„Widocznie tak miało być” – 18

    Stenia wyszła wcześniej z pracy. Mogła, ponieważ odbierała nadgodziny spędzone w terenie. Ostatnio sporo czasu spędziła na budowie osiedla pod Warszawą.  Zbliżając się do bloku spojrzała w górę i… zdrętwiała. Na dachu, w niebezpiecznej bliskości jego krawędzi zobaczyła dziecięce figurki. Pierwszą myślą było, że nie padał deszcz więc nie powinno być ślisko. Gorączkowo rozważała co zrobić. Jeśli krzyknie – dzieciaki mogą się zestresować i spaść. Nie wiedziała kiedy i jak znalazła się na trzecim piętrze. Właz na dach był otwarty. Wspięła się po metalowej drabince i wyjrzała. Jej chłopcy oraz Filip stali w pewnej – na szczęście – odległości od krawędzi i nad czymś się naradzali. Cofnęła głowę, żeby nie być widzianą i zawołała Filipa licząc na to, że jako najstarszy zareaguje najrozsądniej. Tak też się stało. Usłyszawszy wołanie chłopiec przykucnął, kazał to samo zrobić kolegom i razem przesunęli się w pobliże włazu. Zeszli po drabince na dół i tam zostali pochwyceni  przez ledwo żywą ze zdenerwowania Stenię. Nie miała nawet siły nakrzyczeć na winowajców. Po cichu powiedziała, żeby nigdy więcej tego nie robili i zaprowadziła ich na dół, do siebie. Wieczorem zbiórka została zarządzona przez Danusię poczuwającą się do winy z tej przyczyny, że mieszkała najbliżej dachu.

– Czyś ty zgłupiała? – Magda spojrzała zniesmaczona. – Jaka twoja wina może być, przecież nie było cię w domu.

– Akurat byłam ale nic nie słyszałam – tłumaczyła gospodyni. – Przecież powinnam usłyszeć jak przestawiali tę metalową drabinkę po której się wchodzi na dach.

– Mamo, ja chyba słyszałem, ale myślałem, że to robotnicy przyszli naprawiać cieknącą dziurę – Olek  wsunął głowę do kuchni. – Nie myślałem, że te smarkacze są takie głupie – spojrzał w stronę dzieci  urzędujących w dużym pokoju.

– Nie wiedziałam co mam robić, bałam się, że jak mnie zobaczą to pospadają w dół jak ulęgałki –  wzdrygnęła się Stenia.

– Ważne, że się nic nie stało i więcej tego nie zrobią, prawda chłopaki? – Bronek zrobił srogą minę i wpatrywał się w każdego po kolei.

– Coście się tak zeszły? A po mnie nie mogła która zastukać? – weszła Aldona do przedpokoju wprost na Bronka stojącego w kuchennych drzwiach.

– No co się tak na mnie patrzysz? – zdziwił się. – Ja tu mieszkam.

– Ale przebiec się po schodach w dół i w górę nie zaszkodziłoby ci w żadnym razie. Sam mówisz, że ci ruchu potrzeba.

– Tak jest, potrzeba mi ruchu i dlatego chodzę do kiosku „Ruchu” po gazety – oświadczył patrząc z góry co nie sprawiało mu trudności ponieważ posturą górował prawie nad każdym w otoczeniu, a obecne swoje otoczenie przyprawił o szeroki uśmiech. – A skoroście się tu zebrały to może ja sobie pójdę do Marcina i nie będę wam przeszkadzał.

– A idź sobie, idź, Zbój ci i tak wszystko doniesie – machnęła ręką Magda.

– Jak to? – zdziwiła się Aldona.

– Nie wiesz? Przecież Bronuś przyznał się, że wszystko wie, bo w wigilię Zbój mu opowiedział o czym rozmawiałyśmy – odpowiedziała rozweselona.

– A fe, to z ciebie taki kumpel? O wszystkim opowiadasz? To ty jesteś donosiciel – Aldona oskarżycielsko wysunęła palec w kierunku Zbója. – Wstydziłbyś się.

Zbój nie przejął się przemówieniem „ciotki” i szeroko ziewnął.

– Masz, dokładnie pokazał co myśli o twoim gderaniu – zaśmiała się Magda. – Hola, hola, panowie, nie myślcie, że wam się upiecze – zwróciła się do „dachowych turystów”, którzy próbowali zniknąć bezszelestnie sprzed oczu matek. – Kara za głupotę musi być, żeby wam coś podobnego więcej do głów nie przyszło.

– Tak jest, ciocia Magda ma rację – przytaknęła Stenia. – Macie sobie sami karę wymyślić.

Winowajcy spojrzeli na siebie, spuścili głowy udając skruszonych i zawstydzonych, i oznajmili, że muszą pomyśleć. Otrzymali limit czasu na myślenie i opuścili kuchnię.

– Pamiętacie co Maciek z Olkiem i Kubą zrobili kiedy byli młodsi? Tu u mnie w dużym pokoju? – przypomniała sobie Danusia.

– Chodzi ci o ten pożar-o-mało-co? – spytała Magda.

– O co? – zdziwiła się Aldona.

– O mało co – powtórzyła Magda.

– Właśnie to mam na myśli – skinęła głową Danusia. – Ty, Doniczko, nie pamiętasz albo ci Teresa nie opowiedziała.  Chłopcy wzięli duże szkło powiększające i zaczęli się nim bawić skupiając promienie słoneczne. Jakoś je tak skutecznie skupili, że zapaliła się gazeta na wykładzinie. Przestraszyli się, zaczęli deptać ogień butami i wybiegli na balkon z płonącą gazetą przyczepioną do butów, tam udało im się zgasić płomień. Szczęściem było, że poprzedniego dnia zdjęłam firanki z okna, bo nie udałoby się im opanować ognia. Już po wszystkim zobaczyliśmy z Bronkiem, gdzie były wypalone ślady na wykładzinie.

– Całe szczęście, że tak to się skończyło – odetchnęła Aldona.

– No, mądrale, jak wam idzie myślenie? – krzyknęła Magda w stronę pokoju.

A tam Olek rozsiadł się na podłodze i zaśpiewał „domowe przedszkole” klaszcząc w ręce. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że jako rówieśnik Maćka był najstarszy w towarzystwie młodzieży, a wzrostem już sporo przewyższał Ziutka i niewiele brakowało, by dorównał ojcu. Obok niego Filip mocował się z Jędrkiem, troszkę od niego niższym, udając japońskiego zawodnika sumo. Jędrek się wycofał, usiadł obok Olka i dołączył się do śpiewania.

– Taki kurdupel jesteś, że nie można cię zaliczyć do sumoków – powiedział Filip.

Słysząc te słowa Jędrek zmarszczył groźnie brwi, zacisnął pięści, powoli się podniósł i ruszył w stronę Filipa.

– Ale urośniesz, na pewno urośniesz – krzyknął Filip chowając się za plecami siostry.

– Hej tam! Czy wy ogłuchliście? – zawołała Magda.

– Skończył wam się czas na myślenie – dodała Stenia. – No i co? Jakie pomysły?

– Ja za karę mógłbym nie pójść do szkoły – oznajmił Filip. – Albo nawet przez cały tydzień mógłbym nie chodzić, to byłaby większa kara.

Aldona parsknęła śmiechem prosto w szklankę oblewając bluzkę herbatą.

cdn.

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści, Widocznie tak miało być, Widocznie tak miało być. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to „Widocznie tak miało być” – 18

  1. jotka pisze:

    Za pomysłami dzieciaków żaden dorosły nie nadąży.
    Kara by nie iść do szkoły tez mnie rozbawiła 🙂
    U nas kandydaci do Samorządu Uczniów wymyślili kare dla bijących się uczniów – zostawanie w szkole po lekcjach – tylko kto miałby ich pilnować? Ukarani byliby raczej nauczyciele…

    • anka pisze:

      Jotko:-) Najlepszą karą byłoby nie pójść do szkoły przez cały rok, do następnych wakacji 😉 Dzieciaki mają niezliczoną ilość pomysłów i świeże spojrzenie na świat, które niektórym przechodzi z wiekiem. Na szczęście innym zostaje 🙂
      Zostawanie po lekcjach to prawdziwa kara, tylko… jak mówisz, dla nauczycieli.

  2. Mysza w sieci pisze:

    Z tym wychodzeniem na dach to naprawdę małolaty ryzykowały. Mieszkałam w wieżowcu i znajdowali się tacy, którym wpadał do łba pomysł wyjścia na dach 12 piętrowca, rozsiadania się na krawędzi i machania nogami. Mrożące krew w żyłach. Aż strach o tym nawet myśleć..

    • anka pisze:

      Myszko:-) Akurat wchodzenie na dach było autentyczne, IV piętro! Na wczasach znowu mój Duży (wtedy jeszcze mały był) też wszedł z jakimś drugim ananasem na dach budynku po zewnętrznej drabince. Mają dzieciaki pomysły, oj mają. Z ogniskiem na środku pokoju też prawda, moi brali w tym udział bo to moje mieszkanie było… Oj, spisane tylko trochę, reszta z pamięci uciekła a szkoda. Ku przestrodze dla rodziców, że dzieci wymyślą to, co dorosłym nie przyjdzie do głów.

Pozostaw odpowiedź jotka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *