„Widocznie tak miało być” – 40

Pewnego dnia Sergiusz przyszedł do Doroty opuściwszy dobrowolne miejsce odosobnienia.

– Jak dobrze, że cię wreszcie przywiało – przywitała go siostra. – Człowieku, przecież tak nie można! Nijak się z tobą nie da skontaktować, w domu nie odbierasz, w pracy… przecież pracy w zasadzie nie ma, więc i pod tamtym telefonem cię nie ma. Co ty sobie w ogóle myślisz! Ciotka dzwoni znad morza zdenerwowana, bo nie wie co się dzieje…

Sergiusz bez ruchu stał przed drzwiami oszołomiony słowotokiem Doroty.

– … czy ty sobie wyobrażasz, że ja mam nerwy ze stali?! – nakręcała się coraz bardziej.

Sergiusz sprawiał wrażenie, iż przeogromnie żałuje decyzji, w wyniku której znalazł się akurat tutaj w tym konkretnym momencie, że właściwie to była pomyłka, że się rozmyślił i jedyne, czego teraz pragnie, to dać drapaka by znaleźć się jak najdalej od siostry, która najwyraźniej dostała ataku szału. Zrobił nawet krok w tył, lecz Dorota zorientowawszy się w zamiarach brata czym prędzej złapała go za rękaw wykazując się nadzwyczajnym  refleksem i uniemożliwiając salwowanie się ucieczką, bowiem uchwyciła go niezwykle mocno. Wciągnęła do przedpokoju i zamknęła drzwi. Nie mógł wyjść, ponieważ nowy zamek założony przez Michała uniemożliwił mu wyjście.

– Ty chyba zwariowałaś. Puść mnie – syknął z bólu, albowiem Dorota ciągnęła nie tylko za rękaw ale przy okazji uszczypnęła go mocno i ciągnęła za skórę.

– Ja zwariowałam? Ja? Ja przepadam bez wieści? Ja pozostawiam rodzinę w niepewności co do moich losów? Przeze mnie siostra dzwoni po szpitalach szukając moich zwłok?

Sergiusz osłupiał. Dotarły do niego słowa Doroty. Nigdy w życiu by nie pomyślał, że doprowadzi do podobnej sytuacji! Tak bardzo zatopił się we własnych problemach, pogrążył  w swoich przeżyciach, że przestał myśleć o reakcjach bliskich. W oczach zdenerwowanej siostry zobaczył łzy, spod których przebijały troska i przywiązanie. Miał wrażenie, że dostał w głowę tępym narzędziem, które rozbiło w pył jakąś dziwną klapkę dotąd zasłaniającą mu oczy. Wstrząsnął nim dreszcz, jakby po nagłym zerwaniu ze snu zimno poranka dotarło do każdego fragmentu i ciała fizycznego, i tego niematerialnego również. Uwolnił rękę z nienaturalnie silnego uścisku Doroty i przygarnął tę swoją zwariowaną, ale jakże kochaną siostrzyczkę.

– Dorcia, przepraszam – powiedział cicho.

– Już dobrze, już dobrze – powtórzyła. – Właściwie każdy podejrzewa innych o to, co w nim samym siedzi. A jak nie siedzi, to nie podejrzewa… Najważniejsze, że jesteś.

– Jestem – zabrzmiało jakby był zdziwiony słowem, które usłyszał wychodzące z własnych ust. – Jestem. Czuję się jakbym wrócił skądś…nie wiem skąd. Z kosmosu, albo z zaświatów.

– Wy oboje jesteście z innej planety, szkoda, że nie w tym samym czasie latacie po tym kosmosie – mruknęła ocierając łzę i wracając do równowagi.

– Nie zrozumiałem.

– Jak zwykle… Mówiłam, że do ciotki musisz zadzwonić – ostatnie zdanie wypowiedziała głośniej.

W tej chwili rozległ się dzwonek telefonu. Odebrała, rozmawiała przez chwilę po czym podała mu słuchawkę.

– Sam porozmawiaj z mamą, nie będę się za ciebie tłumaczyć.

Rozmawiali ładnych kilka minut. Matka wyraźnie go do czegoś przekonywała, on zaś z uporem nie przyjmował cudzego punktu widzenia. Po zakończeniu rozmowy ciężko westchnął.

– No i co tak wzdychasz? Trzymasz się tych swoich durnych zasad jak… jak pijany płotu – zdegustowana spojrzała na brata.

– Muszę ci przyznać rację – powiedział z opuszczoną głową. – Zawsze byłem pewien swych poglądów, podejścia do każdej  sprawy, wydawało mi się, że wszystko potrafię przewidzieć, zmierzyć, uszeregować, postawić na właściwym miejscu…

– O matko – jęknęła Dorota, – przestań już. Głupi byłeś i koniec. Wy-star-czy. Przyznałeś się sam przed sobą i jeszcze przede mną. Jesteś przez to wielki, przestań więc tak się katować. Nie oskarżaj się i nie obrażaj.

– Ja tak robię? – zdziwił się.

– A ja? Opanuj się już i nie wpadaj z jednej skrajności w drugą.

Spuścił znowu głowę i zamilkł. Dorota bez skrępowania przyglądała się temu dużemu mężczyźnie, który przypominał małego chłopczyka zagubionego w skomplikowanym świecie dorosłych, w którym słowa znaczą co innego niż uczono go od urodzenia … Ależ on jest podobny do Kajtusia kiedy tak siedzi smutny, bezradny, nieszczęśliwy… Ciekawe czemu wcześniej nie zauważyła podobieństwa. Niczego dziwnego tu nie ma, po prostu zobaczyła rodzinne podobieństwo uwidaczniające się w pewnych sytuacjach… Znowu poczuła wilgoć pod powiekami. Choroba, cóż się taka przewrażliwiona zrobiła? Rozczuliła ją bezradność bijąca z całej postaci tego wielkiego faceta, który jednocześnie jest jej kochanym braciszkiem. Nie szkodzi, że ciotecznym. Od zawsze był jej najbliższy niczym rodzony, którego nie miała. Z nim wiązały się wspomnienia z dzieciństwa, zabawy i psikusy. To on wielokrotnie krył ją przed mamą i ciotką kiedy narozrabiała, tłumaczył kiedy nakłamała. On był powiernikiem zwierzeń, wiedział o pierwszych młodzieńczych przeżyciach, pocieszał, gdy się zawiodła i wycierał łzy, którymi moczyła mu koszulkę opłakując nieodwzajemnione albo źle ulokowane uczucia, cieszył się razem z nią, gdy fruwała pod obłoki będąc chwilowo szczęśliwie zakochaną. Teraz wyraźnie przyszedł czas na zamianę ról. To ona będzie bratu ocierać łzy. No, może nie dosłownie, bardziej w przenośni.

– Dosyć staruszku, przestań się nad sobą rozczulać  – powiedziała miękko i pogładziła go po głowie jak wczoraj Kajtusia, kiedy rozbił sobie kolano na podwórku.

– Rozczulam się nad sobą? Naprawdę tak uważasz? Nie, nie – pokręcił głową. – To nie tak.

– A jak?

– Ja tylko szukam przyczyn mojej głupoty – Dorota się uśmiechnęła szeroko na te słowa, – oraz szukam wyjścia z sytuacji.

Dorota westchnęła głęboko z wielką ulgą.

– Nareszcie. Witaj w świecie żywych ludzi – powiedziała.

cdn.

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści, Widocznie tak miało być, Widocznie tak miało być. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 Responses to „Widocznie tak miało być” – 40

  1. Ervi pisze:

    Aniu pięknie <3

    • anka pisze:

      Ervi:-) Dziękuję 🙂

      • ervi pisze:

        Potrzebowałam tego 🙂

        Synek świetnie sobie poradzil 🙂 Teraz niech Synek jeszcze nam ułatwi sprawę z polem na komentarze aby można było logować się bezpośrednio z profilu a nie wpisywać wszystko w okienka xD

        • anka pisze:

          Ervi, nie mam pojęcia co zrobił i jaki jest rezultat 😉 Ale jak będzie następnym razem to mu pokażę co napisałaś 🙂
          Buziaki! Cudna jesteś!

          • Ervi pisze:

            Super…. bo nawet w czytniku mi sie nie wyświetlją komentarze od Ciebie ;/ chodzi o takie okienko jak u mnie i u Myszki

            Może to szablon?

  2. Magda pisze:

    Ania = mistrzyni CDN w najbardziej emocjonujących momentach 😉 😉 wrrrr … 😉

    • anka pisze:

      Magda:-) 🙂 🙂 🙂 tak wychodzi 🙂 🙂 🙂
      Najprzyjemniejsze dla mnie jest to, że moja czytelniczka czeka na ciąg dalszy 🙂
      Buziaki !

  3. Mysza w sieci pisze:

    Ależ czekałam na to przebudzenie Sergiusza! 🙂 Niech się chłop wreszcie otrząśnie i rusza do działania, bo mu życie i kochana kobieta uciekają.. że nie wspomnę o dziecku. Dobra i pocieszająca wiadomość na weekend 🙂

  4. jotka pisze:

    Tak często bywa, że zatopieni we własnym świecie nie myślimy o tych, którzy się martwią… nawet teraz, w dobie telefonów komórkowych, a co dopiero wówczas!

    • anka pisze:

      Jotko:-) To prawda, że czasem zaaferowani własnymi sprawami nie widzimy co się wokół dzieje. Ale popatrz, nie było komórek a spotykaliśmy się, umawialiśmy się w różnych miejscach, było normalnie. A teraz jak zapomnę komórki to mam wrażenie zagrożenia i czuję się niepewnie. Czasem mi się nawet śni, że nie mogę zadzwonić bo sobie nie radzę z telefonem, nie pamiętam numerów, nie mam ładowarki…

      • jotka pisze:

        A widzisz, a mnie się zdarza wyjść bez telefonu i jeszcze nie czuje zagrożenia;-)

        • anka pisze:

          To jesteś na wyższym poziomie niż ja 😉 Odkąd Skitek cierpi na padaczkę boję się, że dostanie ataku kiedy nie wezmę telefonu i nie będę miała jak Męża na pomoc zawołać.

  5. Krystyna 7.8 pisze:

    Myśląc o swojej codzienności tzn o swoich drobnych, licznych problemach nie widzimy innych. Tak to już jest.

  6. skowronpisze pisze:

    Podobała mi się ta opowieść, taka ludzka i życiowa. Samemu po głowie chodzą mi podobne rzeczy. W mojej niewydanej jeszcze powieści opiewam głównie relację dwóch braci. Póki co zamierzam przedstawić jednego z nich w takich właśnie jak Twoje fragmentach…
    Pozdrawiam

    • anka pisze:

      Piotrze:-) Super! Z przyjemnością będę czytać 🙂 Ja publikuję tu całą powieść w odcinkach. Zresztą są tu wszystkie moje dotychczasowe dyrdymałki, bo obawiałam się, że umrą wraz ze mną, a tak – przynajmniej będą sobie żyły 🙂
      Mój blog na Bloxie taki właśnie miał podtytuł – …takie sobie dyrdymałki…
      Pozdrowienia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *