„Widocznie tak miało być” – 27

  Po powrocie do domu zastanawiała się nad słowami Grety. Zbyt dobrze już poznała naturę tej kobiety, żeby móc pozbyć się obaw. Wiedziała, że oto zaczyna się ciężki etap życia. Agata dotarłszy raz do źródła informacji jakim jest Greta z pewnością nie odpuści. Aldona będzie śledzona przez dzień cały, nie wyjdzie do toalety, żeby Greta nie odnotowała tego faktu. Nawet nie dla korzyści lecz  z  prostej przyjemności jaką znajdowała w dokuczaniu koleżance. Ot, taki typ człowieka gotowy zawsze siać niezgodę, kwitnący wśród kłótni, intryg, kłamstw i oszustw, taki co nie zawaha się przed niczym. Nawet przed zagarnięciem cudzego – jeśli jej się tak spodoba – nie cofnie się. Oj, trudno będzie. Jednak ona, Aldona, ma atut, o którym nie wiedzą te dwie harpie. Jest przezeń silna, odporna, odważna jak lwica broniąca młodych. I ma przed sobą perspektywę, zaplanowaną przyszłość, więc może być zupełnie spokojna. A na razie ma do załatwienia ważniejszą sprawę.

Po powrocie z pracy poszła do Doroty. Przyjaciółka otworzyła drzwi „udekorowana” ogromnym siniakiem otaczającym oko.

– Matko jedyna, co ci się stało? Kto ci oko podbił? – krzyknęła Aldona.

– Alkohol … – zaczęła Dorota.

– Alkohol ci oko podbił? – zdziwiła się Aldona.

– Alkohol szkodzi…

– Przecież wiadomo, że tak. W nadmiarze oczywiście. Ale co ma wspólnego z twoim okiem? Upiłaś się? A może Michał się upił i ci przyłożył?

– Chyba zidiociałaś na amen – obruszyła się Dorota. – Żeby Michała o coś takiego posądzać to trzeba rozumu za grosz nie mieć.

– No wiesz, alkohol rozum odbiera, rzecz udowodniona…

Rozległ się kolejny dzwonek i do mieszkania wpakowała się Teresa.

– Oo, co ci się stało? – wyraziła zdziwienie o takiej sile natężenia jaką przed chwilą zaprezentowała Aldona.

– Druga mądra – odburknęła gospodyni. – Jednej próbuję wytłumaczyć… ale ona w ciąży, to nie rozumie, bo rozum dziecku użyczyła, żeby się dobrze rozwijało…

– Doniczka, co jej się stało? Ty coś rozumiesz?

– Obawiam się, że nie tylko w oko dostała, ale również poniosła dużą szkodę na umyśle – westchnęła Aldona ledwo powstrzymując głośny wybuch śmiechu. – Ciekawe co jej tak rozum uszkodziło…

– Idiotki kompletne, obydwie – huknęła Dorota. – Usiłuję wam powiedzieć, tylko mi przerywacie, że alkohol szkodzi. Spróbuj się odezwać – spojrzała groźnie na Teresę już otwierającą usta, żeby coś wtrącić. – Wczoraj mieliśmy z Michałem taką swoją rocznicę. Poszłam po szampana schowanego na balkonie, na samym końcu, akurat zimno było, to mógł tam stać. Schylając się po niego rąbnęłam twarzą w pałąk, na którym zaczepiam linki, kiedy wieszam pranie. Ot i tyle.

– No wiesz co, stwierdzam, że w twoim przypadku alkohol szkodzi nawet zamknięty w butelce – oświadczyła Aldona

Weszły wreszcie do pokoju. Dorota postawiła na stoliku dzbanek z herbatą i szarlotkę.

– No nie, nie powinnaś stawiać przede mną słodyczy, bo niedługo będę grubsza od wieloryba. I jak ukryję swój stan w pracy?

– To nie jedz, ćwicz silną wolę – Dorota nie okazała ani grama litości.

– Przyszło nam żyć w bardzo ciekawych czasach – westchnęła Teresa.

– Zdecydowanie wolałabym nudniejsze  – stanowczo stwierdziła Aldona. – Naprawdę marzę o ciszy, spokoju, o świecie pozbawionym  agresji, nienawiści, wojen…

– Utopia. Ale pomarzyć dobra rzecz – skinęła głową Dorota. – Ludzkość od wieków walczy o pokój i co z tego?

– Właśnie – wtrąciła Aldona, – walczy. A gdyby pokój zwyczajnie sam ogarnął świat i nad nim zapanował? Rozpostarłby się, rozprzestrzenił jak mgła nad ranem…

– Gadasz jakby tobie mgła się rozprzestrzeniła w mózgu – popukała się palcem w czoło Teresa.

– Jeszcze się taki nie urodził co wszystkim by dogodził – Dorota spojrzała na Teresę. – A ty nie pukaj się w czoło, bo się okaże, że tam pusto. Jedni chcą spokoju, inni do życia muszą mieć zamęt wokół.

– O to, to, jak ta nieszczęsna Greta z mojej pracy – stwierdziła Aldona.

– Raczej ty jesteś nieszczęsna, że musisz z taką lampucerą siedzieć w pokoju. Ona jest chyba zadowolona – skomentowała Teresa.

– Ona nigdy nie jest zadowolona. Chyba jak do tego stopnia namiesza, że już nikt nie wie o co chodzi, wtedy przez chwilę może tak. Niesamowita jest zdolność z jaką kłamie. Na przykład przez telefon opowiadała jakiejś swojej psiapsiółce, że gotowała zupę pomidorową, ze szczegółami opowiadała, co po czym wrzucała, ile czego i na jak długo. W chwilę potem zadzwoniła do innej i opowieść się powtórzyła, tyle, że główną rolę grała zupa ogórkowa.

– Widocznie jest z gatunku tych, co prawdę powiedzą tylko jak się pomylą – z politowaniem skinęła głową Teresa.

– Biedny jest taki człowiek – powiedziała Dorota. – Mam wrażenie, na podstawie twoich relacji oczywiście, przecież osobiście jej nie znam, że krótkotrwałe przyjemności przedkłada nad wszystko inne, wybiera szybkie, nietrwałe rozwiązania problemów, które na dłuższą metę niczego nie załatwiają…

– No i ty, Doniczko, chcesz pokoju na całym świecie mając w pobliżu  takie jednostki jak moja bratowa, twoja Greta, czy Marian – wtrąciła Teresa.

– Nie moja, nie moja – Aldona wyciągnęła przed siebie ręce jakby w geście obrony.

– W sensie koleżanka, przecież nie ja z nią siedzę biurko w biurko – wyjaśniła Dorota.

– Nie patrz na nią, bo ci się brzydkie dziecko urodzi  – poradziła Teresa.

– O właśnie, postaw sobie jakiś ładny widoczek, żebyś się na cholerę nie zapatrzyła – zgodziła się Dorota z przedmówczynią. – Przynajmniej będę miała ładną bratanicę.

– Nie może być spokoju na całym świecie, to niech chociaż w Europie będzie, a cholery niech za morza idą – skrzywiła się Teresa.

– Akurat, bo ktoś ich tam potrzebuje – odpowiednią mimiką twarzy Dorota wyraziła dezaprobatę dla wszystkich choler na świecie.

– Ale poważnie, niech na tym naszym starym kontynencie  wreszcie zapanuje spokój. Tyle się tu działo przez ostatnie dwa tysiące lat, że wystarczy, znudziło mi się…- westchnęła Aldona.

– Popatrz Tereniu – Dorota porozumiewawczo trąciła przyjaciółkę, – nieźle się trzyma jak na dwa tysiące lat…

– No, i jeszcze dziecko będzie miała…

– Zarobicie, obydwie zarobicie zaraz, jędze jedne – pogroziła Aldona.

Aza, która właśnie zakończyła drzemkę, przeciągnęła się i była gotowa na jakieś atrakcje. Położyła przednie łapy na ramionach pani usiłując ją polizać po twarzy.

– A idźże ty paskudo, rzuć się na ciotki bo one się mnie czepiają.

Aza po namyśle „rzuciła się” na „ciotki” ze szczekaniem w pysku i miłością w oczach jak to określiły Stokrotki, które przyszły po matkę w towarzystwie chłopców Doroty. Za nimi pojawił się Michał, dziś wypadała jego kolej przyprowadzenia całego towarzystwa z zajęć na basenie.

Kajtuś podkradł się do Teresy i zaczął ją łaskotać. A ona nic.

– Ciocia, nie mas  gilgotek?

– Nie mam.

– To ty jesteś jakaś wybrakowana ciocia – stwierdził rozczarowany i zwrócił się do matki. – Mama, zrobis prośne kulki?

– Zrobię Kajtusiu, zrobię.

– A sypko zrobis?

– Jak ciocie pójdą do domu.

– No to jus sobie idźcie – Kajtuś ze zniecierpliwieniem spoglądał na gości.

– Nie lubisz nas Kajtusiu, że tak nas wyrzucasz? – droczyła się Aldona.

– Lubię, nie wyzucam, tylko chcę, zeby mama zrobiła prośne kulki – sprostował.

– A co to takiego?

– Kulki z kaszy jaglanej utytłane w czekoladzie – wyjaśniła Dorota.

– Utytłane? Czemu prośne?

– No, obtoczone. Co wy obie dzisiaj jakieś tępe jesteście, niczego nie rozumiecie. Prośne, bo kasza jaglana jest z prosa, prośte, tfu, proste chyba.

– Ciocia, ty za wolno dzisiaj myślis – Kajtuś z dezaprobatą spojrzał na Teresę.

– A ty za szybko, uważaj, żebyś się nie spocił – Linka stanęła w obronie Teresy, która dusiła się ze śmiechu.

Aldona wyjęła z torebki paczkę cukierków.

– Poczęstujesz się Kajtusiu?

Spojrzał na paczuszkę i skrzywił buzię jakby się napił soku z cytryny.

– One scypią w język, są niedobre. Wies co? Pocęstuj kogoś, kogo nie lubimy, niech jego poscypie.

– Och ty, mądralo – roześmiała się. – Nawet chętnie bym poczęstowała taką jedną… No dobrze, trzeba iść. Kajtusiu, masz nowy zegarek. Możesz powiedzieć, która godzina?

– Nie mogę ci powiedzieć, bo mi się zegarek zuzywa – odpowiedział poważnie.

– Jędrek, a ty ruszże się wreszcie z tego przedpokoju – zawołała Dorota do starszego syna. – Siedzisz w jednej pozycji i nic nie robisz.

– Wcale nie – oburzył się. – Przedtem zmieniałem jedną skarpetkę,  a teraz zmieniam drugą.

– Ciociu, – z kuchni zawołała Inka. – Aza zeżarła gazetę!

– Pewnie jej się artykuł nie podobał – mruknęła Dorota. – Gazeta to nic. Dwa dni temu otworzyła drzwi do kuchni, zeżarła ciasto i pół koszyka pomidorów. Czego już nie dała rady, pomieszała i rozniosła po pokoju.

– O matko jedyna! – krzyknęła nagle Aldona. – Nigdzie nie idę. Przecież przyszłam do ciebie z konkretną sprawą. Ważną na dodatek. Tak mnie zagadaliście wszyscy razem, że zupełnie mi wyszło z głowy.

– Co ci wysło, ciocia? Wsy? – zainteresował się Kajtuś.

– Nie gadaj głupot – wtrącił się  Bartuś. – Ciocia nie chodzi do szkoły, to skąd miałaby mieć wszy? Wszy się przynosi ze szkoły.

– Albo z psedskola – uściślił Kajtuś.

– No to mów, bo przecież muszę te kulki zrobić – Dorota podniosła się z krzesła.

– Wiesz co, chodźmy do kuchni i rób te kulki, popatrzę przy okazji jak to się robi – powiedziała Aldona.

– Dobrze, że już zrobiłaś miejsce, ja też się zmieszczę – Teresa cofnęła się z przedpokoju. – Myślicie, że będziecie jakieś sekrety ukrywać przede mną? Figa!

– Chodź, chodź, może co mądrego wymyślisz, bo to nie są żarty. Słuchajcie, od dziewczynek się dowiedziałam, że Agata chce Monisię gdzieś wywieźć, do jakiejś ciotki czy kogoś, żeby jej nie przeszkadzała.

– A to takie buty – gwizdnęła Dorota. – I w ten sposób chce wywrzeć nacisk na mojego brata. A to cholera jedna.

Do kuchni wcisnął się Kajtuś.

– Mama, co to są skini?

– A cholera wie – odpowiedziała Dorota nie słuchając dziecka zajęta innymi myślami.

– A babcia wie – stwierdził Kajtuś. – Cy babcia jest cholera?

– Uciekaj mi stąd, ale już – machnęła Dorota ścierką w stronę synka. – Ja muszę pomyśleć w spokoju. Już cię tu nie ma.

Kajtuś zmył się natychmiast w obawie przed ścierką.

– A coś konkretniejszego wiesz? – spytała Teresa.

– Nie, skąd. Tyle wiem od dziewczynek, a one od Moniki.

– Michał! – zawołała Dorota. – Chodź tu szybko!

cdn.

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści, Widocznie tak miało być, Widocznie tak miało być. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 Responses to „Widocznie tak miało być” – 27

  1. Urszula97 pisze:

    Ale się namieszalo.Atmosfera nieprzyjemna. Dzieciaki podsłuchują.Kolezenstwo jest wspaniałe. Same psiapsiulki tam mieszkają. One już coś wymyślą.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Dzieciaki z reguły maja „długie uszy”, swoich chłopaków pamiętam jak ukryci za fotelem, pod stołem czy za krzakiem orzecha w Tenczynku starali się uchwycić jak najwięcej wieści ze świata dorosłych. Czasem jednak to się przydaje i może pomóc w trudnej sytuacji.

  2. jotka pisze:

    Dziś Kajtuś skradł show, jak to mówią:-)

  3. jotka pisze:

    Dzisiaj Kajtek skradł show 🙂

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Dzieciaki są najcudowniejsze 🙂
      Oczywiście jeśli dorośli nie zabiją w nich samodzielności, poczucia własnej wartości i nie wpędzą w kompleksy.

  4. Mysza w sieci pisze:

    Nie mogę powiedzieć bo mi się zegarek zużywa :))) Przejmuję to! A z tym szampanem, to myślałam, że korek w oko wystrzelił.. ;))

    • anka pisze:

      Myszko:-) Hi hi, dzieciaki są nie do podrobienia, coś wiesz o tym, prawda? Specjalne uściski dla MK, buziaki 🙂

Pozostaw odpowiedź Urszula97 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *