Przedwiośnie nasze polskie

Wiosna już pachnie. Naprawdę. Ptaszki śpiewają, od kilku dni jakiś śpiewak przez całą noc wyśpiewuje na całe gardziołko. Kos przylatuje i siada na płocie. Mimo to śnieg jeszcze próbuje nas zasypać, lecz znika i szans już nie ma na przetrwanie. Dziś (czwartek) rano znów prószył śnieżek, drobniutkie białe kulki były widoczne na czarnym Szilusinym futerku 🙂  Widok na zewnątrz – jeśli się przez chwilę uda człowiekowi poczciwemu zatrzymać  i złapać oddech – jest jak w okresie prawdziwego polskiego przedwiośnia.  Oczywiście trzeba poszukać miejsc, w których jeszcze Natura i Przyroda pokazują się w całej przedwiosennej krasie, przygotowując siebie i nas na wybuch zieleni już niebawem, żeby było sielsko i „jak dawniej”.

… dziś rano w lasku…

… też dziś…

… wczoraj …

… tuż przy ruchliwej ulicy …

… nie widać, ale uwierzcie, że po wodzie pływają dwie kaczuszki, śliczna parka …

… psiepsioły i MS przy torach…

Po porannym wyjściu z psiepsiołąmi mam chwilę dla siebie, robię kawę, siadam w fotelu, robię ćwiczenia oddechowe, puszczam wodze fantazji i takie pół godziny szczęścia mi się po prostu należy. A kiedyś uważałam, że mi się nie należy… Dobrze, gdy człowiek się rozwija, dopuszcza do siebie różne możliwości, myśli, ogląda, wyciąga wnioski…

Kulinarnie – robiłam kotlety selerowe. Mam już wypróbowany sposób i wszyscy jedli, babcia D. i MS również.

… przygotowane do smażenia …

… usmażone…

… już na talerzu w towarzystwie smażonych ziemniaczków i modrej kapusty …

Rożki z ciasta francuskiego z jabłuszkiem lubi moja Wera, upiekłam specjalnie dla niej, ale jedli wszyscy poza Calineczką. Malutka nie bardzo lubi słodycze, woli gorzką czekoladę.

… zawsze Wera dostaje na wynos jeśli tylko kilka zostanie 🙂 …

Na śniadanie zrobiłam pyszną sałatkę w skład której weszła czerwona fasola z puszki, pokrojona czerwona cebula, tuńczyk z puszki, odrobina majonezu, sól, pieprz i czosnek. Wiem, że z puszki niezdrowe, ale czasem na szybko coś trzeba wykombinować.

…ładnie wyglądała i smaczna była …

Poza tym czekamy na termin szczepienia, jeszcze nie mamy. Chciałabym już jak najszybciej mieć to za sobą. Tym bardziej, że wirusisko szaleje nawet wśród młodych ludzi. Dopadł moich młodych sąsiadów, na szczęście już jest poza nimi. Wszystkich tych co nie wierzą w zagrożenie oprowadziłabym po szpitalu – ale pewnie powiedzieliby, że to statyści… Andrzej Piaseczny (czyli Piasek) trafił właśnie z covidem do szpitala i Wiola Kołakowska powiedziała, że udaje…. tak przeczytałam. I o czym tu mówić?  Pewna część ludzkości jest na wiedzę zaimpregnowana  i spływa ona po niej jak woda po kaczce. Nie będę podła i nie będę im życzyć, żeby doświadczyli na własnej skórze.

Nie dajcie się i trzymajcie się zdrowo!!!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie, Piaseczno. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 Responses to Przedwiośnie nasze polskie

  1. Mysza w sieci pisze:

    Ostanio do selera się przekonałam, a kiedyś tak nie lubiłam tego smaku. Zmieniamy się od strony kulinarnej i emocjonalnej też. Taki czas dla siebie i chwila oddechu są bezcenne. Czekam na tą cieplejszą wiosnę z utęsknieniem. Zdrowia Aniu i daj znać, jak już będzie termin szczepienia. Choć szczerze powiedziawszy boję się tych objawów poszczepiennych bardzo. Oby u Was wszystko było dobrze! Uściski i buziaki 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Jakoś damy radę, nie boję się żadnych specjalnych sensacji poszczepiennych, wolę je mieć za sobą. A skoro z relacji naszych Blożanek wiem, że są i jak wyglądają to po prostu trzeba przez to przejść. Jeśli mamy gwarancję, że dzięki temu unikniemy respiratora (jakby co, tfu tfu…) to naprawdę lepiej się pomęczyć przez dwa dni, a potem zacząć żyć normalnie i bez strachu spotykać się z rodziną i przyjaciółmi, wychodzić z domu.
      Selera nie lubiłam, ale po pierwszym ugotowaniu zupy z wielkim zaskoczeniem stwierdziłam, że jest smaczna. Potem surówka – też dobra się okazała. Kotlety weszły do menu na stałe, muszą by dobrze doprawione.
      Całusy!

  2. Aga pisze:

    Jadamy czasami kotlety selerowe i bardzo je lubimy, robimy do nich sos pieczarkowy. 🙂 W wyobraźni spróbowałam Twoich dań i były pyszne. 🙂 Fajnie tak zobaczyć zdjęcia z Twojego porannego spacerku. Zasługujesz na chwile czystego szczęścia, na chwile dla siebie, zasługujesz na ogrom szczęścia. <3 Coraz więcej ludzi olewa wirusa, tylu chorych, a słyszę, że to bujdy… U mnie w pracy normalnie chodzą chorzy…ile razy już były u  nas przypadki, że było chore babsko, wiedziało, że ma covida, a ukrywało. Wreszcie tak było widać, że coś jest nie tak, przyznawały się i won do domu… na dwa zacne dni… Pozostawiam bez komentarza. Ja tam mam szacunek do życia i dbam o siebie i innych. Zdrówka dla nas wszystkich, a pokonać dziada możemy, ale wspólnie. Pozdrawiam Cię piękna kobieto, przytulam bardzo mocno. :))))) <3

    • anka pisze:

      Aguniu:-) Teraz już też uważam, że zasługuję 🙂 Trochę trwało zanim to zrozumiałam… lepiej późno niż wcale 😉
      Nieodpowiedzialni ludzie przyczyniają się do zwiększania ilości śmiertelnych ofiar covida. Edyta Górniak już się popisała wcześniej swoją mądrością, teraz następna się odezwała tak, że słów szkoda. A ile takich „mądrych” chodzi po ulicach i rozsiewa wirusa to się policzyć nie da. Jeśli do tego dodać chaos i bezmyślność innych… cud, że jeszcze żyjemy. Masz rację, że sami o siebie i bliskich musimy zadbać, nikt tego za nas nie zrobi. Również Cię przytulam mocno 🙂 I trzymaj się dzielnie jak dotąd!

  3. Lucy pisze:

    Oj ta zima nie popuszcza, u nas 4 tygodnie temu prawie wiosna byla, teraz znowu lecimy na minusie…
    Ostre marcowe powietrze.
    A kulinarnie daj mi spokój, ja 10 dni o mleku i miekkich bananach zylam 😉

    • anka pisze:

      Lucy:-) Ale dlaczego o mleku i bananach? Dieta czy kuracja?
      Zapomniałam u Ciebie dodać, że zdjęcia okolicy są cudne, tyle pokazują, że nie dziwota, iż człowiek ma przyjemność i czuje się dobrze w takich okolicznościach przyrody 😉
      Buziaki!

  4. Urszula97 pisze:

    Piękne fotki zrobiłaś.Obiadek smakowity , rogale wyśmienite.Moj były współpracownik był w szpitalu z Virusem , uwierzyłem i tam jest horror.Jeszcze troche słabo rozmawiał.My też zapisani, rzekomo początek kwietnia.Chlodno i wietrznie, nic się nie chce , tyle co trzeba a sąsiad dzisiaj okna myl.Pozdrawiam

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Rozlazło się paskudztwo po świecie i ludzi wykańcza. Tyle od wojny nie było zgonów co teraz. A dochodzą jeszcze chorzy na co innego niż covid, nimi się już nikt nie przejmuje, bo nie zarażają… Odwołać operacje onkologiczne to jest skazać tych chorych na śmierć, koszmar!
      Zimno, ale wiosna kalendarzowa za chwilę to i pogoda ma obowiązek się zmienić 😉 Na to czekam. Pozdrawiam!

  5. fuscila pisze:

    To ja poproszę o przepis na zupkę i kotlety z selera! No ja tylko surówkę umiem zrobić!
    Wiosna u mnie już prawie na progu, i jezioro odmarza, łabędzie się pokazały, a z wysoka slýchać klangor żurawi!
    Serdecznosci posyłam cały worek!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Zaczynam odpowiadanie od Ciebie, bo akurat znalazłam stronę z kotletami, które zrobiłam po raz pierwszy 🙂 http://annapisze.art/?p=3090
      Natomiast na zupę selerową jest tu: http://annapisze.art/?p=2107
      Jedno i drugie polecam. Do bułki tartej możesz jeszcze dosypać przypraw, będzie ostrzejszy smak.
      Cudna jest Twoja okolica o każdej porze i podczas każdej pogody 🙂
      Uściski najserdeczniejsze!

  6. Robiłam raz takie kotlety z selera, tyle że ugotowałam go w całości i dopiero kroiłam na plastry do panierowania. Pewnie, gdy gotujesz już pokrojone, trwa to krócej?
    Pół godzinki dla siebie to już coś 🙂 Właśnie się zastanawiałam, jakie są proporcje u mnie między czasem poświęcanym na różne niezbędne czynności, a tym dla siebie. Niewątpliwie teraz, gdy nie mam obowiązków względem małych dzieci, jest o wiele wiele lepiej 🙂

    • anka pisze:

      Małgosiu:-) Lepiej ugotować w plastrach, bo i obiera się lepiej – całą bulwę zanim obiorę to się namęczę, a plasterki łatwiej, i rzeczywiście szybciej się gotuje. Najlepiej ugotuj jak planujesz także zupę, wtedy wywar do wykorzystania. I trzeba je wyjąć zanim się rozgotują. Raz się zagapiłam i były za miękkie.
      Kiedy dzieci są małe to naprawdę nie ma czasu dla siebie. Ale kiedy dorośli zapadają na demencję czy inne paskudztwo jest jeszcze gorzej. Różnica taka, że przy dzieciach jest myśl o przyszłości i radość, a w tym drugim przypadku przyszłości nie ma i radości też… No i dziecku mimo wszystko można przetłumaczyć coś i przekonać, zaś chorych nie…

  7. jotka pisze:

    Wiosna musi wreszcie zapanować, bo umyłam okna 🙂
    Teraz też jadamy lżej, sałatki, owoce, lekkie obiady i duuużo spacerów.
    Wymyślasz fantastyczne dania, jeśli nas zamkną na lockdown, to tez będę tworzyć w kuchni…
    Buziaki:-)

    • anka pisze:

      Jotuś:-) U mnie zawsze po umyciu okien pada deszcz. Taka prawidłowość 😉
      Za nic się jeszcze nie biorę, bo czuję jeszcze słabość okrutną po infekcji choć jest coraz lepiej. Ale mam pretekst, żeby odwlec… hi hi 😉
      Już nas zamknęli, mam tylko nadzieję, że nie powtórzą głupot sprzed roku, żeby ludziom sprawdzać np. zakupy czy to naprawdę było konieczne wyjście.
      Każda forma twórczości pozytywnie wpływa na twórcę, więc do dzieła Asiu 🙂
      Buziaki!

  8. koliberek pisze:

    Porobiło się z tym koronowirusem, ponowny lockdown. Też nie jesteśmy jeszcze zapisani na szczepionkę. Zobaczymy w poniedziałek mają rozszerzyć grupę 60+.
    My mieszkamy na wsi, więc zamknięci raczej nie będziemy. Wyjście na spacer lub do ogrodu będzie musiało wystarczyć.
    Głupota ludzi, którzy lekceważą zachorowania jest ogromna. Tak, warto wysłać ich do szpitala, aby zobaczyli pacjentów pod respiratorami:(
    Twoje pomysły kulinarne są bardzo ciekawe:)
    Spróbuję zrobić sałatkę z fasolą.
    Spokojnego wieczoru.

    • anka pisze:

      Koliberku:-) Lockdown najbardziej trudny jest do zniesienia gdy w mieszkaniu są małe dzieci, które energia rozpiera i nie mają jej gdzie wyładować, a rodzice muszą w tym samym czasie siedzieć przed komputerem w pracy zdalnej, a starsze rodzeństwo w szkole, też zdalnie. Jeśli jest kawałek ogródka koło domu to jak wygrany los na loterii.
      Sałatkę polecam, prosta i smaczna 🙂 Dobrego dnia!

  9. BBM pisze:

    Znowu dziś z Tobą pospacerowałam! Z dużą przyjemnością! U nas pogoda nieciekawa. Wyskoczyłam tylko po zakupy a potem już w domu , bo zimno, śnieżno i mało sympatycznie! Ucalowanka.

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Miło mi, że wybrałaś się z nami na spacer 🙂 Pogoda – zgodnie z przysłowiem: w marcu jak garncu. Wróciłam teraz z psiepsiołami i z Frankiem, który czekał pod drzwiami, sypał śnieg i równocześnie świeciło słońce. Pięknie jak w bajce. Buziaki!

  10. Pola pisze:

    Anuśko! Ty to zawsze coś niezwykłego wymyślisz, a ja chłonę te wegetariańskie przepisy całą sobą 🙂 Tych selerowych kotetów nie robiłam jeszcze, więc chętnie spróbuję 🙂
    Jarska kuchnia ma tyle smaków, a jedząc mięso nigdy, przenigdy bym ich nie spróbowała…
    Pozdrawiam Cię przedwiosennie, Pola :***

    • anka pisze:

      Polinko:-) Wypróbowane i godne polecenia – tylko takie pokazuję zgodnie z umową. Obiecałam, że będę wypróbowywać zapisane/ wycięte/ zasłyszane/ znalezione przepisy i prezentować. Tak też robię 🙂 I cieszę się, że korzyść z tego jest i dobro idzie w świat. Bo sama wiesz, że vege jedzonko daje lekkość na duszy i czyste sumienie, świadomość, że nie przyczyniasz się do cierpienia naszych tzw. braci mniejszych, które mają serca i uczucia nieraz nieporównywalnie większe od niektórych ludzi…
      Pozdrawianki serdeczne 🙂

  11. Stokrotka pisze:

    Anko – uprzedzam Cię uczciwie – że ja kiedyś w Twoje strony pojadę żeby Ci ten las ukraść :-))
    Więc pilnuj go dobrze!!!

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Daleko nie masz 🙂 A i lasek to nie las, mam nadzieję, że go szybko nie zniszczą i nie zabudują choć osiedla się zbliżają. Jedyna nadzieja, że olbrzymie „krokodyle” (jak moja babcia mówiła) stoją, czyli wielkie słupy, linie przesyłowe czy jak się to nazywa z kablami elektrycznymi, pod którymi raczej nie powinni ludzie mieszkać. Chociaż nigdy nie wiadomo. W każdym razie lasek ratował nas swoją zieloną obecnością podczas pierwszego lockdownu.
      Może gdybym odziała się białym prześcieradłem i robiła „uuuu” to bym lasek obroniła? Jak myślisz, hi hi 😉

  12. Pola pisze:

    Jak to nie ma? Przecież ja wczoraj pisałam tutaj komentarz!
    To było mniej więcej, coś takiego: Anuśko! Ty zawsze wymyślisz coś wspaniałego, a ja wegetarianka, chłonę to całą sobą. Kotletów z selera nigdy jeszcze nie robiłam, a warto, jak widzę.
    Ściskam najserdeczniej :****

    • anka pisze:

      Polu:-) Kochana, wszystko jest, tylko ja wyłączyłam Lapcia. Komentarze widać po zatwierdzeniu. Już wszystko OK. Dziękuję Ci i przytulam 🙂

  13. 7 8 Krystyna pisze:

    Przedwiośnie, przednówek czyli najcięższy okres polskiego chlopatzn nic nie rośnie, wszystko z piwnicy zjedzone i tylko czekanie na lato zostało. Pozdrawiam

    • anka pisze:

      Krysiu:-) Pamiętam z opowiadań dziadków jak trudny to był czas do przetrwania, ten okres na przednówku, ludzie po prostu głodowali.
      Serdeczności Krysiu do Ciebie moc posyłam 🙂

  14. Królowa Karo pisze:

    Ależ u Ciebie smacznie 🙂 Aż mi w brzuchu zaburczało…
    U nas dziś śnieg pada w najlepsze, ale myślę, że to po prostu zima się z nami żegna w ten sposób.

    • anka pisze:

      Karo:-) Powiem Ci, że smaczne było naprawdę 🙂
      Dziś też u nas śnieg, ponieważ jednak Panna Wiosna już formalnie dotarła to na pewno są ostatnie podrygi tegorocznej Pani Zimy 🙂

  15. dora pisze:

    Seler najlepiej smakuje mi w surowkach, z jablkiem ,,marchewką, cytryną, odzynkami np. troche pieprzu i pychota.
    Wczesniej widzialam kosy, dokarmialam ziarnami i jablkami, teraz gdzieś zniknęły.

  16. anka pisze:

    Dora:-) W surówce też mi zasmakował, a dawniej nawet zapachu nie lubiłam.
    Ptaki śpiewają jak szalone, naprawdę wiosnę czują 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *