdę jak zjem kurczaka – po krótkim namyśle odpowiedział.

– Ale ja go dopiero przyrządzę – Magda skierowała się w stronę wyjścia.

– Ale będę dzisiaj jadł? – upewniał się chłopiec.

– Właściwie to nie wiem – spojrzała spod oka na synka. – Kiedyś jak dzieci były niegrzeczne, nie dostawały za karę kolacji i szły spać głodne…

– Ciocia, to ty jesteś bez serca? Tak byś zrobiła własnemu dziecku? – z dezaprobatą w głosie spytała Inka.

– Nie, nigdy w życiu, nigdy – zaprzeczyła Magda.

– To dobrze, bo ktoś musiałby zgłosić na policję, że się znęcasz nad dzieckiem – oświadczyła poważnie Linka.

– Popatrz jakie to teraz jajo mądrzejsze od kury – zauważyła Dorota.

 cdn.

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści, Widocznie tak miało być. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 Responses to „Widocznie tak miało być” – 68

  1. Urszula97 pisze:

    No niestety ,dzieci teraz znajà swoje prawa, moj najstarszy wnuk zna je lepiej niż geometrię. Uwielbiam oglądać i kupować male ciuszki.Buziaki.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Może wnuk zostanie prawnikiem? Co do geometrii – rozumiem go w całej rozciągłości 🙂
      Ciuszki jeszcze masz w zasięgu ręki, moja Calineczka już spora dziewczynka 🙂 Buziaki!

  2. jotka pisze:

    No proszę, dzieciaki to mają riposty!
    mój syn kilka razy miewał wypadki z nogami, ale odszkodowania zero, w końcu zapytał : mama, po co ty mnie ubezpieczasz? a ja naiwna, nawet odwołania nie składałam…

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Dzieciaki są bezkonkurencyjne!
      Ja taka sama mądra jak Ty, wiecznie naiwna, wierząca w wolność, równość, braterstwo i dobrą wolę wszystkich… Z drugiej stron – chyba tak lepiej 🙂

  3. Pola pisze:

    Hahaha, fajne dzieciaki. I muszę to powiedzieć: ja strasznie chciałabym mieszkać blisko z taką dużą familią. Wtedy jest bardzo wesoło, dzieci mają się z kim bawić, babeczki na kawkę mogą wpadać znienacka 🙂 No super sprawa!

    • anka pisze:

      Polinko:-) Też bym tak chciała. Na Ursynowie żyliśmy taką „familią sąsiedzką” i to było wspaniałe. Nie do powtórzenia. A dzieciaki zawsze miały pomysły nie z tej ziemi 🙂

  4. Mysza w sieci pisze:

    Też zazdroszczę tej kobiecej komitywy, tego wspierania się i dzielenia radości. Moje babeczki tak czasem trudno zebrać w jednym miejscu. Co do praw, to MK dostał o nich książkę już w wieku 6 lat! Ale że jeszcze wtedy czytać nie umiał, poszła w kąt i na razie jej nie wyłowił;)) Buziaki i niech już te niemowlęce ciuszki pójdą w użycie:))

    • anka pisze:

      Myszko:-) Teraz się wszystko poplątało przez sprawy od nas niezależne. Najpierw zaraza, teraz dołączył putin i jest jak widać…
      MK niech się z prawami zapozna, nigdy nie wiadomo kiedy mu się taka wiedza przydać może. A ciuszki po 9 miesiącach przygotowań, nie da rady inaczej, hi hi hi 🙂 🙂 🙂 Buziaki!!!

Skomentuj anka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *