„Widocznie tak miało być” – 24

Sergiusz miał ułożony plan działania. Kto jak nie on, kierujący się rozumem i logiką. Tylko, że ten plan mu się posypał. Może nie do końca wszystko przemyślał i wziął pod uwagę? Chciał zarobić pieniądze na rozpoczęcie budowy domu w Cięciwie. W połączeniu z oszczędnościami, które do tej pory zdołał zgromadzić, nie było to wcale nierealne. Sporo poszło na zakup działki, doprowadzenie mediów i wstępne przygotowanie miejsca pod budowę. Teraz przydałby się solidny zastrzyk gotówki na realizację marzenia.  No i właśnie kiedy już miał w głowie  konkretny projekt, chciał go pokazać Aldonie, kupił część materiałów i myślał o wylewaniu fundamentów, wspólnik przyszedł do niego z projektem zmian w firmie. Zgodził się mając głowę zaprzątniętą własnymi sprawami. A powinien się od nich oderwać i skupić na pracy. Teraz dobrze o tym wiedział, niestety, mądry Polak po szkodzie… Przystał wtedy na podżyrowanie dużego kredytu, który wspólnik wziął na swoje nazwisko tłumacząc, że większość zużyje na potrzeby firmy, aby zapewnić rozwój interesu i znaczny wzrost dochodów umożliwiający nie tylko płynną spłatę długu, ale też przynoszący zwiększoną ilość gotówki wpływającej do kieszeni pracowników w formie wynagrodzenia za pracę. Sergiusz stracił czujność, czego nie mógł sobie darować. Nie przyjmował w stosunku do siebie żadnych usprawiedliwień, choć przecież jako człowiek z gruntu uczciwy nie podejrzewał wspólnika o nieczyste intencje. Myślał, że skoro jest dwóch żyrantów, to przecież nic złego stać się nie ma prawa. Sugestie Doroty i Michała zbywał lekceważącym ruchem ręki oraz słowami, że ludziom trzeba wierzyć. Nadzieja na zwiększone dochody niosła ze sobą nadzieję na szybsze rozwiązanie problemów osobistych. Zdawał sobie dokładnie sprawę czego tak naprawdę chciała Agata. Chciała pieniędzy. Gdyby zdobył ilość zdolną zaspokoić jej zachcianki, wymógłby rozwód i zrzeczenie się opieki nad Moniką, a przynajmniej częściowe ograniczenie praw. Wiedział, że za pieniądze, za odpowiednio dużą sumę, on odzyskałby wolność zaś dziecko spokój i możliwość normalnego rozwoju w szczęśliwej rodzinie, jaką – w co nie wątpił – utworzą wspólnie z Aldoną i bliźniaczkami. I wtedy zadzwoniła Aldona twierdząc, że chce mu o czymś ważnym powiedzieć. Ale co mogło być ważniejszego niż to, żeby móc uwolnić się od niespodziewanych problemów finansowych oraz od Agaty, żeby móc zacząć żyć jak normalny człowiek.

– Cześć Sergiuszu, masz chwilę? Chciałabym się z tobą pilnie zobaczyć – powiedziała.

– Też bym chciał, ale teraz w żaden sposób nie dam rady – ostatnio prawie zawsze tak odpowiadał.

– Mam naprawdę ważną sprawę – zwrócił uwagę na dziwny ton głosu, lecz to zbagatelizował.

– Kochanie, przepraszam cię bardzo…

– Nie przepraszaj tylko słuchaj – stanowczo powiedziała Aldona. – Wiem, że masz problemy przez wspólnika. Uprzedzaliśmy cię dawno, żebyś na niego uważał…

– Daj spokój. Pozwól mi załatwić sprawy po swojemu.

– Pozwalam, pozwalam a czas ucieka…

– Zaufaj mi, proszę cię tylko o to, żebyś mi zaufała. Kocham cię, chcę być z tobą, decyzji nie zmieniłem. Chyba, że ty?

– Nie, jeszcze nie zmieniłam. Jeszcze nie.

– Nie? To czekaj na mnie. Jeszcze trochę. Nie mogę ci nic powiedzieć, nie chcę cię w to mieszać…

– Ale ja ci chcę coś powiedzieć…

– Wytrzymaj jeszcze trochę, nic nie mów.

– Ale ja chcę ci powiedzieć coś ważnego…

– Kochanie, nic nie mów, wstrzymaj się jeszcze trochę, dobrze? Pa.

– Ok – powiedziała do słuchawki, a gdy usłyszała sygnał, dodała: – nic ci więcej nie powiem, wypchaj się trocinami. Mam dość, muszę myśleć o kimś innym niż facet bez jaj.

Podjęła decyzję. Zwołała zbiórkę w swojej kuchni korzystając z tego, ze Teresa przyszła w odwiedziny po zrobieniu zakupów na bazarku. Zaparzyła świeżą herbatę, wyjęła na stół babeczki upieczone poprzedniego dnia i kazała przyjaciółkom usiąść.

– A co to za uroczystość? – Magda wróciła ze sklepiku i nie zdążyła wejść do domu przechwycona przez Aldonę na schodach.

– Dziwna jakaś jesteś, Doniczko – przyglądała jej się Danusia.

– Ona zawsze była dziwna – skomentowała Teresa.

– A ty nie? – niespodziewanie w obronie stanęła Dorota i zaraz parsknęła śmiechem. – Przecież my wszystkie jesteśmy dziwne.

– Ja tak nie uważam – odpowiedziała Magda. – Ja nie jestem dziwna tylko zmęczona. O, a Danusia na przykład…

– Co ja? – zdziwiła się wywołana. – Ja jestem zadowolona, bo wreszcie sprzedałam resztkę zalegającego towaru i zrobiło się luźno na półkach. Długo się tym luzem nie nacieszyłam, bo wyobraźcie sobie, że moja droga wspólniczka przywiozła ze stadionu do sklepu masę ciążowych ciuchów…

Aldona się zakrztusiła.

– Nie wiem kto to kupi – ciągnęła Danusia. – Cała budka znów się zapełniła. A wszystko dlatego, że dziewczyna z sąsiedniej budki jest w ciąży.

– Dobrze, że na tym stadionie można wszystko kupić i dla siebie, i Danusia do sklepu może przywieźć co my zamówimy – skomentowała Stenia.

– A tobie co? Walnąć cię w plecy? – Teresa zaoferowała Aldonie pomoc.

– Broń cię panie Boże – Aldona wzięła głęboki wdech. – Chciałam wam coś powiedzieć.

– No to mów – zniecierpliwiła się Magda.

– No to próbuję, tylko mi przeszkadzasz… Od tej chwili wszystkie moje życzenia muszą być spełnione…

Spojrzały po sobie zebrane niewiasty, zaś wyraz twarzy wszystkich bez wyjątku mówił jednoznacznie, że Aldona zwariowała.

– A to jakieś konkretne życzenie ma być? – ostrożnie spytała Danusia.

– A to niby czego miałyby one czy też ono dotyczyć? – próbowała uściślić Magda. – Mówże jaśniej kobieto, bo zmęczona jestem. Nie mam siły na łamigłówki.

– Dziewczyny! Jestem…

– Stuknięta – podpowiedziała Teresa.

– Jestem w ciąży!!! – wykrzyczała wreszcie na cały głos swoją tajemnicę.

– Kiedy, jak… – zaczęła zaskoczona Teresa.

– Co cię obchodzi kiedy? – huknęła Dorota, która od pewnego czasu miała niejasne podejrzenia. – A jak się robi dzieci to jeszcze powinnaś pamiętać. Chyba, że cię skleroza  już całkiem zaatakowała. A mówiłam nie żryj tyle smalcu!

– Idiotka – pieszczotliwie odpowiedziała pomówiona o sklerozę Teresa. – Przecież nie jadam ssaków.

– No, wreszcie wam powiedziałam – odetchnęła Aldona z ulgą. – Już nie wiedziałam jak się kryć. A życzenia musicie spełniać, bo nie wolno odmawiać ciężarnej, nie wiecie?

– O matko – jęknęła Magda, – ona nas teraz wykończy.

cdn.

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści, Widocznie tak miało być, Widocznie tak miało być. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 Responses to „Widocznie tak miało być” – 24

  1. Mysza w sieci pisze:

    Nareszcie Aldona budzi się do działania.. A cieszę się, jakby to któraś z moich koleżanek miała tak radosną wiadomość Miłego tygodnia Aniu, oby był pełen samych dobrych wieści.. Buziaki

    • anka pisze:

      Myszko:-) Cudna jesteś, taka czytelniczka to skarb prawdziwy 🙂 Dziękuję i dla Waszej trójki też wszystkiego dobrego na cały przedświąteczny tydzień 🙂 🙂 🙂

  2. mmzd pisze:

    No to się dzieje !!
    Cudowne te dziewczyny wszystkie ! 🙂

  3. jotka pisze:

    Tez to kiedyś słyszałam, że ciężarnym się nie odmawia…i trzeba spełniać zachcianki, ale to przecież w zbożnym celu 😉

  4. zamyślona pisze:

    Skończyłam czytać ten odcinek z pytaniem – I co dalej? Pisz! I nie trzymaj nas dłużej w niepewności.

  5. wodawfirmie pisze:

    Super napisane. Chcę wyrazić uznanie za Twoją pracę. Mam nadzieję, że będzie więcej takich wpisów 🙂 Po prostu super. Będę częściej zaglądał.

  6. anka pisze:

    Wodawfirmie”-) Miło, że Ci się spodobało. Zapraszam do czytania kolejnych odcinków powieści oraz zaglądania do starszych. Pozdrawiam 🙂

Pozostaw odpowiedź anka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *