„Widocznie tak miało być” – 65

Przygotowując mieszkanie, a właściwie duży pokój, na przyjęcie maleństwa, Aldona przeglądała swoje rzeczy. Sprawdzała czego mogłaby się jeszcze pozbyć, bo miejsca wciąż brakowało po rozplanowaniu gdzie stanie łóżeczko, gdzie szafeczka z ubrankami i przyborami dziecka. Wiadomo, że w początkowym okresie maleńka i jej „dobytek” zdominują całą przestrzeń. Podczas owych czynności trafiła na zeszyt ze swoimi zapiskami, które robiła, kiedy rozum zaczął się jej mącić – tak przynajmniej wtedy myślała – po powrocie Agaty. Otworzyła na chybił trafił i czytała wracając w przeszłość tak nieodległą, a wydającą się być wiekiem całym, podczas którego ona, Aldona, stała się zupełnie innym człowiekiem. 

W listopadzie –

   Kochany. Nie mogę znieść myśli, że jesteś z Agatą, oddychasz tym samym powietrzem, jesz (rakotwórcze) potrawy przygotowane jej ręką (może nawet dosypie Ci kiedyś trucizny), śpisz z nią albo obok niej, jeden diabeł – to ponad moje siły. Do tego dochodzi świadomość, że nie widzisz jej fałszu, jej gry. Nie widzisz, że wszystkie słowa i poczynania są obliczone na efekt – jeden jedyny: utrzymać Cię dla pieniędzy tak długo, jak długo się da, a potem wykończyć, gdy już nie będziesz potrzebny. Nie musi od razu posunąć się do morderstwa, o nie. Wystarczy, że zabierze Ci Biedroneczkę i nigdy więcej dziecka nie zobaczysz. Wymyślam? Może i tak, ale jestem święcie przekonana, że ona jest gotowa na wszystko, byle dopiąć swego.    Nie zrozumiesz tego, co ja czuję. Nie uwierzyłbyś w to, o czym myślę. Jesteś na to zbyt szlachetny, uczciwy, prawdomówny i prostolinijny. Nie przyjdzie Ci do głowy, że ktoś może być do tego stopnia podły i fałszywy jak ja myślę, że jest. 

W  styczniu-

   Sergiuszu, nie chcesz dać sobie pomóc. Wszystko chcesz zrobić sam, sam się upić, sam rozwiązać, sam wyjechać, sam, sam, sam! Nie chcesz pomocy, nie potrzebujesz pocieszania. Już drugi raz mi to mówisz. A może tym razem to ja potrzebuję pocieszenia bardziej niż Ty? Może nikt nie był z Tobą dla Ciebie samego, ale dla pieniędzy, albo z innych powodów. Nie wiesz, że dla mnie największą wartością jesteś Ty sam?    Każde spotkanie z Tobą, rozmowa – jest, pozostaje, żyje we mnie bardzo długo, a z każdym innym – jest gdy trwa, potem znika i nie ma nic. 

W lutym-

   Oto za drzwiami pokoju, w którym przebywam, biegają i hałasują moje dzieci. Leją wodę, bo bawią się, że jest lany poniedziałek. To istoty przeze mnie urodzone, jak to się kiedyś mówiło: kość z kości, ciało z ciała i krew z krwi mojej, ale zupełnie różne, inne, odrębne. Żyją własnym życiem i każda ma swoją duszę, swój świat myśli i uczuć.

   Oto w pokoju, w którym przebywam są jeszcze inne stworzenia: sunia śpi rozciągnięta na dywanie, na wersalce zwinięta w kłębek kotka mruczy głośno z zadowolenia, gdy na nią spojrzę. Na poduszce, na parapecie Maciuś leniwie obserwuje coś za oknem.

   Oto wreszcie ja sama. Kim jestem? Dlaczego nie potrafię już cieszyć się tym, co zostało mi dane? Jestem jakby połową siebie odkąd odkryłam, że tę drugą połowę stanowisz Ty. Nie mam jednej chwili spokoju, toczę bezustanną walkę, walkę o Ciebie ze sobą… a właściwie… przestałam ją toczyć.  Pogodziłam się z tym uczuciem, które rozpaliło się równym, mocnym płomieniem.  Z całą świadomością mogę mówić „kocham”, choć od Ciebie już tego może nie usłyszę nigdy, a może za długi, długi czas.

   Nie mogę Ci powiedzieć wielu rzeczy, o których wiem, i które mogłyby całą sytuację przedstawić Twoim oczom we właściwym świetle. Mógłbyś to potraktować jako próbę odniesienia przeze mnie zwycięstwa chwytami poniżej pasa. Nie mogę pozwolić, byś uważał mnie za gorszą niż jestem naprawdę. Sam musisz do wszystkiego dojść. Będzie trwało dłużej, będzie kosztowało wiele nas oboje, ale wreszcie kiedy pojmiesz, zrozumiesz, odczujesz sam to, o czym ja wiem teraz i już nic i nikt nie będzie w stanie nam przeszkodzić.

   W duszy toczę walkę jeszcze z czym innym, próbuję nie chcieć uczynić niczego złego. A dobrze wiem, że chciałabym. Próbuję to zwalczyć lecz za chwilę znów łapię się na uczuciu nienawiści i myślach o wszystkim, co mogłoby się jej przytrafić. Tłumię je w sobie, wmawiam, że już ich nie ma, bo nie ma prawa być, ale są, po chwili znów wyłażą i zadręczają mnie.

   Przez taki długi czas koncentrowałam się na Tobie i Tobie przesyłałam energię, dobre życzenia i myśli, żebyś był zdrowy i czuł się lepiej. Teraz nie mam już siły. Zaślepia mnie nienawiść. Do niej oczywiście. Nie mogę się tego pozbyć. Co mam zrobić? Siedzę pozornie spokojnie przy stole, wewnątrz kłębi się wszystko, co tylko człowiekowi kłębić się może w głowie.    Chcę, żeby jej się coś stało, a ja nie chcę tego chcieć! Jak to zwalczyć? Jak  rozwiązać? Co ja mam robić??? 

W  marcu-

   Kochanie, nikt nie wie, nawet Ty sam, że uratowałeś mi życie. Nawet dwa razy. W jaki sposób? Pierwszy raz po awanturze z Agatą. Zadzwoniłeś do mnie, pamiętasz? Pewnie nie pamiętasz. W sobotę, to była robocza sobota. Byłam przekonana, że nigdy się do mnie nie odezwiesz, bo może Agata ma rację, może to prawda, że ci się narzucam, choć do tej pory niczego podobnego nie zauważyłam. Usłyszałam Twój głos, a byłam do tego stopnia przerażona i zrozpaczona, że chciałam odebrać sobie życie. Przestałam myśleć o dziewczynkach, wyobrażasz sobie? Było mi wszystko jedno co się z nimi stanie! Jakby jakiś diabelski szept dyktował mi co mam zrobić. Usłyszałam Twój głos mówiący: czekaj na mnie Wiewióreczko. Wyraźnie usłyszałam. A potem zadzwoniłeś –  to był ten drugi raz – i powiedziałeś, że nic się nie zmieniło w Twoim stosunku do mnie, że wszystko się ułoży. Sam jeszcze nie wiesz jak, ale na pewno dobrze. Otrząsnęłam się i postanowiłam, że nie dam się, bez względu na wszystko żadnej głupoty więcej nie zrobię, bo życie może przynieść jeszcze wiele niespodzianek.

  Jeszcze w  marcu-

   No nie wytrzymam! Ta cholera miała czelność zadzwonić do mnie do pracy z przypomnieniem, że z Sergiuszem wolno mi się tylko przez nią kontaktować! Właściwie powinnam się odgryźć, że ktoś, kto mając męża spotyka się z gachem nie powinien zabierać głosu w pewnych sprawach. Ale tylko stwierdziłam, że się myli.    – Wcale ci nie wierzę – usłyszałam.    – A to już jest twoja sprawa – odłożyłam słuchawkę.    Dobrze, że wreszcie przestałam się bać. Muszę się wziąć w garść. Poza tym – ja nikogo nie oszukuję. 

Jeszcze w marcu-

   Słuchaj skarbie, potrzebne mi jest poczucie pewności, świadomość, że jeśli ja myślę co zrobić,  żeby się z Tobą spotkać, to Ty myślisz o tym samym. Że jeśli ja uwzględniam Cię w moich planach, w moim życiu – Ty robisz to samo. Potrzebuję partnera, a nie despoty czy księcia pozwalającego się łaskawie uwielbiać.  

A to było wcześniej, w październiku zeszłego roku–

   Z niechęcią myślę o konieczności pójścia do pracy. I w żadnym wypadku nie chodzi o wykonywanie tak zwanych czynności służbowych, bo je lubię. Lubię wchodzić rano do budynku i czuję się wspaniale dopóki nikogo nie ma. W miarę przychodzenia różnych – mówiąc delikatnie – postaci, humor mi się psuje.

   Cóż poradzę na to, że teraz z pracą kojarzy mi się cierpienie, uczucie krzywdy i poniżania. Wiem, wiem, nie powinnam już o tym myśleć, było, minęło, tylko… jak zapomnieć, że zabrano mi mój etat i sporo pieniędzy straciłam w związku z tym? Mimo, że jestem samotną matką, wdową  z dwójką dzieci na utrzymaniu? W żaden sposób nie mogę teraz związać końca z końcem. Pensji i renty starcza na opłaty świadczeń, bilety miesięczne i tydzień życia. Przez pozostałą część miesiąca staję na głowie, żeby nakarmić całą domową  gromadkę. Przecież nikomu się nie przyznam, że sama czasem zjadam jeden normalny  posiłek dziennie, bo jak patrzę na chleb z margaryną, który miałabym zjeść po raz kolejny, to mi się robi niedobrze, dostaję mdłości. Często jedynym pożywieniem jakie jadam w pracy są drożdżówki albo inne słodycze kupowane z jakiejś tam okazji przez koleżanki czy kolegów. Staram się nie patrzyć jak inni jedzą śniadanie wyjmując kanapki przyniesione z domu, albo kupują w bufecie pachnące dania w rodzaju fasolki po bretońsku, sałatki i innych smakowitości. W takiej sytuacji nieraz musiałam wstać i wyjść pod jakimś pretekstem, bo usta miałam pełne śliny.    Wszystko nic, przeżyłam. Najgorsza była sytuacja, kiedy ktoś robił uwagi.    – Mogłabyś się wreszcie przestać odchudzać, wyglądasz już jakbyś wyszła z Oświęcimia – słyszałam nie jeden raz.    – Dlaczego nie jesz? Nie masz apetytu? – wiem przecież, że to wyraz troski i wtedy bywa jeszcze trudniej.    Nikomu nie przyjdzie do głowy, że dostaję skurczy z głodu, że mam boleści,  zadają takie i podobne pytania pakując do ust kolejną kanapkę z wędliną. Widocznie niezła ze mnie aktorka. 

W kwietniu-

   Przypomniało mi się jedno z ostatnich spotkań z Sergiuszem. To nie było normalne zachowanie z jego strony. Gwałtownie zmieniał mu się nastrój. Zasypywał mnie gradem pocałunków, by zaraz ode mnie się odsunąć. Chodził szybkimi krokami jak tygrys w klatce, po czym tulił w ramionach jakby nie dał mi odejść na chwilę, żebym nie zniknęła. Wyglądał niczym tonący chwytający się brzytwy. Na koniec powiedział: wszystko będzie tak jak miało być, nikt mi w tym nie przeszkodzi.

   Raz tylko mu się wyrwało, że czuje się jak ten, co znalazł się pod wozem i ma koła na wysokości szyi.

 W  maju-

  Jak się już pamiętnikowi zwierzam, żeby nie oszaleć, to jeszcze coś mam ciekawego. Przekonałam się, że jeżeli ktoś wykonuje cały zakres obowiązków i polecenia szefa, to dostanie po głowie i dodatkową działkę do obrobienia. Naprawdę. Natomiast osoba nie wykonująca obowiązków ani poleceń jest chwalona, chodzi dumna i blada otwierając buzię na szerokość wrót od średniej wielkości stodoły, jeśli miałaby się splamić zrobieniem czegokolwiek, co nie jest związane z plotkowaniem, chichotaniem, kręceniem pupą i wrzaskami papugi próbującej zwrócić na siebie uwagę płci przeciwnej.    Co będę ukrywać, przecież wiadomo, że ostatnie uwagi dotyczą mojej ”ulubionej”  koleżanki. Greta jest po prostu koszmarna. Że też akurat do mnie musiała trafić. 

W  czerwcu

   Tereska to ma dobrze. Już nie ma żadnych szefów nad sobą, sama musi pilnować spraw, to fakt, ale wolałabym być na jej miejscu. Dziś zostałam sama na piętrze i miałam stracha. Co za głupota, od razu zaczęłam się bać. Drzwi trzaskały nie otwierając się. To przez przeciąg, wiem przecież, ale na każdy odgłos podnosiłam głowę. A potem zadzwonił telefon…

No i się skończyła bajka. Powiedziałam Sergiuszowi, że mam dość zawieszenia w powietrzu, niepewności, kombinowania, kręcenia, niezdecydowania i traktowania mnie jakbym była niedorozwinięta umysłowo i niczego nie potrafiła zrozumieć z tego, co pan i władca robi. A robi same durnoty właśnie dlatego, że nie chce nikogo słuchać. Dlatego od dziś zaczynam samodzielne życie, bez oglądania się na jakiegokolwiek faceta, bo oni zamiast mózgów mają co innego. W większości przypadków. Nie pozwolę, żeby ktoś mi chodził po głowie ani jeździł jak na łysej kobyle, czy po łysej kobyle, wszystko jedno jak to się mówi Nie pozwolę. Howgh!!! 

Jeszcze w czerwcu-

   Nic nie poradzę na to, że każdego ranka jesteś moją pierwszą myślą, a każdego wieczora – ostatnią. Tak będzie zawsze, bo myśląc o malutkiej będę myśleć jednocześnie o Tobie i to się nie zmieni. Moja miłość nie należy do uczuć, które przychodzą i odchodzą, ale jest stała aż do śmierci i dalej, bo malutka połączyła nas nierozerwalną nicią.

   Chciałabym, żebyś wiedział, że chcę być Twoim odpoczynkiem i wytchnieniem, by myśl o mojej miłości niosła Ci spokój i ukojenie, poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że w każdej chwili i sytuacji możesz na mnie liczyć. I, że masz dla kogo żyć nawet jeśli myślisz, że jest inaczej.   

Z zadumą czytała, spoglądała  z zewnątrz na siebie taką, jaką była wtedy. Sytuacja zmieniła się, ona sama się zmieniła, dorosła, dojrzała – jeśli o czymś podobnym można mówić w odniesieniu do kobiety w jej wieku.  Najpierw jawiła się z kartek istota przerażona, zastraszona, niepewna, nieszczęśliwa, nie potrafiąca znaleźć sobie miejsca w nowym układzie. Stopniowo zmieniała się w osobę pewną siebie, mimo iż na zewnątrz na korzyść nic się nie zmieniło. To ona wykonała olbrzymią pracę nad sobą, uczyła się panować nad myślami i emocjami. Dotyczyło to i spraw osobistych, i sytuacji w pracy. Patrząc z boku stwierdziła, że może być z siebie dumna. Tych kilka zapisków było streszczeniem ostatniego roku w jej życiu.

cdn.

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści, Widocznie tak miało być. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 Responses to „Widocznie tak miało być” – 65

  1. jotka pisze:

    Sama żałuję, że nie robiłam kiedyś takich zapisków, widać w nich, jak człowiek się zmienia z wiekiem i doświadczeniem
    Zachowały mi się jedynie nieliczne zapiski z dzieciństwa syna.

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Zapiski dobre i złe strony mają. Jeśli dobre chwile zapisujesz to miło do nich wrócić w pamięci, lecz jeśli te gorsze – nie da się o nich zapomnieć i wciąż uwierają. Ale może w tym rzecz, żeby przepracować wszelkie swoje sprawy tak, aby uwierać przestały?
      Z dzieciństwa naszych dzieci wszystkie wspomnienia są cenne 🙂

  2. Urszula97 pisze:

    Dobrze ze jest kolejna część bo już chcialam pisać.Powoli przyjdzie maleństwo na świat.Pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Trochę przyszło Ci czekać, przepraszam. Ale ile ja się musiałam nawalczyć z tą techniką, żeby mi się udało wstawić! Matko jedyna, co się nauczę jednej rzeczy to ona się zmienia i staje nieaktualna. Oszaleć można!
      Uściski i CiP posyłam 🙂

  3. Obserwator pisze:

    Pięknie piszesz i fajnie się to czyta. Myślę, że niejedna osoba odnajdzie tu coś ze swojej
    historii.

    • anka pisze:

      Obserwatorze:-) Dobrze obserwujesz 🙂 Z pewnością każdy z nas, ludzi, przeżywa podobne emocje na różnych etapach swego życia. Nie dotyczy to tylko psychopatów, oni uczuć nie mają, a nie daj boże, żeby się taki za politykę wziął, pociągnie za sobą tysiące ofiar….
      Pozdrawiam 🙂

  4. Stokrotka pisze:

    Jestem jestem.Ale czytać będę w kawałkach…
    Serdeczności Anko 🙂

  5. Pola pisze:

    Anuśko, nie pomyśl przypadkiem, że ja o Tobie zapomniałam. Nigdy, przenigdy! Teraz dopiero czasu trochę znalazłam aby poczytać kolejny fantastyczny „odcinek” powieści…
    Lubię je czytać, bo są takie prawdziwe… i pokazują ludzkie zachowania, dylematy i życiowe meandry…
    Dziś piszesz o zapiskach, pamiętnikach… Każdy chyba miał fazę na pamiętniki. A potem one gdzieś ginęły, nie wiadomo gdzie…
    Ściskam gorąco!

    • anka pisze:

      Polinko:-) Pamiętniki oczywiście też pisałam skrzętnie chowając je przed wszystkimi. Czego tam nie było! O miłościach, o koleżankach dobrych i złych, o nauczycielkach i ocenach. Szkoda, że się zapodziały gdzieś. Miałam nadzieję, że je znajdę, ale na razie nie ma 🙁
      Cieszę się z każdych Twoich odwiedzin. Buziaki 🙂

  6. Krystyna 78 pisze:

    Mam taką książkę o synu, wypełniałam ją jak syn dorastał. Naprawdę świetnie się czyta. Pozdrawiam

    • anka pisze:

      Krysiu:-) Świetna pamiątka rozwoju dziecka, prawda? I potem dorastania, dojrzewania, można zajrzeć i przypomnieć sobie fakty, o których by się nie pamiętało gdyby nie zostały zapisane . Buziaki 🙂

  7. zamyślona pisze:

    Cały tekst przeczytałam jednym tchem i jestem pod silnym wrażeniem, że może on dotyczyć każdej z nas – Twoich czytelniczek. To, co piszesz, to jest według mnie burza uczuć i zmaganie się z samą sobą. Moim zdaniem o uczuciach umiesz pisać wyraziście i to zarówno o tych ciepłych, serdecznych, wyrażających bliskość, jak też i o ciemnych, szarpiących i trudnych dla każdego człowieka, u którego w pewnym momencie się pojawiają. Pisz dalej. Czekam na ciąg dalszy. Serdecznie Cię pozdrawiam. Marysia.

    • anka pisze:

      Marysiu:-) Twoje zdanie ma ogromne znaczenie dla mnie, więc z całego serca Ci dziękuję za komentarz. Nikt z nas, ludzi, nie jest monolitem, nikt nie ma monopolu na dobro czy prawdę (choć niektórym tak się wydaje) i mamy prawo do burzy uczuć, przecież właśnie wtedy się rozwijamy. Rzecz w tym, żeby się nie poddawać, przetrwać, przezwyciężyć, trudne chwile i ruszać dalej w tę naszą niekończącą się podróż przez wieczność 🙂 Przytulam Cię Maryniu baaardzo serdecznie 🙂

  8. Kasia Dudziak pisze:

    Ale piekny tekst Aniu, taki emocjonalny. Bardzo realny, zyciowy. Pisz, pisz bo chce czytac dalej. Pozdrawiam Cie serdecznie

  9. Mysza w sieci pisze:

    Tak piszesz, że przeżywam te emocje razem z Aldoną. Ileż to myśli i uczuć przewija się przez zakochanego człowieka.. Zwłaszcza, gdy przeszkody na drodze do miłości. Czekam na córcię Aldony i na opamiętanie Sergiusza! :)) Miłej niedzieli Aniu i uściski dla Was!

Skomentuj zamyślona Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *