„Cukiernia Pod Amorem” i inne kwestie

6.02.2020
„Cukierni Pod Amorem” miałam do tej pory: cz.1 – „Zajezierscy”, cz.2 – „Cieślakowie”, cz.3 – „Hryciowie”. Do tego powiązana „Podróż do miasta świateł” w dwóch częściach: 1. „Róża z Wolskich”, 2. „”Rose de Vallenrod”. Teraz dostałam 3-cią część losów Hryciów pt. „Jedna z nas”. Umknęła mi więc 2-ga. Dla wyjaśnienia – jest to cykl autorstwa Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, saga obejmująca losy kobiet głównie (ich mężczyzn trochę też), od połowy XIX wieku do współczesnych nam lat, ukazane na tle wielkich wydarzeń historycznych. Wciąga od początku, oderwać się od niej nie można i dlatego sobie „popsułam” oko, bo przecież musiałam skończyć jak zaczęłam. Na szczęście jest lepiej.

Przechodząc do następnej kwestii – usłyszałam o propozycji płacenia za wizytę u lekarza, na którą pacjent nie przyjdzie. OK, ale – czy jeśli przychodnia odwołuje albo samowolnie przesuwa termin wizyty bez konsultacji z pacjentem, to ten poszkodowany pacjent dostanie
ekwiwalent pieniężny za poniesione straty? Poza tym – do recepcji często nie daje się dodzwonić. Albo nikt nie odbiera, albo wyraźnie słychać, że pani podnosi słuchawkę i rozłącza się, albo odkłada na bok i wtedy pacjent płaci za czekanie słuchając jak jedna pani opowiada drugiej pani o randce albo o teściowej… To jak odwołać wizytę? Przyjść i powiedzieć, że się nie może przyjść? Sama odwołuję wizytę, jeśli coś się zdarzy, uważam, że tak jest w porządku. Natomiast zupełnie nie w porządku jest gdy przychodnia odwołuje wizytę i nie proponuje nowego terminu, tylko każe dzwonić – wtedy na całe tygodnie i miesiące odwleka się kolejna wizyta, można jej zwyczajnie nie doczekać. I to jest obrzydliwe lekceważenie człowieka.

W sprawie najważniejszej dla nas wszystkich, która rozstrzygnie się w maju, nie powiem nic. Szkoda mojego zdrowia, wystarczająco dawałam się ponosić emocjom w owym pamiętnym lipcu i potem długo nie mogłam dojść do siebie. Nic to nie dało, wręcz z każdym
miesiącem dzieje się coraz gorzej. Tak więc po prostu „Róbmy swoje” jak powiedział Mistrz, bez niepotrzebnego marnowania energii. Co ma być to i tak będzie… O jednym tylko wspomnę o czym przeczytałam. Jeśli córka osoby sprawującej urząd ucieka z kraju za granicę, to o czymś świadczy chyba. Też bym uciekła w takim przypadku, żeby wstydu uniknąć. W Anglii nikt się nie będzie pytał o rodziców, większość wyspiarzy w ogóle o nich nie słyszała. Tak są zapatrzeni w swoją wielkość, że nie zauważyli, iż już odpłynęła w mroki
przeszłości i po imperium zostało wspomnienie. Do zwykłego zjadacza chleba to nie dociera. A co się stanie za chwilę po brexicie? Ano to, że będą sobie w brodę pluć, kiedy się zderzą za jakiś czas z brutalną rzeczywistością. Od koleżanki mieszkającej w Niemczech wiem,
że rodacy, którzy nie będą mogli zostać w Anglii uciekają do Niemiec i Holandii,  i coraz tam trudniej o pracę w związku z tym. Ona aktualnie też szuka.

Trochę się już oswoiłam z telefonem dotykowym. Na początku to było coś strasznego. Gdziekolwiek dotknęłam przez przypadek od razu do kogoś dzwoniłam! O każdej porze dnia i nocy! Nawet gdy chciałam nad ranem wyłączyć budzik w telefonie! Straszne! No ale…
Stopniowo opanowałam podstawowe czynności, ręcznie wprowadziłam kontakty, ozdobiłam zdjęciami, nauczyłam się pisać smsy na tym nowym ustrojstwie. Nie działała poczta. No to po co mi taki duży klamot jeśli nie mogę maila dostanego przeczytać ani w  internet wejść? W kieszeni się toto nie mieści, zanim odbiorę kiedy dzwoni to cuda na kiju muszę robić, a często i tak sama rozłączę zanim uda mi się odebrać… Duży więc coś tam porobił, zresetował, skopiował kontakty ze starego telefonu, które gdzieś tam zakotwiczyły w niewiadomym miejscu, bo najpierw były, a teraz nie ma.  To znaczy pewnie są, tylko nie potrafię odnaleźć. Znów ręcznie od początku wklepywałam. No dobrze, przetrwałam chęć rzucenia tym czarnym pioruństwem o ścianę. Wytrzymałam, po pewnym czasie starałam się polubić to coś… I nareszcie poczta zaskoczyła! Jest! Pierwszy raz w telefonie odczytałam maila od Ewy! Po czym – myślałam, że jak skasuję w telefonie, to w Lapciu na poczcie zostanie! Widzicie jaki głąb komputerowy ze mnie? Zawsze to powtarzam. Na szczęście wpadłam na pomysł, jak go odzyskać. W Lapciu, nie w telefonie przecież tego dokonałam.  A potem się zdziwiłam, że w telefonie znowu jest 😉  Drugie „mądre” posunięcie – hi hi – z poczty w telefonie chciałam wysłać zdjęcie na pocztę w Lapciu!!! I zdziwiłam się, że nic z tego 🙂 Daj chłopu zegarek to go będzie kłonicą nakręcał…

Skitek do mnie mówi: cicho bądź, nie widzisz, że Franek odpoczywa?

Teraz będzie o mądrości kota. Jak wiecie, Franuś nas adoptował w charakterze rodziny zastępczej i kiedy aura nie sprzyja włóczeniu się po okolicy, a jego rodziny nie ma w domu – przychodzi do nas na przekąskę, drinka i odpoczynek. Najbardziej lubi spać w fotelu w pokoju na górze, bo mu tam nikt nie przeszkadza, czasem śpi w szafie u babci D., czasem pod stołem w swoim koszyczku wyścielonym miękkim, wełnianym szalikiem. Dziś (piszę we czwartek) przyszedł rano, nie chciał poczęstunku, od razu poszedł spać na fotel. Ja pojechałam na rehabilitację, wróciłam, jeszcze dłuższy czas spał, potem zszedł, kazał się wypuścić na zewnątrz i pobiegł za swoimi sprawami. Po obiedzie wyszłam z psiepsiołami, zimno było, wiał lodowaty wiatr, padała marznąca mżawka. Franek wyszedł z sąsiedniej uliczki. Powiedziałam: Franuś, idź do siebie i zaczekaj. Poszłam z Szilką i Skitusiem na łąkę, właściwie na mokradło, buty przemoczyłam. Wracając o mało nie padłam jak długa na wysokości Franusiowego domu, bo psiepsioły w radosnych podskokach ruszyły przed siebie po raz kolejny witać się z Franusiem siedzącym za bramą własnego podwórka. Zawsze się tak witają. Czasem ludzie widzący po raz pierwszy taka scenę przystają i patrzą z niedowierzaniem. Powiedziałam tylko: Franek, chodź z nami. Nie musiałam powtarzać. Wyprysnął jak strzała przeskakując między prętami bramy i wyprzedzając nas w podskokach pierwszy dotarł pod nasze drzwi. Tak oto całą trójkę przyprowadziłam do domu. Franek głodny nie był,. poszedł „do siebie” na fotel spać dalej:)

Jestem niczym czarna pantera…

Jestem tajemniczy…

 

Na tym zdjęciu widać jak czują się dobrze  w swoim towarzystwie 🙂

To cudne maleństwo jest nowym członkiem Franusiowej rodziny 🙂

Słodziak nad słodziaki 🙂 🙂 🙂

Zapomniałam dodać, że autorką zdjęć rudego słodziaka jest opiekunka Franusia 🙂

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 Responses to „Cukiernia Pod Amorem” i inne kwestie

  1. Magda pisze:

    Cudna ta czarna pantera i to spojrzenie spod oka 🙂
    ps – byle do maja !!

    • anka pisze:

      Magda:-) Byle, ale co potem? Kiepsko to widzę… Akurat patrzę na „występ” prezesa w Olsztynie…
      Czarna pantera jest wspaniała, fotka wyszła nieostra, ale czar spojrzenia zachowany 🙂

  2. jotka pisze:

    Byłam kiedyś na spotkaniu z panią Gutowska-Adamczyk i chyba coś z tego cyklu czytałam, ale kolejne tomy miały długie przerwy i zniecierpliwiłam się. Może kiedyś przeczytam w całości z osiedlowej biblioteki.
    Nie wiem jak to będzie z tym płaceniem, ale niektórzy twierdza, że to zmobilizuje pewnych pacjentów, którzy robią niepotrzebne kolejki.
    Dotykowy na początku też mnie wkurzał, ale później oswoiłam:-)
    Czochranki dla twoich pupili uroczych!

    • anka pisze:

      Jotko:-) Z pewnością jest grupa ludzi lekceważących wszystko i wszystkich poza własną osobą, i to przez nich są kłopoty m.in. w postaci blokowania miejsc w kolejkach do specjalistów. Ale nie wiem, czy akurat oni się tym przejmą. Jak znam życie, płacić będą biedni ludzie, którzy nie mają jak odwołać wizyt, bo są chorzy, samotni, zagubieni i nie mogą się odnaleźć w skomplikowanym świecie.
      Mam nadzieję, że pomału opanuję tajniki telefonu, na razie „prawie” – potrafię zadzwonić, odebrać, napisać sms – to mi się akurat podoba, no i wreszcie pocztę odebrałam.
      Psiepsioły wyczochrane, Franka poczochram jak przyjdzie 🙂

  3. fuscila pisze:

    Smartfona mam opanowane od kilku lat, ale na poczatku łatwo nie było. Nie wysyłam maili z telefonu, ale nie wiem dlaczego -chyba Synek zakazał. Ale blikuję w banku! Bardzo wygodne.
    Kolejki do lekarzy to … zamilcze, bo będę musiała kląć. Nawet prywatne leczenie u ordynatora nie daje żadnych gwarancji.
    A psiapsioły superanckie są. Kot też!
    Pozdrawianki!

    fuscila

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Nie klnij, bo i ja zacznę do towarzystwa. Właśnie pani odwołała moją wizytę, teraz nie wiadomo kiedy i na kiedy znowu uda się zapisać…
      Zwierzaki duszę zbolałą potrafią ukoić i oczy ucieszyć 🙂
      Buziaki 🙂

  4. Lucy pisze:

    Fajna ta trójca domowozwierzeca 😀
    Czasami mysle, zeby Mirce sprawic kota, z pewnoscia ciekawe by to bylo, ale nie jestem pewna, czy nie jest za jedynaczka. Teraz przyjezdza Trixi na kilka dni, z nia juz sie godzi i nawet kolo siebie spia.
    Smartfon dostala teraz moja prawie 77- letnia ciotka, dzwoni, odbiera i ponoc „piosenek fajnych slucha” tak wiec… niech kuzynka czeka na pierwszy rachunek 😉
    Wciagniesz sie i Ty!

    • anka pisze:

      Lucy:-) Franek sam sobie do nas przyszedł, a właściwie Szilka go znalazła pod iglakiem. Okazało się, że na szczęście ma dom i rodzinę, tylko charakter włóczykija i w domu nie usiedzi. Taki typ 🙂 Potem zaczął nas odwiedzać częściej, aż uznał za swoich i już 🙂 Skitek w domu swoim miał kotkę, więc też przyzwyczajony.
      Mirka będzie miała rozrywkę jak Trixi przyjedzie 🙂
      Zaimponowała mi Twoja ciotka, słuchać piosenek nie będę, ale resztę chciałabym opanować 🙂

  5. Urszula97 pisze:

    Tez słyszałam o tych odwołanych wizytach.Przecież muszą kasę zbierać no nie? Ja nauczyłam się komentować blogi z komórki, czasem są błędy.Z poczty wysyłam sobie zdjęcia na laptop.Niestety każda poczta ich nie przyjmuje.Lata przesylalam na interię ale od pół roku się nie da.Teraz przesyłam na Gmaila i Narazie jest ok.Zwierzyniec cudowny. W przyszłym tygodniu idziemy z kotką do veta. Już zbyt często paskudzi w domu.Pozdrawiam.

  6. anka pisze:

    Ula:-) Ze zdjęciami dziś poradziłam sobie w ten sposób, że z telefonu wysłałam Mężowi na pocztę, on przesłał na moją i dopiero wtedy wrzuciłam na blog. Uff, jakie to skomplikowane 😉 Ale się udało!
    Ściskanki 🙂

  7. Mysza w sieci pisze:

    Aniu, no nareszcie się odważyłaś! :)) Jeszcze trochę przy smartfonie się nawkurzasz, a potem się wdrożysz i będziesz zachwycona. Też długo się broniłam przed zmianą ;)) Zwierzaki cudne.. wszystkie cztery. Buźka i spokojnego weekendu!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Myślę, że pomału opanuję, ale tyle tego jest! Najgorzej było, kiedy dzwonił, a ja nie mogłam odebrać. Napis „odsłoń” sie pojawiał i zupełnie nie wiedziałam jak to zrobić! Ale trąba, hi hi 😉
      Wesołego weekendu i zdrówka dla MK!

  8. L.C pisze:

    Jeszcze się taki nie urodził coby wszystkim dogodził. I to prawda najprawdziwsza. Coś słabo w stolicy z tą służbą zdrowia (teraz mówimy – ochrona). Dlatego życzę duuuużo zdrowia, ja już się wypaliłam zawodowo. Przykro słuchać co pacjenci o nas mówią.
    Kochane psiaki i kociaki,widać że mają ciepły dobry dom.

    • anka pisze:

      L.C:-) Wysłuchują zawsze ci, którzy się starają jak najlepiej służyć ludziom. Zresztą we wszystkich zawodach, to jakaś nasza dziwna specyfika. Jak ktoś ze wszystkich sił wywiązuje się ze swych obowiązków, przykłada się i serce (także zdrowie nieraz własne) oddaje w służbie to obrywa po głowie. Krętacz, oszust, kombinator, człek bez zasad, kręgosłupa moralnego (albo z miękkim) itp. śmieje się temu pierwszemu w twarz…
      Nie słuchaj co mówią, rób swoje i masz prawo dobrze się czuć z czystym sumieniem, resztę olej po prostu.
      Głaskanki dla piesków, buziaki dla Was 🙂

  9. BBM pisze:

    Kiedyś bałam się telefonu dotykowego i nie wierzyłam, że dam radę to opanować. teraz dzwonię, robię zdjęcia, przesyłam je smsem albo na e-maila, czytam gazetę , blogi, komentuję i całkiem mi z tym wygodnie. Nie taki diabeł straszny! 😉 Ale początki straszne były, to prawda!
    Pozdrówka dla Was i Waszego zwierzyńca! :))

    • anka pisze:

      BBM:-) Najgorsze jest to, że trzymasz w ręku takie czarne coś i to coś cię nie słucha, samo robi co chce 😉 Poza tym nie mieści się w kieszeni i na spacerze z psami to jest utrudnienie. Na to już znalazłam sposób. Latem, kiedy nie ma kieszeni w letnich ciuchach, nosze „psią” torebkę, w której muszą się zmieścić chusteczki do nosa, klucze od domu, woreczki na psie kupeczki i psie kuleczki jako przegryzka i nagroda. W zeszłym roku trafiłam w Biedronce na fajną taką typu „nerka”, z miękkiego materiału, z dwiema kieszeniami. Idealnie się nadaje i na dodatek mieści się tam telefon. W Szczawnicy używałam go jako aparatu fotograficznego zanim odważyłam się do niego kartę przełożyć i zrobić z niego prawdziwy telefon, i nosiłam go właśnie w tej „nerce”. Teraz też tak robię. Przyzwyczajam się 🙂

  10. Lucia pisze:

    Sagi uwielbiam. Tę zaliczylam w części pierwszej tych 3 tomow. Potem wiele lat minęło. Czas nadrobić. Franus trochę jak nasz Figaro z Lisa co to do nas przychodził na przekąskę i pospać. Ale za to po dachach askolanskich bo on po ulicy nie chodzil. Król dachowy tak z 10 kg. Nas sobie wybral mimo dobrego domu. Bardzo mi go brakuje. Czasem przychodzi jak wpadam na Lisa. A co do sluzby zdrowia brak mi cenzuralnych słów. ** a telefon dotykowy ma wiele plusów . Należy pokochać.

  11. anka pisze:

    Lucia:-) Czyli Figaro też Was adoptował 🙂 Kocie przywiązanie jest szczególnie cenne, nikt kota nie zmusi, żeby kogoś polubił i okazywał przywiązanie. Musi sam to czuć i chcieć. Kiedy Franuś pierwszy raz wskoczył mi na kolana poczułam się jakbym dostała tytuł szlachecki od królowej Elżbiety 😉 Robi to bardzo rzadko i dlatego tak cenię jego gest 🙂 Ale co to za hrabia z Figaro, skoro nie schodzi na ziemię tylko na wysokościach przebywa 🙂
    Telefon pewnie z czasem pokocham. Na razie do starego przełożył mi Mąż kartę z Play, którą nabyłam dawno temu, żeby z Mary za darmo rozmawiać (była taka opcja z Play na Play) i tak się ratuję w chwili, kiedy coś poplączę z tym nowym.

  12. Ervi pisze:

    Z oczu Twoich kotów bije mądrość 🙂

  13. mokuren pisze:

    Jejku, ale słodkie to rude cudo!!!
    Miałam to samo z telefonem. Ciągle coś mi się włączało, nawet nie wiedziałam co dotknęłam. Z czasem nauczyłam się obsługi i przyzwyczaiłam się, ale nadal po wielu latach zdarza mi się niechcący czegos dotknąć i dzieja mi się z telefonem dziwne rzeczy 😉
    „Cukierni pod Amorem” nie znam. Lubię takie sagi, ale jak zacznę czytać, to nie mogę się oderwać aż do ostatniej strony i ostatnimi czasy staram się omijać takie lektury, bo niestety obowiązki dnia codziennego nie pozwalają :((

    • anka pisze:

      Mokuren:-) Z książkami tak właśnie mam przez całe życie odkąd nauczyłam się czytać. Jak zacznę – muszę skończyć. Dlatego sobie nadwyrężyłam oko. Już nie te czasy… a ja o tym zapominam. Przypomni mi się natychmiast jak spojrzę w lustro, albo jak mnie coś zaboli… ale ” w sercu ciągle maj ” 🙂
      Podstawy działania telefonu opanowałam, ale jak niechcący gdzieś dotknę, albo coś się „samo” włączy/wyłączy to zupełnie nie wiem co z tym fantem zrobić.
      Słodziaczek, prawda? 🙂 🙂 🙂

  14. Masz rację, trzeba robić swoje. I liczyć, że w końcu ludzie się opamiętają

    • anka pisze:

      Doroto:-) Zaczynam czuć przerażenie na myśl, że się nie opamiętają. Nie można wymagać wiedzy np. na temat logiki rozmytej od absolwenta szkoły podstawowej pracującego przy np. roztrząsaniu nawozu naturalnego na polu, dla którego jest to podstawowe zajęcie. I nie wynika to z jego złej woli, absolutnie, tylko… tak jest i nie będzie inaczej, on nie wie, że się można opamiętać, tym bardziej nie wie dlaczego powinien, skoro jemu jest dobrze…

  15. bognna pisze:

    Zwierzaki cudne:)))
    Tutaj jezeli wizyte sie odwola to zadna kara nie grozi. Jedynie kiedy sie pacjent na UMOWIONA wizyte nie stawi BEZ uprzedzenia moze byc inaczej. Wydaje mi sie to wlasciwym rozwiazaniem.
    Ale…..przez te wszystkie lata zapomnialam pojsc do kontroli tylko raz. I zadna kara mnie nie spotkala.

    • anka pisze:

      Bognna:-) Właśnie ma to być (czy będzie?) po to, żeby odwołać wizytę, zmobilizować ludzi i żeby lekarz nie czekał na próżno, w to miejsce mógłby przyjąć inną osobę. Z tego punktu widzenia pomysł jest OK. Jak wyjdzie w praktyce, skoro u nas wszystko zawsze na głowie musi stanąć? Obawiam się, że tak jak pisałam we wpisie. A może jednak nie? Czas pokaże. Ja skrzętnie notuję wszelkie daty wizyt, pilnuję, trudno, żeby było inaczej, skoro problem jest z zapisem do specjalisty mimo skierowanie z notką „cito”. Kiedy dopadła mnie grypa żołądkowa i nie dałam rady wyjść z domu, wizytę odwołałam, zapisała mnie pani na nowy termin. Rzecz w tym, że część ludzi tego nie robi, kolejki są gigantyczne na papierze, a potem się okazuje, że nie ma pacjentów. A miejsc w dalszym ciągu też nie ma.
      Namotałam, ale nie chce mi się od początku zaczynać, cała nasza rzeczywistość jest taka zamotana. Ściskam Cię serdecznie 🙂

  16. amasja pisze:

    Serii ‚Cukiernia pod Amorem’ nie znam. Nie wiem ile tomów i o jakich tytułach ją tworzy. Ale słyszałam o niej, a teraz dzięki Tobie jestem nią naprawdę zainteresowania. Ale aż boję się ją zacząć czytać bo co będzie jak popsuję sobie oczy?;-)
    Temat służby zdrowia i majowych wyborów- pominę. Jeśli zaś chodzi o techniczne nowinki to… wystarczy trochę ‚wyższej’ technologii i gubię się całkowicie;-)
    Franuś- czarne cudeńko:-) Jego swoboda przy Skitku nadaje zupełnie innego sensu powiedzeniu ‚żyją jak pies z kotem’:-) To przyjaźń w najczystszym wydaniu.
    Mały rudzielec to słodziak nad słodziaki!
    Pozdrawiam Aniu!

  17. anka pisze:

    Amasjo:-) Moje osobiste psy i koty zawsze żyły w przyjaźni, bo to chyba od ludzi zależy jak się zwierzaki zachowują. Od razu stają mi przed oczami różne sceny z ich udziałem jakie miały miejsce w domu. Niektóre są uwiecznione w powieściach, tych na blogu (pomysły dzieci są również w dużym stopniu autentyczne). Pewnie jeszcze nieraz o nich będę wspominać. Wszystkie mają swój kawałek miejsca w moim sercu na zawsze i do końca świata będą ze mną.
    Buziaki serdeczne 🙂

  18. Ewa pisze:

    Aniu, zawsze dajesz radę, więc i z telefonem będzie ok. Zwierzaki dla mnie wszystkie są przecudne, choć czasem sa paskudne (częstochowskie rymy jakoś same mi się nasuwają). O maju nawet myśleć nie chcę, bo nadziei na poprawę raczej nie mam, ale może wydarzy się coś, co odmieni twardy, pisiorski elektorat. No i postraszyłaś mnie z tą re-emigracją, bo ja chyba nigdy pracy w Krainie Deszczowców nie dostanę i wtedy nie wiem co… Będę musiała znowu do UK dojeżdżać… Przytulaski smutniutkie.

    • anka pisze:

      Ewuś:-) Z telefonem to siedem światów mam. Cuda na kiju robię, żeby zdjęcia, które chcę tu zamieścić, jakoś z telefonu przesłać dalej. Na pocztę jedną, z jednej na drugą – a one gdzieś się chowają i nie mogę znaleźć. Wreszcie znalazłam, ale nie dam rady ich ruszyć, żeby wrzucić na blog. Zwariuję albo rozwalę coś…
      Teraz to Ty się kuruj, kochana. potem będziesz się nad resztą zastanawiać. Może wszystko się obróci na dobre w odpowiednim czasie? Korzystaj z unieruchomienia i np. szlifuj język, pisz książkę, wyobrażaj sobie to co chcesz i niech Ci się zmaterializuje, bo cuda zdarzają się na świecie 🙂 I nie bądź smutna! Buziaki 🙂

Pozostaw odpowiedź Dorota z kobietytomy.pl Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *