„Widocznie tak miało być” – 62

Wrzesień

Ponieważ wszystko ma swój kres, urlopy i zwolnienia również, Aldona postanowiła wrócić do pracy i w miarę możliwości wytrwać aż do rozwiązania. Podjęła taką decyzję, ponieważ poczuła się zdrowa, silna, wypoczęta, gotowa stanąć w szranki z całym światem. Nie bała się już nikogo i niczego. Oczywiście nie miała zamiaru szarżować, narażać na szwank zdrowia maleństwa ani własnego. Myśli o dzieciach dawały jej jednak siłę do działania. Planowała przyszłość, zakup łóżeczka, wózka i mnóstwa rzeczy niezbędnych niemowlęciu, nie przejmowała się już ani Marianem, ani Agatą. Potrafiła zapanować nawet nad tęsknotą za Sergiuszem, upchnęła ją gdzieś na dnie serca i kazała siedzieć cicho, żeby nie przeszkadzała w życiu. Dawno minął czas, kiedy męczyła ją bezustanna huśtawka nastrojów, gdy nadzieja i rezygnacja, szczęście i rozpacz, radość i smutek mieszały się ze sobą odbierając siły i chęć do życia.

Greta zamarła z wrażenia zobaczywszy koleżankę i przez chwilę stała z idiotycznym wyrazem twarzy, wreszcie wybuchnęła śmiechem.

– No coś takiego! Nie wytrzymam, ale numer! Komu dałaś bez zabezpieczenia? Ha ha, taka stara, a wrobić się dała!

Aldona wytrzymała spokojnie atak histerii, podeszła do własnego biurka, zdjęła z wierzchu nie swoje rzeczy.

– Bądź uprzejma to zabrać, nie należy do mnie. Chciałabym uprzątnąć moje biurko – powiedziała i usiadła na krześle.

Rozejrzała się po pokoju, westchnęła cicho i zajrzała pod biurko, do szafki. Bez zbędnej straty czasu wzięła się za sprzątanie swego miejsca pracy, z czym szybko się uwinęła. Zadzwonił telefon. Kasia.

– No jak tam? Przeżyłaś wejście do pokoju i spotkanie z Gretą?

– Uff, już dobrze, nie dałam się wyprowadzić z równowagi, jest ok.

– Czekaj – ściszyła Kasia głos, – ona przyleciała do pokoju obok i tam się drze, pójdę posłuchać a potem ci zdam relację.

Okazało się, że Greta z właściwym sobie wdziękiem słonia w składzie porcelany poinformowała cały wydział, każdego kto chciał słuchać i kto nie chciał, jak również wszystkich swoich znajomych, prawie znajomych i o-mało-co znajomych, że ta głupia, stara bździągwa Aldona jest w ciąży. Oczywiście nie obeszło się bez telefonu do Mariana. I cóż, zdziwionej Grecie  Marian oświadczył lodowatym tonem, że go to w ogóle nie interesuje, nie chce o tym słuchać, że jeszcze ktoś pomyśli, że on ma coś z tym problemem wspólnego. W taki oto sposób Aldona niespodziewanie dla siebie miała jeden kłopot z głowy.

Greta była niepocieszona. Nie wywołała sensacji jakiej pragnęła i nie stała się głównym ośrodkiem zainteresowania z powodu posiadanych informacji. Po cichu liczyła na jakąś formę gratyfikacji ze strony Mariana za tak niespodziewaną wiadomość, ale się zawiodła. Postanowiła jeszcze coś ugrać przekazując wieści Agacie. W tym celu zadzwoniła na domowy numer Agaty. Cóż, tu też szczęście jej nie dopisało, bowiem Agaty od dawna nie było a słuchawkę podniosła pani Mela, która wiedząc o wyjeździe – pożal się Boże – synowej przyszła sprawdzić w jakim stanie zostawiła ona mieszkanie. Niczego nie ruszała, obejrzała tylko cały bałagan, łyknęła tabletkę na obniżenie ciśnienia, które niebezpiecznie skoczyło w górę, posiedziała chwilę spokojnie i właśnie miała opuścić lokal, gdy usłyszała dzwonek telefonu. Zareagowała odruchowo. Nieznajomy kobiecy głos spytał o Agatę.

– Nie ma jej – odpowiedziała pani Mela.

– A kiedy będzie?

– Nie mam pojęcia.

– A czy mogłaby jej pani coś przekazać od Grety? – zapytał głos.

– Ależ oczywiście, natychmiast przekażę jak wróci – odpowiedziała słodziutkim tonem mając przed oczyma czerwone ostrzegawcze światełko mrugające z coraz większą intensywnością.

– To proszę powiedzieć, że osoba nas interesująca jest w ciąży.

– To znaczy kto? – spróbowała uściślić pani Mela chwytając się krzesła, by z wrażenia nie upaść.

– Aldona przecież – odpowiedział zniecierpliwiony głos.

– No tak, oczywiście, dziękuję – odpowiedziała panu Mela i odłożyła słuchawkę.

Usiadła na krześle i włączyła wszystkie szare komórki. Stwierdziła, że chyba zapadła na demencję, bo nie może poskładać w całość kawałków układanki, którą nagle dojrzała. Co tu się porobiło? Wzrok padł na telefon. Pamiętała numer do Doroty, choć w sumie nowy, więc nie jest z nią jeszcze całkiem źle.

– Dorcia, jesteś w domu? – spytała nieco drżącym głosem.

– No chyba jestem ciociu, skoro odebrałam telefon, nie sądzisz? – zaśmiała się siostrzenica.

– Ty się ze mnie nie śmiej, tylko mi tu mów jak na spowiedzi. Wszystko!

– Ale co? Jakie wszystko? – zdziwiła się Dorota.

– Wszystko co się wokół dzieje, bo zgłupiałam. Zadzwoniła jakaś Greta i powiedziała, żebym Agacie przekablowała, że Aldona jest w ciąży. Przecież wiem, ślepa nie jestem. Ale co ją to niby obchodzi? Rozumiesz coś z tego?

– Gdzie zadzwoniła? Do twojego domu?

– Nie, no co ty, skąd do mnie? Do Sergiusza. Jestem tu, bo chciałam zobaczyć na własne oczy co ta lampucera po sobie zostawiła i zadzwonił telefon. Tak się zdenerwowałam, że odebrałam i teraz nic nie wiem.

– A gdzie Monika? – zaniepokoiła się Dorota.

– Z Basią i chłopcami na Rosoła.

– Aha, no to uspokoiłaś mnie. Słuchaj ciociu, czekaj na mnie, podjadę po ciebie i o wszystkim spokojnie porozmawiamy. Dobrze się czujesz?

– Już tak, całe szczęście, że leki wzięłam wcześniej, chyba zaczęły działać. Dobrze dziecko, to czekam.

Dorota zabrała ciotkę do siebie, zmierzyła starszej pani ciśnienie, na wszelki wypadek sprawdziła czy ma jeszcze leki. Pani Mela zawsze nosiła przy sobie opakowanie, więc nie było problemu. Dorota poczuła, że przyszedł odpowiedni moment i nie pytając przyjaciółki o zdanie podjęła decyzję. Opowiedziała ciotce o perypetiach nieszczęsnej zakochanej pary z takimi szczegółami, które uznała za istotne. Tym sposobem długo skrywana tajemnica ujrzała światło dzienne w szerszym niż dotąd zakresie.

Dorota musiała odpowiedzieć na mnóstwo pytań,  bo tak niesłychane informacje z trudem docierały do zaskoczonej pani Meli. Ale kiedy wreszcie dotarły i upewniła się, że nikt jej nie wkręca, nie ma żadnej ukrytej kamery ani żadnego ”mamy cię”, wydała z siebie dziki indiański okrzyk zupełnie nie przystający do powagi wieku i zażądała, by Dorota natychmiast udała się z nią do Aldony, którą bardzo polubiła podczas wakacji. Oszołomiona reakcją ciotki nie stawiała oporu i ciągnięta za rękę ledwo za ciotką nadążyła. Starsza pani z wielkiej niecierpliwości uderzyła pięścią w drzwi windy, żeby szybciej przyjechała.

Migiem znalazły się przed sąsiednim blokiem, odprowadzone pod same drzwi klatki schodowej  zdziwionym wzrokiem bliźniaczek bawiących na podwórku, zaskoczonych, że Dorota nie odpowiedziała na ich pozdrowienie. Dziewczynki spojrzały na siebie i pędem rzuciły się za nimi przeczuwając, że dzieje się coś ciekawego i niezwykłego, i – że one nie mogą tego przegapić. Wyminęły obie kobiety, otworzyły drzwi szyfrem i dopadły mieszkania wołając matkę.

– Mamusiuuu, mamooo, gości masz!

– Jakich gości? Cicho Tina, nie szczekaj – uspokajała suczkę. – A, Dorcia, wchodź do środka, co tak stoisz?

Dopiero po chwili spostrzegła stojącą bez ruchu panią Melę. Przeniosła wzrok na przyjaciółkę i domyśliła się w czym rzecz. Najpierw się zdenerwowała, rozzłościła na Dorotę, ale trwało to jedynie mgnienie oka. Spojrzały sobie z panią Melą w oczy.

– Proszę wejść – powiedziała cicho. – Nie będziemy przecież stały na korytarzu.

– Dziewczynka? – równie cicho upewniła się przyszła babcia.

– Tak, kolejna w rodzinie – uśmiechnęła się Aldona, – same dziewczynki.

– Nawet nie wiesz dziecko, jak się cieszę – w oczach starszej pani pojawiły się łzy wzruszenia. – Dzisiejszy dzień jest tak niesamowity, że wciąż nie wiem, czy nie śnię.

– Nie śnisz, ciociu, nic a nic – przekonywała Dorota. – To wszystko wydarzyło się naprawdę. Będziesz miała drugą wnuczkę..

– Chodź, niech cię uścisnę – pani Mela wyciągnęła ramiona do Aldony, która równie wzruszona przytuliła starszą panią.

Dziewczynki obserwowały z zaciekawieniem całą scenę i coś szeptały do siebie.

– Czy to znaczy, że będziemy miały nową babcię? – spytała Inka.

– No bo przecież babcia naszej siostry powinna być też naszą babcią, inaczej będzie niesprawiedliwie – dodała Linka.

– Dajcie mi krzesło, muszę usiąść. Jak przeżyję dzisiejszy dzień, to będę żyła sto lat – powiedziała nowa babcia. – Jestem tak oszołomiona, że nie mogę dojść do siebie. Dopiero się dowiedziałam, że niedługo urodzi mi się wnuczka, a tu się okazuje, że mam już dwie całkiem duże, nowe wnusie. I nic o tym nie wiedziałam. Kilka godzin temu miałam jedną a teraz mam już właściwie cztery.

Dziewczynki chichotały rozbawione monologiem nowej babci.

– Naprawdę możemy mówić: babciu? – upewniały się.

– Naprawdę. Chodźcie do mnie, niech was uściskam, wnuczki moje.

Uściskała dziewczynki i posiedziała chwilę spokojnie, ochłonęła, napiła się wody mineralnej. Wyglądało, że całkiem  wróciła do równowagi, gdy nagle podskoczyła na krześle.

– No i co ja teraz mam zrobić?

– Ale z czym? – nie zrozumiała Dorota.

– Teraz mam zagwozdkę, czy powiedzieć Monisi? Z jednej strony bym chciała, żeby nie miała do nas żalu, że skrywałyśmy przed nią jakieś sekrety. Ale z drugiej, czy można wymagać od dziecka utrzymania takiej wiadomości w tajemnicy przed ojcem?

cdn.

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści, Widocznie tak miało być. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Widocznie tak miało być” – 62

  1. Urszula97 pisze:

    Tak cieplutko się zrobiło, to takie fajne że pani Mela zaakceptowała nowe wnuczki.Buziaki.

  2. Kasia Dudziak pisze:

    Bardzo ciekawie i wciagajaco piszesz Aniu. Milo mi sie czytalo. Z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy 🙂 Nowe dziecko to zawsze cud dla rodziny. Pozdrawiam Cie najserdeczniej

  3. jotka pisze:

    Oj, dla pani Meli tyle nowości na jeden raz, to stanowczo za wiele!
    Dobrze, że to pozytywne wieści 🙂

  4. 7 8 Krystyna pisze:

    O ciekawie się rozwija akcja. Serdeczne pozdrowienia.

    • anka pisze:

      Krysiu:-) I dla Ciebie pozdrowienia fruną, jesienne już, nie da się ukryć. Dobrze, że choć pięknie w tej chwili jest, kolorowo i słonecznie 🙂

  5. Mysza w sieci pisze:

    Nareszcie mogłam w spokoju przeczytać, no prawie w spokoju no najpierw mnie nerwy wzięły, że zawsze się takie Grety w życiu trafią. Niejedną spotkałam w firmie i najlepiej trzymać się od nich z daleka. Ale też i potem radość splynęła i cieszę się, że i dziewczynki i Aldona będą miały nową dobrą duszę przy sobie :)) Czekam na ciąg dalszy, choć Monice osobiście jeszcze bym nie mówiła – chyba, że celem jest właśnie niedotrzymanie tajemnicy ;)) Buźka!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Sama takie Grety miałam wokół stąd znam ból… W bajkach powinny być dobre zakończenia, po to one są, te bajki, żeby człowiekowi lepiej na duszy się robiło, i żeby znalazł siłę do dalszego życia i pokonywania przeciwności. Tak mi się wydaje 🙂
      Buziaki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *