25 dzień lutego 2026

Zabieram się do pisania dokładnie tak jak sójka się wybierała za morze. W poprzedni poniedziałek była pierwszy raz pani doktor, obejrzała babcię D., która wodziła za nią przestraszonym wzrokiem i trzymała obiema rękami  koszulę na piersiach nie pozwalając w pierwszej chwili na osłuchanie. Udało się dopiero gdy trzymałam jej ręce, a MS uspokajał jak mógł. W piątek pielęgniarka przyjechała pobrać krew do badania. Wczoraj (23.II) pani doktor była po raz drugi. Na podstawie wyników badań zaordynowała leki na cielesne dolegliwości. Na inne niestety leku nie ma.

Po trzech tygodniach leżenia widać spadek jak po równi pochyłej. Nie słyszy, nie rozumie co się dzieje, czuje, że jest coś nie w porządku. Ciało nie reaguje, ale to jeszcze nic. Działa samo bez udziału mózgu, w związku z czym nic nie działa jak powinno i do wanny musimy ją wkładać nawet trzy razy w ciągu dnia… Tyle samo zmieniać piżamę (właściwie bluzki od piżamy, spodni nie zakładamy), pościel… Potrafi sobie zawartość pampersa wyjąć, wtedy trudno ją do wanny zaciągnąć z tak ubrudzonymi rękami. Potem tę zawartość znajdujemy w różnych miejscach, na łóżku, na stoliku stojącym obok łóżka… MS zamówił pajacyk dla dorosłych, zapinany z tyłu, przeznaczony dla chorych na Alzheimera z tendencją do rozbierania się. Niestety, z takim przypadkiem mamy do czynienia, babcia D. ukręca guziki, albo odpina i ściąga z siebie ubranie.  Właściwie całe nasze życie obraca się teraz wokół niej. Długo się tego nie da wytrzymać choćby  z powodu braku sił, które już nie te co 20 lat temu. Po takiej akcji z wkładaniem, myciem i wyjmowaniem z wanny osoby, która nie współpracuje a wręcz utrudnia działanie czepiając się rękami czego może (wanny, krzesła, futryny, drzwi…) ledwo dychamy oboje, choć największy ciężar dźwiga MS. A powinien się oszczędzać po złamaniu…

🐈‍⬛🐈‍⬛🐈‍⬛

Musiałam się wybrać do urzędu z powodu dowodu osobistego 😄 bo mu się kończy termin ważności i będzie niezdatny do użytku 🙂 Musiałam zrobić nowe zdjęcie, nie udało się wykorzystać starego. Cóż, nie dosyć że fotka jak z listu gończego (nie byłam przygotowana do pozowania 🙂 ), to jeszcze odciski palców pobierają! Poczułam się jak na filmie. A ponieważ zdjęcie jest tak koszmarne, że i tak nikt mnie nie pozna, to się nie przejęłam nic a nic 😄 Teraz czekam na sms kiedy dowód będę mogła odebrać.

🐈‍⬛🐈‍⬛🐈‍⬛

U Małego pojawiła się nowa lokatorka, niby tymczasowa, ale wiadomo, że od razu została obdarzona miłością i się zadomowiła. Oczywiście znaleziona i przygarnięta, jak wszystkie. Bimbuś był ze schroniska, Burbon ze Szczawnicy, sam przyszedł za Małym spod Bereśnika i został. Teraz jest śliczna sunia dwojga imion Brandy-Rumi. Dlatego dwojga, że Mały dał jej imię zgodnie z psią rodzinną tradycją na literę „B”, zaś Pańcia nazywa ją po swojemu. Niestety nie mogłam jej jeszcze w naturze zobaczyć. Gdybym miała prawo jazdy… ciągle powtarzam, że to będzie pierwsza rzecz, jaką zrobię w następnym wcieleniu w możliwie najkrótszym czasie 😄😄😄 Mobilny jest tylko MS, zaś ja przemieszczam się piechotą lub autobusem w razie konieczności, oby jak najprędzej, bo jedna osoba z babcią D. rady sobie nie da w razie kolejnej „afery”.

🐈‍⬛🐈‍⬛🐈‍⬛

Przez ostatnie dni nawet ulubionych podcastów na YT nie wysłuchuję, nie jestem w stanie skupić uwagi. Ogólnie wiem co się dzieje, lecz zmęczenie nie pozwala się w pełni angażować. Telefon jest usłużnym sprzętem, bo będąc stale pod ręką pełni rolę okna na świat, a także podrzuca sam  z siebie gotowe filmiki ze zdjęć, które mogę na kanał wrzucić. Korzystam z jego „artystycznej działalności”, bo do własnej nie mam weny. Dzięki telefonowi mogę pokazać śliczną pysiulkę 🐕

🐈‍⬛🐈‍⬛🐈‍⬛

Dziś już środa, nie wiadomo kiedy przeleciały dni. Śnieg wreszcie stopniał i choć straszą chłodem oraz mrozem, mam nadzieję, że przepowiednie się nie spełnią i będę mogła przystąpić do porządkowania ogródka. Ciekawa jestem co przetrwało te okropne mrozy, a co będzie trzeba usunąć. Oczywiście o roślinach myślę. W poprzednią zimę okryłam co się dało i nie było takiej potrzeby, bo zima okazała się lekka. Tym razem niczego nie okrywałam a zima pokazała co potrafi 🙁 W każdym razie dzień jest dłuższy i dla mnie to powód do radości. Smutno zaś mi z tego powodu, że Calineczka nie może spędzać u nas weekendu, ale przecież nie można dziecka narażać na oglądanie takich scen z jakimi mamy do czynienia kilka razy dziennie. Do końca życia miałaby koszmary 🙁 Nic to, Baśka, nic to,  widać taki los pisany i trzeba wytrzymać.

🐈‍⬛🐈‍⬛🐈‍⬛

Był Dzień Kota, stąd motyw – jakby Franek 🐈‍⬛ 😀

26-go lutego mija kolejna rocznica odkąd w 2020 przestałam jeść mięso (jeszcze tylko nad rybami się znęcam 🙁 ). 27-go z kolei rocznica rozpoczęcia życia z Bloxem. Pamiętacie jeszcze Bloxa? To było w 2017 roku, kiedy się odważyłam napisać pierwsze słowa. Ileż się od tego czasu zmieniło! A potem szaleństwo z przenosinami na inne – nie wiem – platformy? Ja wylądowałam na WordPressie dzięki Dużemu, który mnie ratował podczas tego bloxitu. Część z Was też, część na Bloggerze. Nie wyobrażam już sobie życia bez naszej blogowej rodzinki, choć teraz mam problem z normalnym, codziennym odwiedzaniem Was, lecz myśli i życzenia od Was pomagają przetrzymać tę życiową próbę.  Dziękuję za każde dobre słowo, za wszystkie przesłane życzenia i ciepłe myśli, które odczuwam całym sercem ❤️❤️❤️

Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

22 odpowiedzi na 25 dzień lutego 2026

  1. Pola pisze:

    Bardzo Wam współczuję Anuśko, takie życie, niczego nie przewidzimy…
    Życzę Wam dużo siły i fizycznej i psychicznej…
    Ściskam najmocniej, Pola :*

  2. Aniu, bardzo Wam współczuję i jednocześnie podziwiam i martwię się o Was, żebyście tej opieki nad Babcią nie przypłacili własnym zdrowiem.
    Psinka piękna i tak słodko uśmiecha się na zdjęciu. Do mojej siostry przyszedł kolejny kot i oczywiście został. To już czwarta bieda przygarnięta przez nią.
    Gratuluję Ci z całego serca obu rocznic Sama ubolewam nad tym, że przez chorobę musiałam wrócić do jedzenia mięsa, bo to jednak najlepiej przyswajalne źródło żelaza. Bloxit też przeżyłam, w 2015 roku przeniosłam się na blogera z Interii.
    Przytulam Cię mocno kochana i życzę dużo siły❤️ Trzymajcie się!

    • anka pisze:

      Anetko:-) Robimy co możemy…
      Kociak wiedział gdzie ma przyjść 🙂 Zazdroszczę siostrze kotów, naprawdę, uwielbiam te mruczące futerka, przytulające się z miłością. Dlatego jestem szczęśliwa, że Franek do nas przyszedł, a MS nie jest na niego uczulony 🙂 Mogę Franulka nosić jak kiedyś moje koty na Ursynowie.
      Zdrowie najważniejsze i do tego musisz dopasować całą resztę, tak się wydarzyło więc tak musi być. Przytulam Cię równie mocno i dziękuję kochana ❤️

  3. Urszula97 pisze:

    Nie wiem co pisać kochana, to ponad ludzkie siły I Was dwoje , siły,siły I zdrowia .Nas do opieki nad rodzicami były 4 pary małżeńskie ale takich mocnych rzeczy nie było.Trzymajcie się, tulam mocno.

  4. jotka pisze:

    Nie udała się panu Bogu starość, to chyba najlepszy cytat na tę okoliczność.
    Takie zmagania są o tyle niesprawiedliwe, że nie tylko Was wyczerpują, ale i pozostawiają w pamięci smutny obraz ostatnich lat naszych babć, dziadków, rodziców…

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Może nie tyle starość co choroby są najgorsze. Sama jesień życia może być najpiękniejszą porą, dla przyjemności, bez obowiązków, byle zdrowie na to pozwalało. Uściski ❤️

  5. BBM pisze:

    Aniu! Myślami cały czas jestem z Tobą/z Wami. Jesteście niesamowici. Życzę dużo sił fizycznych i psychicznych. Nawet nie wiem, co Ci napisać i jak wesprzeć, żeby choć odrobinę było lżej. Jeżeli dobra energia pomaga, to wysyłam jej całe pokłady.Podziwiam Cię/Was i bardzo współczuję.

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Dziękujemy za podesłanie dobrej energii, każda ilość się liczy 🙂 Nie ma co podziwiać, obowiązek trzeba spełniać i tyle. Buziaki ❤️

  6. kobieta zniewolona pisze:

    A braliście pod uwagę leki ? Może i babcia będzie więcej spała, ale nie będzie broić.
    Baaardzo współczuję!

    • anka pisze:

      Zniewolona:-) Ona teraz leży od czasu upadku. Właściwie nie rozrabia odkąd jest w pajacyku, bo kupy nie wyjmie i się nie rozbierze jak z koszuli nocnej. Jedynie zanieść trzeba do łazienki, do wanny i nakarmić, ale to akurat najmniejszy problem. Na spanie dajemy ziołowe tabletki, noc przesypia w związku z tym, zresztą z łóżka nie wstanie, splątana jest o wiele bardziej niż przedtem, już zaczęła nas mylić…
      Dziękuję i serdeczności posyłam ❤️

  7. L.C. pisze:

    Aniu KOCHANA! Przeczytałam hurtem kilka wpisów (sorry) – HORROR! Jasne, że już nie mamy tyle siły co przed kilkunastu laty, wiem to sama po sobie. Na szczęście na razie nie mamy większych problemów zdrowotnych, być może pomagają nam codzienne spacery po kilka kilometrów z naszym trenerem personalnym, czyli Berylem. Szilka i Brendy Małego są super! Głaskanki ode mnie! Pozdrawiam serdecznie Ciebie kochana siostrzyco i MS, trzymam kciuki ,cierpliwości.

    • anka pisze:

      Tereniu:-) Co poradzisz jak nic nie poradzisz… Dziękujemy za kciuki i dobre słowa ❤️
      Pieski kochane ratują nas od zwariowania, to prawda. I koty też, ale tego nie znasz, nie wiesz jakie to wspaniałe uczucie mieć przytulone mruczydełko. Berylek pewnie chciałby gonić ‍⬛ Szilunia coraz bardziej odczuwa swój wiek, kochana już staruszką psią jest. Jeszcze się trzyma, oby jak najdłużej ❤️ Buziaki kochana ❤️

  8. Ewik pisze:

    Przytulam bardzo mocno, strasznie trudne wyzwanie się Wam trafiło Aniu. Myślę serdecznie i z podziwem. Ewa

    • anka pisze:

      Ewik:-) Nie ma co podziwiać, obowiązek, z którego trzeba się wywiązać… Nikt nie obiecywał, że życie, to bajka…
      Dziękuję baaardzo i odwzajemniam przytulanie ❤️

  9. Ten pajacyk to bardzo dobry pomysł, panie w pensjonacie tak sobie z Ojczastym właśnie poradziły.
    Szkoda, że tyle się namęczyliście. Od dawna uważam, że rodzina chorego powinna dostawać dokładny podręcznik, co i jak robić, jakie są możliwości zakupu rozmaitych pomocy, o których nawet się nie wiedziało. I powinny być organizowane (przez MOPS czy coś w tym stylu) specjalne szkolenia na różne tematy związane z opieką nad chorym.

    • anka pisze:

      Małgosiu:-) Wiedzę na temat Alzheimera mam, już raz to przerabiałam. Nie było jednak takiego ekstremalnego stadium 🙁 Pajacyk to jedyne ubranie jakie można jej założyć nie bojąc się co zrobi. Zapięcie na plecach uniemożliwia rozbieranie się „do rosołu” i wyjmowanie zawartości pieluchy. Do tego nie zerwie opatrunku, bo się do niego nie dostanie. Genialny pomysł ktoś miał z takim pajacykiem. Książki mam dwie wyczerpujące temat, jedną ja kupiłam, drugą tata sam kupił, gdy zauważył, że zaczyna zapominać. Długo potrafił skrywać swoje problemy. Otoczył się toną książek na temat pamięci, rozwoju umysłu itd. (bo my z tych kochających czytanie) i studiował dopóki dał radę. Dzielny był z niego chłopak ❤️
      Uściski Małgosiu i moc serdeczności ❤️

  10. Kasia Dudziak pisze:

    Boże jak Wy się męczycie. Straszliwie przykra sprawa. Moja ciocia oddała mamę do takiego ośrodka, bo już nie dawała rady na co dzień. Jej mama non stop uciekała w nocy z mieszkania, nawet nago. Żeby nie wiem jak zamknęła drzwi to ta mama zawsze znajdowała sposób żeby się wymknąć. Raz na mróz wyszła na balkon też nago i bardzo się pochorowala. Potem robiła to samo. Martwię się o Was Aniu trzymajcie się jako z mężem. Wysyłam Wam garść ciepłe myśli.

    • anka pisze:

      Kasiu:-) Co jest z tym rozbieraniem się chorych. Ona też się rozbierze ze wszystkiego co ma na sobie. Ciekawe, że przed upadkiem zakładała na siebie kilka bluzek, kilka par spodni, a teraz się rozbiera z piżamy, z koszuli nocnej. Ratuje sytuację pajacyk, zapięcie z tyłu nie pozwala na zdjęcie go z siebie. Wcale się nie dziwię Twojej cioci, przychodzi moment, gdy opiekun nie daje rady.
      Łapię ciepłe myśli od Ciebie i przytulam Kasieńko ❤️

  11. Mo. pisze:

    To i ja się dorzucam do tych ciepłych życzeń. Przebojów z Babcią współczuję, to huśtawka i równia pochyła w jednym, ze świadomością, że przecież lepiej już nie będzie. No i żal, że Calineczka nie może przyjeżdżać na weekendy bo wyobrażam sobie jak bardzo za tym tęsknicie. Wydaje się być mądra i rezolutna ale lepiej Jej tych scen oszczędzić. Trzymam za Was kciuki, dbajcie o siebie, ściskam mocno mocno mocno!

    • anka pisze:

      Moniko:-) Dzięki za kciuki, Lucia mówi, że zawsze pomagają ❤️Jakoś trzeba sobie radzić, nie ma wyjścia, nikt nie wie jaki sam będzie na starość. Już dawno moim chłopakom powiedziałam, że jeśli zacznę mieć podobne problemy zdrowotne, to mają mnie oddać do odpowiedniego ośrodka, bo nie chcę, żeby mnie znienawidzili.
      Mo, nie mogę na bloggerze żadnego komentarza zamieścić, może tylko dziś, bo akurat miałam chwilę i próbowałam na zaprzyjaźnionych blogach, ale nic z tego.
      Tak dla wyjaśnienia. Dziękuję Ci kochana baaardzo ❤️

Skomentuj To przeczytałam Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *