Opowieść Marianny 13

W domu – istne szaleństwo. Chłopcy krzyczeli, biegali po całym mieszkaniu i skakali na wersalce, żeby uczcić powrót. Jacuś wprawdzie co jakiś czas przypominał sobie Urwisa i pochlipywał, że go długo nie zobaczy, ale szybko zapominał, ponieważ mnóstwo wrażeń zaprzątało dziecięcą uwagę. Cała podwórkowa dzieciarnia zebrała się koło ogródka. Wszyscy jednocześnie opowiadali o wakacyjnych przeżyciach przekrzykując się wzajemnie, powodując hałas nie do opisania i nie do wytrzymania.

– Jeżeli się natychmiast nie uspokoicie, obleję was zimną wodą! – zagroziłam przez okno nie mogąc tego dłużej znieść.

Jak spłoszone stadko wróbli odfrunęli, przenieśli się na środek podwórka, obsiedli drabinki, płotki, ławeczki i co się jeszcze dało, i pytlowali dalej. Zamknęłam okno w dużym pokoju, otworzyłam w kuchni i pokoiku chłopców. Nareszcie zrobiło się spokojniej, mogłam się wziąć za rozpakowywanie i porządkowanie rzeczy. Prawie wszystkie, oczywiście, nadawały się do prania, uruchomiłam więc od razu pralkę.

Wieszając pranie na balkonie zauważyłam Gałgana. Z bijącym nagle mocniej i głośniej sercem rozejrzałam się na wszystkie strony usiłując robić to dyskretnie. Nigdzie nie zauważyłam Herberta. Gałgan urósł i naprawdę przewyższał wielkością okoliczne psy, ustępował jedynie piaskowemu dogowi mieszkającemu w sąsiedztwie.

– Cześć, Marianno! – zawołała Majka odciągając Abę od wyjątkowo interesująco pachnącego miejsca. Mam dla ciebie korespondencję, a właściwie cały stos. Dobrze, że jesteś, smutno tu bez ciebie. Wszyscy już wrócili z wakacji, jesteś ostatnia.

– A gdzie Bożenka? – spytałam. – Nie ma jej w domu i ty masz moje listy, nie ona? Wrobiła cię, bo jej się skrzynki nie chciało otwierać? – żartowałam.

– Pojechała na tydzień do mamy, źle się czuła…

– A co jej się stało? – zaniepokoiłam się. – Coś poważnego? Musiała się mamie na głowę zwalać? Przecież ma nas.

– Co ty mówisz? – zdziwiła się Majka. – Tłumaczę ci wyraźnie, że mama Bożenki źle się czuła i Bożenka do niej pojechała. Czy to tak trudno zrozumieć?

– Aha, myślałam, że Bożenka!

Kiedy dotarło do mnie, że Bożenka jest zdrowa i nic jej nie grozi, całą moją uwagę przykuł Gałgan i jedna natrętna myśl: dlaczego nie widać Herberta? W związku z czym, jak zwykle w podobnych wypadkach, plotłam coś bez ładu i składu, rozmawiałam z Majką nie wiem o czym, aż moja droga sąsiadka puknęła się palcem w czoło zwracając się do Aby i Gałgana.

– Chodźcie do domu zwierzaki, bo z ciotką nie da się teraz rozmawiać. Najwyraźniej klepki w łepetynie jej się od upału poprzestawiały. Hej, ty! – krzyknęła w moja stronę śmiejąc się głośno. – Czy ty mnie w ogóle poznajesz? Ja jestem Majka, wiesz? Twoja sąsiadka. Zaraz przyniosę ci twoje listy, rozumiesz?

– Rozumiem, rozumiem, przecież nie jestem taka tępa jak ci się wydaje – najpierw się oburzyłam a potem parsknęłam śmiechem. – Przepraszam cię Majeczko, zamyśliłam się.

– No, widzę. Oprzytomniałaś już? Jak się na ciebie nie huknie, to fruwasz w przestworzach. Chodź tu, Gałganie jeden. Aba do mnie, szybko. Nie słyszysz? No już! – zbierała zwierzaki z podwórka.

– Gałgan znowu u ciebie mieszka? – odważyłam się wreszcie zadać najistotniejsze dla mnie pytanie.

– Tak się złożyło, zaraz do ciebie przyjdę, poczekaj.

Przyszła za pół godziny ze stosem kartek pocztowych i kopert zaadresowanych do mnie.

– O, jakie kolorowe znaczki – ucieszyłam. – Ostatnio moje pociechy zbierają znaczki, będą miały zabawę odklejając taką ilość.

Obejrzałyśmy zdjęcia z wakacji, piękne, barwne fotografie całej rodziny Majki robione w Cięciwie. Były tam psy, koty, Dorota z całą ferajną, jeszcze jakieś bliźniaczki z matką. Dowiedziałam się, że to Aldona, przyjaciółka Teresy, która teraz mieszka w jej mieszkaniu, odkąd siostra Majki przeniosła się do nowego domu w Natolinie. Większość zdjęć robił Maciek, starszy siostrzeniec Majki oraz jedna z bliźniaczek. Nie wiem która, bo mi się poplątało. Podczas komentowania wyglądu psów nadarzyła się okazja do „zahaczenia” o Gałgana i jego pana, czego nie omieszkałam uczynić.

– Herbert dał mi klucze na stałe, bo całymi dniami siedzi teraz w pracy. Wraca dopiero późnym wieczorem albo nocą. Wszystko się pokręciło, jak teraz wszędzie, a on nie może znieść myśli, że znów mu kazali robić reorganizację, w wyniku której musi zwolnić ludzi. Siedzi więc, kombinuje, łamie sobie głowę jak i gdzie, kogo zostawić, ustawić, przestawić, zmienić nazwę albo co innego, żeby nikogo nie skrzywdzić.

– Ja też nie wiem co zastanę po powrocie z urlopu – wtrąciłam.

– Biorę więc Gałgana do siebie, żebym nie musiała latać tam i z powrotem – ciągnęła dalej. – Zresztą smutno by mu było samemu tyle godzin, w końcu to jeszcze psie dziecko, choć wielki jak smok. Przez tydzień będę siedziała w domu, mam urlop, mogę więc się nim zająć. Potem trudno, siusiu i do domu, nic na to nie poradzę.

– Zrobimy dyżury, jak w zeszłym roku, pamiętasz?

– Tak, to najlepsze wyjście z sytuacji, jakoś sobie pomożemy.

– Wiesz Majka, naprawdę nam się udało…

– Z wieloma sprawami, to fakt – zgodziła się Majka. – Ale co konkretnie masz na myśli w tej chwili?

– Właśnie to, że tak sobie siedzimy, rozmawiamy, że jesteśmy otoczone fajnymi ludźmi, na których zawsze można liczyć, którzy pomogą w ciężkiej chwili i podzielą się radością w dobrej…

Nie mogłam dalej snuć rozważań na powyższy temat ponieważ Jacuś pojawił się z wiadomością, że jakiś duży chłopak przyszedł na nasze podwórko, ma zapałki i koniecznie chce zapalić ognisko w drewnianej budce na placu zabaw.

– Chociaż my mu tłumaczymy, że nie wolno, bo będzie pożar! – mówił podniecony. – On nic nie rozumie! Głupi jakiś, albo co? Piotrek powiedział, że go rzuci kamieniem w łeb!

– Nie „go” rzuci, ale „w niego” – poprawiłam. – Ile razy będę ci jeszcze zwracała uwagę?

– Ale ja się spieszę, – odpowiedziało moje dziecko. – Więc nie mam czasu myśleć jak się mówi. A poza tym jeszcze są wakacje, to wolno.

Wyszłyśmy z Majką przed blok, lecz nasza interwencja nie była już potrzebna. Sprawę załatwił sąsiad z pierwszego piętra również wezwany na pomoc. Po chwili na podwórku zapanował spokój.

Wróciłam do mieszkania i sięgnęłam po paczuszkę przyniesioną przez Majkę. Były to wieści „z kraju i ze świata”, pozdrowienia od znajomych i przyjaciół, którzy w czasie wakacji rozjechali się w różne strony. Był też druczek z babskiego pisma informujący, że powieść niejakiej Marianny Sadowskiej nadesłana na konkurs zajęła pierwsze miejsce.

Najpierw nie zrozumiałam o co chodzi, pomyślałam, że przez pomyłkę dotarło do mnie owo zawiadomienie. Już miałam odłożyć kopertę, żeby potem wrzucić do przegródki na zwroty, gdy nagle doznałam olśnienia: przecież Marianna Sadowska to ja! Wygrałam konkurs! Napisałam powieść, która się spodobała komisji! To w ogóle nie do uwierzenia!

Jak szalona tańczyłam i skakałam po pokoju z karteluszkiem w ręce. Nie zauważyłam, kiedy dzieci weszły do domu. Stanęły i nieruchome obserwowały ów dziwaczny obraz.

– Pewnie się stało coś fajnego – stwierdził Piotruś.

– Skąd wiesz? – spytał Jacuś na wszelki wypadek nie zbliżając się zanadto.

– Bo inaczej mama siedziałaby na fotelu i ryczała – odrzekł spostrzegawczy malec.

– Aha, – zgodził się z bratem Jacuś. – Albo krzyczałaby na nas, że pokój nie sprzątnięty, łóżko nie schowane, zęby nie umyte i co ona z nami ma.

Mimo stanu euforii w jakim się znajdowałam, dotarły do mnie słowa Szkrabów. Coś podobnego, wydawało mi się, że potrafię ukrywać zły nastrój i nie przenoszę go na dzieci. Jednak się myliłam, bo chłopcy jak małe psiaki wyczuwali co się ze mną dzieje. Postanowiłam, że muszę popracować nad sobą, bardziej kontrolować swoje zachowanie a zły humor pozostawiać za drzwiami. Nie tylko mieszkania, ale nawet klatki schodowej.

13.04.2017

  • Gość: [L.G.] *.play-internet.pl Przypominam sobie dawne czasy czytając Mariannę. Dzięki.
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Miło wspomnieć, prawda? Są takie „miejsca w życiu”, do których zawsze się dobrze wraca, które pomagają się wyciszyć, zatęsknić za tym, czego już nie ma i przeżyć ponownie. Wpadaj często:):)
Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opowieść Marianny, Powieści. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *