„Widocznie tak miało być” – 41

Podczas poprzednich wakacji zdarzyła się rzecz niesłychana  – a mianowicie zgodnie z przysłowiem, że góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem zawsze może – okazało się, że tata Teresy i wujek Juranda, Zygmunt,  znają się z okresu wojny, pracowali razem w krakowskich tramwajach i wspólnie płatali różne psikusy, jak to młode chłopaki. Z ogromnym wzruszeniem odbyli pierwszą rozmowę przez telefon. Potem kontaktowali się często, a zobaczyli się pierwszy raz od wojny kiedy Jurand przywiózł wujka do swego domu na Ursynowie. Starsi panowie najpierw długo nie mogli wydobyć z siebie głosu, który ugrzązł im gdzieś bardzo głęboko w gardłach, długo ściskali sobie ręce i poklepywali się po plecach zanim wreszcie mogli przemówić. Wszyscy obecni się wzruszyli, cała rodzina wycierała załzawione oczy.

Pojechali oczywiście do Cięciwy, Dziadek chciał tam ugościć przyjaciela z młodości. Helenka z Kaziem również zostali zaproszeni, jakże by mogło być inaczej. Zresztą, czuli się tak, jakby znajomość trwała od dawna. Pewnie dlatego, że bardzo dobrze znali z opowiadań wybryki młodych chłopaków.

– A pamiętasz to, a pamiętasz tamto,  a to, a jak…

Chłopcy patrzyli z zapartym tchem i słuchali z uwagą, jednak ilość informacji była zbyt duża i dotyczyła prehistorycznych czasów, kiedy Dziadek był młodym chłopakiem, więc natężona uwaga odmówiła współpracy na dłuższą metę, zaczęli się poszturchiwać i przepychać, jak zwykle.

– No, panowie, spokój – wtrącił się Dziadek. – Zachowujcie się przyzwoicie i nie róbcie mi wstydu przed kolegą.

– Nie robimy ci wstydu, dziadziu, tylko tak dużo mówicie, że nie nadążam rozumieć – powiedział Kuba.

– Czego nie zrozumiałeś – uśmiechnął się do wnuka.- Chętnie ci wytłumaczę.

– Ja też – dodał wujek Zygmunt. – Młode pokolenie, szczególnie tak bardzo młode, różni się od naszego w tym samym wieku o całe lata świetlne. Nic dziwnego, że mają problem ze zrozumieniem.

– No to na przykład… – zająknął się Kubuś, – ten ba…badist w czerwonych majtkach, co to takiego?

Marek spojrzał na Kubusia jak na wariata i zaczął się z niego nabijać, czego ten znieść nie mógł w żadnym wypadku. Maciek zareagował jednakże natychmiast, chwycił obu braci za kark i unieruchomił. Nie na długo, lecz na chwilę wystarczającą by obaj oprzytomnieli i uspokoili się.

– Ot, Andrzejku, jakie to koguciki ci się wyhodowały – zaśmiał się Kazio.

– Nie ma się z czego śmiać, Marku, – powiedział wujek Zygmunt. – Ty od dziecka słyszałeś opowiadania o tamtych latach, więc pewne rzeczy są dla ciebie jasne i oczywiste. A wy, chłopcy, nie mieliście z tym do czynienie z bliska, że tak powiem, to i nie dziwota, że nie wszystko rozumiecie.

– A więc wracając do pytania Kuby – Dziadek spoważniał. – Baudienst czyli Służba Budowlana w Generalnej Guberni to była taka forma pracy przymusowej w okupowanej przez hitlerowców Polsce.

– Utworzono ją na podstawie zarządzenia  Generalnego Gubernatora  w grudniu 1940 roku – wtrącił Kazio. – Też coś wiem na ten temat..

– Właśnie tak – podjął wujek. – Celem było utworzenie dyspozycyjnych oddziałów, takiej…no,  siły roboczej, oraz nauczenie dyscypliny i wydajnej pracy, tak nam tłumaczyli. Rekrutowano mężczyzn od osiemnastego roku życia do sześćdziesiątego.

– Czasem dobrowolnie, ale raczej z poboru, bo młodzi chłopcy uchylali się od takiej służby u szkopów, poza tym była słabo płatna i bardzo wyczerpująca fizycznie – dodał Kazio.

– Żeby mieć wszystkich junaków na oku, aby łatwiej było pilnować…

– Co to junak? – Kubuś próbował nowe wiadomości logicznie ułożyć sobie w głowie.

– Tak nazywano nas, chłopaków. Grupowano nas w obozach i mieszkaliśmy w barakach – mówił dalej wujek. – Trafiłem tam przypadkiem. Złapali mnie kiedy byłem u kolegi  i nie miałem innego wyjścia, musiałem się zgodzić, bo powiedzieli, że mnie do Oświęcimia wyślą, do obozu koncentracyjnego. Pracowaliśmy w kamieniołomie w Czatkowicach. Kazali nam chodzić w czerwonych gaciach, żeby z daleka było widać czy któryś nie ucieka. Jak tylko ktoś zboczył ze ścieżki to strzelali.

Zapadła cisza, starsi panowie podążyli w krainę wspomnień ku bliskim i znajomym w owym świecie przebywającym… Młodzi uszanowali tę chwilę z całą swą młodzieńczą  wrażliwością. Wreszcie Maciek przerwał.

– Wujku, byłeś w partyzantce?

– Oczywiście.

– To znaczy, że musiałeś z tego bau…dinstu nawiać? Jak to zrobiłeś?

– Ano, miałem iść na przepustkę. Fryce powiedzieli, że jak nie wrócę, zabiją moją matkę. Pomyślałem sobie, że mama pracuje i mieszka teraz w Krakowie, więc jej nie znajdą. Mnie złapali przecież, kiedy szedłem od kolegi. Z całą beztroską młodości postanowiłem nie wracać do baraków. Przekradłem się do ciotki, u której mieszkała moja babcia. Ukryły mnie na piętrze w środkowym pokoju, do którego drzwi zastawiały w ciągu dnia szafą. Gdyby ktoś obcy wszedł na górę, myślałby, że są tam dwa pokoje, nie trzy. Wychodziłem tylko w nocy, żeby nikt mnie nie widział, przecież za przechowywanie zbiega rozstrzelaliby całą rodzinę. Później miałem towarzystwo, dołączył do mnie Wiesiek, granatowy policjant, który miał dość patrzenia na hitlerowskie gęby i nie wrócił na posterunek zatrzymując broń. Mieliśmy dużo czasu na rozmowy, bo cały dzień spędzaliśmy przecież za szafą. Dużo się od niego nauczyłem.

– Na przykład czego? – chłopcy byli zaciekawieni.

– A choćby rozkładać karabin na czynniki pierwsze, czyścić, składać. Wiedzę o różnej broni miałem dzięki temu w jednym palcu.

– Fajnie miałeś – tęsknie powiedział Kuba.

– Ty durny jesteś? – Marek spojrzał z wyrzutem. – Jak fajnie?! Wojna przecież była! W każdej chwili groziła śmierć!

– Wujku, opowiedz jeszcze o partyzantce – prosili Kuba z Maćkiem. – Co robiliście, co ty robiłeś, gdzie byłeś…

– Chłopcy, koniec na dzisiaj – zadecydowała Teresa. – Zlitujcie się nad wujkiem. W Tenczynku będzie ciąg dalszy opowiadań. Podczas wakacji wujek wam nie tylko opowie ale i pokaże różne ciekawe miejsca związane z akcjami i z partyzantami.

– Zgoda – powiedział wujek. – Umawiamy się na dalszy ciąg opowieści w czasie wakacji.  Trzeba taką wiedzę przekazywać młodym, żeby mieli świadomość do czego potrafi doprowadzić nienawiść i nietolerancja.

– A przede wszystkim ciemnota, głupota i podłość – dodał Dziadek.

– O to to – zgodził się Kazio. – Trzeba im mówić, żeby znowu ta faszystowska hydra łba nie podniosła, bo wiadomo, że tylko czeka na sposobność.

– Oj, co za bzdury – oburzyła się Teresa. – Mamy niedługo koniec dwudziestego wieku, to niemożliwe jest, nie-mo-żli-we – powtórzyła.

– Obyś miała rację – zamyśliła się  pani Basia.

– Przecież na szczęście mamy zjednoczoną Europę jak jeszcze nigdy. Jest szansa, by wejść do Unii i nareszcie jeździć po świecie bez przeszkód. Dzieciaki będą już w tym nowym świecie żyły, będą mogły się uczyć i pracować gdzie zechcą. Fantastycznie! Nigdy jeszcze tak dobrze i bezpiecznie nie było, od dwóch tysięcy lat, rozumiecie to?

– My rozumiemy, ale półgłówków chcących tę perspektywę zepsuć nie brakuje, uwierz mi i nie podniecaj się aż tak bardzo – powiedział Dziadek.

– Jak ktoś normalny mógłby nie chcieć, żeby jego dzieci miały dobre życie, perspektywę rozwoju i sukcesów przed sobą w takiej dziedzinie, jaką sobie wybiorą. Żeby się mogły uczyć na każdej uczelni w całej Europie, żeby nie musiały się wstydzić dulszczyzny, kołtuństwa i zaściankowości…

– A skąd wiesz, że im przeszkadza ta dulszczyzna? – spojrzała pani Basia z dziwnym smutkiem w oczach. – Część naszych rodaków dobrze się czuje tylko w zaścianku. Nie myl ze szlacheckim zaściankiem. Chodzi mi raczej o brodzenie w gnoju po kostki albo i po kolana. Oni są szczęśliwi tylko wtedy, kiedy w tym gnoju mogą utopić sąsiada, któremu się lepiej powodzi. A jemu jest lepiej bo pracuje. To zaś nie pasuje temu pierwszemu. Więc nie tylko go utopi, ale zniszczy mu, dajmy na to, obsiane pole i maszyny, podpali stodołę z plonami, zgwałci córkę i połamie nogi synowi…

– Rany boskie, co ty mówisz – Teresą wstrząsnął zimny dreszcz.

– Prawdę Tereniu, prawdę.

– To nie może być prawdą w dzisiejszych czasach! Owszem, dawniej tak, zgadzam się. Lecz teraz? Nie ma już analfabetyzmu, ludzie mają dostęp do książek, telewizji, informacji wszelkiego rodzaju i wiedzy. Przecież każdy chce lepszego życia.

– Ale nasz rodzimy kołtun nie zniesie niczego lepszego u sąsiada, uwierz mi, to się nie zmieniło i jeszcze pokolenia przeminą zanim się zmieni. Albo i nie.

– Nie wierzę. Teraz jest moment na rozwijanie się społeczeństwa obywatelskiego, kiedy jak nie teraz? – zaperzyła się Teresa. – Po raz pierwszy od początku świat mamy możliwość pójścia do przodu…

– Dajcie już spokój, dziewczyny kochane – przerwał córce pan Andrzej. – Z perspektywy wieku, czasu i doświadczenia  mówię ci, córciu, że najlepiej się nie gorączkować, obserwować tylko uważnie sytuacje i wyciągać wnioski, ot co.

Chłopcy ociągali się, mieli ochotę na ciekawe opowieści lecz stwierdziwszy, że na powrót do interesujących ich tematów się nie zanosi, poszli sobie w las po drugiej stronie drogi.

Starsi panowie od czasu pierwszego spotkania pozostawali ze sobą w stałym kontakcie telefonicznym, komentowali bieżące wydarzenia i wspominali.

cdn.

PS. W „Po co wróciłaś , Agato” w rozdziale 39. jest scena, w której się wyjaśnia, skąd znają się Dziadek i wujek Zygmunt.  Zapraszam do czytania 🙂

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści, Widocznie tak miało być, Widocznie tak miało być. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 Responses to „Widocznie tak miało być” – 41

  1. Krystyna 7 8 pisze:

    No no jest ciąg dalszy. Aniu, może uda Ci się w całości to opublikować w formie papierowej. Naprawdę masz co. Serdeczne pozdrowienia.

    • anka pisze:

      Krysiu:-) Dziękuję 🙂 A przeczytałaś może „Po co wróciłaś, Agato”? Pytam, bo tam znajdziesz znajome ursynowskie miejsca 🙂
      Chciałabym w formie papierowej, ale cóż, mogę tylko pomarzyć, albo dać anons: czekam na propozycje 😉 Nie mam kasy, żeby sobie wydać i nie zanosi na żadną wygraną ani spadek z Ameryki 😉 Mam ogromną przyjemność w tym, że Tobie się dobrze czyta i innym dziewczynom też 🙂 Buziaki!

  2. jotka pisze:

    Uwielbiałam słuchać wojennych opowieści dziadka i starszych nawet opowieści babci.
    Cieszyliśmy się na wejście do UE i nowe lepsze życie, a tu znowu niepokój…mam nadzieję, ze nasze dzieci nie dadzą sobie tego odebrać.
    Bardzo ciekawy odcinek, Aniu!

  3. anka pisze:

    Jotko:-) Niepokój mnie coraz bardziej ogarnia. Naprawdę tyle nadziei, radości było a teraz – kiepsko się czuję. Wygląda na to, że ktoś miał rację mówiąc, iż jesteśmy mistrzami w przerabianiu zwycięstw na klęski.. Nie traćmy jednak nadziei.
    Bardzo dziękuję za zainteresowanie odcinkiem 🙂

  4. Mysza w sieci pisze:

    Takie opowieści są bardzo cenne i powinny być lekcją dla przyszłych pokoleń.. Czy będą, historia świata kiedyś pokaże. Po ostatniej podróży do Gdańska mam napis z Westerplatte w oczach – Nigdy Więcej Wojny. Nawet tej najmniejszej, z zazdrości, zawiści i niechęci do innych. Choć te wojenki jakoś zniknąć nie chcą.
    Czekam na ciąg dalszy powieści i spokojnego weekendu Ci życzę 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) NIGDY WIĘCEJ WOJNY!!!!
      Tylko co zrobić, jeśli wrogość między ludźmi narasta podsycana słowami płynącymi z tvpis co już przełożyło się na wiele ludzkich tragedii. Część populacji (nie wiem jak ich inaczej określić, bo ani to społeczeństwo, ani członkowie wspólnoty, ani rodakami nie chciałabym ich nazywać) o specyficznych cechach potraktowało to jako przyzwolenie na agresję, stąd nie ma dnia bez napadu na normalnych ludzi, którzy z jakiegoś powodu nie spodobali się tym „specyficznym”. Mam wrażenie, że już nie mają granic ani zahamowań. Skoro za mowę w obcym języku, za kolorowe ubranie, za odezwanie się, za kolor skóry, albo po prostu za nic, bo takie mają „widzimisię” itp. potrafią fizycznie atakować, nawet strzelać (!!!) to dokąd doszliśmy? Do tego słowa o spokojnej, pokojowo nastawionej do świata, wrażliwej grupie rodaków prezydent państwa potrafi powiedzieć, że to nie ludzie? I to z takim wyrazem twarzy, że ciarki przechodzą po plecach mnie, choć jestem tzw. normalna, mam męża i dzieci? W latach trzydziestych też zaczęło się od odczłowieczania grup ludzi…
      Myszko, nie wydaje mi się, żeby „specyficzni” uczyli się i wyciągali wnioski z historii. Jak się mają miliony ofiar II wojny do obchodów urodzin hitlera w Polsce? Albo przemarsze z faszystowskimi hasłami przez ulice Warszawy, która zburzona w Powstaniu została, a pod ziemią wciąż leżą szczątki bohaterów? I nad nimi paradują tacy, co głoszą słowa nienawiści?
      Myszko, może jak mantrę zacznijmy wszyscy powtarzać w myślach i na głos, bezustannie, w dzień i w nocy – NIGDY WIĘCEJ WOJNY!!!!!!

      • anka pisze:

        Myszko, poniosło mnie ale sama rozumiesz, masz synka i chcesz, żeby żył w normalnym, spokojnym, bezpiecznym świecie i był szczęśliwy. I niech tak będzie 🙂
        Pogodnego weekendu, oderwania myśli od złych rzeczy i wszystkiego co najlepsze 🙂 Buziaki!

  5. Pola pisze:

    Tak, te historie sa głównie dla starszego pokolenia, młodzież niekoniecznie pojmuje kontekst. Jedynie szczegóły chwyta: broń, partyzantka, ucieczki… To efekt zdominowania dzisiejszego świata konkretną tematyką: przemoc, broń, walka… Ogólnie- matrix. Dla mnie to straszne… Tzn. Straszne tamto i to teraz również. Jestem idealistką, nie jest mi dobrze z tym. Bo ja dostrzegam piękno wokół- w naturze, w gwiazdach, w ludziach, z którymi mam kontakt, w muzyce, w poezji. Brzydzę się całą brzydotą świata. Wiem, jestem niedzisiejsza. Cóż…
    Odcinek piękny i wart zastanowienia.
    I Tenczynek jest 🙂

    • anka pisze:

      Polu:-) Ja też jestem niedzisiejsza, nawet baaardzo… Gdyby takich pięknych duszyczek jak Ty było więcej to i świat byłby piękniejszy 🙂 Cóż nam pozostaje? Zwracać uwagę ku dobrym rzeczom, zostawiając te złe, niech sobie leżą odłogiem. Wzrasta to, o czym myślimy więc niech myśli też będą dobre, przecież podobne przyciąga podobne…
      Tenczynek z dawnych czasów i moich wspomnień 🙂
      Dziękuję i serdeczności posyłam 🙂

  6. Urszula97 pisze:

    Masz rację, góra z górą się nie zejdzie ale człowiek z człowiekiem tak, znam takie przypadki. Opowiadania starszych osób ( jako dziecko) nazywałam bajaniem. Trudno maluchom w to wszystko wierzyć i sobie to wyobrazić. Pozdrawiam serdecznie i czekam na c.d.

    • anka pisze:

      Ula:-) Bardzo lubiłam słuchać opowiadań starszych, ale niewiele zapamiętałam. Co zapisałam – to uwieczniłam, dobrze, że chociaż tyle.
      Dobrego weekendu Uleńko, Ciepłe z Puchatym 🙂

  7. L.C pisze:

    Witam, fajny odcinek. Niestety my już jesteśmy Ci starsi,ale młodzi nie pytają się o to co było. Przynajmniej mnie. Sama czasami opowiadam o zdarzeniach sprzed lat jak jest komu. Młodzi wolą siedzieć przed komputerem, albo bawić się komórką. Pozdrawiam, do miłego.:-).

    • anka pisze:

      Legendarna:-) Czytałaś 36 odcinek?
      Masz rację, mało kogo interesuje przeszłość, do tego chyba po prostu trzeba dorosnąć. Dla młodych II wojna czy bitwa pod Grunwaldem to prawie ten san czas ;( Buziaki 🙂

  8. zamyślona pisze:

    Opowieści naszych rodziców i dziadków zwykle dopiero wtedy zaczynają nas interesować, gdy naszych bliskich nie ma już z nami. Gdy już odeszli do lepszego świata. O ile rzeczy chciałabym teraz zapytać moich rodziców, moją babcię, moją ciocię, moją teściową. Ale już nie zapytam, bo ich nie ma. Dobrze, że za życia teściowej spisałam Jej barwne wspomnienia.

    • anka pisze:

      Marysiu:-) Czy już wszystkie wspomnienia dałaś na blog, czy jeszcze masz jakieś schowane? Uwielbiam czytać te wspomnienia. Wiesz, że ja wciąż mam takie same myśli – że o tyle rzeczy nie zdążyłam wypytać. Zdawało mi się, że mam dużo czasu…
      Przytulam Cię serdecznie 🙂

  9. skowronpisze pisze:

    Podoba mi się ten wpis 🙂
    Tu wiele rzeczy znajomych – Czatkowice, Tenczynek, – i nieznanych tak dobrze czyli historyczne opowieści, również z dużą dozą okrucieństwa.
    Bardzo ciekawy tekst. Mądrze, o ludziach.
    Pozdrawiam, Anno 🙂

    • anka pisze:

      Piotrze:-) To jest kolejny rozdział powieści. Tenczynek pojawia się i w „Po co wróciłaś, Agato” i w „Widocznie tak miało być”, która jest kontynuacją pierwszej. Nic w tym dziwnego, Tenczynek w moją duszę jest „wbudowany” na zawsze.
      Dziękuję za życzliwe słowa i pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *